Kogo byście uratowali?

    • waclaw_grzyb Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 16:40
      a ja bym zadzwonił do "Radia Maryja" i zapytał Ojca prowadzącego co brać: in
      vintro czy kota
      • genderka_yaris Re: Kogo ratować? - Nie ma katolickiego dylematu 06.12.05, 18:16
        Nie muszisz dzwonić, wiadomo że kota.
        Embrony jako takie nie są zdolne do samodzielnej egzystencji, by z embrionów
        powstały dzieci należy je umiesić w macicy kobiety, a taki czyn jest przez KK
        traktowany jako niedopuszczalne oderwanie aktu podczęcia od aktu prokreacji.
        Pojęcie "dzieci nierodzone" nie stosuje się do embrionów w pojemniku, tylko do
        zarodków trwale zagnieżdzonych w macicy. Nie ma wiec dylematu moralnego dla
        prawomyślnego katolika - ratuje on żywego kota i ma dodatkowo przyjemną
        świadomość, że swoim wyborem zapobiegł niedozwolonym przez KK manipulacjom na
        ludzkich komórkach.
        • mruweqs Re: Kogo ratować? - Nie ma katolickiego dylematu 06.12.05, 19:33
          genderka_yaris napisała:

          > Nie muszisz dzwonić, wiadomo że kota.
          > Embrony jako takie nie są zdolne do samodzielnej egzystencji, by z embrionów
          > powstały dzieci należy je umiesić w macicy kobiety, a taki czyn jest przez KK
          > traktowany jako niedopuszczalne oderwanie aktu podczęcia od aktu prokreacji.
          > Pojęcie "dzieci nierodzone" nie stosuje się do embrionów w pojemniku, tylko do
          > zarodków trwale zagnieżdzonych w macicy. Nie ma wiec dylematu moralnego dla
          > prawomyślnego katolika - ratuje on żywego kota i ma dodatkowo przyjemną
          > świadomość, że swoim wyborem zapobiegł niedozwolonym przez KK manipulacjom na
          > ludzkich komórkach.

          dziwne...
          Coś słabo się orientujesz w tym co mówi na powyższe tematy teologia moralna
          Kościoła. Jest też druga teza wyjaśniająca Twoją (co tu dużo kryć) bzdurną
          wypowiedź. Po prostu ściemniasz. Tak, tak.

          1.Teologia moralna Kościoła Katolickiego, za uznanymi autorytetami medycznymi,
          stwierdza: "Człowiek zaczyna się w momencie wniknięcia plemnika do komórki
          jajowej". Idąc dalej tym tropem dostrzegamy, iż pojęcie dziecka nienarodzonego
          stosuje się od momentu poczęcia.

          2. Co do manipulacji. To mamy tu kolejną ściemę. Kościół przede wszystkim
          atakuje fakt zabijania "nadprogramowych" embrionów. To po pierwsze. Po drugie
          Kościół wręcz propaguje akcje adopcji nienarodzonych dzieci w stadium zarodkowym.
      • kierunek_zachod W_G - I to jest prawidlowa odpowiedz !!! 06.12.05, 19:15
        Waclawie_Grzybie - chyle czola :-))


        dla potomnosci - waclaw_grzyb napisał:

        > a ja bym zadzwonił do "Radia Maryja" i zapytał Ojca prowadzącego co brać: in
        > vintro czy kota
    • Gość: maimai Re: Kogo byście uratowali? IP: *.chello.pl 06.12.05, 16:40
      kotke - a nie powinno byc: co byscie uratowali?
    • niewazne_kto Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 16:44
      a co za cham trzyma kota w laboratorium!!!??? To pierwsze i najwazniejsze.
      Najpierw bym uratowal kota a potem dalbym temu chamowi, ktory go tam zamknal po
      pysku.
    • Gość: Slotna Re: Kogo byście uratowali? IP: *.76.classcom.pl 06.12.05, 16:49
      Hyhy, genialne:)) Nawet gdyby nie bylo kota, i tak nie wynioslabym tych
      embrionow, bo niby po co?
      • Gość: bez_grzechu Re: Kogo byście uratowali? IP: *.dip0.t-ipconnect.de 10.12.05, 23:39
        scept089 napisal:
        "Sztuczne serce. Palacy sie zywcem kot to nic w porownaniu z czlowiekiem
        umierajacym z powodu braku sztucznego serca. "

        Sorry ale nie moge sie powstrzymac - co to za straszne pierdoly???
        Niby co - czlowiek umierajacy powoli i we wzglednym spokoju (tak sobie
        prrzynajmniej wyobrazam umieranie na wade serca - proces ten jest jak mniemam
        raczej malo drastyczny, daleko mu do scen takich jak np z CSI Miami) cierpi
        wiecej niz palacy sie zywcem kot? Co za gieniusz to napisal!
    • Gość: nnk Re: Kogo byście uratowali? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.12.05, 17:05
      Oczywiście, że kota...
    • Gość: zenka Re: Kogo byście uratowali? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.05, 17:05
      Ja tyż kota. ;-]
    • Gość: julita k. KOTA zdecydowanie IP: *.profinet.wlkp.pl 06.12.05, 17:12
      Wyznaję zasadę minimalizacji cierpienia.
      • mruweqs EMBRIONY 06.12.05, 17:58
        Wybieram ludzi.

