Historyjka z Izby Przyjec

21.01.03, 20:34
Moj brat zle sie poczul. Pojechalam z nim na pogotowie w Lubinie. Pelna
kultura, mily personel, prawie jak w domu. Okazalo sie ze natychmiast musi
miec wykonany zabieg - w Legnicy. Pojechalismy szybciutko ze skierowaniem.
Wielki szpital, niegdys wojewodzki.
Wchodzimy w odpowiedni korytarz - 3 izby przyjec. W poczekalni jeden pan ze
swoim synem, rowniez cierpiacym - inna "dzialka", ale ten sam korytarz.
Pytamy czy do "naszej" I.P. ktos wchodzil - nikt. Zza drzwi dochodza
chichoty, glosna muzyka i inne dziwne jak na to miejsce odglosy. Pukam,
wchodze.Widze 4 kobiety w roznych pozach, ogladajace cos w TV, pijace
herbatke i bardzo generalnie rozbawione. Zbulwersowane ze przeszkadzam kaza
wyjsc i poczekac na zewnatrz. Tamten pan z synem ciagle czeka - z "jego" izby
przyjec dochodza identyczne odglosy, tez kazali mu czekac.
Po 20 minutach kazalam bratu wejsc i sie przypomniec. Wdarl sie przemoca i
wetknal jednej z pan skierowanie. Stwierdzila: "no, ja nie wiem czy my pana
przyjmiemy" - na odpowiedz ze w Lubinie kazali szybko - "no dobra, ale ja
musze zadzwonic po lekarza". Ok, czekamy dalej.
Tamten pan wciaz czeka.Syn juz sie skreca z bolu.
Kolejne 20 minut. Zaczelam juz szukac kogos "zwierzchniego" ale po 22-giej
ciezko.
Pojawia sie coraz wiecej pacjentow. Wszyscy z bolem czegos tam. Tamte panie
zamknely sie na klucz, muzyka leci, wesolo....
W koncu pojawia sie "nasz" lekarz. Nagle otwieraja sie pozostale drzwi i
pacjenci zaczynaja byc przyjmowani!!!
Pelnia szczescia!!! Brat od reki na zabieg, mozna powiedziec ze happy end.
To czemu mam taki cholerny niesmak???
Podobno dzisiaj uciekl ze szpitala pacjent - i wcale mnie to nie dziwi.
    • Gość: piotr Re: Historyjka z Izby Przyjec IP: 81.15.164.* 01.02.03, 15:36
      Podobną historyjkę miałm w Radomiu ,tylko niestety pocjent którym był mój
      ojciec nieżyje ,stracił przytomność w oczekiwaniu na pomoc chłodno
      reagującego ,rozgadanego personelu izbu przyjęć szpitala przy ulicy Tochtermana
      w Radomiu .Na moją interwencje od lekarki izby przyjęć usłyszałem "jak pan taki
      mądry to mnie pan może zastąpi"Prosiłem dwa razy,reakcja była dopiero gdy
      ojciec stracił przytomność i okazało się za pożno .Sytuacja miała miejsce w
      czerwcu 2000roku . Zarreagowalwm złorzyłem skargę do
      DyrekcjiSzpitala ,nagłośniłem w w "Wyborczej " Radomska Dyrekcja nie
      stwierdziła naruszenia REGULAMINUN PRACY praez personel izby przyjęć .sprawom
      zajol się Rzecznik z Lublina który po rospatrzeniu sprawy wnioskował Do OSL o
      ukaranie lekarki pełniącej dyżur na izbie przyjęć .OSL w Warszawie uchylił tą
      decyzje.Na taki obieg sprawy zareagowalem odwołaniem do Naczelnego Sądu
      Lekarskiego w Warszawie zarzucając stronnicze prowadzenie postępowania
      wyjaśniajacego i sądowego , oczywiście wskazując ewidentne tego przykłady .W
      styczniu tego roku otrzymałem orzeczenie Naczelnego Sądu Lekarskiego ,który
      uznał moje odwolanie za słuszne i uchylił Orzeczenie Okręgowego Sądu
      Lekarskiego w Warszawie przekazując sprawę do ponownego rozpatrzenia W
      uzasadnieniu Naczelny sąd lekarski piszę o rażącym naruszeniu zasady
      bezstronnoś.JEstem dobrej myśli ,że sprawa zakończy się korzystnie , że zła
      pracz zostanie ukarana .Myślę , że czas by powiedzieć NIE!!!!!!!! wszelkim
      przejawom niekompetencji ,zawodowej i towarzyszącemu jej chgamstwu ,bez względu
      na to jakiej grupie zawodowej to się zdarza .Trzeba z tym walczyć to jedyna
      szasa na poprawę jakości wszelkich usług .trzeba walczyć z wypaczoną
      mentalnością niektórych grup zazwodowych totalnym władztwem do stopnia
      decydowania o czyimś życiu .mój adr.piotrrozwadowski@hoga.pl
      • Gość: olivia60 Re: Historyjka z Izby Przyjec IP: HUPROXY* / *.eeft.com 03.02.03, 11:47
        Brawo!
