Co ludzie robią w niedziele w sklepach

IP: nat:* / 192.168.2.* 20.10.02, 19:28
Pracuję w sklepie z wyposażeniem wnętrz. Jest on otwarty także w niedziele -
w związku z tym dziś jak w każdą niedzielę pracowałam.
Tylko po co? Jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby ktoś coś w niedzielę kupił.
Mnóstwo spacerowiczów, rodziców z dziećmi, całe rodziny wręcz. Siedzę i się
zastanawiam - czy ci ludzie nie mają nic innego do roboty?!
Rzadko który z nich potem wraca lub pyta się o cokolwiek.
Rozumiem zasadność chodzenia w niedzielę do supermarketu - często jest to
jeden dzień wolny w tygodniu dla wielu ludzi. Kupują zapasy na cały tydzień i
tak dalej - ale po co przychodzą do ekskluzywnego salonu? Żeby sobie
pospacerować?!
Co o tym sądzicie?
    • Gość: Lena Re: Co ludzie robią w niedziele w sklepach IP: 213.25.39.* 20.10.02, 22:37
      Gdyby się to nie opłacało, Twój pracodawca nie otwierałby sklepu w niedzielę.
      Sporo ludzi chodzi po sklepach w niedzielę - jedni bo mają czas inni z nudów i
      dla zabicia czasu, jeszcze inni po to by zająć czymś dzieci. Chodzą, oglądaja i
      widocznie wracają. Czasem skuszą się na coś czego nie mieli zamiaru klupić ale
      zobaczyli, "przetrawili" , dopasowali do swojego mieszkania i kupili. Niezbyt
      często w niedzielę zaglądam do sklepów w niedzielę, bo też pracuję w takie dni
      ale to mi się zdarzaże. Ostatnio przy innych zakupach w Macro zobaczyłam kurtkę
      narciarską i choć prawie co roku kupuję kurtkę na narty i mam już całą kolekcję
      dzisiaj pojechałam po nią i kupiłam.
      • Gość: Aguś Re: Co ludzie robią w niedziele w sklepach IP: nat:* / 192.168.2.* 20.10.02, 23:05
        Mój pracodawca nie zdaje sobie sprawy, że handel w niedzielę kompletnie nie
        idzie. Nie da się z nim w ogóle gadać, on tylko raz na miesiąc przychodzi po
        wskaźnik obrotów.
        Zresztą, nie o to chodzi. Ja po prostu nie rozumiem jak można z nudów łazić po
        sklepach i jeszcze ciągać za sobą dzieci. Rozumiem łażenie do supermarketu po
        chleb i kupowanie czegoś przy okazji lub pod wpływem impulsu, ale celowe
        przychodzenie, żeby sobie pooglądać kanapę za 10 000?!

        Rozumiem też przychodzenie w celu planowania zakupów (zwłaszcza kanapy za 10
        000),ale wierzcie mi - robię w tym gównie już prawie dwa lata i niedzielni,
        jeśli już wracają, to w następną niedzielę.

        Może się zdziwicie - czym ja się tak emocjonuję?
        To przez te natrętne myśli, które prześladują mnie w słoneczne niedzielne
        południa - ach, jakby to było miło pójść sobie na spacerek, pohasać po trawce,
        wyrwać się za miasto, napić się piwka na świeżym powietrzu pod parasolem,
        skoczyć na basen, poopalać się, przejść się ulicą, pójść do ZOO itd.
        I wtedy widzę tych ludzi ciągnących za sobą biedne dzieci po ekspozycji i wiem,
        że po godzinie zwiedzania pojadą do TESCO na hamburgera.
        Nie uważam to za normalne zachowanie. Tym bardziej, że ten cholerny sklep jest
        otwarty od rana do późnego wieczora przez pozostałe 6 dni tygodnia.

        Nie muszę też dodawać chyba, że jestem za ustawowym zakazie handlu w niedzielę.
        Bynajmniej nie z powodów religijnych...
        • Gość: Geezoos Re: Co ludzie robią w niedziele w sklepach IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 21.10.02, 14:26
          Jesli chodzi o zakaz handlu w niedziele to sie z Toba nie zgodze. Mamy wolny
          rynek wiec nikt nikomu nie ma prawa zabronic kiedy ma handlowac, a kiedy nie.
          Juz takie czasy kiedys byly, kiedy wszystko odgornie bylo ustalone i nie moglo
          byc od tego zadnych odstepstw.
          To taka mala dygresyjka byla :) Jesli chodzi o "rodzinne zakupy" w dni wolne,
          to naprawde zal mi tych wszystkich ludzi, ktorzy wybieraja taka forme spedzania
          czasu z rodzina. Kiedys smieszyly mnie plakaty roznych hipermarketow promujace
          wlasnie taki "odpoczynek", ale zdalem sobie sprawe ze to nie jest smieszne
          tylko tragiczne. Wystarczy pojechac do podwarszawskich Janek zeby zobaczyc co
          sie dzieje tam w weekendy. Jesli juz naprawde musze, staram sie jechac tam,
          zalatwic sprawe najszybciej jak sie da i uciekac do domu. Jednak chyba nie
          wszyscy tak mysla. Szkoda mi tych rodzin, ktore mysla ze wspolny wypad do
          centrum handlowych na caly dzien to wielkie przezycie, ktore cementuje wiezi
          rodzinne. Coz, takie czasy. Szkoda gadac :(
    • aankaa Re: Co ludzie robią w niedziele w sklepach 21.10.02, 22:52
      Gość portalu: Aguś napisał(a):

      > Pracuję w sklepie z wyposażeniem wnętrz. - ale po co przychodzą do
      ekskluzywnego salonu? Żeby sobie
      > pospacerować?!
      > Co o tym sądzicie?

      żeby pokazać dzieciom jak mogą mieszkać, czym się otaczać jeżeli nie pójdą w
      ślady rodziców.
      Może to ironiczne, ale (chyba) prawdziwe :-(
    • Gość: *** Re: Co ludzie robią w niedziele w sklepach IP: *.ipt.aol.com 22.10.02, 00:15
      Maja sporo czasu, a zasoby finansowe ograniczone. Przypuszczalnie maja zamiar
      kupic cos konkretnego i drogiego ale zanim podejma decyzje odwiedza 50 roznych
      sklepow i sklepikow. Takie zachowanie jest zupelnie normalne. Wie o tym dobrze
      twoj patron i dlatego zatrudnia cie tez i niedziele.
      • Gość: Aguś Re: Co ludzie robią w niedziele w sklepach IP: nat:* / 192.168.2.* 22.10.02, 01:22
        Gość portalu: *** napisał(a):

        > Maja sporo czasu, a zasoby finansowe ograniczone. Przypuszczalnie maja zamiar
        > kupic cos konkretnego i drogiego ale zanim podejma decyzje odwiedza 50
        roznych
        > sklepow i sklepikow.

        Troszkę się przyczepię. Zgadzam się, że jeśli mają sporo czasu, to ich zasoby
        finansowe mogą być ograniczone (jeśli w tym kraju pracując można głodować, to
        co dopiero nie pracując). Skąd zatem mieliby kasę na drogie zabawki? Nawet
        gdyby zastanawiali się przez rok w każdą niedzielę i tak nie będzie ich stać.
        Poza tym, jak już pisałam, ten sklep otwarty jest od rana do późnego wieczora w
        pozostałe dni, łącznie z sobotą. Dlaczego nie biorą dzieciaczków o 19.00 w
        sobotę do sklepu? Albo 0 10.00? Lub w każdą inną zasraną porę?

        Takie zachowanie jest zupelnie normalne. Wie o tym dobrze
        > twoj patron i dlatego zatrudnia cie tez i niedziele.