        1. Kot nie jest dla mnie tyle samo wart co istnienie ludzkie
        2. Prosty rachunek matematyczny. Biorąc pojemnik z embrionami ocalę więcej
        istnień niż biorąc kota.
        3. Kot przeżył już choć trochę swe życie, przed tymi embrionami egzystencja stoi
        otworem. Jeśli one zginą to straca więcej niż kot.
        4. co do cierpienia kota. To owszem nie poczułbym się najlepiej gdybym słyszał
        jego męki, ale mimo wszystko życie ludzkie więcej jest dla mnie warte niż kocie.
        • Gość: snowball2 Re: EMBRIONY IP: *.era.pl 06.12.05, 18:19
          od embriona do człowieka droga daleka :-)

          a koty? koty są miłe

          • mruweqs Re: EMBRIONY 06.12.05, 19:19
            Gość portalu: snowball2 napisał(a):

            > od embriona do człowieka droga daleka :-)

            ??
            Jeśli tak twierdzisz to bardzo mi przykro. Ja na tej zasadzie mogę stwierdzić,
            że TY jesteś dopiero na "drodze" do bycia człowiekiem i gdybym miał do wyboru
            Ciebie i szczep bakterii w pojemniku wybrałbym bakterie. Są na pewno milsze od
            Ciebie ;)

            Gość portalu: snowball2 napisał(a):
            > a koty? koty są miłe

            tego nie przeczę
            • yoma Re: EMBRIONY 06.12.05, 20:32
              Zrobiłabym to samo co ty :)
            • Gość: zoe17 Re: EMBRIONY IP: *.drzewna / *.internetdsl.tpnet.pl 06.12.05, 21:06
              Jesli woli sie embriony od kota, to powinno sie tez wolec czlowieka od
              bakterii, nawet jesli sie nie szanuje jego pogladow.
              • mruweqs Re: EMBRIONY 06.12.05, 21:17
                Gość portalu: zoe17 napisał(a):

                > Jesli woli sie embriony od kota, to powinno sie tez wolec czlowieka od
                > bakterii, nawet jesli sie nie szanuje jego pogladow.

                trafna uwaga.
                Ma wypowiedź miała być jednak zaprezentowaniem do czego dojdziemy wybierając
                koty zamiast ludzi.
              • black.rouse Re: EMBRIONY 07.12.05, 13:43
                KOTA! z prostej przyczyny... kot potrafi upomniec sie o swoje mialczac lub chodzby dyszac jak to napisano w jednym z postow...embrion sie " nie upomni "
                to tylko komorka jak to wszyscy twerdza...nikomu nie potrzebna jedna z wielu.....i wydaje mi sie ze pan dr Religa mysli podobnie... bo w koncu jest przeciwny doplacaniu przez NFZ do In Vitro....

                Chore , ale prawdziwe....

                * nie moge miec dzieci... In vitro = zbawienie, ale poza zasiegiem mojej kieszeni....
        • kropek_oxford [...] 08.12.05, 05:52
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • blinski Re: EMBRIONY 28.01.06, 18:54
          > 3. Kot przeżył już choć trochę swe życie, przed tymi embrionami egzystencja
          sto
          > i
          > otworem.

          ja dokłądnei z tego samego powodu ratowałbym kota.


          > Jeśli one zginą to straca więcej niż kot.

          ale móje rozumowanie jest przeciwne - więcej straci kot, ponieważ on nauczył
          się już co to ból, jest w pełni rozwiniętym organizmem, ma układ nerwowy, czuje
          ból. embriony dopiero co powstały - a więc gninąc tracą dużó mniej. z życiem
          jest wg. mnie tak jak z grą, (dajmy na to milionerów:). jeśli dopiero co
          zaczynasz gę i odpadasz, tracisz najmniej lub nic - nic nie ugrałeś a wieć nic
          nei straciłęś odpadając, nie straciłeś nerwów, czasu, nie zużyłeś zasobów
          umysłowych. najwięcej traci ten, który odpada tuż przed ostateczną wygraną - a
          więc przekładając na życie, ten który najwięcej przeżył, który poznał co to
          ból, który 'dorobił się' zależnosći społecznych, który kocha i jest kcohany,
          lubi i jest lubiany, który ma świadomość jaką stratą będzie dla niego odejście.
          embrion czy płód to istota która nawet nie przekroczyła progu 'gry', nie
          zdążając się urodzić.
    • Gość: Al Kota IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.12.05, 17:54
      Kocham te stworzenia:)))
      • mruweqs Re: Kota 06.12.05, 19:20
        Gość portalu: Al napisał(a):

        > Kocham te stworzenia:)))

        ja tam kocham ludzi.
        Zawsze mi się wydawało, że kochać można osobę.
        Widać się pomyliłem.
        • yoma Re: Kota 06.12.05, 20:22
          Pomyliłeś się.
          • mruweqs Re: Kota 06.12.05, 20:27
            możesz rozwinąć swą myśl??
          • yoma Re: Kota 06.12.05, 20:28
            Pomyliłeś się twierdząc, że można kochać tylko ludzi.

