Gość: Francka II
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
25.01.03, 00:14
Zanim mnie ukamieniujecie oburzeniem, przeczytajcie...
Kocham moja mamę bardzo. Ale to mi nie przeszkadza widzieć jej wady.
Mama jest głupia, stwierdzam to z bólem. Jest nie kurą domową, jest gęsią.
Niczego nie chce zrobić sama, wychodzi z założenia, że ona "i tak się nie
nauczy". Koszmar. Cokolwiek chciałoby się jej pokazać, z góry napotyka się
na opór, bo to "za trudne dla niej". Dla kobiety z wyższym wykształceniem,
która ma dopiero 52 lata!!!
Nie umie obsłużyć pilota do video. Nie odczyta SMS-a (ma telefon od dwóch
lat). Mogę ją uczyć, tłumaczyć, wyjaśniać. Widzę tylko jej tępe
spojrzenie "a po co mi to, JA I TAK SIĘ NIE NAUCZĘ, w razie czego kto inny
za mnie to zrobi". Nie załatwi najprostszej sprawy w urzędzie, choćby na
poczcie, bo po co. Jeśli dzwonię do niej i opowiadam o czymś,
słyszę "moment, przyszedł ojciec, powtórz mu to". Powtarzam. Dwa zdania
typu „trzeba póśjśc do urzędu, a oni cie skierują dalej albo "X powiedział
to to i tamto". Mama po prostu z góry wyłącza słuchanie, bo przeciez kto
inny za nią załatwi sprawę. Najdrobniejszą. Po co ma sobie obciążać pamięć.
Przeciez inni za nią wszystko zrobią, no nie?
Jest odtwórcza. Chętnie i dużo rozprawia na różne tematy.... cytując jako
własne to, co powiedziałam ja, tata lub mój mąż. Z wielce mądrą miną
powtarza to, co kto inny wymyślił, oczywiście biorąc to za swoje. Czasem
cytując zupełnie ni w pięć,ni w dziewięć, kiedy to zupełnie nie pasuje do
tematu. To nie jest istotne.
Jeśli już się zdarzy, ze jest zmuszona pójść coś załatwić, przez następne
dwa miesiące opowiada o tym jak o bohaterstwie w czasie wojny, tak jakby
złożenie papierka w okienku było bóg wie jakim wyczynem.
Zanim obrzucicie mnie wyzwiskami, że tak myślę o własnej matce, zrozumcie,
ze ja ją kocham. I tym bardziej mnie boli, że mam za matkę... perliczkę.