why_me1
25.11.05, 16:31
Nie wiem czy to dobre forum,ale mam nadzieje,ze ktos pomoze mi zrozumiec.
Prosze tylko bez zlosliwych kometarzy i obelg,bo stresow mam dosc i
przykrosci.
Zaczne od tego,ze jestem w ostatnim miesiacu ciazy i jestem z kims prawie dwa
lata. Zwiazek rozsypal sie w lipcu. Najpierw byly moje bledy,potem jego.
Jednak uczucie nie wygaslo, przynajmniej z mojej strony i postanowilismy
ratowac Nas. Ja robie wszytsko ,okazuje,ze Go kocham,ze jest Jedyny,ze chce
byc wlasnie z nim.On? oszukiwal od lipca,udajac,ze budujemy na
nowo ,pozostawiajac to co zle w tyle.
Ale sytuacja wyglada tak.Ja walcze,bije glowa w mur.On mi mowi,ze odbuduje
moje zaufanie,ze chce by bylo dobrze. Po czym,za moimi plecami, siedzi na
czatach,wymienia sie zdjeciami, umawia sie , pisze komus komplementy, slodko
sie zwraca,smsuje.A do mnie? Ma wiecznie pretensje ,wsyztsko robie zle wedlug
Niego,przeszakdzam mu chyba,ze oddycham. A robie wszytsko dla Niego i dla
Nas,chce i probuje dac mu cieplo, chce byc dla Niego kobieta,a czuje sie jak
monstrum , ktore nosi jego dziecko.Dziecko na tym cierpi, bo odczuwa stres i
moje lzy.Kiedys wiedzialam,ze jestem atrakcyjna, dzis zanizyl mi tak poczucie
wlasnej wartosci,ze zalamalam sie :(((.
Nie wiem w sumie co mam myslec. Ale czy tak wyglada szczerosc w
zwiazku ,zwlaszcza,ze niby chce sie budowac zdrowy zwiazek oparty na milosci
i zaufaniu?