            I boń mnie Boże od takich kochających.
            • mruweqs Re: Kota 06.12.05, 21:22
              yoma napisała:

              > Pomyliłeś się twierdząc, że można kochać tylko ludzi.
              >
              > I boń mnie Boże od takich kochających.

              Niby możesz kochać zwierzę, tylko powstaje problem z odwzajemnieniem. Ale ja
              uważałbym ze słowem miłość.
              Mogę przepadać za zwierzakami. Poniekąd nie mogę bez nich żyć, ale ich nie kocham.
              Tak w ogóle to zauważam straszne spowszednienie słowa miłość. Czy jednak zawsze
              kiedy je wypowiadamy wiemy co ono oznacza??
              • yoma Re: Kota 06.12.05, 21:23
                Zdecydowanie mylisz się co do odwzajemnienia. Nie wiesz, co tracisz.
      • rzaba.ekhem Re: Kota 07.12.05, 09:49
        kota! (pięęęęęęękny wątek :))
    • Gość: kasia Re: Kogo byście uratowali? IP: 193.130.178.* 06.12.05, 17:59
      Kota.
      • aulea Chyba, że by drapał.. 06.12.05, 18:02
        wtedy to już tylko zalezy jak daleko ten ogień i ile cierpliwosci mi zostało..
        • yoma Re: Chyba, że by drapał.. 06.12.05, 20:31
          Tonący też wciąga :)
          • Gość: croyance Re: Chyba, że by drapał.. IP: *.server.ntli.net 07.12.05, 16:02
            "Milcz, jak powiada jedna z zasad, jesli kot pierwszy sie nie zwraca" - kot
            musialby poprosic :-P
    • Gość: zdecydowana Re: Kogo byście uratowali? IP: 195.108.1.* 06.12.05, 18:15
      kota oczywiscie ...biore pewniaka!
      • kocia_noga Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 18:59
        Kota, nawet jesliby drapał.
    • Gość: amate Re: Kogo byście uratowali? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.05, 18:58
      Oczywiście kota! Embriony przy wynoszeniu by się i tak rozmroziły i do niczego
      nie nadawały - a jak już tu ktos wspomniał wyniesienie ich w pojemniku z ciekłym
      azotem jest cokolwiek trudne. A poza tym czy taki pojemnik może spłonąć? Czy
      jest ognioodporny - może niech chemicy i inni "fafowcy" się wypowiedzą!
    • Gość: lukassss Re: Kogo byście uratowali? IP: *.adsl.inetia.pl 06.12.05, 19:00
      jest takie opowiadanie Andrzeja Luczeńczyka pt.Ciemna woda.temat - kogo
      ratować,kogo poświęcić.Autor niestety nie zyje.
    • wielka_stopa Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 19:02
      Oczywiście kota.
    • Gość: Jonek Kot. IP: *.ip.nd.e-wro.net.pl 06.12.05, 19:03
      Krótka piłka, nawet nie ma się nad czym zastanawiać - KOTA.
    • wardog1 Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 19:07
      Zdecydowanie kota, gdyż on już jest istotą,natomiast te kilka komórek nie są
      zdolne do samodzielnego życia
      • mruweqs Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 19:39
        wardog1 napisał:

        > Zdecydowanie kota, gdyż on już jest istotą,natomiast te kilka komórek nie są
        > zdolne do samodzielnego życia

        Ty też nie jesteś zdolny do samodzielneo życia. Jeśli chcesz się o tym
        przekonać, to odłącz sobie prąd, gaz, zamknij się w izolatce, nie kontaktuj się
        z nikim.
        Za samodzielne można uznać tylko rośliny, ale i one potrzebują do swej
        egzystencji destruentów.

        BTW: Kot jako ten bardziej samodzielny ma większe szanse przeżycia bez naszej
        pomocy. Embriony są skazane na zagładę.

        I już tak na zakończenie: Niesamodzielnych chorych ze szpitala też nie uratujesz??
        • yoma Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 20:27
          Nie uniosę na rękach 100 kg chorego, sorry... Demagog.
          • mruweqs Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 20:41
            yoma napisała:

            > Nie uniosę na rękach 100 kg chorego, sorry... Demagog.

            1.Większość chorych waży znacznie poniżej 100kg.
            2."Niesienie na rękach" nie jest jedynym sposobem ocalenia.
            3. Jak tak lubisz bawić się w szczegóły "techniczne" to zastanów się jak
            wyniesiesz w trakcie pożaru kota. Podopowiem, że będzie się rzucał
            niemiłosiernie i najprawdopodobniej wyskoczy Ci z rąk.
            4. Myślałem, że mówimy o fakcie wyboru: komu poświęcisz te cenne sekundy, które
            mogą zaważyć na Twoim życiu lub śmierci, a nie - nie wezmę kota bo mnie podrapie
            albo nie wezmę zarodków bo się rozmrożą... Tak apropos rozmrożenia to one są
            trzymane w pojemnikach, które są w stanie utrzymać odpowiednią temperaturę przez
            jakieś 12 godzin.

            sorry naucz się kto to demagog zanim zaczniesz takich trudnych słów używać.
            • yoma Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 20:46
              Ale razem z łóżkiem, rpzecież są niesprawni! I z całą aparaturą, i z
              kroplówkami...

