facet123
30.01.06, 14:10
Czy tylko mi się wydaje, że mamy do czynienia ze zbiorową histerią w mediach
dotyczącą tragedii w katowicach? Rozumiem, że wiadomość o tragedii musiała
trafić na pierwsze strony gazet i do głównych wydań programów informacyjnych,
ale od momentu tego smutnego wydarzenia w telewizji i gazetach nie mówi się o
niczym innym. Podobna sytuacja miała miejsce po śmierci papieża, jednka
papież jest jeden (naraz), natomiast śmiertelne wypdaki zdarząją się co
chwila. Wg prostych obliczeń podczas pisania tego tekstu zginęło na świecie
więcej ludzi niż podczas katastrofy w Katowicach, a do momentu pierwszego
czytania tej wypowiedzi zginie na świecie kilkadziesiąt osób biorąc pod uwagę
tylko wypadki i morderstwa.
Mówienie tylko i wyłącznie o Katowicach we wszystkich środkach przekazu
naprawdę nikomu już nie pomoże i nikogo nie uratuje. Nie pocieszy rodzin
ofiar i nie pomoże znaleźć winnych. Słowem - jest to jałowe pastwienie się
nad wyczerpująco już zrelacjonowaną wiadomością.
Mam wrażenie, że większość ludzi znajduję sadystyczną lub masochistyczną
przyjemność w słuchaniu na temat takiej tragedii. Można wtedy "połączyć się w
żalu" z rodzinami ofiar, pozastanawiać się jakie to straszne i w ten sposób
paradoksalnie poleprzyć sobie samopoczucie. To chyba jedyna motywacja tego co
się dzieje...
Czy ktoś z was odniósł podobne wrażenie?