facet123
28.02.06, 08:40
Wyobraźmy sobie gigantyczną sieć komputerów (tzw. grid) która otrzymuje dane
na temat wszystkiego co jest rejestrowane elektronicznie (czyli w dzisiejszym
świecie praktycznie zupełnie wszystkiego): rozmowy telefoniczne, e-maile,
transakcje płatnicze, smsy, załatwianie spraw w urzędzie, wizyty u lekarza,
nawet złożenie wniosku o urlop. Do tego system ten może lokalizować dowolną
osobę z dokładnością do kilku metrów poprzez lokalizację telefonu komótkowego
tej osoby i nieraz analizować obraz z kamery w miejscu publicznym. Może też
pobierać obraz z każdej kamery każdego telefonu komórkowego bez wiedzy i
zgody właściciela i to samo z dzwiękiem. Podkreślmy, że system dostaje w
czasie rzeczywistym informacje o wszystkich osobach, komputerach, smsach,
emailach i rozmowach telefonicznych. Nie chodzi tu o śledzenie pewnej grupy
ludzi podejrzanych, ale o szpiegowanie totalne. Ponieważ obecnie praktycznie
każdy posiada telefon komórkowy dlatego każdego można podsłuchować, śledzić i
nieraz podglądać.
Tego typu totalna inwigilacja (którą rząd amerykański stara sie widocznie
wprowadzić) jest czymś na co Orwell nawet nie wpadł w swoich anty-utopijnych
książkach - u niego na system składali się ludzie szpiegujący siebie
nawzajem, sprawdzający jedni drugich i wzajemnie na siebie donoszący.
Natomiast o wiele wydajniejszym i bardziej obiektywnym rozwiązaniem jest
zastosowanie komputerów. Oczywiście komputery które w czasie rzeczywistym
przetwarzają tak gigantyczną ilosć danych muszą być potężne i używać
wyrafinowanego oprogramowania, ale jest to fizycznie możloiwe.
Jeszcze bardziej interesujące jest to, że pojedyńczy ludzie (policjanci,
detektywi, śledczy) nie są w stanie łączyć ze sobą różnych faktów dotyczących
różnych osób dlatego, że ogarniają tylko część informacji samodzielnie
zdobytą lub wyśledzoną. Natomiast komputer po zastosowaniu jednej z metod
tzw. "data mining" (znam tę tematyke dobrze, bo jest związana z moim zawodem)
bez trudu może wyśledzić związki przyczynowo skutkowe bez względu na to jak
pojedyńcze zdarzenia są rozdzielone przestrzennie i czssowo. (Np. może
zasygnalizować rozmowę telefoniczną między dwojgiem ludzi, którzy widzieli
się tylko raz, 10lat temu w innym kraju).
Rozumiem, że rząd USA starając się wdrożyć tego rodzaju system ma na celu
zapewnienie bezpieczeństwa, jednak oczywiste jest chyba, że w kraju tak
kapitalistycznym i pełnym korporacji których interesy często krzyżyją się z
interesami rządu nietrudno o to aby władza jaką daje system totalnej
inwigilacji dostała się w niepowołane ręcę.
Zupełnie inną sprawą jest fakt, że najbardziej niewinne zbiego okoliczności
mogą zostać potraktowane przez bezduszny algorytm jako sygnał do aresztowania
niewinnych ludzi. Na przykład system ten ma wykrywać na podstawie
charakterystyki głosu, czy rozmawiające osoby nie przekazują w podtekście
innych treści niż dosłownie. W założeniu chodzi o to, żeby zwrócić uwagę na
zdanie "Tu mówi Żaba, jajko jest w gnieździe, powtarzam jajko jest w
gnieździe. Jajecznica będzie za 30min." Ale flirtująca telefonicznie para
(podczas flirtu również większosc przekazu nie jest dosłowna), czy bawiące
się dzieci również mogą zostać potraktowani jak terroryści.
Odpowiednie zaawansowanie systemu mogłoby doprowadzić do sytuacji jak w
filmie Minerity Report. Wprawdzie nikt by nie przepowiadał przysżłości, ale
przecież każde przestępstwo (no, prawie) poprzedzają przygotowania, jakieś
zakupy, wizyty w pewnych miejscach - a te komputer bez trydu może wykryć i
połączyć całość. Efektem tego będzie nie tylko odebranie człowiekowi wolności
(bo przecież to że ktoś kupił broń nie oznacza, że ma zostać mordercą), ale
absurdalną delegalizację wszystkiego co choćby potencjalnie, w oczach
bezdusznego algorytmu, mogłoby prowadzić do popełnienia przestępstwa.