        Moim zdaniem (niezbyt może opiniotwórczym, bo mam emocjonalne nastawienie) to
        nie jest normalne zachowanie. Poza tym cały czas mam wrażenie, że przychodzą do
        sklepu w niedzielę, żeby zapełnić czas między kościołem a obiadem.
        Już pisałam, że jeszcze niczego nie sprzedałam w niedzielę, dlatego moja
        obecność w pracy w te dni ogranicza się do oglądania spacerowiczów i
        pilnowania, by niczego nie ukradli. Wolałabym ten czas spędzić trochę bardziej
        twórczo.
    • Gość: dodo Re: Co ludzie robią w niedziele w sklepach IP: *.sympatico.ca 22.10.02, 00:33
      Gość portalu: Aguś napisał(a):

      > Pracuję w sklepie z wyposażeniem wnętrz. Jest on
      otwarty także w niedziele -
      > w związku z tym dziś jak w każdą niedzielę pracowałam.
      Siedzę i się
      > zastanawiam - czy ci ludzie nie mają nic innego do roboty?!

      mam tylko nadzieje, ze nie siedzisz tak i nie zastanwiasz
      sie w trakcie swojej pracy. bo tak normalnie to po to
      jest pracownik w sklepie, zeby zachecic ludzi do kupna
      lub zainteresowac tym, co jest do sprzedania. masz bardzo
      malo-wymagajacego szefa, powinnas sie z tego cieszyc.
      jak to jest w ogole mozliwe, ze ludzie przychodza do
      sklepu i o nic nie pytaja - skoro tak tylko chodza, to ty
      - sprzedawca - powinnas do nich podejsc i zachecac do
      kupna. na tym polega sprzedawanie towarow.
      wszedzie jest wszystkiego pelno, jedna obnizka cen sciga
      druga - zeby zachecic kogos do kupna czegokolwiek trzeba
      sie niezle napracowac - nie wystarczy po prostu byc w
      sklepie.
      • Gość: Aguś Re: Co ludzie robią w niedziele w sklepach IP: nat:* / 192.168.2.* 22.10.02, 01:42
        Są różne techniki sprzedaży. Jedna z nich polega na podchodzeniu i pytaniu,
        druga na samej tylko obserwacji i byciu "pod ręką", trzecia na jednym i drugim,
        przy czym trzeba wyczuć, kiedy klient chce być o coś zapytany, a kiedy nie. Za
        najbardziej profesjonalną uważam tę trzecią. Dzielimy się na tych, którzy
        nienawidzą być zaczepiani w sklepach, na tych, którzy są obrażeni jak ich się
        nie zaczepi oraz na tych co to chcieliby, ale się wstydzą. Sama tylko
        obserwacja powinna dobremu sprzedawcy powiedzieć wiele o tym, jakiego klient
        oczekuje od nas zachowania. Oczywiście dyskretna obserwacja. Nikt bowiem nie
        lubi, jak pani w sklepie intensywnie się w niego wpatruje, a nie daj boże go
        śledzi.
        Kiedyś ktoś napisał, że sprzedawca to najgorszy gatunek człowieka i ja się z
        tym zgadzam. Nienawidzę manipulować ludźmi i stosować wobec nich wyrafinowanych
        technik sprzedaży. Jednak po każdej niedzieli mam ochotę wcisnąć komuś bubla.
        Strzeżcie się!
        Nie bierzcie tego do siebie, nie sądzę, żeby ktokolwiek z forumowiczów spędzał
        cenne niedzielne południa w sklepie i zatruwał nam życie krzykami swoich
        umęczonych dzieci.
        Pozdrawiam wszystkich uciśnionych przez małomiasteczkowych palantów.
        • Gość: barbinator Re: Co ludzie robią w niedziele w sklepach IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 22.10.02, 10:52
          > Kiedyś ktoś napisał, że sprzedawca to najgorszy gatunek człowieka i ja się z
          > tym zgadzam. Nienawidzę manipulować ludźmi i stosować wobec nich
          wyrafinowanych technik sprzedaży.

          Wygląda mi na to że twoim problemem jest brak predyspozycji do zawodu który
          wykonujesz. Może należysz do tej licznej ostatnio grupy osób z wyzszym
          wykształceniem i aspiracjami wykraczającymi poza ladę sklepową które los (czyli
          sytuacja na rynku pracy) do tejże lady przywiązał. Najwyraźniej nie rozumiesz
          przyczyn takich a nie innych decyzji swojego szefa (a gdy ktoś próbuje ci je
          wyjaśnić, to nie przyjmujesz wyjaśnień do wiadomości, tylko twardo powtarzasz
          swoja mantrę *handel w niedzielę nie idzie* *handel w niedzielę nie idzie*, a
          przecież tu nie chodzi o to, żeby w niedzielę cokolwiek sprzedać, twój szef to
          wie i ja to wiem...), nie lubisz też i lekceważysz ludzi, których obsługujesz.
          Warto się tak męczyć? Mimo wszystko uważam, że nie - powinnaś zamiast narzekać
          zmienić pracę. Nie podoba mi sie też twój pogardliwy stosunek do ludzi
          spędzających czas inaczej niż ty uwazasz za słuszne. Ja akurat też uważam, że
          są lepsze sposoby relaksacji niż chodzenie po sklepach, jednak nie myślę, że
          jestem lepsza od tych, którzy postępują inaczej. Uważasz, że lepiej pójść na
          basen, do ZOO, napić się piwka pod parasolem - zgoda! A nie przyszło ci do
          głowy, że ktoś ci to piwko czy bilet na basen musi sprzedać i w związku z tym
          ktoś musi pracować w niedzielę? A jeśli ten ktoś marzy o tym, aby właśnie w
          niedzielę pochodzić po sklepach i wkurzają go ludzie których musi obsługiwać??

          > Pozdrawiam wszystkich uciśnionych przez małomiasteczkowych palantów.

          Nie czuję się przez kogokolwiek uciśniona więc pozdrowienia chyba nie dla mnie,
          mimo to pozdrawiam wzajemnie
          • alfalfa Re: Co ludzie robią w niedziele w sklepach 22.10.02, 11:25
            Gość portalu: barbinator napisał(a):
            ...
            > Uważasz, że lepiej pójść na
            > basen, do ZOO, napić się piwka pod parasolem - zgoda! A nie przyszło ci do
            > głowy, że ktoś ci to piwko czy bilet na basen musi sprzedać i w związku z tym
            > ktoś musi pracować w niedzielę? ...

            A najgorzj mają małpy bo im nikt nie płaci za to, że w niedzielę ludziska się
            na nie gapią w ZOO :)))

            pzdr.
            • Gość: Emil Re: Co ludzie robią w niedziele w sklepach IP: *.dip.t-dialin.net 22.10.02, 16:43
              Trzeba zapytac sprzedajacych w sklepach. Sa za czy przeciw?
              Zaloze sie,ze kapitalista jest za a wiekszosc pracownikow przeciw.W koncu wiekszosc sprzedawcow to kobiety.W Niemczech byl podobny dylemat pare lat temu
              i walki zwiaskow zawodowych z koncernami.
              Przedluzono godziny pracy sklepow do 20,soboty do 16 w niedziele i swieta dalej
              zakaz.(poza kioskami , stacjami benzynowymi i piekarniami-ale tylko pare godzin)I to dla dobra sprzedajacych tam w wiekszosci pan.Gdyz wiekszosc pracodawcow nie zatrudnilo by nigdy odpowiednio wiekszej ilosci personelu,lecz probowalo by przedluzac czas pracy zalogi bez wynagrodzenia z zamiana na dni wolne,ze szkoda dla zycia rodzinnego.
              • Gość: dodo Re: Co ludzie robią w niedziele w sklepach IP: 209.226.65.* 22.10.02, 17:27
                oh, emil - ja tej europy to juz chyba nigdy nie zrozumiem :-)
                wieczory, weekendy, ustawowe swieta, wakacje - to najlepszy czas do pracy
                part-time dla studentow, imigrantow i innych dorabiajacych. gdzieby moje
                dzieciaki pracowaly gdyby w niedziele i swieta sklepy nie byly normalnie
                otwarte? kazdy ma z tego zysk. nie tylko pracodawca ale i pracownik. zwlaszcza
                jesli pracownik ma np. procent od utargu - wtedy uwielbia pracowac w weekend,
                bo wtedy i utarg wiekszy - zwlaszcza teraz, gdy nadchodza swieta. ale trzeba
                wiedziec jak sprzedawac a to juz zupelnie inny temat.
          • Gość: Aguś Re: Co ludzie robią w niedziele w sklepach IP: nat:* / 192.168.2.* 27.10.02, 22:44
            Gość portalu: barbinator napisał(a):


            "Wygląda mi na to że twoim problemem jest brak predyspozycji do zawodu który
            wykonujesz. Może należysz do tej licznej ostatnio grupy osób z wyzszym
            wykształceniem i aspiracjami wykraczającymi poza ladę sklepową które los (czyli
            sytuacja na rynku pracy) do tejże lady przywiązał."