        Podziwiam Pana za wytrwalosc i sile w walce z niesprawiedliwoscia. Zycze
        powodzenia.
      • Gość: ela Re: Historyjka z Izby Przyjec IP: 132.198.175.* 03.02.03, 16:17
        szkoda tylko ze ktos musi stracic zycie by sie "gora " zainteresowala
        przykro mi z powodu straty ojca
      • alfika Re: Historyjka z Izby Przyjec 04.02.03, 13:21
        "trzeba walczyć z wypaczoną
        mentalnością niektórych grup zazwodowych totalnym władztwem do stopnia
        decydowania o czyimś życiu ."

        Bardzo mi przykro z powodu śmierci Twojego taty. Mój tata też nie żyje. Od 2ch
        lat. Też umarł w szpitalu, choć był reanimowany przez jakieś 45 minut, ale on
        po prostu odszedł.
        Stałam na korytarzu pod drzwiami i starałam się odegnać myśl, że to już, że go
        tracę. Nie słyszeć ciszy, choć zwykle pacjenci potrzebują przed snem czy leków,
        czy pomocy. Wtedy było strasznie cicho. Starałam się nie słuchać pocieszeń. Nie
        patrzeć jak płaczą. Oni, bo ja z olbrzymim przerażeniem w gardle prosiłam
        cicho, żeby go ratowali.
        Mój tata rano poszedł na kolejny i tym razem ostatni 24-godzinny dyżur. Był
        anestezjologiem. Od rana podobno źle się czuł, ale wziął leki i znieczulał. Z
        zawałem, ale to okazało się później.
        Jeszcze długi czas później w pracy obcy ludzie mówili mi o kontakcie z nim.
        Tacy, o których nawet nie wiedziałam, że wiedzą, że był moim tatą.

        Więc proszę Cię, nie pisz o wypaczonej mentalności całej grupy zawodowej, jeśli
        jeszcze stać Cię na odrobinę sprawiedliwości.
    • lastka Re: Historyjka z Izby Przyjec 05.02.03, 12:02
      No tak, to może teraz ja opowiem swoją...Rzecz dzieje się w Białymstoku.
      25 listopada silne zawroty głowy i mdłości nie jestem w stanie utzrymać
      równowagi mój jeszcze wtedy narzeczony wsadził mnie w samochód i drugi raz w
      ciągu 2 miesięcy wiezie mnie do szpitala. Izba przyjęć kilka osób najpierw
      dostaję skierowanie na badanie słuchu czekamy i czekamy wreszcie ktoś wychodzi
      ale okazuje się, że jeszcze muszę poczekać, siedzę przed drzwiami i czekam.
      Wreszcie chyba po ok.40 minutach wychodzi pani mnie bierze na badanie. Trafiam
      na oddział, pod kroplówkę. Przychodzi pani dr i z krzykiem gdzie jest
      skierowanie do szpitala bo będę płaciła za leczenie? Przywożą skierowanie. Ta
      sami pani dr następnego dnia bierze mnie do gabinetu nadal mam zawroty głowy,
      oczopląs III st.. Zaczyna "przsłuchanie" czy drętwieją pani palce, ręcę nogi,
      czy mam czucie w dłoniach- podejrzewają guza w głowie . Trzeci dzień, wcześniej
      z przychodni miałam skierowanie na tomograf która jest wyznaczona na ten
      dzień. Więc zgłaszam, że mam wyznaczoną datę na tomograf, dostaję wypis ze
      szpitala (dalej mam zawroty głowy)w którym wyrażnie jest napisane, że zawroty
      głowy ustąpiły. Rodzina zawozi mnie na tomograf (szpital karetki nie wysłał).
