bamboo
24.07.06, 16:50
wychodząc z urzędu pocztowego zostałam zwyzywana chamówą...
bo to było tak...
wychodzilam z wózkiem, więc cała szerokość drzwi dla mnie i wózka, a jakiś
łysy facet /nie to, że skin, ale taką fryzurę miał :)/ pcha się... więc ja do
niego, że może by zaczekał, aż wyjdę... a on, że chce mi pomóc... no,
kurcze... do tego to ja nie przywykłam... więc odburknęłam, że nie potrzebuję
jego pomocy... a o do mnie, że chamówa....
analizowałam potem tą sytuację... fakt, może głupio trochę.. ale z drugiej
strony mógł uprzedzić o swoim zamiarze, a nie pchać się... drzwi otwierane do
wewnątrz, ja w drzwiach i on się wpycha... no co byście pomyśleli? ale od
chamówy nie musiał mnie wyzywać...
widać taki on kulturalny...
zdenerwował mnie.