            Ciekawe na czym polegają predyspozycje do wykonywania zawodu bycia sprzedawcą.
            Pewnie Barbinatorze wiesz, ja natomiast mogę tylko przypuszczać (bo przecież
            nie mam predyspozycji), że może to być min. święta cierpliwość wobec
            klientów "naszych panów". Mile widziane są także tendencje masochistyczne, by
            na chamstwo i inwektywy reagować niezmąconym uśmiechem. Najlepiej jest też mieć
            końskie zdrowie, aby uśmiech na twarzy nie znikał nawet po 12 godzinach pracy.
            Nie musisz się martwić o moje ambicje zawodowe. Zawód sprzedawcy jest "tylko"
            moim dodatkowym obowiązkiem, a do lady przywiązana zostałam w wyniku redukcji
            etatów. Pewnie inni mieli jeszcze mniej predyspozycji...


            "Najwyraźniej nie rozumiesz przyczyn takich a nie innych decyzji swojego szefa
            (a gdy ktoś próbuje ci je wyjaśnić, to nie przyjmujesz wyjaśnień do
            wiadomości, tylko twardo powtarzasz swoja mantrę *handel w niedzielę nie idzie*
            *handel w niedzielę nie idzie*, a przecież tu nie chodzi o to, żeby w
            niedzielę cokolwiek sprzedać, twój szef to wie i ja to wiem...), nie lubisz też
            i lekceważysz ludzi, których obsługujesz."


            No pewnie. Po co rezygnować z handlu w niedzielę, przecież nic się nie stanie,
            jeśli sprzedawcy za friko (podobno za pracę w niedzielę się dodatkowo płaci? Ja
            myślę, że to tylko plotki) pogapią się trochę w sufit. A jeśli jest chociaż
            cień szansy, że to się opłaci, to czemu nie? Przecież pracodawca siedzi w
            niedzielę nie w pracy, tylko jak normalny człowiek chodzi po sklepach.
            Co powiesz na pracę w Wigilię? Przypominam - nie jestem sprzedawcą karpii, ani
            właścicielką sklepu spożywczego, ani pielęgniarką na OIOMie. Sprzedaję drogie
            gadżety do domu.
            Znajdzie się tu pewnie paru takich, co tak jak ja nie znają pojęcia weekendu,
            zwłaszcza tego długiego. Większość z nich pracuje w weekendy bo jest robota do
            zrobienia. Jednak ja siedzę w niedzielę w pracy, bo mój pracodawca dmucha na
            zimne.
            Nie wszystkich nie lubię i nie wszystkich lekceważę. Nie lubię chamstwa i
            buractwa, a spotykam się z nim na co dzień. Wręcz przeciwnie - na pewne
            zachowania niejako się uodporniłam. Pewnie fakt, iż ludzie całymi rodzinami
            spędzają czas w sklepie też kiedyś zaakceptuję.

            "Warto się tak męczyć? Mimo wszystko uważam, że nie - powinnaś zamiast narzekać
            zmienić pracę. Nie podoba mi sie też twój pogardliwy stosunek do ludzi
            spędzających czas inaczej niż ty uwazasz za słuszne. Ja akurat też uważam, że
            są lepsze sposoby relaksacji niż chodzenie po sklepach, jednak nie myślę, że
            jestem lepsza od tych, którzy postępują inaczej. Uważasz, że lepiej pójść na
            basen, do ZOO, napić się piwka pod parasolem - zgoda! A nie przyszło ci do
            głowy, że ktoś ci to piwko czy bilet na basen musi sprzedać i w związku z tym
            ktoś musi pracować w niedzielę? A jeśli ten ktoś marzy o tym, aby właśnie w
            niedzielę pochodzić po sklepach i wkurzają go ludzie których musi obsługiwać??"

            Pewnie gdyby nie trudna sytuacja na rynku pracy, zostałabym ukamienowana.
            Cofam basen, piwo i ZOO, chociaż pracując w ZOO w niedzielę nie miałabym
            pretensji do zwierząt, że i w ten dzień muszą jeść. Zasadniczo wystarczy mi
            zielona trawka lub książka.
            Cóż, nie czuję się lepsza od innych. To inni są lepsi ode mnie, bo nie muszą
            zapieprzać za friko w niedzielę. A jest ich zdecydowana większość, sądząc po
            frekwencji. Albo może nikt tu nie jest lepszy - ktoś po prostu ma większego
            pecha?
          • Gość: Aguś Re: Co ludzie robią w niedziele w sklepach IP: nat:* / 192.168.2.* 27.10.02, 23:02
            Gość portalu: barbinator napisał(a):


            "Wygląda mi na to że twoim problemem jest brak predyspozycji do zawodu który
            wykonujesz. Może należysz do tej licznej ostatnio grupy osób z wyzszym
            wykształceniem i aspiracjami wykraczającymi poza ladę sklepową które los (czyli
            sytuacja na rynku pracy) do tejże lady przywiązał."

            Ciekawe na czym polegają predyspozycje do wykonywania zawodu bycia sprzedawcą.
            Pewnie Barbinatorze wiesz, ja natomiast mogę tylko przypuszczać (bo przecież
            nie mam predyspozycji), że może to być min. święta cierpliwość wobec
            klientów "naszych panów". Mile widziane są także tendencje masochistyczne, by
            na chamstwo i inwektywy reagować niezmąconym uśmiechem. Najlepiej jest też mieć
            końskie zdrowie, aby uśmiech na twarzy nie znikał nawet po 12 godzinach pracy.
            Nie musisz się martwić o moje ambicje zawodowe. Zawód sprzedawcy jest "tylko"
            moim dodatkowym obowiązkiem, a do lady przywiązana zostałam w wyniku redukcji
            etatów. Pewnie inni mieli jeszcze mniej predyspozycji...


            "Najwyraźniej nie rozumiesz przyczyn takich a nie innych decyzji swojego szefa
            (a gdy ktoś próbuje ci je wyjaśnić, to nie przyjmujesz wyjaśnień do
            wiadomości, tylko twardo powtarzasz swoja mantrę *handel w niedzielę nie idzie*
            *handel w niedzielę nie idzie*, a przecież tu nie chodzi o to, żeby w
            niedzielę cokolwiek sprzedać, twój szef to wie i ja to wiem...), nie lubisz też
            i lekceważysz ludzi, których obsługujesz."


            No pewnie. Po co rezygnować z handlu w niedzielę, przecież nic się nie stanie,
            jeśli sprzedawcy za friko (podobno za pracę w niedzielę się dodatkowo płaci? Ja
            myślę, że to tylko plotki) pogapią się trochę w sufit. A jeśli jest chociaż
            cień szansy, że to się opłaci, to czemu nie? Przecież pracodawca siedzi w
            niedzielę nie w pracy, tylko jak normalny człowiek chodzi po sklepach.
            Co powiesz na pracę w Wigilię? Przypominam - nie jestem sprzedawcą karpii, ani
            właścicielką sklepu spożywczego, ani pielęgniarką na OIOMie. Sprzedaję drogie
            gadżety do domu.
            Znajdzie się tu pewnie paru takich, co tak jak ja nie znają pojęcia weekendu,
            zwłaszcza tego długiego. Większość z nich pracuje w weekendy bo jest robota do
            zrobienia. Jednak ja siedzę w niedzielę w pracy, bo mój pracodawca dmucha na
            zimne.
            Nie wszystkich nie lubię i nie wszystkich lekceważę. Nie lubię chamstwa i
            buractwa, a spotykam się z nim na co dzień. Wręcz przeciwnie - na pewne
            zachowania niejako się uodporniłam. Pewnie fakt, iż ludzie całymi rodzinami
            spędzają czas w sklepie też kiedyś zaakceptuję.

            "Warto się tak męczyć? Mimo wszystko uważam, że nie - powinnaś zamiast narzekać
            zmienić pracę. Nie podoba mi sie też twój pogardliwy stosunek do ludzi
            spędzających czas inaczej niż ty uwazasz za słuszne. Ja akurat też uważam, że
            są lepsze sposoby relaksacji niż chodzenie po sklepach, jednak nie myślę, że
            jestem lepsza od tych, którzy postępują inaczej. Uważasz, że lepiej pójść na
            basen, do ZOO, napić się piwka pod parasolem - zgoda! A nie przyszło ci do
            głowy, że ktoś ci to piwko czy bilet na basen musi sprzedać i w związku z tym
            ktoś musi pracować w niedzielę? A jeśli ten ktoś marzy o tym, aby właśnie w
            niedzielę pochodzić po sklepach i wkurzają go ludzie których musi obsługiwać??"

