lawanda
25.06.06, 08:44
O mojej koleżance z pracy.
Dziewczyna jest bardzo sympatyczna, lubię ją i nie będzie tu złoślwości z
mojej strony, ale...
Często i chetnie opowiada o swojej rodzinie, a mi włosy na głowie rosna z
przerażenia.
*Pochodzi z wielodzietnej rodziny. Często cytuje swoją mamę, która to
mawiała, że nie będzie wybierała szkoły i mężów dla swoich dzieci.
W efekcie dziewczyny ledwo pokończyły podstawówki, (w czasach jeszcze bez
gimnazjum). Mają "chłopaków" i stadka dzieci. Na ślub ich nie stać. Bo ślub
to nie jest sakrament, tylko: biała suknia, wystawne przyjęcie, podróż...
Dwie siostry żyją (nadal i jednocześnie) z jednym mężczyzną, mają z nim
dzieci, mieszkają pod jednym dachem, żyją w zgodzie. Nie wiem, czy to nie
jest karalne. Moja koleżanka nie widzi w tym nic złego.
*W rodzinie większość to nałogowi alkoholicy. Wiem, że jest to poważny
problem w naszym kraju, ale u nich jest to dziedziczne, nawet znajomych
dobierają pod tym kontem.
*Wcześniej ona, teraz jej dzieci są pod opieką kuratora.
*Ma w rodzinie lesbijki.
O wszystkim opowiada sama, dzieli się tym z obcymi.
A potem jest zdziwiona, że ludzie postrzegają ich jako rodzinę patologiczną.