8rommel8
06.07.06, 14:34
Dobry artykuł w tygodniku OZON o dewiacji homoseksulnej , negujący kłamstwo i
bełkot 2-5 %dewiantów , że już się tacy urodzili i tacy już będą do końca
swoich dni, że to nie ich wina....
Nienasycenie
Czwartek, 6 lipca 2006
Ozon 06:10
Czy przyczyną problemów homoseksualistów jest tylko nietolerancyjne
społeczeństwo? A może raczej leży ona we wnętrzu człowieka?
Wielu homoseksualistów czuje się nieszczęśliwymi, samotnymi i nierozumianymi
przez otoczenie. Przeważnie są to osoby bardzo uczuciowe i nadwrażliwe, przez
co cierpią w dwójnasób. Jeden z prekursorów terapii dla homoseksualistów w
Holandii prof. Johan Leonard Arndt wspominał, że jego pacjenci najczęściej
użalali się na samotność, depresje i brak stabilizacji w kontaktach z innymi.
Działacze ruchów gejowskich uważają, że problemy te mają swoje źródło w
nietolerancji i dyskryminacji ze strony społeczeństwa. Czy rzeczywiście jest
to główny powód? W Holandii tego typu przyczyny zostały w dużej mierze
ograniczone. Homoseksualizm jest nie tylko powszechnie akceptowany, lecz
także prawnie usankcjonowany, łącznie z legalizacją związków jednopłciowych i
nadaniem im prawa do adopcji dzieci. A jednak skala problemów neurotycznych
wśród gejów wcale się nie zmniejszyła. Pim Fortuyn, lider prawicowej partii
holenderskiej zamordowany przez lewackiego ekologa, niedługo przed swoją
śmiercią wyznał, że homoseksualizm jest dla niego jak zniewolenie, a ceną za
ten wybór jest straszliwa samotność. A przecież znajdował się u szczytu
popularności i sławy. Także badania naukowców z amerykańskiego uniwersytetu
stanu Indiana wykazały, że o pomoc psychiatryczną lub psychologiczną prosiło
aż 60 proc. gejów, którzy sami twierdzili, że są „dobrze przystosowani
społecznie”. Holenderski psychiatra prof. Adrianus Dingeman de Groot dowodzi,
że homoseksualiści mają poczucie wrażliwości typowe dla neurotyków i są
bardziej rozchwiani emocjonalnie niż heteroseksualiści. Być może więc źródło
niepokojów znajduje się nie w otoczeniu, lecz we wnętrzu osoby?
Oferta dla nieszczęśliwych
Wielu homoseksualistów, którzy nie są w stanie pogodzić się ze swoją
orientacją, decyduje się na terapię. Zawsze jednak musi być to krok
dobrowolny. Terapia trwa kilka lat. Polega głównie, tak jak większość terapii
dla osób neurotycznych, na wglądzie we własną psychikę i na wewnętrznym
zmaganiu. Powodzenie zależy od motywacji danej osoby, jej wytrwałości i
szczerości wobec siebie. Ponieważ najsilniejsza jest motywacja religijna,
niektóre grupy terapeutyczne (jak np. EHAH założona w 1975 r. w Amsterdamie
przez Johana van der Sluisa) wprowadzają do praktyki psychologicznej elementy
formacji duchowej. Jak mówi van der Sluis, który sam przez wiele lat był
aktywnym gejem: – Nasza oferta jest skierowana do tych, którzy jako
homoseksualiści czują się nieszczęśliwi i niepogodzeni ze sobą. Nie chcemy
nikogo zmieniać na siłę, chcemy tylko pokazać homoseksualistom, że nie są
skazani na biologiczny determinizm, że istnieje dla ich sposobu życia
alternatywa, że istnieje dla nich nadzieja.
Gejowski styl życia wiąże się często z dużą rotacją partnerów. Przychylny
środowisku gejowskiemu Instytut Kinseya opublikował w roku 1978 głośny
raport, w którym połowa badanych homoseksualistów w USA przyznała się do
kontaktów z co najmniej 500 różnymi partnerami seksualnymi. Pracownik
amsterdamskiego ośrodka terapeutycznego Allard Buhre, niegdyś
homoseksualista, przyznaje, że tak duża zmienność partnerów wynika z ciągłego
niezaspokojenia i nienasyconej tęsknoty. Geje wpadają w ciąg nieustannych
poszukiwań, ponieważ drugi mężczyzna nigdy do końca nie jest w stanie dać
tego, co może dać kobieta – uważa van der Sluis, w którego ośrodku udaną
terapię przeszło kilkuset homoseksualistów.
