Dodaj do ulubionych

Zdrada - gdyby nie bylo "kary" zadnego rodzaju

04.10.06, 13:33
Witam,

ostatnio wywiazala sie goraca dyskusja nt. zdrady. Padlo pytanie: "Gdyby twoj partner/partnerka nie mial(a) nic przeciwko temu, zebys uprawial(a) seks z kims innym, dodatkowo nie bylo to powiazane z takim samym zachowaniem drugiej strony (czyli wierny partner/partnerka nie ma nic przeciwko twoim skokom w bok) - korzystalbys/korzystalabys z okazji?"

Prosze o szczere odpowiedzi z krotkim uzasadnieniem (zwlaszcza te na "nie").
Obserwuj wątek
    • sierzant_nowak I drugie pytanie: przyczyna dla ktorej jestescie 04.10.06, 13:38
      wierni: dla mnie najwazniejsza przyczyna jest "uwazam zdradzenie mojej partnerki za cos zlego, poniewaz zraniloby to ja. Dlatego mialbym wyrzuty sumienia nawet wtedy, gdyby nie mogla sie o tym dowiedziec". Uzasadnienie takie spotkalo sie z oburzeniem pewnej czesci kobiecej grupy dyskutantow - a ja, jako prosty facet nie pojmuje tego, co w takich pobudkach jest zlego...
      • sierzant_nowak wypraszam sobie "glupi"... Chodzi wlasnie o to, 04.10.06, 13:45
        ze ja twierdzilem ze zdecydowana wiekszosc tych osob, ktore do seksu potrafia podchodzic "przygodowo" (czyli wiekszosc facetow i czesc kobiet) w takiej sytuacji (jednostronne zwolnienie z wiernosci) korzystalaby z przygod. Inna sprawa ze taki scenariusz w przyrodzie chyba nie wystepuje (zeby wierny partner/partnerka nie przywiazywal do wiernosci drugiej strony wagi). Ale tu chodzi o teoretyczny problem - przede wszystkim o powody dla ktorych zachowujemy (ci, ktorzy zachowuja ;-) ) wiernosc
      • sierzant_nowak Re: Zdrada - gdyby nie bylo "kary" zadnego rodzaj 04.10.06, 13:47
        > Pierdoly w stylu zranienia odkladamy na bok.. Nie robilbym tego poniewaz nie
        > szanowalbym jej potem.. a gdybym juz jej nie szanowal to nie widze sensu w taki
        > m
        > zwiazku..

        to jest troche inna kwestia - ja tez uwazam, ze regularne korzystanie z takiej opcji jak w opisanej hipotetycznej sytuacji byloby szkodliwe dla zwiazku. Nie wiazalbym tego z szacunkiem dla parterki (bo co ma z nim wspolnego MOJE zachowanie z INNYMI) ale ogolna zasada podobna.
    • Gość: EB cóż... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.10.06, 14:04
      to wszystko jest diabelnie złożone. z jednej strony "zgoda na zdradę" z
      drugiej "powody wierności"...

      gdyby moj facet stwierdził, że nie ma nic przeciwko mojej zdradzie, zaczęłabym
      się zastanawiać "dlaczego?" czy już mnie nie pragnie? czy sam ma ochotę na
      jakąś inną babkę? pełno by było tego typu pytań. nie wyobrażam sobie zupełnie
      takiej sytuacji. wiem, że on chce mieć mnie na wyłączność, czasem może jest
      nawet zbyt zaborczy, ale mi to pasuje i bardzo lubię ten stan. zastanawiając
      się nad tym myślę, że nie skorzystałabym z takiej "okazji".

