kriss.de.valnor
26.02.06, 20:31
Zachód umiera. Narody mają ujemny przyrost naturalny. W siedemnastu
europejskich krajach więcej jest pogrzebów niż narodzin, więcej trumien
aniżeli kołysek.
Inwazja imigrantów grozi dekonstrukcją kraju, w którym wyrośliśmy, oraz
przekształceniem go w konglomerat narodów, które nie mają ze sobą prawie nic
wspólnego - ani historii, ani bohaterów, ani języka, ani kultury, ani wiary,
ani tych samych przodków. Czeka nas bałkanizacja i ostateczny upadek
narodowej suwerenności pod dyktatem rządu ogólnoświatowego
Nasz świat wywrócił się do góry nogami. To, co wczoraj było słuszne i
prawdziwe, dzisiaj jest fałszem i złem. To, co niegdyś było niemoralne i
karygodne - rozpusta, aborcja, eutanazja, samobójstwo - dziś stało
się "postępowe" i "chwalebne". Dawne cnoty stają się grzechem, dawne grzechy -
cnotami.
Katolicy, protestanci, prawosławni – wszyscy chrześcijanie biorą udział w
wielkim marszu ku śmierci Zachodu.
Nowy hedonizm zdaje się niezdolnym do ofiarowania ludziom wystarczających
powodów do dalszego życia. A jego najwcześniejsze owoce wyglądają na zatrute.
Czy ta nowa "wyzwalająca" kultura, którą tak entuzjastycznie przyjmuje nasza
młodzież, okaże się najbardziej rakotwórcza ze wszystkich? A skoro Zachód
tkwi w kleszczach "kultury śmierci", jak twierdzi papież, i co potwierdza
statystyka, to czy zachodnia cywilizacja jest już bliska podążeniu za
imperium Lenina do tego samego niechlubnego końca?
To właśnie kulturalna rewolucja doprowadziła to takiej "głębokiej zmiany w
ideach ludzi". A najwyraźniej te idee spowodowały, że zachodnie elity stały
się obojętne wobec śmierci ich własnej cywilizacji. Wydają się nie dbać o to,
czy koniec Zachodu nadejdzie wraz z wyludnieniem, utratą tożsamości narodowej
czy też poprzez zatopienie w zalewie imigracji z Trzeciego Świata. Teraz,
kiedy wszystkie zachodnie imperia przeminęły, człowiek Zachodu, w końcu
zwolniony z obowiązku cywilizowania i chrystianizacji ludzkości, pławi się w
luksusie i rozpasaniu. Zdaje się tracić wolę życia i godzić się na zbliżającą
się nieuchronnie śmierć.
Tak jak powiększająca się populacja przez długi czas była znakiem zdrowo
rozwijającej się cywilizacji i narodów, tak populacja zmniejszająca się jest
znakiem zaniku narodów i tejże cywilizacji. Jeżeli to twierdzenie jest
prawdą, zachodnia cywilizacja, zarówno jej potęga, jak i bogactwo, znajdują
się w krytycznym stanie. Dlatego, że tak jak kot z Cheshire, naród Zachodu
zaczął znikać.
Do lat sześćdziesiątych Europejczycy wraz z Amerykanami, Australijczykami i
Kanadyjczykami liczyli 750 milionów, co stanowiło jedną czwartą z trzech
miliardów ludzi żyjących na Ziemi. Był to okres największego wyżu
demograficznego dwudziestego wieku. Pozbawieni swoich imperiów, z wyleczonymi
ranami z wojny, zdawali się żyć pełnią życia. Tak naprawdę, neo-Malthuzjanie
opłakiwali populacyjną eksplozję, wieszcząc mrocznie, że zapasy Ziemi są na
wyczerpaniu. Byli wyśmiewani. Ale w 2000 roku nikt się już nie śmiał.
Podczas gdy światowa populacja podwoiła swą liczbę do sześciu miliardów w
ciągu czterdziestu lat, Europejczycy przestali się rozradzać. Ich populacje
przestały rosnąć, a w wielu krajach wprost zaczęły się kurczyć.
Z czterdziestu siedmiu europejskich narodów, tylko muzułmańska Albania w 2000
roku wykazywała poziom urodzin odpowiedni do przetrwania. Europa zaczęła
umierać.
Jest to ponura prognoza. Pomiędzy 2000 a 2050 r. populacja świata wzrośnie do
ponad 9 miliardów, ale 50% tego wzrostu nastąpi w Azji, Afryce i Południowej
Ameryce, podczas gdy zniknie 100 milionów ludzi zamieszkujących Europę.
W 1960 roku ludność pochodzenia europejskiego stanowiła jedną czwartą
globalnej populacji; w 2000 już tylko jedną szóstą; w 2050 będzie to jedna
dziesiąta. To jest statystyka zanikającej rasy