            Pewnie gdyby nie trudna sytuacja na rynku pracy, zostałabym ukamienowana.
            Cofam basen, piwo i ZOO, chociaż pracując w ZOO w niedzielę nie miałabym
            pretensji do zwierząt, że i w ten dzień muszą jeść. Zasadniczo wystarczy mi
            zielona trawka lub książka.
            Cóż, nie czuję się lepsza od innych. To inni są lepsi ode mnie, bo nie muszą
            zapieprzać za friko w niedzielę. A jest ich zdecydowana większość, sądząc po
            frekwencji. Albo może nikt tu nie jest lepszy - ktoś po prostu ma większego
            pecha?
            • Gość: barbinator Re: Co ludzie robią w niedziele w sklepach IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 28.10.02, 17:50
              Gość portalu: Aguś napisał(a):
              > Pewnie Barbinatorze wiesz, ja natomiast mogę tylko przypuszczać (bo przecież
              > nie mam predyspozycji), że może to być min. święta cierpliwość wobec
              > klientów "naszych panów". Mile widziane są także tendencje masochistyczne, by
              > na chamstwo i inwektywy reagować niezmąconym uśmiechem. Najlepiej jest też
              mieć
              >
              > końskie zdrowie, aby uśmiech na twarzy nie znikał nawet po 12 godzinach
              pracy.

              Bardzo ładny i celny opis predyspozycji do zawodu sprzedawcy – widzę, że
              świetnie rozumiesz w czym rzecz....;-)) Tak, dokładnie takie cechy musi
              posiadac człowiek w tym zawodzie. Jeśli ich nie posiada, powinien zmienić
              zawód. Sama sobie odpowiedz, czy masz predyspozycje – moim zdaniem na 100% NIE.
              Nic w tym zreszta złego, wbrew temu co zapewne myślisz, rozumiem cie lepiej niż
              mogłoby się wydawać – tez nie mam rzeczonych predyspozycji i sadzę, że gdybym
              musiała wykonywać ten zawód, to nie byłabym w nim dobra. Bywa, że irytuje mnie
              osoba robiąca przede mną zakupy w sklepie, bo guzdrze się, nie wie czego chce,
              marudzi itd. a ja muszę czekać. Gdybym była sprzedawcą, to chyba bym takiego
              klienta pogryzła. No i dlatego (między innymi...) sprzedawcą nie jestem.


              >
              > No pewnie. Po co rezygnować z handlu w niedzielę, przecież nic się nie
              stanie,
              > jeśli sprzedawcy za friko (podobno za pracę w niedzielę się dodatkowo płaci?
              Ja
              >
              > myślę, że to tylko plotki) pogapią się trochę w sufit. A jeśli jest chociaż
              > cień szansy, że to się opłaci, to czemu nie?

              Jeśli dobrze rozumiem, to zarzucasz swojemu pracodawcy głównie to, że nie
              rozumie twoich potrzeb i zmusza cie do, zbednej twoim zdaniem, pracy w
              niedzielę. Czy jednak ty zadałaś sobie trud zrozumienia JEGO potrzeb? Wynajem
              sklepu w centrum handlowym kosztuje sporo, na pewno dużo więcej niż twoja
              pensja. W dodatku włascicieli pasażu nie interesuje to, czy handlujesz 6 czy 7
              dni w tygodniu – czynsz jest taki sam. Może gdyby twojemu szefowi obnizyli
              czynsz o 1/7 to nawet chetnie zrezygnowałby w pracy w niedzielę. A tak – to
              robi co może by wyjść na swoje i na pewno nie jest mu łatwo, (zwłaszcza w
              branzy towarów drogich, ponadstandardowych) – bo nie wiem, czy zauważyłaś, ale
              mamy kryzys i małym przedsiebiorcom, takim jak twój szef ( i jak ja...) trudno
              jest się utrzymać na rynku. A sklep otwarty 7 dni w tygodniu jest reklama
              firmy, taka samą jak ekspozycje na różnego rodzaju targach branżowych, które
              kosztują min. kilka(naście) tysięcy a przecież tez nic się na nich nie
              sprzedaje.... Może ci się to nie spodobać, ale na miejscu twojego szefa
              robiłabym tak samo.
              Pozdrówko, B.



              • Gość: dodo Re: Co ludzie robią w niedziele w sklepach IP: *.sympatico.ca 28.10.02, 20:31
                barbinator - bardzo sluzna diagnoza: agus nie nadaje sie na sprzedawczynie
                i juz.
                sprzedawce faktycznie obowiazuje 100% grzecznosci wobec klienta, 100%
                cierpliwosci i usmiechu nawet jesli klient jest chamowaty, gburowaty, smierdzi
                mu z ust i ma rowrzeszczana trojke dzieci tarzajaca sie po dywanie, ktory ow
                sprzedawca wlasnie probuje sprzedac. ja jako klient, tego wlasnie oczekuje od
                sprzedawcy i wydaje pieniadze tylko tam, gdzie widze taka obsluge. to nawet nie
                musi dotyczyc mnie samej - jesli widze, ze sprzedawca jest nieuprzejmy dla
                innnego klienta, nie wroce do tego sklepu, bo jaka mam pewnosc, ze gdy ja bede
                miec zly dzien, nie zostane potraktowania nieuprzejmie przez kogos, kto jest na
                moje uslugi?
                szczesliwie, jak juz wspomnialam powyzej, sklepow jest tyle, towaru tyle i tyle
                wszelkiego rodzaju obnizek, zachet i innych promocji, ze zlych sprzedawcow
                naprawde ciezko spotkac. czasem na poczatku lata widac, ze to mlodzi studenci,
                ktorzy jeszcze nie wszystko wiedza o towarze, ktory sprzedaja. ale swoj brak
                kompenetcji zawsze potrafia pokryc wybitna uprzejmoscia i checia pomocy wiec
                mozna im to wybaczyc.
                a tak w ogole to sprzedawca nie jest po to zeby oceniac moje powody przyjscia
                do sklepu tylko do tego, zeby wykorzystac moje bycie w owym sklepie by mi cos
                sprzedac. w niedziele czy jakikolwiek inny dzien.
                • Gość: Aguś Re: Co ludzie robią w niedziele w sklepach IP: nat:* / 192.168.2.* 28.10.02, 22:13
                  Gość portalu: dodo napisał(a):

                  "a tak w ogole to sprzedawca nie jest po to zeby oceniac moje powody przyjscia
                  do sklepu tylko do tego, zeby wykorzystac moje bycie w owym sklepie by mi cos
                  sprzedac. w niedziele czy jakikolwiek inny dzien."


                  No tak - jak wiadomo sprzedawca to odrębny gatunek człowieka. W wyniku ewolucji
                  narzuconej przez wolnorynkowe mechanizmy został poddany mutacji - może pracować
                  w każdy dzień tygodnia, w święta również - czemu nie, tylko po to, by coś komuś
                  sprzedać. Nie potrzebuje odpoczynku, nie ma chwil słabości, nastawiony jest
                  tylko na miesięczny obrót. By więcej sprzedać sprzedaje po 12 godzin dziennie.
                  Oczywiście to uwielbia - może pracować za darmo. Nie musi zakładać rodziny -
                  wystarczy mu widok całych rodzin maszerujących po jego królestwie.
                  Gdyby ktokolwiek z forumowiczów zobaczył mnie w niedzielę w sklepie, w życiu by
                  się nie domyślił, że ma do czynienia z osobą tak narzekającą na ten zawód. Ja
                  też bym nie rozpoznała Dodo - jej myślenie niczym ją nie wyróżnia z tłumu
                  klientów, któremu usługuję.
                  Zaraz się popłaczę.
              • Gość: Aguś Re: Co ludzie robią w niedziele w sklepach IP: nat:* / 192.168.2.* 28.10.02, 21:53
                Gość portalu: barbinator napisał(a):


                "Bardzo ładny i celny opis predyspozycji do zawodu sprzedawcy – widzę, że
                świetnie rozumiesz w czym rzecz....;-)) Tak, dokładnie takie cechy musi
                posiadac człowiek w tym zawodzie. Jeśli ich nie posiada, powinien zmienić
                zawód. Sama sobie odpowiedz, czy masz predyspozycje – moim zdaniem na 100
                % NIE."

                Cóż, nie zrozumiałaś chyba mojego cynizmu - nie istnieje coś takiego jak
                predyspozycja do bycia sprzedawcą. Istnieją tylko pewne zachowania, których od
                sprzedawcy się wymaga. Dokładnie każdy, którego genotyp zagrożony jest
                wyginięciem w wyniku braku pracy, w lot pojmuje o co chodzi. Predyspozycje do
                wykonywania zawodu musi mieć artysta plastyk, muzyk, hydraulik czy inżynier. To
                naprawdę żadna filozofia stać w niedzielę za ladą i odpowiadać grzecznie na
                pytania, a czy to się lubi czy nie - to już zupełnie inna sprawa.