              Zresztą nawet gdyby ważyli 40, to i tak nie dam rady. A na kotach się trochę
              znam. Podtrzymuję demagoga.
              • mruweqs Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 21:01
                yoma napisała:

                > Ale razem z łóżkiem, rpzecież są niesprawni! I z całą aparaturą, i z
                > kroplówkami...

                I??

                >A na kotach się trochę znam. Podtrzymuję demagoga.

                Ja też znam się na kotach (nie będę licytował kto lepiej bo to śmieszne).

                Co do demagoga ( nie lubię osobistych wycieczek, ale zostałem niejako do tego
                wywołany) - «człowiek, zwłaszcza polityk, działacz głoszący hasła obliczone na
                łatwy efekt, poklask, starający się pozyskać zwolenników schlebianiem,
                obietnicami bez pokrycia, kłamstwem itp.» grecki: dƒmagogós

                1. Moje tezy są rzetelne.
                2. Nie schlebiam nikomu.
                3. Mój pogląd widzenia należy do tych, które nie liczą na poklask.
                4. W żaden sposób nie kłamię


                • yoma Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 21:05
                  I co, twierdzisz, że nie głosisz haseł obliczonych na tani efekt oraz obietnic
                  bez pokrycia, jak ta o umiłowaniu ludzi? Wobec tego pozwolisz, że ci nie
                  uwierzę.
                  • mruweqs Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 21:10
                    yoma napisała:

                    > I co, twierdzisz, że nie głosisz haseł obliczonych na tani efekt oraz obietnic
                    > bez pokrycia, jak ta o umiłowaniu ludzi? Wobec tego pozwolisz, że ci nie
                    > uwierzę.

                    tak właśnie twierdzę.

                    1.Mam prawo kochać ludzi. Nikt mi tego nie zabroni, tak jak Tobie nikt nie
                    zabroni niewiary w moją miłość. Ale na tej podstawie ja mogę powiedzieć, iż bez
                    pokrycia jest stwierdzenie o miłości do "tych stworzeń" (kotów rzecz jasna)
                    2. Moje hasła nie są obliczone na tani efekt. Mają skłaniać do zastanowieniem
                    się nad problemem człowieczeństwa.
                    • yoma Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 21:14
                      Nie możesz, bo nie wiesz, co czują miliony miłośników kotów. Możesz mówić tylko
                      za siebie. I jeśli powiesz, że jesteś organicznie niezdolny do kochania
                      zwierząt, to ja ci uwierzę, bo dlaczego nie?
                    • wardog1 Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 21:15
                      mruweqs napisał:

                      > yoma napisała:
                      >
                      > > I co, twierdzisz, że nie głosisz haseł obliczonych na tani efekt oraz obi
                      > etnic
                      > > bez pokrycia, jak ta o umiłowaniu ludzi? Wobec tego pozwolisz, że ci nie
                      > > uwierzę.
                      >
                      > tak właśnie twierdzę.
                      >
                      > 1.Mam prawo kochać ludzi. Nikt mi tego nie zabroni, tak jak Tobie nikt nie
                      > zabroni niewiary w moją miłość. Ale na tej podstawie ja mogę powiedzieć, iż bez
                      > pokrycia jest stwierdzenie o miłości do "tych stworzeń" (kotów rzecz jasna)
                      > 2. Moje hasła nie są obliczone na tani efekt. Mają skłaniać do zastanowieniem
                      > się nad problemem człowieczeństwa.

                      Czy ty sam zastanowiłeś się już nad problemem człowieczeństwa?
                      • yoma Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 21:19
                        Proponuję, Mruweqs, lekturę Vercorsa na początek. "Zwierzęta niezwierzęta".
                        Ewentualnie może być Lem, "Opowieści o pilocie Pirxie"
                        • mruweqs Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 21:29
                          yoma napisała:

                          > Proponuję, Mruweqs, lekturę Vercorsa na początek. "Zwierzęta niezwierzęta".
                          > Ewentualnie może być Lem, "Opowieści o pilocie Pirxie"

                          Spoko.
                          Lema już czytałem (wielokrotnie).
                          Jak już się tak wymieniamy lekturami to ja proponuję starą dobrą Biblię i
                          Katechizm Kościoła Katolickiego.
                          • yoma Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 21:36
                            Biblia, bardzo dobry kryminał. Katechizm, jeśli mi powiesz, w jakim celu.
                        • Gość: croyance Re: Kogo byście uratowali? IP: *.server.ntli.net 07.12.05, 16:07
                          O, to to.
                          Nie ma to jak pycha; czlowieczenstwo! Niech wszyscy cierpia, bo JA, JA CZLOWIEK
                          jako korona stworzenia ratowac musze kazda swoja swieta tkanke ...
        • wardog1 Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 20:42
          mruweqs napisał:
          > Zdecydowanie kota, gdyż on już jest istotą,natomiast te kilka komórek nie
          > są
          > > zdolne do samodzielnego życia
          >
          > Ty też nie jesteś zdolny do samodzielneo życia. Jeśli chcesz się o tym
          > przekonać, to odłącz sobie prąd, gaz, zamknij się w izolatce, nie kontaktuj się
          > z nikim.
          > Za samodzielne można uznać tylko rośliny, ale i one potrzebują do swej
          > egzystencji destruentów.
          >
          > BTW: Kot jako ten bardziej samodzielny ma większe szanse przeżycia bez naszej
          > pomocy. Embriony są skazane na zagładę.
          >
          > I już tak na zakończenie: Niesamodzielnych chorych ze szpitala też nie uratujes
          > z??

