yvvvv
03.03.06, 09:18
Pytanie, które zadaje sobie ostatnio sporo osób: wyjechać czy zostać?
Skończyłam studia, znam nieźle angielski, uczę się kojejnych języków, mam
pracę - prawie półtora roku w firmie konsultingowej, pensja: pusty śmiech,
ledwo starcza na życie (na kursy językowe musze pożyczać od rodziców), a
pracuje czasami po 10 godzin dziennie + weekendy, mieszkam w wynajmowanym
mieszkaniu z trzema osobami, własne mieszkanie? dobry dowcip! kredyt na 30
lat, a raty by pochłonęły większą częśc mojej pensji. Szukam nowej pracy,
szukają ludzi ze znajomością języków, doświadczeniem, ale płacić chcą jak
ledwo upierzonemu absolwentowi LO. Pojawia się rozgoryczenie - moi rodzice
sporo poświęcili, żebym skończyła studia w dużym mieście (oboje sa po
zawodówkach, pracuje tylko tata) - jaki jest efekt ich inwestycji? córka
magister obleganego kierunku pożycza od nich kasę na kurs języka obcego. Bez
perspektyw na kupno mieszkania, założenia i utrzymania (!!) rodziny, kupno
samochodu, rozpoczęcia studiów podyplomowych, wycieczki do Hiszpanii itp. I
do tego wszytskiego otwarte granice do Wielkiej Brytanii i Irlandii. Masa
znajomych w Londynie, Dublinie. Pracują, uczą się języka, zarabiają
pieniądze, pomagają finansowo rodzicom w Polsce. Co robić? Rzucić to wszytsko
i wyjechać? Tylko jak sobie poradzić później z tęsknotą? Jak zostawić
rodzinę, znajomych, ukochane miasto? Zostać i dalej wegetować? Włączam TV i
co widzę? Pałowanie uczestników parady równości, lustracja księży,
becikowe...Szkoda słów!
A Wy? Jak sobie radzicie z życiem w tym kraju? Jak radzicie sobie z pokusą
emigracji?