      i tutaj pojawiają się "powody wierności". przede wszystkim bardzo pragnę
      swojego faceta. uczucia uczuciami, bo kocham go bardzo, ale też czuję do niego
      wręcz magnetyczne przyciąganie. z tego powodu więc inni faceci mnie zupełnie
      nie interesują. nawet nie zwracam na nikogo uwagi (i jego przyzwolenie nic by
      tutaj nie zmieniło). a poza tym... co później? jak po czymś takim mialabym
      spojrzeć jemu w oczy i sama w lustro? może traktuję seks zbyt poważnie? może to
      dlatego, że sama byłam zdradzona i to w paskudny sposób?
    • kohol Re: Zdrada - gdyby nie bylo "kary" zadnego rodzaj 04.10.06, 14:05
      Nie.
      Przyczyna: egoistyczna, źle bym sie z tym czuła - bo to głupia sytuacja,
      niesymetryczna (psoogrodnicza) i zupełnie zbędna, wyłącznie zaspokojenie
      zachcianek mojego ego (których nb nie mam :)). Po nic to po prostu, nic
      ciekawego nie niesie, tylko bym się stresowała niepotrzebnie całkiem :)
      • sierzant_nowak ech, dziewczyny.... ;-) 04.10.06, 14:23
        widac zbyt abstrakcyjna ta hipotetyczna sytuacja... Przeciez ja nie pytam o to czy byscie chcialy takiego ukladu czy nie - pytam czy GDYBY TEORETYCZNIE byl zwiazek z cudownym, wiernym i lojalnym pod kazdym wzgledem partnerem, ktory nie mialby nic przeciwko twojemu okazjonalnemu seksowi na boku - dlaczego byscie sie powstrzymali/powstrzymaly? Nie odpowiadajcie "nie bylabym z kims takim" bo to nie na temat ;-)
        • ewab2507 chodzi o to, że nie muszę się powstrzymywać... 04.10.06, 14:32
          nie ma we mnie pragnienia pójścia do łóżka z kimś innym niż mój facet. nie ma
          znaczenia, czy on miałby coś przeciwko temu, czy nie (choć wiem, że miałby).
          chyba mam jakieś klapki na oczach, bo zupełnie mnie nie interesuje nikt poza
          nim. pragnę go tak, że gdy jest blisko, to miękną mi nogi. pozostała część
          męskiej rasy dla mnie nie istnieje. zwyczajnie nie istnieje dla mnie problem,
          pt. "dlaczego bym się powstrzymywała".
          • sierzant_nowak tutaj kobiety od mezczyzn czesto sie roznia 04.10.06, 14:37
            > nie ma we mnie pragnienia pójścia do łóżka z kimś innym niż mój facet. nie ma
            > znaczenia, czy on miałby coś przeciwko temu, czy nie (choć wiem, że miałby).
            > chyba mam jakieś klapki na oczach, bo zupełnie mnie nie interesuje nikt poza
            > nim. pragnę go tak, że gdy jest blisko, to miękną mi nogi. pozostała część
            > męskiej rasy dla mnie nie istnieje. zwyczajnie nie istnieje dla mnie problem,
            > pt. "dlaczego bym się powstrzymywała".

            bo wiadomo, ze faceci sa zwykle bardziej zdolni do "przygodowego" seksu nawet wtedy, gdy sa w udanych i satysfakcjonujacych zwiazkach. Zna ktos faceta, ktory bedac w swietnym zwiazku nie czulby choc CIENIA pokusy gdyby lasila sie do niego jakas chetna i frywolna kocica?
            • ewab2507 to prawda... 04.10.06, 14:41
              trudno o takiego "rodzyneczka", ale co to by był za facet, który by nie
              czuł "choćby cienia pokusy". inna rzecz, czy z pokusy skorzysta czy nie, tym
              bardziej, że ma w domu "chętną i frywolną kocicę".
              • sierzant_nowak Re: to prawda... 04.10.06, 14:56
                > trudno o takiego "rodzyneczka", ale co to by był za facet, który by nie
                > czuł "choćby cienia pokusy". inna rzecz, czy z pokusy skorzysta czy nie, tym
                > bardziej, że ma w domu "chętną i frywolną kocicę".