          Chyba nie chcesz na serio porównywać chorych ludzi z paroma komórkami.
          A zdolność do samodzielnego życia też jest w twoim przykładzie nie poprawna
          chyba jesteś w stanie się samodzielnie odżywiać, oddychać i poruszać
          A ten kotek jest w istoćie ukończonym stworzeniem.

          • mruweqs Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 20:55
            wardog1 napisał:
            >
            > Chyba nie chcesz na serio porównywać chorych ludzi z paroma komórkami.
            > A zdolność do samodzielnego życia też jest w twoim przykładzie nie poprawna
            > chyba jesteś w stanie się samodzielnie odżywiać, oddychać i poruszać
            > A ten kotek jest w istoćie ukończonym stworzeniem.
            >

            chcę. I to i to jest człowiek.
            Czy człowiek sparaliżowany od szyji w dół jest w stanie się samodzielnie
            odżywiać?? Jak sądzisz??
            Nawet będąc w pełni sprawny jesteś tak samo samodzielny jak embrion. Ty
            pobierasz substancje odżywcze ze sklepu, on z materiałów zapasowych jakie ma, a
            później z krwi matki. On też samodzielnie oddycha i się porusza. Zawsze jesteś
            od kogoś zależny. Nie zmienisz tego. Nie może to być jednak kryterium decydujące
            o czyimś bycie lub niebycie.

            dwa pytania: Przejawia się tu tendencja by stwierdzać iż "te kilka komórek to
            nie jest człowiek". Jeśli to prawda to:

            1. Jak zdefiniujesz człowieka!!??
            2. Który moment życia uznasz za początek bycia człowiekiem??
            • wardog1 Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 21:03
            • wardog1 Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 21:27
              mruweqs napisał:


              > 1. Jak zdefiniujesz człowieka!!??
              > 2. Który moment życia uznasz za początek bycia człowiekiem??

              1.Istotą ktura myślą i uczynkiem jest w stanie podwładnić sobie środowisko w
              kturym żyje
              2.To nie łatwo, ale myślę że z tych paru komórek początku życia?
              przechodzimy jako ebrio ludzkiej istoty wszystkie stadia ewolucji
              które dotychczas na ziemi istniały.
              pytaniem staje się , z punktu naukowego czy religijnego,
              a wtym przypadku rozwierają się przepaście

            • wardog1 Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 21:42
              mruweqs napisał:
              > 2. Który moment życia uznasz za początek bycia człowiekiem??

              jeszcze jedno, w pubie spierali się ksiądz z lekarzem kiedy zaczyna się życie,
              czy z zapłodnieniem czy też z porodem, dyskusja szła w "te i nazad"
              w pewnym momencie wtranca się "gośćiu" i mówi "wy oba nie macie pojęcia,
              życie zaczyna się jak dzieci z domu a stara na cmentarzu"
              • wardog1 Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 22:05
                Jeszcze raz do mruweqs, czy ty aby nie przesadzasz z tą miłośćią do paru komórek
                przecież tracisz tysiące z nich dziennie, a każda z nich zawiera pełną informację
                DNA, tak samo jak plemnik.
                Jesteś interesującym kontrahentem, chętnie podyskutowałbym z tobą vis a vis.
                Nie mam pojęcia kto ciebie kształtował, kto cię zrobił tym kim dziś jesteś
    • bursztynek000 Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 19:10
      świrlandia...generalnie-problem wyssany z palca..po pierwsze kto widzial kota w
      laboratorium, ktore z założenia powinno byc sterylne,po drugie to ja mam
      pytanie do autora tego "zapytania": kogo by zjadl bedąc na bezludnej
      wyspie:brata czy siostrę?;)
      "Zastanówcie się nad tym proszę bo łatwo jest mówić......."to cytat jakby co;)
      • aulea Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 20:13
        bursztynek000 napisała:

        > świrlandia...generalnie-problem wyssany z palca..po pierwsze kto widzial kota w
        >
        > laboratorium, ktore z założenia powinno byc sterylne,po drugie to ja mam
        > pytanie do autora tego "zapytania": kogo by zjadl bedąc na bezludnej
        > wyspie:brata czy siostrę?;)
        > "Zastanówcie się nad tym proszę bo łatwo jest mówić......."to cytat jakby co;)

        Zależy, które bardziej spasione, żeby na dłużej starczyło..