      Tomografia wyszła dobra zachodzę z wynikiem do mojego laryngologa która jest
      zbulwersowana, że jeżeli sami nie chcieli przywieżć to mogli zadzwonić i
      przychodnia wysłałaby karetkę. Pozatym, szpital nie powinien mnie wypisać w
      takim stanie. Dostaję ponowne skierowanie do szpitala, wracamy a tam pani dr
      mówi, że jak wyszła dobra tomografia to dobrze a jak tak bardzo chcę się u nich
      leczyć, to proszę bardzo numer do prywatnego gabinetu i proszę przychodzić
      prywatnie.
      Oniemieliśmy, w tył zwrot i do domu, na szczęście jest jeszcze drugi szpital.
      Skontaktowałam się z laryng. i w poniedziałek rano miałam stawić się na izbie
      przyjęć szpitala PSK w Białymstoku. Zawroty głowy i wymioty tak się nasiliły,
      że nie byłam w stanie iść sama do łazienki nie mówiąc o zrobieniu kilku kroków.
      Mój narzeczony więc wsadził mnie do samochodu zawiózł na izbę przyjęć PSK w
      Białymstoku. Na izbie trzymając mnie powiedział pani pielęgniarce o co chodzi i
      dał skierowanie, Pani zmierzyła mnie wzrokiem ze śmiechem mówiąc:"ojej jaka
      strasznie cierpiąca", stoimy i czekamy bo trzeba wypełnić papiery, a pani
      pielęgniarka pyta panna czy mężatka? -panna, wesoła pani odpowiada, żebym nie
      udawała takiej cierpiącej bo chłop się rozmyślii znajdzie zdrową rozbawiło to
      ją i koleżanki które były na izbie. Narzeczony nie wytrzymał i powiedział kilka
      słow.
      Panią to tak zdenerwowało, że zapytała czy lekarz zejdzie po mnie bo jeżeli nie
      to te skierowanie mogę sobie wsadzić, wiadomo w co, dobrze, że wszystko było
      uzgodnione. zostałam przyjęta leżałam w szpitalu, zrobili mi badania, lekarze
      mili ale pielęgniarki pożal się Boże.
      Mimo dobrej opieki lekarzy, niesmak pozostał.
      • Gość: gosia Re: Historyjka z Izby Przyjec IP: *.unitron.lublin.pl / 192.168.11.* 05.02.03, 17:48
        To jeszcze ja się dołączę. Historyjka ze szpitala w Lublinie.
        1) po raz pierwszy na Izbie, ból okropny, ostateczna diagnoza rodzę kamyk z
        nerki. Cały czas chce mi się siku oraz zbiera na wymioty, na wielokrotne prośby
        o chwilowe odłaczenie od kroplówki celem załatwienia potrzeby, "siostry"
        traktują mnie jak powietrze. Odpinam kroplówke i idę sama. Po powrocie wielka
        awantura, teraz łaskawie mnie zauważyły. Źle wpięta kropłowka cały czas krwawi,
        zarówno do wewnątrz, jak i na zewnątrz. Na prośbę o lepsze jej "umocowanie"
        słyszę: "to przecież Twoja krew, no nie? Może nic Ci się nie stanie". Po dwóch
        godzinach wyglądam jak upiór. Itd. itd Już nie czuję bólu, czuję wściekłóść i
        upokorzenie od ludzi, którzy wybrali zawód pomagania innym. Na pytanie o drugą
        kroplówkę (nie zdołałam urodzić kamienia) poprosiłam o wypis-niech się dzieje
        wola boża.
        2) Ten sam szpital. nadzwyczaj silny ból miesiączkowy, zemdlałam. Przyjechałam
        na izbę Przyjęć, poprosiłam o zastrzyk przeciwbólowy. Od Pani z rejestracji
        usłyszałam; "Nie mamy przystosowanych miejsc do robienia zastrzyków" sic!-
        myślałam że się przesłyszałam - w wojewódzkim szpitalu! Pojechałam do domu.