Za mało ojca, za dużo matki
Nie ma żadnego dowodu naukowego na to, że homoseksualizm jest zjawiskiem
wrodzonym, dziedzicznym, uwarunkowanym genetycznie lub hormonalnie. Gdyby
homoseksualizm był wrodzony, wówczas bliźnięta jednojajowe, mające ten sam
genotyp, powinny mieć taką samą orientację: albo homo-, albo heteroseksualną.
Tymczasem z badań prof. J.D. Rainera wynika, że wiele bliźniąt jednojajowych
różni się między sobą orientacją płciową. Z kolei badania prof. W.H. Perloffa
wykluczyły wpływ hormonów na powstanie homoseksualizmu. Z drugiej strony nie
ma też dowodu odwrotnego – całkowicie wykluczającego biologiczny determinizm.
Istnieje natomiast wiele udokumentowanych przypadków pojawienia się
homoseksualizmu wskutek nabycia takich preferencji w procesie socjalizacji
(np. wśród chłopców wykorzystywanych seksualnie w dzieciństwie przez
starszych mężczyzn). Do takiego zdania przychylają się m.in. psychologowie
Karen Horney, Charles Socarides, Marcel Eck, a nawet seksuologowie
sympatyzujący z ruchem gejowskim, np. William Masters i Virginia Johnson,
którzy twierdzą, że źródłem homoseksualizmu są „nabyte preferencje”.
Holenderski profesor Gerard van den Aardweg, który prowadzi terapię
homoseksualistów od 1967 r., uważa pociąg seksualny do osób tej samej płci za
zaburzenie emocjonalne, rozwijające się już w dzieciństwie i w okresie
dojrzewania. W ciągu niemal 40 lat psycholog zdołał przeprowadzić udaną
terapię ponad 600 osób. Przy czym udaną terapię definiuje on jako osiągnięcie
trwałej dyspozycji do zawarcia stałego związku heteroseksualnego.
Głównym źródłem homoseksualizmu są, zdaniem van den Aardwega, nienormalne
relacje z matką, zwłaszcza zaś z ojcem. Najczęściej chłopiec jest albo zbyt
rozpieszczany przez matkę, albo niedoceniany przez ojca (często jedno i
drugie), co powoduje, że wpada w kompleks niższości na punkcie swojej
męskości. Podręcznikową wręcz ilustracją takiego przypadku jest casus
brytyjskiego reżysera zmarłego na AIDS Dereka Jarmana, który w dzieciństwie
był rozpieszczany przez nadopiekuńczą matkę, a zarazem ciągle bity i poniżany
przez ojca. Kanadyjski lekarz Irving Bieber, który zajmował się wieloma
homoseksualistami, stwierdził, że nie spotkał wśród nich ani jednego
przypadku normalnej relacji między synem a ojcem.
Nic więc dziwnego, że w krajach zachodnich terapie homoseksualistów cieszą
się coraz większą popularnością, choć wielu psychologów – także w Polsce –
uważa, że to niemożliwe (patrz ramka). W roku 1997 Amerykańskie
Stowarzyszenie Psychiatryczne opublikowało nawet oświadczenie, w którym
wezwało swoich członków do zaniechania terapii homoseksualistów jako
nieetycznej i nieskutecznej. Prof. van den Aardweg uważa decyzję ATP za
krzywdzącą wobec wielu homoseksualistów: – Gdybym się do niej zastosował –
mówi – nie pomógłbym wielu osobom, które z rozpaczy wyły do pustych ścian. Do
dziś utrzymuję kontakt z moimi byłymi pacjentami, spotykamy się, wielu z nich
ma żony i dzieci, to są ludzie zupełnie inni niż kiedyś. Cieszę się, że
pomogłem wielu z nich zbudować szczęśliwe życie.
Katarzyna Abramowicz, Amsterdam