        • Gość: croyance Re: Kogo byście uratowali? IP: *.server.ntli.net 07.12.05, 16:09
          Lepiej chude zjesc (na zupe), bo jednak mniejsza objetosciowo strata ...
    • Gość: Oczywiscie Re: Kogo byście uratowali? NELSONKA IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.12.05, 19:18
      Zalozmy ze jest to zarodek Nelsonka, badz kogos innego. Wolelibyscie kota
      zamiast niego?
      • Gość: Oczywiscie Re: Kogo byście uratowali? NELSONKA IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.12.05, 19:23
        Ps. Nelsonek wpisalam twoj nick jako symbol kogos realnego. Jesli cie to uraza
        to przepraszam.
        • nelsonek Re: Kogo byście uratowali? NELSONKA 06.12.05, 23:45
          Dla Twojej informacji: nie obrazam sie bo nie mam o co.
          • miszkad Re: Kogo byście uratowali? NELSONKA 07.12.05, 00:05
            Nelsonek to imię dziecka, które urodzi się z embrionu, czy sierściucha?
            Jeżeli imię dziecka, to Nelsonka, jeżeli sierściucha, to po sierściuchu...Gdybym
            oczywiście był pracownikiem laboratorium.
            Poza tym wyjebali by mnie z pracy, gdybym uratował sierściucha zamiast embrionów.
            • miszkad Re: Kogo byście uratowali? NELSONKA 07.12.05, 00:07
              sic! embriony!!!!!!!! Gdybym tak mówił nie przjęli by mnie do pracy i nie
              miałbym kogo ratować....
              • miszkad Co byście uratowali? Sztuczne serce, czy kota? 07.12.05, 00:08
                • Gość: scept89 Re: Co byście uratowali? Sztuczne serce, czy kota IP: *.dsl.sndg02.pacbell.net 08.12.05, 02:39
                  Sztuczne serce. Palacy sie zywcem kot to nic w porownaniu z czlowiekiem
                  umierajacym z powodu braku sztucznego serca.
              • miszkad Co byście przejechali? Kota, czy psa? 07.12.05, 00:08
              • miszkad Kogo byście uratowali, dziecko, czy dorosłego? 07.12.05, 00:09
              • miszkad Sztuczne serce, czy kota, się pytam, humaniści 07.12.05, 00:13
                od siedmiu boleści...
              • miszkad Kretyn uratowałby kota... 07.12.05, 00:21
                • nelsonek Kretyn uratowałby embroin... 07.12.05, 00:43


              • miszkad ale takich nie zatrudniają w laboratorium:) 07.12.05, 00:22
            • nelsonek Milo mi. Siersciuch jestem ;) 07.12.05, 00:43


      • souls_hunter Re: Kogo byście uratowali? NELSONKA 06.12.05, 19:58
        To ja wybieram bramke nr 3 - sejf z kasa i butelke whisky z szuflady. Co to za
        laboratorium jak by nie bylo whisky w szufladzie?
        • Gość: Oczywiscie Re: Kogo byście uratowali? NELSONKA IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.12.05, 20:20
          Pewnie niejeden wybralby ten sejf i whisky.
    • Gość: mysz Re: Kogo byście uratowali? IP: *.icpnet.pl 06.12.05, 19:23
      Oczywiście kota.
      • Gość: Oczywiscie Re: Kogo byście uratowali? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.12.05, 19:26
        A gdybys to ty byla tym zarodkiem, albo twoje dziecko?
        • Gość: Gość Re: Kogo byście uratowali? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 06.12.05, 19:32
          Ja nie byłbym zarodkiem. Jestem człowiekiem a zarodek to nie człowiek tylko
          kilka komórek. Człowiekiem jestem do momentu kiedy mam układ nerwowy i czuję...
          • Gość: Oczywiscie Re: Kogo byście uratowali? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.12.05, 19:41
            Alez kazdy z nas byl kiedys zarodkiem. Taka jest biologia. Twoj system nerwowy
            nie powstal z powietrza tylko z tego zarodka wlasnie.
            • Gość: Gość Re: Kogo byście uratowali? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 06.12.05, 19:43
              To jest kwestia podejścia. Owszem istniało coś co potem stało się mną ale to
              nie byłem ja. Kilka komórek to nie człowiek. czy plemnik to pół człowieka???
              NIE
              • Gość: Oczywiscie Re: Kogo byście uratowali? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.12.05, 20:10
                Plemnik nie jest polowa czlowieka, podobnie jak komorka jajowa, ale ich
                polaczenie stanowi poczatek kazdego z nas. A czy ty byles soba bedac
                niemowleciem i ile z tego pamietasz? Po prostu sa rozne etapy naszego zycia,
                rozwoju itp. Zarodek jest tego poczatkiem.
                • yoma Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 20:30
                  Zapomniałaś o zupie prazwiązków organicznych pływających w praoceanie...
                  • Gość: Oczywiscie Re: Kogo byście uratowali? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.12.05, 20:39
                    Zapominasz ze nie mowimy tu o ewolucji zycia na ziemi, lecz o poczatku twojego
                    czy mojego zycia. A ono datuje sie z chwila polaczenia komorek rozrodczych
                    naszych rodzicow.
                    • yoma Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 20:48
                      A życie rodziców wzięło się z komórek ich rodziców, a prarodziców z komórek
                      pranaczelnego, a pranaczelnego z komórek prassaka, a prassaka z komórek
                      prapłazopława, i tak dalej ad infinitum, czyli ad zupam organicznam.
                      • Gość: Oczywiscie Re: Kogo byście uratowali? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.12.05, 20:53
                        Yoma dostas juz zadyszki od tej ewolucji. Postawmy wiec sprawe nieco inaczej.
                        To ty jestes zalozmy tym zarodkiem a ja moge cie uratowac albo tego kota. Kogo
                        chcesz abym uratowala?
                        • yoma Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 21:13
                          Jak mogę czegokolwiek chcieć, będąc zarodkiem?
                      • mruweqs Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 21:05
                        Twoja teoria miałaby sens gdybyśmy rozmnażali się przez podział, a nie gamety...
                        Plemnik jest nośnikiem informacji genetycznej, a nie istotą. Nie ma więc mowy o
                        continuum jakie zaprezentowałaś.
                  • mruweqs Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 20:43
                    yoma napisała:

                    > Zapomniałaś o zupie prazwiązków organicznych pływających w praoceanie...