        3) Z siostrą pojechałam na pogotowie - 40 stopni gorączki, zapakowałam ją do
        samochodu. Lekarz nawet jej nie zbadał, ani nie zajrzał do gardła, nic, po
        prostu nic! Wypisał receptę. Na moje pytanie o zwykłe osłuchanie, powiedział,
        że on wie, że to grypa, bo w dniu dzisiejszym wszyscy tacy się zgłaszają.
        Jasnowidz.
        4) Izba przyjęć szpitala - mam silny ból okołosercowy (mam arytmię) i ból lewej
        ręki. Lekarz każe mi sie rozebrać w boksie na izbie do połowy pasa. Widzę
        rozbawione głowytrzech sanitariuszy zza niego, słyszę teksty o niezłych
        pacjentkach. Lekarz wypisuje mi za silny środek, po którym zostaje uszkodzona
        dwunastnica, ważę 40 kg, wyglądam jak trup. Nie dam sie położyć do szpitala.
        5) ERKA nie chce przyjechać do umierającego dziadka - juz taki wiek (ciekawe,
        jak by to była rodzina tego lekarzyny) mówią. Ja proponuję zapłatę, są po 15
        minutach.
        Nigdy nie będę miała szacunku do tej chamskiej, bezszczelnej grupy zawodowej.
        Przepraszam, ale ja nie spotkałam przyzwoitego lekarza. Wszyscy z nich byli
        gburami, którzy jawnie okazwyali jak bardzo im przeszkadzam, wielkim doktorom.
        każdy z nich miał pacjentów w d...., argumentując to niskimi zarobkami, jakby
        to ja była temu winna. Wołają dla siebie szacunku, niech zaczna go okazywać na
        początek innym. Lekarzu lecz się sam - na początek na głowę!
        • yawokim Re: Historyjka z Izby Przyjec 05.02.03, 19:58
          Gość portalu: gosia napisał(a):

          > To jeszcze ja się dołączę. Historyjka ze szpitala w Lublinie.
          > 1) po raz pierwszy na Izbie, ból okropny, ostateczna diagnoza rodzę kamyk z
          > nerki. Cały czas chce mi się siku oraz zbiera na wymioty, na wielokrotne
          prośby
          >
          > o chwilowe odłaczenie od kroplówki celem załatwienia potrzeby, "siostry"
          > traktują mnie jak powietrze. Odpinam kroplówke i idę sama. Po powrocie wielka
          > awantura, teraz łaskawie mnie zauważyły. Źle wpięta kropłowka cały czas
          krwawi,
          >
          > zarówno do wewnątrz, jak i na zewnątrz. Na prośbę o lepsze jej "umocowanie"
          > słyszę: "to przecież Twoja krew, no nie? Może nic Ci się nie stanie". Po
          dwóch
          > godzinach wyglądam jak upiór. Itd. itd Już nie czuję bólu, czuję wściekłóść i
          > upokorzenie od ludzi, którzy wybrali zawód pomagania innym. Na pytanie o
          drugą
          > kroplówkę (nie zdołałam urodzić kamienia) poprosiłam o wypis-niech się dzieje
          > wola boża.
          > 2) Ten sam szpital. nadzwyczaj silny ból miesiączkowy, zemdlałam.
          Przyjechałam
          > na izbę Przyjęć, poprosiłam o zastrzyk przeciwbólowy. Od Pani z rejestracji
          > usłyszałam; "Nie mamy przystosowanych miejsc do robienia zastrzyków" sic!-
          > myślałam że się przesłyszałam - w wojewódzkim szpitalu! Pojechałam do domu.
          > 3) Z siostrą pojechałam na pogotowie - 40 stopni gorączki, zapakowałam ją do
          > samochodu. Lekarz nawet jej nie zbadał, ani nie zajrzał do gardła, nic, po
          > prostu nic! Wypisał receptę. Na moje pytanie o zwykłe osłuchanie, powiedział,
          > że on wie, że to grypa, bo w dniu dzisiejszym wszyscy tacy się zgłaszają.
          > Jasnowidz.
