ya_bolek
22.02.06, 04:19
Wobec tylu watkow kontrastujacych katolicyzm z ateizmem, nie sposob przejsc
obojetnie. Po pierwsze, katolicyzm nie yest jedyna zinstytucjinalizowana
dokrtyna, religia, ktora zaklada istnienie Boga. Po drugie, nie trzeba
utozsamiac sie z zadna zinstytucjionalizowana religia, zeby moc ksztaltowac
swoj obraz Boga i rozwijac relacje z nim. Ponizej kopije tekst, ktory
zapodalem niedawno na innm forum. Zaznaczam, ze za ateiste sie nie uwazam.
Trudno yednoznacznie okreslic, czy wychowanie w tradycyjnej, staropolskiej
kulturze katolickiej mialo na mnie wplyw pozytywny czy negatywny. co wiecej,
nonsensem bylby dywagacje o tym, yak potoczyloby sie moje zycie od okresu
dziecinstwa az po dzien dzisejszy gdyby nigdy katolicyzmu w nim nie bylo. Na
chlopski rozum moznaby przypuszczac, ze z yednej strony zahamowal moj rozwoj
osobowosci i proces dojrzewanai emocjonalnego zas z drugiej ochronil przed
tysiacem pulapek i niebezpieczenstw i zapewnil yako taki kregoslup
zasadowo-kwasowy w okresie, kiedy czlowiek yest najbardziej narazony na
kompletne zagubienie sie i na poczynienie krokow, za ktore nie yest w stanie
podjac odpowiedzialnosci a ktore maja fundamentalny wplyw na yego dalsze zycie
czyli w okresie bycia nastolatkiem. Nie yest to yednak istotne, istotne yest
to, ze katolicyzm w moim zyciu swoja role odegral, byl ze mna przez wiele lat
i ze yuz nie odgrywa. Ten rodzdzial yest zamkniety yuz od kilku lat gdyz
albowiem odzucilem katolicyzm yak odrzuca sie stare, nieodpowiednie yuz
narzedzie, wyrzuca stare, podarte, za male skarpetki. Stwierdzilem, ze nie
sluzy mojemu rozwojowi. Tak yak starym skarpetkom, podziekowalem za spedzone
lata i za to, co mi dal i w dalsza droge ruszylem dalej. Nie wroce do tego tak
samo, yak nie wraca sie do starych podartych skarpetek.
W pozyszym akapicie przemycona yest pewna mysl, ktora trzeba uwypuklic.
Mianowicie twierdze, ze to religia ma sluzyc mnie a nie ya religii. Panstwo
dla obywateli, religia dla wyznawcow a nie odwrotnie. Sluzyl mi katolicyzm
przez dlugie lata? No, nie da sie ukryc ze yakos tam sluzyl. Ale przyszedl
czas, ze przestalem byc zadowolony z tychze uslug i zebralem w sobie dosc sil
aby zlego sluge odprawic. Bynajmniej, nie odwracam tutaj pojec: Bog-czlowiek,
Pan-sluga. Bog pozostaje Bogiem. Yesli Bog (nie mam watpliwosci ze istnieje)
chce ode mnie czegokolwiek, to tego, abym sie nieustannie rozwijal. Zebym rosl
(chocby miesnie z czasem zwiotczaly) w sile i w madrosc az do samego konca.
Tudziez i w milosc ale tu powiem przekornie, ze milosc bez sily nie moze
istniec. Bez sily to co mamy tylko tchozliwa troska o wlasna dupe, ktora
bezwstydnie wycieramy miloscia.
Bynajmniej, nie mam nic przeciwko katolicyzmowi i nie oceniam negatywnie
ludzi, ktorym on dobrze sluzy. Nie wnikam, czy kiedys odrzuca go tak yak ya
gdyz kazdy ma swoja droge rozwoju i indywidualne zapotrzebowanie na pokarm
duchowy. Ya podazam dalej swoja droga i yestem z niej bardzo zadowolony.