                    Związki organiczne nie są organizmem żywym. Zarodek owszem.
                    • yoma Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 20:46
                      Ja mówiłam o początku, nie o życiu. Odpowiadałam Sky, która mówiła o początku.
                      • Gość: Oczywiscie Re: Kogo byście uratowali? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.12.05, 20:55
                        Gubisz sie dziewczyno.
                        • yoma Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 21:12
                          Wolno ci tak uważać :)
                    • Gość: kiniox Re: Kogo byście uratowali? IP: 80.91.156.* 08.12.05, 22:16
                      Mam pytanie do Ciebie, do Oczywiscie i tych, którzy mają takie głębokie
                      przekonanie, że embrion jest człowiekiem. Nie dyskutuję z samym faktem, bo nie
                      wiem jeszcze, czy uważam, że embrion jest człowiekiem, czy też nie, a staram się
                      nie wypowiadać w tak ważnych kwestiach bez zastanowienia. Mam jednak pytanie z
                      tym związane. Jeżeli embrion jest człowiekiem i zgodnie z nauką KK mówimy o
                      życiu od momentu poczęcia, to dlaczego KK odmawia chowania na cmentarzu
                      poronionych płodów?Kilka lat temu była dosyć głośna sprawa, ponieważ kobieta
                      poroniła sześciomiesięczny płód i chciała go pochować w trumnie i mieć grób
                      swojego dziecka. KK nie wyraził na to zgody. Dlaczego? Jeżeli płód jest
                      człowiekiem od chwili poczęcia i przychodzi na świat bez grzechu (nie urodził
                      się żywy, nie ma grzechu pierworodnego), dlaczego odmawia się mu prawa do
                      pochówku? Wydaje mi się, że należałoby być tutaj konsekwentnym.
        • 0golone_jajka Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 19:34
          Przeciez wyraźnie napisałem, że nie jesteśmy nijak uczuciowo związani ani z kotem ani z zarodkami. Wyklucza to też pokrewieństwo. Ot, nieznany kot i nieznane zarodki
          • Gość: Oczywiscie Re: Kogo byście uratowali? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.12.05, 19:39
            Zgadza sie. Tylko taki nieznany kot czy obcy nam zarodek to tak jak nieznane
            nam dziecko ktore byc moze wlasnie w tym momencie umiera z glodu. Wzbudza to w
            nas chyba jednakowo obojetne uczucia. Co innego jesli mamy przed oczami
            konkretna twarz, imie...
            • yoma Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 20:29
              Bardzo współczuję konającemu dziecku, tak bezradnie wywija łapkami...
              • Gość: Oczywiscie Re: Kogo byście uratowali? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.12.05, 20:43
                Skad wiesz?
                • yoma Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 21:15
                  A jak ma inaczej zwrócić moją uwagę?
        • yoma Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 20:23
          Sky, jak mogę się uratować, będąc zarodkiem? Rączek nie mam...
    • Gość: Gość Re: Kogo byście uratowali? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 06.12.05, 19:28
      Oczywiście że kota. Reszta to tylko kilka komórek
      • Gość: Oczywiscie Re: Kogo byście uratowali? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.12.05, 19:42
        Ale kot byl tez kiedys , na samym poczatku swojego rozwoju zlepkiem komorek i
        zobacz jaki mily zwierzak z niego wyrosl.
        • Gość: Gość Re: Kogo byście uratowali? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 06.12.05, 19:47
          Świetnie ale te kilka komórek to jescze nie kot tylko kilka komórek. Nie
          ratowałbym zarodka kota tyko żyjące zwierzę. jeżeli miałbym do wyboru embriony
          ludzkie i kocie to wybrałbym zarodki ludzkie, bo mogą jeszcze się przydać np.
          do zapłodnienia in vitro. Ale jeżeli mam do wyboru żywego kota i komórki nawet
          ludzkie to wybieram kota bo on czuje i cierpi.
          • Gość: Oczywiscie Re: Kogo byście uratowali? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.12.05, 20:17
            Rozumiem, twoje uzasadnienie ma sens. A kogo uratowalbys z tego budynku gdybys
            mial do wyboru: embrion twojego wlasnego dziecka czy tez kota ( nie w stanie
            embrionu)?
            • zaila Re: Kogo byście uratowali? 07.12.05, 21:00
              kota. zrobienie takiej małej zygoty to pięć minut przyjemności, a zwierzak
              cierpi.
        • yoma Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 20:31
          No właśnie. Trzeba uratować.
    • niki_01 Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 19:47
      Oczywiście kota
      • orissa Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 19:51
        Kota. I nie mam zamiaru tłumaczyć się ze swojego wyboru.
    • Gość: Iza Re: Kogo byście uratowali? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.05, 19:54
      Kota, niech sobie zwierzątko jeszcze pożyje
      • maurycjaa Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 20:01
        zastanawiam sie dlaczego az tak oczywistym dla wszystkich jest to, zeby wziac
        kota. i dlaczego wybor embrionow jest wyborem katolickim. smiechu warte.

