pink.freud
19.03.06, 11:57
W dawnych dobrych czasach o dzieciach decydował mężczyzna. Kobiety rodziły tyle ile się dało. Wszyscy byli szczęśliwi, kobieta, dzieci i państwo. Niestety płacił za to mężczyzna. Musiał sam tyrać na to szczęście a najpóźniej po piątym, szóstym dziecku obowiazek małżeński stawał się faktycznie obowiązkiem.
Dziś, gdy dzięki równouprawnieniu o dzieciach decydują kobiety,wszystko się zmieniło. Nikt nie wymaga od faceta, żeby zakładał rodzinę. Laski są chętne i łatwe. Można je bez problemu wymieniać a w razie potrzeby zamiast tych mniej atrakcyjnych ściągnąć coś z biedniejszych krajów. Męźczyźni są szczęśliwi, kobiety, dzieci i państwo mniej.
Państwo wymiera, jedynakom brakuje rodzeństwa a z kobietami po 30tce nie wiadomo co zrobić. Coraz częściej to stare panny lub samotne matki z dzieckiem. Nie ma na nie popytu a koszty leczenia ich z depresji obciążają budżet. Te które mają facetów ale w ogóle lub tylko 1 dziecko też nie są najszczęśliwsze, bo wiedzą, że wcześniej czy później zostaną wymienione.
Ta sielanka może potrwać jeszcze przez jakiś czas, ale wcześniej czy później trzeba będzie zmusić facetów aby znów chciało im się decydować o ilości dzieci. Tylko w jaki sposób? Kobieta nie jest już tą inwestycją co kiedyś a małżeństwo do niczego nie potrzebne.