dirgone
21.02.06, 14:37
Jestem ateistką,ale wkurza mnie,że wypowiedzi innych ateistów o religii
dotyczą zawsze tego samego - wyprawy krzyżowe, ksiądz Rydzyk i tak dalej,
czyli wszystko co najgorsze. I wszystko jest albo czarne albo białe.
A ja, chociaż jestem ateistką, to:
- lubię święta Bożego Narodzenia i Wielkanoc. Nie ma to dla mnie żadnego
znaczenia religijno-duchowego, ale lubię całą otoczkę wokół świąt. Lubię
baranki,kurczaczki,rodzinną atmosferę i tak dalej. I koszyczki z jajkami też
lubię.
- na bezludną wyspę zabrałabym Biblię, bo nie znam żadnej innej książki,
której przeczytanie zabrałoby mi tyle czasu i w której znalazłabym tyle wątków
- najpiększniejsze słowa o miłości są zawarte w Pieśni nad pieśniami.
- uwielbiam psalm 23 (pan jest pasterzem moim)
- lubię malarstwo religijne. Kocham malarstwo Hieronima Boscha.
- lubię kolędy, które sobie podśpiewuję o różnych porach roku
- lubię religijne piosenki dla dzieci
- oglądam wszystkie filmy i seriale o życiu Jezusa i o przypowieściach
biblijnych
- kocham stare kościoły. Moja babcia i dziadek mają dom obok starego
kościoła, przez co teren wokół niego był moim małym placem zabaw. Jest to
jedno z niewielu miejsc, w którym czuję się bezpieczna i odprężona. Zapach
tego kościoła jest piękniejszy od wszystkich perfum.
Jestem ateistką. Mocno stąpam po ziemi, wiara w siły wyższe nigdy mi nie była
potrzebna. Według mnie to ja mam otwarty umysł, według wierzących to oni.
Dopóki nie przeradza się to w ataki w stosunku do drugiej strony, jest mi to
obojętne. Wiem, że nie ma niczego tam na górze, tak samo jak ci, którzy
wierzą, wiedzą, że coś tam jest (wiara a pewność to duża różnica. Wierzący,
który tylko wierzy, nie jest chyba do końca pewny istnienia Boga).
Ale chociaż wiem, że nic tam nie ma, to uważam, że świat bez tych, którzy
wiedzą, że coś tam jest, byłby uboższy.
Trochę to pogmatwane,te ostatnie zdania, ale tak myślę i na tym kończę swoję
wypowiedź. Pozdrawiam