        ja bym wybrala embriony bo:

        1. kotow nie lubie
        2. i tak maja podobno 9 zyc
        3. a przed embrionami dluga przyszlosc

        i teraz mozecie sie burzyc:P
        • 0golone_jajka Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 20:04
          > zastanawiam sie dlaczego az tak oczywistym dla wszystkich jest to, zeby wziac
          > kota. i dlaczego wybor embrionow jest wyborem katolickim. smiechu warte.

          Może i warte śmiechu, ale jednak coś w tym jest.
          Kiedyś zadałem identyczne niemal pytanie na forum katolickim i tam praktycznie nikt na nie nie odpowiedział. Wymigali się "cfaniaczki".
        • yoma Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 20:24
          > 3. a przed embrionami dluga przyszlosc

          Szczególnie rozmrożonymi.
        • Gość: Iza Re: Kogo byście uratowali? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.05, 10:06
          Sęk w tym, że nie wiadomo czy przed nimi jest jakaś przyszłość i czy
          kiedykolwiek będą wykorzystane w celu stworzenia nowego człowieka. A kot :)
    • sauron67 Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 20:04
      Oczywiście KOTa! Czemu? Proste... tak jak wczesniej ktoś już tu pisał, te kilka komórek to zarodek a dopiero z zarodka powstaje płód i dopiero o płodzie można mówić, że to człowiek.
      Zarodek nie.
      Człowiekiem jest się dopiero od płodu!( wiem to z lekcji biologii)heheh
      KOT
      KOT
      po trzykroć
      KOT!!!
    • Gość: Izula Re: Kogo byście uratowali? IP: *.wroclaw.mm.pl 06.12.05, 20:04
      Kota.
    • Gość: Sherwood A gdyby to był kot w (moherowych) butach? IP: *.e-pwn.pl 06.12.05, 20:12
      A gdyby to był kot w moherowych butach to kogo katolicy by ratowali? Albo kot
      słuchający radia maryja? (przecież na pewno są koty w niektórych domach gdzie
      się słucha RM).

      Jasne, że ratowałbym najpierw kota a potem siebie.No ale ja nie jestem
      katolikiem. Mogę ewentualnie byc kotolikiem. ;-)
      • maurycjaa Re: A gdyby to był kot w (moherowych) butach? 06.12.05, 20:16
        > A gdyby to był kot w moherowych butach to kogo katolicy by ratowali? Albo kot
        > słuchający radia maryja? (przecież na pewno są koty w niektórych domach gdzie
        > się słucha RM).
        >

        uwielbiam takie stereotypowe myslenie. ja pozostaje przy swoim ze ratowalabym
        embriony, a nie kota. i nie nosze moherowego beretu, ani nie slucham slawetnego
        radia.
      • Gość: Oczywiscie Wszyscy powinni sobie kupic moherowe berety IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.12.05, 20:32
        Przeciez tej zimy moherowe berety staja sie modne wsrod wszystkich. Moher ,
        tylko moher na naszych glowach.
    • mika62 Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 20:15
      Ja oczywiście uratowałabym kota, nie zastanawiałam się nad odpowiedzia odrazu
      przyszło mi to do głowy, a po zastanowieniu moja odpowiedx jest taka
      sama.Pozdrawiam mika.
      • Gość: Oczywiscie Re: Kogo byście uratowali? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.12.05, 20:28
        No a gdybys nie mogla miec dzieci i zaplodnienie in vitro bylo twoja jedyna
        szansa na biologiczne potomstwo i mialabys w tym laboratorium wlasnie zarodki
        twoje i twojego partnera , czy ratowalabyc je czy tez tego kota?
        • yoma Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 20:29
          Przeczytaj jeszcze raz założenia
          • Gość: Oczywiscie Re: Kogo byście uratowali? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.12.05, 20:45
            Przeczytaj jeszcze raz moje zalozenia i odpowiedz jesli sie nie boisz.
            • yoma Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 20:51
              Twoje mnie nie obchodzą, rozmawiamy na temat problemu postawionego na wstępie.
              • Gość: Oczywiscie Re: Kogo byście uratowali? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.12.05, 21:01
                W takim razie twoje wypowiedzi nie obchodza mnie rowniez. Pa
                • yoma Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 21:16
                  Nie wytrzymasz, maleńka :)
                  • Gość: Oczywiscie Re: Kogo byście uratowali? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.12.05, 21:24
                    Najwyrazniej brak ci formy dzisiaj.
                    • yoma Re: Kogo byście uratowali? 06.12.05, 21:37
                      Mówiłam, że nie wytrzymasz :)
                      • Gość: Oczywiscie Re: Kogo byście uratowali? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 07.12.05, 18:40
                        Jasne. Z toba tylko kot moze wytrzymac.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja