traductor123
08.01.06, 12:51
Witam!
Napisze Wam o co chodzi w mojej historii.
Ona-katoliczka praktykująca. Ja -wierzący,ale raczej nie katolik,a juz na
pewno nie praktykujący.
Jej rodzice(których miałem okazję poznac-fajni,sympatyczni ludzie-
przynajmniej przez te 2 dni jak byłem u nich na święta) od początku jak
zacząłem chodić z moją dziewczyną pytali się o moją wiarę,czy chodzę do
Kościoła i w ogóle. Ona trochę sciemniała,ze rzadko chodzę i tam takie. Truła
mi tym głowe moja dziewczyna,zebym sobie to przemyslał itd. Pozniej odpusciła
na 2 miesiace. I byłem na swięta u niej w domu. Dzisiaj rodzice rozmawiali z
nia przez telefon i m.in. pytali sie,czy była dzisiaj w Kościele,a ona,ze
nie. Zaczęli mówić,ze ona zaczyna byc jakas ateistka,czemu nie chodz,zazeli
na nia naskakiwac. No i znowu pytali sie co ze mna,czy ja chodze itam takie.
Opowiedzieli jej historię,ze ktos tam u nich w rodzinie sie nawrocił na
religię jechowych. (I ze chyba niby ja mam byc takim Jehowym czy co???).
Dziewczyna mówi,zebym sie okreslił czy w prawo czy w lewo,z ta moja religia.
A ja wierze,ze jest COS tam na gorze,znaczy sie po smierci,ze oprocze zycia
materialnego jest i duchowe, pozniej-ale nie o tym miała byc mowa:)
Chodzi o to,ze jestesmy ze soba 3 miesiace,a juz taka ingerencja w to jaka
wiare wyznaje inny człowiek.
Czy chodzi o strach i niewiedzę tamtych ludzi przed nieznanym-dodam,ze oni są
ze wsi(i jak sie ludzie na wsi dowiedza,ze córka sie zadaje z diabłem
wcielonym, czartem itp;) to beda rzucac kamieniami w dom tej rodziny;) ) ??
Jakie są Wasze opinie? ( moje mogę jeszce przedstawić później:) )
Co o tym myślicie?
Mam nadzieję,ze nie za długi post,ale chciałem dobrze nakreślić sytuację :)