                "Jeśli dobrze rozumiem, to zarzucasz swojemu pracodawcy głównie to, że nie
                rozumie twoich potrzeb i zmusza cie do, zbednej twoim zdaniem, pracy w
                niedzielę. Czy jednak ty zadałaś sobie trud zrozumienia JEGO potrzeb? Wynajem
                sklepu w centrum handlowym kosztuje sporo, na pewno dużo więcej niż twoja
                pensja. W dodatku włascicieli pasażu nie interesuje to, czy handlujesz 6 czy 7
                dni w tygodniu – czynsz jest taki sam. Może gdyby twojemu szefowi obnizyl i
                czynsz o 1/7 to nawet chetnie zrezygnowałby w pracy w niedzielę. A tak –
                to robi co może by wyjść na swoje i na pewno nie jest mu łatwo, (zwłaszcza w
                branzy towarów drogich, ponadstandardowych) – bo nie wiem, czy zauważyłaś, ale
                mamy kryzys i małym przedsiebiorcom, takim jak twój szef ( i jak ja...) trudno
                jest się utrzymać na rynku. A sklep otwarty 7 dni w tygodniu jest reklama
                firmy, taka samą jak ekspozycje na różnego rodzaju targach branżowych, które
                kosztują min. kilka(naście) tysięcy a przecież tez nic się na nich nie
                sprzedaje.... Może ci się to nie spodobać, ale na miejscu twojego szefa
                robiłabym tak samo.
                Pozdrówko, B."


                Nie widzę związku między płaceniem lub nie płaceniem czynszu przez pracodawcę a
                handlem w niedzielę. Jeśli płaci - ma powód, żeby i niedzielę wykorzystać na
                handel. Jeśli nie musi płacić, to przecież nie będzie rezygnował z możliwości
                (w moim przypadku wątpliwych) handlu w niedzielę. Niby dlaczego? Bo żal mu
                pracowników? He, he.
                Tak się akurat składa, że mój pracodawca jest jednocześnie właścicielem
                powierzchni handlowej. Część tej powierzchni wynajmuje innym sklepom. Ostatnio
                przerzucił się na wynajem pod biura, bo właściciele sklepów i tak nie płacą.
                Czy ja sobie zadałam trud zrozumienia jego potrzeb? Cóż to za pytanie?! Dzień i
                noc o tym myślę. Ostatnio wpadłam na pomysł, żeby zrezygnować z pensji,
                by biedak się tak nie męczył.
                Teraz serio: otwieranie sklepu w niedzielę jest nieopłacalne, jeśli nie jest to
                oczywiście supermarket, gdzie w niedziele robi się mega utarg (o zgrozo!).
                Przecież ludziom pracującym w niedzielę trzeba zapłacić! Już nawet nie mówię o
                podwójnym płaceniu. Ustawowo mam mieć dzień wolny w tygodniu, więc w któryś
                dzień i tak do pracy nie przychodzę. To wymusza na pracodawcy zatrudnienie
                większej ilości pracowników. I gdzie tu opłacalność? Trochę droga ta reklama
                sklepu w niedzielę - to dodatkowo co miesiąc co najmniej jedna pensja
                pracownika.
                Komuś tu chyba brak predyspozycji do logicznego myślenia...




                • Gość: barbinator Re: Co ludzie robią w niedziele w sklepach IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 29.10.02, 08:46
                  Gość portalu: Aguś napisał(a):


                  > Cóż, nie zrozumiałaś chyba mojego cynizmu - nie istnieje coś takiego jak
                  > predyspozycja do bycia sprzedawcą. Istnieją tylko pewne zachowania, których
                  od
                  > sprzedawcy się wymaga. Dokładnie każdy, którego genotyp zagrożony jest
                  > wyginięciem w wyniku braku pracy, w lot pojmuje o co chodzi. Predyspozycje do
                  > wykonywania zawodu musi mieć artysta plastyk, muzyk, hydraulik czy inżynier.
                  To naprawdę żadna filozofia stać w niedzielę za ladą i odpowiadać grzecznie na
                  > pytania, a czy to się lubi czy nie - to już zupełnie inna sprawa.


                  Alez zauważyłam, zauważyłam twój cynizm – i jeszcze coś zauważyłam: cynizm plus
                  ego draśnięte moimi uwagami o braku predyspozycji i konieczności zmiany zawodu
                  daje dosyć jadowitą mieszankę.... No bo gdyby z tego fragmentu twojego postu
                  usunąć te wszystkie genotypy i predyspozycje to zostałoby gołe stwierdzenie, że
                  *każdy głupi może być sprzedawcą* (a już hydraulikiem nie, ciekawe dlaczego?)
                  Pewno nie zauważyłaś, ale takim postawieniem sprawy obrażasz całkiem sporą
                  grupę ludzi, którzy zawód sprzedawcy (niekoniecznie za ladą) i swoje do niego
                  predyspozycje traktują poważnie. Poza tym – najwidoczniej mój genotyp żyje w
                  jakiejś innej rzeczywistości niż twój. Mojemu genotypowi zdarza się wejść do
                  sklepu i być przywitanym spojrzeniem bazyliszka nieudolnie maskowanym zawodowym
                  usmiechem i wyuczoną formułką przywitalną. To zapewne genotyp sprzedawcy
                  zagrożonego wyginięciem.....któremu wydaje się, że klient jest głupi i tej źle
                  maskowanej niechęci do siebie nie zauważa. W twoim swiecie nie ma złych
                  sprzedawców, są tylko źli klienci i źli pracodawcy. Wystarczy zagrożenie
                  bezrobociem by, dajmy na to, zredukowana urzędniczka przyzwyczajona do
                  pomiatania interesantami czy marna, niesympatyczna nauczycielka stała się dobrą
                  sprzedawczynią? Ciekawy ten twój świat.....

                  >
                  >
                  > Nie widzę związku między płaceniem lub nie płaceniem czynszu przez pracodawcę
                  a handlem w niedzielę. Jeśli płaci - ma powód, żeby i niedzielę wykorzystać na
                  > handel. Jeśli nie musi płacić, to przecież nie będzie rezygnował z możliwości
                  > (w moim przypadku wątpliwych) handlu w niedzielę. Niby dlaczego? Bo żal mu
                  > pracowników? He, he.
                  > Tak się akurat składa, że mój pracodawca jest jednocześnie właścicielem
                  > powierzchni handlowej. Część tej powierzchni wynajmuje innym sklepom.
                  Ostatnio
                  > przerzucił się na wynajem pod biura, bo właściciele sklepów i tak nie płacą.
                  > Czy ja sobie zadałam trud zrozumienia jego potrzeb? Cóż to za pytanie?! Dzień
                  i
                  >
                  > noc o tym myślę. Ostatnio wpadłam na pomysł, żeby zrezygnować z pensji,
                  > by biedak się tak nie męczył.
                  > Teraz serio: otwieranie sklepu w niedzielę jest nieopłacalne, jeśli nie jest
                  to
                  >
                  > oczywiście supermarket, gdzie w niedziele robi się mega utarg (o zgrozo!).
                  > Przecież ludziom pracującym w niedzielę trzeba zapłacić! Już nawet nie mówię
                  o
                  > podwójnym płaceniu. Ustawowo mam mieć dzień wolny w tygodniu, więc w któryś
                  > dzień i tak do pracy nie przychodzę. To wymusza na pracodawcy zatrudnienie
                  > większej ilości pracowników. I gdzie tu opłacalność? Trochę droga ta reklama
                  > sklepu w niedzielę - to dodatkowo co miesiąc co najmniej jedna pensja
                  > pracownika.
                  > Komuś tu chyba brak predyspozycji do logicznego myślenia...
                  >

                  Oooops, Aguś rozdaje ciosy na oślep a ja znalazłam się na linii strzału. Jednak
                  zmartwię cię, mam raczej grubą skórę i uwaga o braku logicznego myślenia raczej
                  mnie rozbawiła. Bo widzisz, droga Aguś, to nie moja logika jest do dupy tylko
                  twój racjonalny osąd rzeczywistości. Jeśli reklama sklepu w formie pracy w
                  niedzielę kosztuje zaledwie tyle ile wynosi miesięczna pensja sprzedawcy, to
                  jest to niezwykle opłacalna reklama. Dowiedz się, ile kosztuje miesięczny spot
                  reklamowy w lokalnej telewizji, radiu czy prasie, ile najskromniejsza choćby
                  ekspozycja na targach branżowych i porównaj to ze swoją pensją. Zależność
                  między opłacaniem czynszu i innych opłat za 7 dni w tygodniu a decyzją o handlu
                  w niedzielę też jest dosyć oczywista, nawet dla baby handlującej jajami na
                  targu, zrozumie ją zresztą każdy mający minimum predyspozycji do pracy w handlu.
                  To natomiast, czy taka sytuacja jest moralna i właściwa ze względów
                  społecznych, to zupełnie inny temat, którego przynajmniej ja, z różnych powodów
                  w ogóle nie poruszałam.
                  Pozdrówko, B.

                  >
                  >
                  >
        • Gość: alka Re: Shopping IP: *.oc.oc.cox.net 22.10.02, 23:22

          Odpowiedz na tytulowe pytanie jest prosta
          • mist3 Re: Shopping 28.10.02, 19:46
            Kidys rozmawiałam z pewnym panem, który właśnie w ten sposób zapewnia rodzinie
            swej rozrywkę w weekend. I cóż mi powiedział - że jakby poszedł z dziećmi do
            kina czy do zoo lub nie daj Boże do muzeum, to by potem (lub w trakcie
            wycieczki) musiał odpowiadać na pytania swoich dziatek (które zapewne chciały
            by się może czegoś fajnego od taty dowiedzieć). A dzięki temu bez zbędnego
            wysiłku można dzieciom zapewnić rozrywkę.
            Podobnie jak włączenie telewizora zwalnia drogich rodziców od rozmowy z dziećmi
            lub też (znów nie daj Boże) np. czytania im książek.
            Zaznaczam, że nie pracuję w handlu, ale naprawdę współczuję. Znam parę osób
            które cieszą się, że mają prace i starają się ją wypełniać jak najlepiej, ale
            ich dzieci wcale z tego powodu nie są szczęśliwe.
            Pozdrawiam:)
            • Gość: Aguś Re: Shopping IP: nat:* / 192.168.2.* 28.10.02, 22:24
              mist3 napisała:

              "Kidys rozmawiałam z pewnym panem, który właśnie w ten sposób zapewnia rodzinie
              swej rozrywkę w weekend. I cóż mi powiedział - że jakby poszedł z dziećmi do
              kina czy do zoo lub nie daj Boże do muzeum, to by potem (lub w trakcie
              wycieczki) musiał odpowiadać na pytania swoich dziatek (które zapewne chciały
              by się może czegoś fajnego od taty dowiedzieć). A dzięki temu bez zbędnego
              wysiłku można dzieciom zapewnić rozrywkę.
              Podobnie jak włączenie telewizora zwalnia drogich rodziców od rozmowy z
              dziećmi lub też (znów nie daj Boże) np. czytania im książek.
              Zaznaczam, że nie pracuję w handlu, ale naprawdę współczuję. Znam parę osób
              które cieszą się, że mają prace i starają się ją wypełniać jak najlepiej, ale
              ich dzieci wcale z tego powodu nie są szczęśliwe.
              Pozdrawiam:)"

              Nie potępiam osób, które nie radzą sobie z wychowaniem dzieci. Pewnie każdy ma
              z tym kłopot, mniejszy lub większy. Jeżeli ten facet bierze dziecko do
              supermarketu, żeby iść do sklepu z zabawkami, a potem na hamburgera, to pół
              biedy. Gorzej, gdy ma kompletnie gdzieś to, że dzieciak się męczy oglądając
              kible lub sofy.
              Chciałam podkreślić - z moich obserwacji wynika, iż proceder ciągania dzieci po
              sklepach odbywa się głównie w niedzielę. Nie zauważyłam "wycieczek" w moim
              sklepie w dni powszednie. I to jest meritum mojego wątku.
              Pozdrawiam również.
              • Gość: dodo jeszcze raz - prosto i jasno IP: *.sympatico.ca 29.10.02, 02:27
                agus - tobie nikt nie placi za to zebys sie zastanawiala,
                co sie twojemu szefowi oplaca a co nie. tobie nikt nie
                placi za to zebys sie zastanawiala nad tym dlaczego
                ludzie lubia przychodzic do sklepu, w ktorym pracujesz i
                nic nie kupuja. ty masz placone za sprzedawanie w tym
                sklepie a jezeli twoj pracodawca nawet tego od ciebie nie
                wymaga ale placi ci za bycie w sklepie od godziny do
                godziny, to badz, ciesz sie, ze masz prace i staraj sie
                jej nie stracic.
                mowiac szczerze i zapewne niezbyt uprzejmie, postawa
                takich sprzedawczyn jak ty jest jednym z powodow dlaczego
                nie znosze chodzic w polsce po zakupy, nawet
                najdrobniejsze - kazda panienka musi mi zaraz pokazac, ze
                ona jest "ponad to" albo, ze sprzedawanie sera ja nudzi
                czy skladanie po raz 100 tej samej bluzki uwaza za strate
                czasu. jak slowo daje - praca to jest praca, aby byc
                sprzedawca trzeba stac przez 8 godzin, usmiechac sie,
                informowac i zachecac, byc cierpliwym i zawsze gotowym
                zaczac jeszcze raz przekonywac tego samego klienta zeby
                kupil cos za dolara. w sklepach z ubraniami ludzie
                skladaja co minuta bluzki czy sweterki przed chwila
                rozrzucone przez klienta, ktory przyszedl tylko
                popatrzec, w sklepie z kosmetykami sprzedawczynie
                odrecaja i zakrecaja pudeleczka z mniej lub bardziej
                pachnacymi kremami czy innymi dobrami, w sklepie z
                meblami sprzedawca probuje namowic, poinformac i jest
                szczesliwy gdy klient chociaz wezmie od niego wizytowke i
                katalog sklepu, bo a nuz wroci albo powie znajomym...
                jak tego nie rozumiesz agus, to naprawde poszukaj innego
                zatrudnienia, bo ktoregos dnia moze sie okazac, ze twoj
                szef zrozumial na czym polega miec dobrego sprzedawce i
                wtedy moze przestac chciec ci placic za siedzejnie w
                sklepie w niedziele i zastanawianie sie za jego pieniadze
                nad sensem istnienia...
                • Gość: Iza2 Re: jeszcze raz - prosto i jasno Agus ma racje! IP: *.k.mcnet.pl 29.10.02, 13:25
                  Mysle, ze przede wszytskim, pytanie Agus przerobilscie
                  calkiem bezsensownie na atak na nia i na sprzedawcow. Ona
                  dzieli sie swoim doswiadczeniem i tyle.
                  W watkach sa porownania do Ameryki - ale czy zawsze
                  musimy dazyc do prymitywnych Amerykanow? Czy klasa wyzsza
                  i srednia w Ameryce weekendy spedza w sklepach? Oni
                  potrafia zapewnic sobie i swoim dzieciom cos wiecej niz
                  popcorn, cole i lazenie po sklepach.
                  Natomiast w Polsce jest zupelnie inny problem, na ktory
                  zwraca uwage Agus, ludzie chodza po drogich sklepach i
                  sie frustruja. Nie stac ich i dlugo ich nie bedzie stac
                  na zakup drogiej kanapy, ale chodza, zeby sobie
                  popatrzec, jak telenowele, jak Dynastie. Szczerze, tych
                  ktorych na prawde stac na zakupy ida w tygodniu, bo wtedy
                  jest spokoj i cisza i sprzedawcy majacy sile poswiecic
                  czas i uwage klientowi.
                  Wlasciciele sklepow, niestety czesto zmuszani sa do
                  otwierania sklepow w niedziele, czesc przez kontrakt oo
                  wynajeciu powierzchni, a czesc po prostu ulega presji
                  innych.
                  • Gość: barbinator "Agus ma racje" - nie zauważyłam dlaczego.... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 30.10.02, 11:00
                    Przeczytałam uwaznie twój post i mimo zachęcającego tytułu nadal nie wiem, w
                    czym Aguś miałaby mieć rację. Przeciez ona, wbrew temu co piszesz nie martwi
                    się frustracją klientów, tylko bawi się w osądzanie ich i ich motywacji!
                    Twierdzi też, że powinno się zakazać handlu w niedzielę i to wcale nie w trosce
                    o sfrustrowanych biedaków tylko dla własnej wygody. Ja tam nie wiem, czy ludzie
                    chodzący w niedzielę po sklepach frustrują się czy nie – uważam za to, że są
                    dorośli i jeśli chcą się frustrować to należy dać im tę możliwość – niech sami
                    zdecydują. Nie jest dobrze jeśli państwo ingeruje w możlwość wolnego wyboru
                    swoich obywateli w trosce o ich rzekome dobro. Aguś krytykuje też sposób
                    prowadzenia interesu przez jej szefa, choć to, bez niczyjej obrazy, nie jej
                    sprawa zwłaszcza, że najwyraźniej się na tym nie zna. Przecież każdy może
                    otworzyć sklep, no a wtedy zobaczymy jak szybko poglądy na pracę w niedzielę
                    zaczną ewoluować.....
                    Podobnie jest z, jak *piszesz bezsensownym atakiem na sprzedawców*. Ja raczej
                    ich bronię przed deprecjonującymi twierdzeniami Aguś, że do tego zawodu nie
                    trzeba żadnych predyspozycjii, czyli że byle kto się nada.... Ja uważam, że
                    sprzedawca to trudny i wymagający bardzo specyficznych predyspozycji zawód,
                    który nie każdy potrafi dobrze wykonywać.
                    Pozdr. B.
                    • Gość: Iza2 Re: 'Agus ma racje' - nie zauważyłam dlaczego.... IP: *.k.mcnet.pl 30.10.02, 11:27
                      Agus nie widzi sensu w otwieraniu sklepow w niedziele ija
                      tez. Oczywiscie, ze wygodnie jest miec swiadomosc, ze
                      praktycznie o kazdej porze dnia i czesto w nocy moge
                      zrobic zakupy, ale nie jestem przeciwna ustawowemu
                      wprowadzeniu zakazu handlu w niedziele! I nie z tym nic
                      wspolnego zadna ideologia, po prostu uwazam, ze nalezy
                      sie odpoczynek w niedziele tak duzej ilosci osob, jak to
                      tylko jest mozliwe. Jednak w wielu panstwach Europy tak
                      jest, nawiasem mowiac w bardzo laickich krajach i jest
                      dobrze. Sobota, z dlugim wieczorem powinna w zupelnosci
                      wystarczyc, tak jak na zalatwianie spraw w urzedach musi
                      nam wystarczac piec dni w tygodniu. Dlaczego np. urzad
                      komunikacji nie jest czynny w sobote?
                      • Gość: Aguś Re: 'Agus ma racje' - nie zauważyłam dlaczego.... IP: nat:* / 192.168.2.* 31.10.02, 01:05
                        Gość portalu: Iza2 napisał(a):