          > 4) Izba przyjęć szpitala - mam silny ból okołosercowy (mam arytmię) i ból
          lewej
          >
          > ręki. Lekarz każe mi sie rozebrać w boksie na izbie do połowy pasa. Widzę
          > rozbawione głowytrzech sanitariuszy zza niego, słyszę teksty o niezłych
          > pacjentkach. Lekarz wypisuje mi za silny środek, po którym zostaje uszkodzona
          > dwunastnica, ważę 40 kg, wyglądam jak trup. Nie dam sie położyć do szpitala.
          > 5) ERKA nie chce przyjechać do umierającego dziadka - juz taki wiek (ciekawe,
          > jak by to była rodzina tego lekarzyny) mówią. Ja proponuję zapłatę, są po 15
          > minutach.
          > Nigdy nie będę miała szacunku do tej chamskiej, bezszczelnej grupy zawodowej.
          > Przepraszam, ale ja nie spotkałam przyzwoitego lekarza. Wszyscy z nich byli
          > gburami, którzy jawnie okazwyali jak bardzo im przeszkadzam, wielkim
          doktorom.
          > każdy z nich miał pacjentów w d...., argumentując to niskimi zarobkami, jakby
          > to ja była temu winna. Wołają dla siebie szacunku, niech zaczna go okazywać
          na
          > początek innym. Lekarzu lecz się sam - na początek na głowę!


          rozumiem Ciebie, bo ja z koleji nie szanuje , generalnie, takich jak Ty,
          zgorzknialych tchorzow, bluzgajacych innym w anonimach.
          • Gość: gosia Re: Historyjka z Izby Przyjec IP: *.unitron.lublin.pl / 192.168.11.* 05.02.03, 20:40

            >
            >
            > rozumiem Ciebie, bo ja z koleji nie szanuje , generalnie, takich jak Ty,
            > zgorzknialych tchorzow, bluzgajacych innym w anonimach.
            Piszez o sobie?
            A może uderz w stół a nożyce się odezwą?
            • alfika Re: Historyjka z Izby Przyjec 06.02.03, 08:21
              Gosiu, Twoja nienawiść naprawdę zżera tylko Ciebie.
              • lastka Re: Historyjka z Izby Przyjec 06.02.03, 08:43

                Gosiu lekarz lekarzowi nie jest równy w jednym szpitalu trafiłam na taką panią
                dr która z głowy wzięła sobie diagnozę jak to określiłaś jasnowidz, bez żadnych
                badań bez niczego. Natomiast w drugim szpitalu lekarz stwierdził, że żeby
                postawić taką diagnozę która właściwie obciąża mnie na całe życie trzeba
                przeprowadzić wszystkie badania łącznie z okulistą, neurologiem rezonansem
                mag.i wiele innych. Lekarze zajęli się mną jak trzeba. A kiedy trafiłam do
                szpitala i leżałam pod kroplówką prawie nieprzytomna lekarz odwiedzał mnie
                częściej jak pielęgniarka. To samo dotyczy pielęgniarek, w jednym szpitalu
                pielęgniarki były naprawdę cudownymi kobietami opiekowały się chorymi jak
                własną rodziną przybiegały na każdy dzwonek a w drugim wydawało im się że są
                ważniejsze od lekarzy. Są ludzie i ludziska. Tak już jest i tak będzie.
                • Gość: gosia Re: Historyjka z Izby Przyjec IP: *.unitron.lublin.pl / 192.168.11.* 06.02.03, 17:09
                  Witam, po pierwsze nienawiść mnie nie zżera. Podchodze w tym momencie obojętnie
                  do tych historii, które opisałam. Ale zadowolona z tych przejść, to wybaczcie
                  moi drodzy, ale ciężko być. Niesmak pozostał i to duży. Nienawidzić to
                  zaczęłabym, gdyby przez takie nieodpowiedzialne i lekkie w stosunku do innego
                  życia postępowanie lekarza, przyczyniłoby się do śmierci lub ciężkiego
                  uszczerbku na zdrowiu kogos bardzo mi bliskiego. I możecie mnie nazywać kim
                  chcecie, ale poglądów nie zmienię. I wierzę, że są inni lekarze, ale ja nie
                  miałam z nimi do czynienia. I po każdej "kuracji" miałam poważne skutki
                  uboczne. Wot kak, lepiej nie chorowac.
Pełna wersja