                dokladnie. A ja wlasnie mam ostry "dym" ze swoja wspaniala, chetna i frywolna "kocica" dlatego, ze jako glowny powod dla ktorego ja bym sie powstrzymal od skorzystania jest to, ze robienie czegos, co by ja krzywdzilo byloby dla mnie powodem do wyrzutow sumienia... :-( A - i jeszcze to, ze uwazam, ze faceci sa bardziej "genetycznie" do numerow na boku predystynowani (chociazby przez opisana wyzej roznice w podejsciu do "przygodowego" seksu) z zaznaczeniem, ze nie uwazam tego za uniwersalne usprawiedliwienie dla meskiej zdrady ...
                • ewab2507 ha... 04.10.06, 15:16
                  ja "dymów" swojemu facetowi nie robię :):) czasem moja wyrozumiałość przeraża
                  mnie samą.

                  nie rozumiem problemu twojej "kocicy" z tymi "wyrzutami sumienia". możliwe, że
                  poczułaby się lepiej, gdybyś jej powiedział, że przenigdy byś nie poszedł do
                  łóżka z inną, choćby nawet ona sama tego chciała, bo tylko ją kochasz... i
                  takie inne pierdoły... zamiast jako powód podawać ewentualne hipotetyczne
                  wyrzuty sumienia... tylko, że chyba nie chodzi o to do diabła, by ona się
                  lepiej poczuła, tylko o szczerość. według mnie twoja szczerość jest warta tego
                  by ją docenić :)

                  co do "genetycznego predystynowania" facetów do "przygodowego" seksu to sama
                  nie wiem. znam i kobiety i facetów, którzy traktują seks bardzo lekko. znam też
                  przypadki zupełnie przeciwne. przecież ci wszyscy "skaczący na boki" faceci
                  muszą z kimś to robić, więc babek jest prawdopodobnie mniej więcej tyle samo.
                  no chyba, żeby zakładać, że wszystkie one są biedne, pokrzywdzone, uwiedzione i
                  zakochane przez złych demonów seksu jakimi są faceci :)
                  • sierzant_nowak Re: ha... 04.10.06, 15:22
                    > nie rozumiem problemu twojej "kocicy" z tymi "wyrzutami sumienia". możliwe, że
                    > poczułaby się lepiej, gdybyś jej powiedział, że przenigdy byś nie poszedł do
                    > łóżka z inną, choćby nawet ona sama tego chciała, bo tylko ją kochasz... i
                    > takie inne pierdoły...

                    chyba nie... Ja podejrzewam ze "prawidlowa" odpowiedz brzmialaby jakos tak "nie, bo zdrada to cos ochydnego i nigdy czegos tak zlego bym nie zrobil". A ja zrobilem w blad i rozszerzylem "zle" o moja definicje "zlego" czyli "takie, ktore kogos rani/krzywdzi" ...

                    > co do "genetycznego predystynowania" facetów do "przygodowego" seksu to sama
                    > nie wiem. znam i kobiety i facetów, którzy traktują seks bardzo lekko. znam też
                    >
                    > przypadki zupełnie przeciwne.

                    Chodzi o statystyke (wiadomo ze sa rozne sytuacje w obu "obozach"). Gdzies ostatnio czytalem o badaniu - na jakims uniwerku chodzila niezla laseczka i zaczepiala napotkanych facetow. Po chwili gadki-szmatki sugerowala, ze moze by tak do niej, cos ten tego ;-). Ok. 70% facetow bylo gotowych z zaproszenia skoryzstac. W przeciwnej sytuacji (przystojniak nagabujacy kobiety) procent chetnych ksztaltowal sie w okolicach nastu procent..
        • martha_l Re: ech, dziewczyny.... ;-) 04.10.06, 15:46
          Powstrzymałabym się, bo jak partner jest lojalny i wierny to i we mnie rodzi
          się wierność i lojalność. Nigdy nie zdradziłabym. Gdyby w związku zaczęło mi
          czegoś brakować nie szukałabym noweo na boku, skończyłabym najpierw stare
          sprawy.
    • Gość: Frywolna_Kocica Re: Zdrada - gdyby nie bylo "kary" zadnego rodzaj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.06, 00:15
      Zostalo to troche przeinaczone i przedstawione bardzo subiektywnie. Przdstawiony tutaj spór jest o to, ze wedlug sierzanta_nowaka JEDYNYM powodem dla ktorego kazdy facet powstrzymuje sie od zdrady jest to, ze dostosowuja sie oni do kobiet i ze ewentualna zdrada moglaby je zranic. Dla mnie jest to przykre, ale tylko taki argument podal i tylko takiego bronil. To nie bylo rozszerzenie, bo nie bylo czego rozszerzac.