                        > Agus nie widzi sensu w otwieraniu sklepow w niedziele ija
                        > tez. Oczywiscie, ze wygodnie jest miec swiadomosc, ze
                        > praktycznie o kazdej porze dnia i czesto w nocy moge
                        > zrobic zakupy, ale nie jestem przeciwna ustawowemu
                        > wprowadzeniu zakazu handlu w niedziele! I nie z tym nic
                        > wspolnego zadna ideologia, po prostu uwazam, ze nalezy
                        > sie odpoczynek w niedziele tak duzej ilosci osob, jak to
                        > tylko jest mozliwe. Jednak w wielu panstwach Europy tak
                        > jest, nawiasem mowiac w bardzo laickich krajach i jest
                        > dobrze. Sobota, z dlugim wieczorem powinna w zupelnosci
                        > wystarczyc, tak jak na zalatwianie spraw w urzedach musi
                        > nam wystarczac piec dni w tygodniu. Dlaczego np. urzad
                        > komunikacji nie jest czynny w sobote?

                        Cóż, najlepiej byłoby, aby wilk był syty i owca cała. Przeciwników zamykania
                        sklepów w niedzielę (chodzi mi tylko o duże centra handlowe, gdzie panoszy się
                        wyzysk pracowników) najbardziej denerwuje ograniczenie praw pracodawców i
                        szeroko rozumianej wolności rynkowej. Trudno się z tym nie zgodzić.
                        Gdyby przeprowadzono referendum na ten temat, większości nie podobałby się
                        zakaz handlu w niedziele. To też jest zupełnie naturalne.
                        Gdyby motywem zamknięcia sklepów w wolne dni miałoby być niezadowolenie
                        pokrzywdzonych pracowników, to też jest źle - nie byłoby to demokratyczne
                        (dlaczego miałby się tworzyć prawo dla jakiejś mniejszości).
                        Sprawa jest więc jasna.
                        Wszystko pozostaje w rękach pracodawców. Weźmy taki sklep IKEA. On nie jest
                        otwarty w niedzielę. Czy to możliwe?! Jakoś przecież przędzie.
                  • soova Re: jeszcze raz - prosto i jasno Agus ma racje! 30.10.02, 16:46
                    Gość portalu: Iza2 napisał(a):

                    > Szczerze, tych
                    > ktorych na prawde stac na zakupy ida w tygodniu, bo wtedy
                    > jest spokoj i cisza i sprzedawcy majacy sile poswiecic
                    > czas i uwage klientowi.

                    Jako osoba, którą "naprawde stać na zakupy" muszę z przykrością stwierdzić, że
                    chodzę na zakupy mieszkaniowo-meblowo-wykończeniowe, a i na duże żywnosciowe
                    prawie wyłącznie w weekendy właśnie dlatego, że "stać mnie na zakupy", ergo -
                    aby w weekend wydać to, co zarobiłam, w tygodniu pracuję, czyli nie mam czasu
                    na chodzenie po sklepach. Nie wspomnę już o załatwianiu jakichś spraw
                    urzędowych, bo tu po prostu musze się zwalniać z pracy. Poza tym chciałabym
                    dodać, że gdyby nie wolność handlu, jaką (jeszcze) mamy w Polsce, nigdy nie
                    udałoby mi się sprawne i szybkie kupienie w tygodniu wszystkich tych rzeczy,
                    ktore potrzebne są do wykończenia mieszkania (i to od materiałów budowlanych
                    począwszy, na elemantach wyposażenia skończywszy).

                    Co nie zmienia faktu, że nie podoba mi się postępowanie ludzi, którzy
                    praktykują weekendowe chodzenie z dziećmi do centrów handlowych jako formę
                    rozrywki i element życia rodzinnego. Niestety, żyjemy w czasach nieustannej
                    konsumpcji i tylko jednostki w miarę odporne z rzeki rynkowych pokus koszystają
                    tylko w zakresie niezbędnym. Reszta po prostu daje się biernie ponieść nurtowi.

                    Pozdrawiam


                • Gość: Aguś Re: jeszcze raz - prosto i jasno IP: nat:* / 192.168.2.* 29.10.02, 21:17
                  Gość portalu: dodo napisał(a):

                  > agus - tobie nikt nie placi za to zebys sie zastanawiala,
                  > co sie twojemu szefowi oplaca a co nie.

                  Barbinator zapytała mnie wprost, czy ja się zastanawiam nad potrzebami mojego
                  pracodawcy. Odpowiedziałam jej co sądzę na temat opłacalności handlu w
                  niedzielę w jego sklepie. Czytaj uważniej posty, jeśli chcesz brać udział w
                  dyskusji.

                  tobie nikt nie
                  > placi za to zebys sie zastanawiala nad tym dlaczego
                  > ludzie lubia przychodzic do sklepu, w ktorym pracujesz i
                  > nic nie kupuja. ty masz placone za sprzedawanie w tym
                  > sklepie a jezeli twoj pracodawca nawet tego od ciebie nie
                  > wymaga ale placi ci za bycie w sklepie od godziny do
                  > godziny, to badz, ciesz sie, ze masz prace i staraj sie
                  > jej nie stracic.

                  Pisałam już także, że pracodawca nie płaci mi za pracę w niedzielę. W Polsce
                  kodeks pracy przewiduje zapłatę za pracę w niedzielę w wysokości 200% normalnej
                  stawki godzinnej. Poza tym mam wynagrodzenie prowizyjne, więc jeśli nic nie
                  sprzedaję, mam naprawdę się o co martwić - podwójnie denerwuje mnie bezczyność
                  w niedzielne południa. Między innymi dlatego też uważam to za nadużycie. Moje
                  frustracje nie mają żadnego wpływu na jakość wykonywanej przeze mnie pracy.

                  > mowiac szczerze i zapewne niezbyt uprzejmie, postawa
                  > takich sprzedawczyn jak ty jest jednym z powodow dlaczego
                  > nie znosze chodzic w polsce po zakupy, nawet
                  > najdrobniejsze - kazda panienka musi mi zaraz pokazac, ze
                  > ona jest "ponad to" albo, ze sprzedawanie sera ja nudzi
                  > czy skladanie po raz 100 tej samej bluzki uwaza za strate
                  > czasu. jak slowo daje - praca to jest praca, aby byc
                  > sprzedawca trzeba stac przez 8 godzin, usmiechac sie,
                  > informowac i zachecac, byc cierpliwym i zawsze gotowym
                  > zaczac jeszcze raz przekonywac tego samego klienta zeby
                  > kupil cos za dolara. w sklepach z ubraniami ludzie
                  > skladaja co minuta bluzki czy sweterki przed chwila
                  > rozrzucone przez klienta, ktory przyszedl tylko
                  > popatrzec, w sklepie z kosmetykami sprzedawczynie
                  > odrecaja i zakrecaja pudeleczka z mniej lub bardziej
                  > pachnacymi kremami czy innymi dobrami, w sklepie z
                  > meblami sprzedawca probuje namowic, poinformac i jest
                  > szczesliwy gdy klient chociaz wezmie od niego wizytowke i
                  > katalog sklepu, bo a nuz wroci albo powie znajomym...
                  > jak tego nie rozumiesz agus, to naprawde poszukaj innego
                  > zatrudnienia, bo ktoregos dnia moze sie okazac, ze twoj
                  > szef zrozumial na czym polega miec dobrego sprzedawce i
                  > wtedy moze przestac chciec ci placic za siedzejnie w
                  > sklepie w niedziele i zastanawianie sie za jego pieniadze
                  > nad sensem istnienia...


                  Nie rozumiem dlaczego złość na nieprofesjonalnych sprzedawców wyładowujesz na
                  mnie. Zapewniam cię, że gdybym nie wykonywała swej pracy tak, jak wymaga tego
                  ode mnie klient, już dawno nie miałabym pracy. Stu takich jak ja czeka na moje
                  stanowisko.
                  • suzume Re: jeszcze raz - prosto i jasno 30.10.02, 14:06
                    Gość portalu: Aguś napisał(a):

                    > Pisałam już także, że pracodawca nie płaci mi za pracę w niedzielę. W Polsce
                    > kodeks pracy przewiduje zapłatę za pracę w niedzielę w wysokości 200%
                    > normalnej stawki godzinnej.

                    o ile nie masz innego dnia wolnego. bo jeśli masz wolny np. czwartek, to wtedy
                    jest Twoja niedziela.

                    > Poza tym mam wynagrodzenie prowizyjne, więc jeśli
                    > nic nie sprzedaję, mam naprawdę się o co martwić - podwójnie denerwuje mnie
                    > bezczyność w niedzielne południa. Między innymi dlatego też uważam to za
                    > nadużycie.

                    prowizja ma Cię zmotywować do pracy (chyba nie działa). czy fakt, że nie jesteś
                    w stanie zarobić odpowiednio dużo na prowizji jest winą Twojego szefa, albo
                    klientów? może to też brak predyspozycji, o którym wspomniała barbinator? ja
                    np. z prowizji bym nie wyżyła.

                    a co do handlu w niedzielę, to wybacz, ale np. ja tylko wtedy mam czas pójść na
                    zakupy (właśnie do sklepu niespożywczego) i zostawić choćby i u Ciebie trochę
                    pieniędzy, które złożą się na prowizję.

                    a pomysł z urzędami pracującymi w soboty albo w dni powszednie np. od 13 do 21
                    uważam za świetny. naprawdę.
                    • Gość: Aguś Re: jeszcze raz - prosto i jasno IP: nat:* / 192.168.2.* 31.10.02, 00:45
                      suzume napisała:

                      > Gość portalu: Aguś napisał(a):
                      >
                      > > Pisałam już także, że pracodawca nie płaci mi za pracę w niedzielę. W Pols
                      > ce
                      > > kodeks pracy przewiduje zapłatę za pracę w niedzielę w wysokości 200%
                      > > normalnej stawki godzinnej.
                      >
                      > o ile nie masz innego dnia wolnego. bo jeśli masz wolny np. czwartek, to
                      wtedy
                      > jest Twoja niedziela.
                      >
                      > > Poza tym mam wynagrodzenie prowizyjne, więc jeśli
                      > > nic nie sprzedaję, mam naprawdę się o co martwić - podwójnie denerwuje mni
                      > e
                      > > bezczyność w niedzielne południa. Między innymi dlatego też uważam to za
                      > > nadużycie.
                      >
                      > prowizja ma Cię zmotywować do pracy (chyba nie działa). czy fakt, że nie
                      jesteś
                      >
                      > w stanie zarobić odpowiednio dużo na prowizji jest winą Twojego szefa, albo
                      > klientów? może to też brak predyspozycji, o którym wspomniała barbinator? ja
                      > np. z prowizji bym nie wyżyła.
                      >
                      > a co do handlu w niedzielę, to wybacz, ale np. ja tylko wtedy mam czas pójść
                      na
                      >
                      > zakupy (właśnie do sklepu niespożywczego) i zostawić choćby i u Ciebie trochę
                      > pieniędzy, które złożą się na prowizję.
                      >
                      > a pomysł z urzędami pracującymi w soboty albo w dni powszednie np. od 13 do
                      21
                      > uważam za świetny. naprawdę.


                      Nie rozumiem dlaczego wszyscy dyskutujący ze mną kwestionują moje tzw.
                      predyspozycje do wykonywania zawodu. Dlatego tylko, że krytycznie się o nim
                      wypowiadam?
                      Przyznaję, że to mnie zniechęca do dalszej dyskusji. Nie chcę odpierać ataków w
                      stylu - zmień pracę, bo się do tego nie nadajesz. Czułki mi opadają.
                      Na forum praca jest wątek "co nas motywuje do pracy". Mnie na pewno nie
                      motywuje praca w niedziele.
                      • trotula Re: jeszcze raz - prosto i jasno 31.10.02, 01:48
                        Ja nie na temat trochę, a propos wypowiedzi dodo :-) Nie cierpię, nie znoszę
                        jak sprzedawca łazi za mną i ZACHĘCA do zakupu. Sprzedawca powinien być w razie
                        czego 'pod ręką' ale bez przesady, nie lubię namolnych akwizytorów!
                      • suzume Re: jeszcze raz - prosto i jasno 31.10.02, 10:56
                        Gość portalu: Aguś napisał(a):

                        > Nie rozumiem dlaczego wszyscy dyskutujący ze mną kwestionują moje tzw.
                        > predyspozycje do wykonywania zawodu. Dlatego tylko, że krytycznie się o nim
                        > wypowiadam?

                        bo klienci Cię denerwują, nie podoba Ci się system prowizyjny (którego chyb nie
                        potrafisz wykorzystać), uważasz pracę niedzielę za coś strasznego nie z powodów
                        religijnych (przynajmniej nic o tym nie napisałaś), tylko dlatego, że 'inni
                        mają wolne a ja nie'

                        > Przyznaję, że to mnie zniechęca do dalszej dyskusji. Nie chcę odpierać ataków
                        > w stylu - zmień pracę, bo się do tego nie nadajesz. Czułki mi opadają.

                        nie ma się co obrażać, zwłaszcza że nikt Cię tu nie atakował, tylko wyrażał
                        swoje zdanie co do Twoich predyspozycji. nie wiem, czemu czujesz się ciężko
                        urażona stwierdzeniem, że takowych nie posiadasz - nie wszyscy nadają się do
                        wszystkiego. ja nie byłabym dobrą sprzedawczynią, pielęgniarką (krew - brrrr),
                        czy sekretarką. i przyjmuję to do wiadomości.

                        > Na forum praca jest wątek "co nas motywuje do pracy". Mnie na pewno nie
                        > motywuje praca w niedziele.

                        no widzisz - więc pozostaje tylko zmienić pracę. i nie mam na myśli nic
                        złośliwego. po prostu przykro mi, że tak się męczysz. naprawdę.
    • majaa Re: Co ludzie robią w niedziele w sklepach 31.10.02, 14:27
      Łatwo krytykować i mądrzyć się na temat czyichś predyspozycji, gdy o całej
      sprawie ma się tylko pojęcie klienta. Wyraźnie tutaj widać, że "punkt widzenia
      zależy od punktu siedzenia". A poza tym, gdzie tu logika - to że coś się komuś
      nie podoba, to naprawdę jeszcze nie oznacza, że się do tego nie nadaje.
Pełna wersja