Przyjaciele w dorosłym życiu

10.02.06, 00:13
Wiem,ze watek sie juz przewijal kilka razy, niestety wiekszosc z nich jest juz
zarchiwizowana,a ja sie po prostu musze wypisac tu, bo plakac mi sie chce
okrutnie.

Zawsze bylam bardzo towarzyska osoba, w podstawowce mielismy swoja paczke,
pozniej w liceum tez wspaniale osoby - wspolne imprezy, wakacje, spotkania w
weekend itd. Towarzystwo "podstawowe" sie wykruszylo jakos tak naturalnie,
rzec by mozna, ludziom uksztaltowaly sie charaktery, ktore niekoniecznie byly
podobne do mojego, ludzie zafascynowali sie nowymi znajomosciami z liceum,
wiec nasze kontakty ograniczaly sie do zdawkowego "czesc, co slychac" przy
okazji przypadkowego spotkania na ulicy.

Bedac jeszcze w liceum poznalam inna grupe ludzi (nazwijmy ja S), z ktora
pozniej nawet wiecej czasu zaczelam spedzac niz z grupa licealna. Tez wiele
godzin, tygodni, miesiecy, lat wspaniale sie wszystko ukladalo. Po studiach,
gdy wszyscy znajomi z liceum sie porozjezdzali na studia grupa S stanowila
pierwsze miejsce, ze tak to ujme.

Ludzie ze studiow natomiast byli jakby z innej planety, nie znajdowalam z nimi
wspolnego jezyka - spoko do pogadania na uczelni, ale nie utworzylismy zadnej
paczki ktora spotykalaby sie po godzinach. W czasie studiow poznalam chlopaka
z innego miasta, wiec tak ukladalismy plan zajec, bym mogla na jak najdluzszy
weekend do niego jezdzic, a caly czas wolny jaki mialam bedac u siebie w
miescie poswiecalam na skompensowana nauke, by nadal byc w czolowce roku.

Poznalam oczywiscie mnostwo wspanialych ludzi z towarzystwa mojego chlopaka,
ale sila rzeczy rozluznily sie stosunki ze znajomymi z mojego miasta. Poza tym
sporo z nich sie porozjezdzalo po swiecie, miedzy niektorymi wyniknely jakies
klotnie, niektorzy zmienili swoj swiatopoglad o 180 stopni i tak oto
rozstawszy sie z moim chlopakiem zostalam bez znajomych, o przyjaciolach nie
wspomne.
Probowalam odgrzewac kotlety myslac,ze tylko ja wypadlam z towarzystwa, jednak
jak sie okazalo, te stare paczki juz nie istnieja, kazdy sobie nowych
znajomych poznajdowal,a mi te ich towarzystwa nie odpowiadaja niestety.
Zreszta nikt specjalnie nie zabiegal,zeby mnie przyjac do swego grona.
Telefon milczy przerywany smsami reklamowymi, w skrzynce emailowej przewaza
spam lub listy lancuszki ze smiesznymi zdjeciami a mi sie chce wyc!!!!
Czasami rozmawiam sobie z obcymi ludzmi na icq, ale jest to pocieszenie tylko
chwilowe, dopoki ktos nie rzuci: "sorki, musze leciec, przyjaciele czekaja", a
mi wowczas tylko oczy mgla zachodza.
Zapisalam sie na rozne ciekawe zajecia popoludniowe majac nadzieje na poznanie
ciekawych ludzi o zainteresowaniach zbieznych z moimi,ale niestety bardzo sie
zawiodlam. Tylko slucham wokol jak ktos sie gdzies bawil, smichy chichy i
opowiadanie towarzyskich historyjek,a ja sama jak kolek. I nie mowcie mi,ze to
moja wina, bo nie jestem ani gburem,a ni nie jestem natretna. Do wszystkich
sie zawsze usmiecham (ale nie jak nienormalna!), zagaduje itd, ale to wszystko
jest powierzchowne, nie bede sie nawet zaglebiac w szczegoly.
Boje sie,ze juz jest za pozno na nowe przyjaznie, przeciez tak ciezko jest
zaufac komus nowo poznanemu. A mi tak bardzo brakuje,zeby ktos do mnie
zadzwonil zapytac czy wszystko w porzadku,albo ze organizuja wypad gdziestam,
czy bym sie nie przylaczyla. Ja sama nawet probowalam organizowac rozne
ciekawe rzeczy, zdawalo sie ze sprawa odniesie sukces, a ludzie w ostatniech
chwili obwieszczali swoja nieobecnosc.
Mam chlopaka, z ktorym jestem szczesliwa, ma on mnostwo znajomych i
przyjaciol, z ktorymi wychodzimy,ale to sa zawsze jego przyjaciele,a ja nie
jestem JA tylko dziewczyna mojego chlopaka. Nikt nie zadzwoni do mnie zapytac
jak leci tylko ew pyta chlopaka jak sie mam ( to i tak chociaz to!). Nie wiem
czy mnie ktos rozumie, czy ktos w ogole dotrwal do konca tych moich zali, ale
bede niezmiernie wdzieczna za jakies sugestie, komentarze....
    • moped Re: Przyjaciele w dorosłym życiu 10.02.06, 00:19
      Poprostu to jest twoj nastepny etap DOROSLEGO zycia...

      Tak sie ulozylo Tobie, ze w momencie kiedy inni zakladali rodziny,
      Ty jeszcze bylas i jestes na etapie "dziewczyny" do wziecia..

      Nie martw sie, glowa do gory...

      Chcesz spotkac kogos wartosciowego, na twoim poziomie?
      Zasugeruje..wlacz sie w ciekawa grupe ludzi pracujacych jako woluntariusze.

      Czy to bedzie grupa jakiegos naukowego towarzystwa,
      grupa zwiazana z pomoca innym ludziom,
      czy tez spotkania jakis towarzystw podrozniczych,
      kola zainteresowan, hobbystow...nie znam realiow krajowych, wiec sama musisz
      zrobic rozpoznanie...

      Na ogol zdaje egzamin w 99%...zawsze mozna kogos ciekawego spotkac i poznac...

      Co myslisz na ten temat?

      • droczubkow Re: Przyjaciele w dorosłym życiu 10.02.06, 01:00
        Wiem, wiem, niespodziewałam się, że będzie łatwo w dorosłym życiu. Nie czuję sie
        stara i nie mam ciśnienia na zamązpójście, choć większośc starych znajomych ma
        ten etap za soba. Ja chce po prostu zyc pelnia zycia, czuc sie szczesliwa.
        Jestem szczesliwa z moim chlopakiem, naprawde lepszego zwiazku nie potrafie
        sobie nawet wyobrazic, ale jednak to nie jest wszystko. Czlowiek jest
        zwierzeciem stadnym, wiec wiecznie mi czegos brakuje. Zatem jak wracam zmeczona
        ze swoich zajec ( o sugerowanych przez ciebie mozliwosciach juz pomyslalam -
        dzieki jednakze) a do niego ktos dzwoni czy gdzies bysmy nie wypadli to ciesze
        sie,ze mozemy sie isc zabawic, ale z drugiej strony budzi sie we mnie ten
        smutek, taka chyba zazdrosc,ze do mnie nikt z takimi propozycjami nie dzwoni.
        Chociaz to nie jest do konca problem zazdrosci, bo brak swojej paczki odczuwalam
        na dlugo przed tym zanim poznalam mojego obecnego chlopaka.
    • spin_spin_sugar Re: Przyjaciele w dorosłym życiu 10.02.06, 14:19
      opisałaś bardzo dokładnie moją sytuację, ale wiesz co?:)
      ja sobie powiedziałam - pi**e to! nie chcą to nie muszą się ze mną przyjaźnić ,
      nic na siłę;
      żyję w tzw. "własnym świecie", od czasu do czasu, jak mam ochotę wyjść do ludzi
      to to robię:))
      i nie uważam że świat jest zły, wreszcie sobie uśwaidomiłam, że siebie nie będę
      podporządkować do innych a na siłę zabiegać o znajomości, które jak się okazuje
      są niewiele warte

      Tobie życzę więcej optymizmu;) mi to pozwala żyć i się cieszyć, mimo, że mam
      tylko tzw. znajomych , z którymi się nie widuję, nie wypadamy nigdzie razem,
      tylko takie zdawkowe cześć co słychać,
      jestem na pierwszym roku studiów, myślę, że jeszcze wszystko przede mną, ale
      nie zabiegam już nachalnie o przyjaźnie, po prostu żyję jak chcę i nie tęsknię
      za nikim, bo nie mam za kim, jak chce coś od życia to to biorę, niczyjej
      wydumanej przyjaźni nie chcę,
      wolę nie mieć przyjaciół, niż mieć takich fałszywych, którzy tylko udają, że
      Cie lubią:P

      pozdrawiam i 3maj się!:D
      • moped Re: Przyjaciele w dorosłym życiu 10.02.06, 19:40
        Tak, ale skoro jestes na pierwszym roku studiow, to jestes jeszcze b. mloda
        osoba. Przed toba zycie oraz poszukiwania partenra zyciowego.

        Natomiast wnioskuje, ze Twoja poprzedniczka jest juz dobrze w latach
        trzydiestych? Czy sie myle?

        Zupelnie inne jest spojrzenie na swiat oraz swoja osobista sytuacje...
        po za tym ma sie juz ten "bagaz" zyciowy,
        ktory mozna bylo zdobyc razem z mezem cos budujac wspolnie,
        a nie przynosic jako "ekstra" do ewentualnego przyszlego stadla.

        Dlatego moja sugestia ma duzo racji, gdyz druga osobe podobna mozesz spotkac z
        podobnym "bagazem" zyciowym i rozpoczac budowe cos wspolnego, bazujac na
        zaufaniu oraz zrozumieniu..

        Chlopak, dziewczyna...to wszystko jest tymczasowe... a czlowiek to nie jest
        samotna wyspa, kotra chce spalac swoje zycie rozmydlajac na pojedyncze banki...

        Czesto sie zastanawiam, dlaczego faceci chca zdobyc "doswiadczenie"
        wykorzystujac kobiety...a jesli kobieta przychodzi z "doswiadczeniem"
        jest odrzucana?
Pełna wersja