      Coz.... a ja nie zdradzam bo nie mysle o innych, a nawet jesli zaczelabym sie z czasem ogladac za innymi, to nie zdradzilabym nie dlatego, ze moglabym zranic, ale dlatego, ze to jest z gruntu zle. Ze to jest niemoralne,ze to zwykle OSZUSTWO (predzej zakonczylabym zwiazek). Nie kradne w supermarkecie nie dlatego, bo moglabym zrobic przykrosc jego wlascicielowi lub pracownikom, ale dlatego, ze nie bylabym w stanie, bo to jest ZLE i niemoralne. (mysle, ze to dobre porownanie)

      Troska na poczatku o uczucia osoby, ktora sie bardzo kocha jest oczywista.Problem zaczyna sie po latach kiedy do zwiazku wkrada sie przyzwyczajenie,a zwykle przywiazanie zastepuje czesciowo milosc. Dlatego walsnie uwazam, ze wytlumaczenie, ze nie zdradza sie ze wzgledu na to, ze nie chce sie robic przykrosci drugiej osobie (nawet jesli mialaby sie nei dowiedziec)to kruche podstawy wiernosci.

      Watek, o tym, ze faceci sa bardziej predestynowani do zdrady z powodu genow jest nieistotny, pomijajac fakt, iż seksuolodzy Twierdza ze to kobieta jest bardziej uwarunkowana genetycznie do zdrady patrzac na swiat zwierzat.Tak czy inaczej, to odbieganie od tematu glownego.

      Czy sa jeszczze jakies powody, dla ktorych WY faceci nie zdradzacie swojej kobiety?? Moze milosc i brak ochoty na inna?? a moze zasady, ze nei oszukuje sie i nie oklamuje drugiej osob?? moze wyrzuty sumienia, ktore nei pozwolilyby sie normalnie do Swojej kobiety przytulic?? lojalnosc??
    • Gość: Frywolna_Kocica Re: Zdrada - gdyby nie bylo "kary" zadnego rodzaj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.06, 00:30
      Oj, przepraszam... Drugi powod zaostal podany pozniej: nie zdradza sie dlatego, bo ma sie "wspaniala, chetna i frywolna "kocice"" wiec "po dedcydowac sie na skok w bok, ktory jest porownywany z fast foodem, jesli w domu czeka wykwintna kolacja w luksusowej restauracji."

      A co jesli po paru latach, ta kolacja przestaje byc taka wykwintna?? jesli np stres w pracy albo urodzenie dziecka sprawia,ze Kocica nie jest juz taka chetna i frywolna(przypadki czesto spotykane)?? albo jesli Kocica sie najzwyczajniej w swiecie zestarzeje i przestanie byc juz tak atrakcyjna jak na poczatku??

      Czy wtedy, juz zdradzac mozna??

      Jak dla mnie kiepski argument za wiernoscia...
    • Gość: Paskal Zawsze jest jakas konsekwencja... IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.10.06, 01:03
      Kara jest zawsze. Predzej czy pozniej, taka czy inna. Jesli zdradzasz swoja
      kobiete to nie mozesz jej dac tego wszystkiego co dajesz jej jak masz czyste
      sumienie. Nie mozesz spojrzec jej gleboko w oczy myslac wylacznie o niej i o
      was. Zawsze w twojej glowie czai sie ten brud, ta nieszczerosc, zdrada, czy
      tego chcesz czy nie. Wasz zwiazek staje sie tylko falszywa gra w kotka i
      myszke.W koncu twoja kobieta wyczuje cie i zacznie podejrzenia, wymowki,
      przestanie ci wierzyc, zacznie sie zamykac na ciebie.Wydaje ci sie ze nic nie
      mozesz stracic, a tracisz....
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka