Gość: mieszkaniec_kabat
IP: *.acn.waw.pl
26.03.03, 22:28
Ostatnio w wielu miejscach (m. in. na niektórych forach Gazety) poruszony
został problem psich odchodów w miejscach publicznych. Wszyscy dyskutanci
oburzają się na właścicieli psów wyprowadzanych przed bloki w nowych
osiedlach.
A ja uważam że to przesada z tymi kupami. Gdzie ci ludzie się wychowali?
Polskie psy zawsze robiły kaki na skwerkach i nikomu to nigdy nie
przeszkadzało, a roślinność (trawki, drzewka) nawet miała się dzieki temu
świetnie. Czyżby mieli coś przeciwko zadrzewianiu nowych osiedli???!!! Nawet
jarzyny najzdrowsze są te wyhodowane na krowim nawozie czyli gównie. Czy ktoś
marchewkę do zupki wrzuca przez bibulkę?
Ja na przykład też mam pieska i nie widzę powodu żeby mu zabraniać robić
gdzie chce. Dosyć już jest zestresowany życiem w mieście - samochody, beton,
wrzeszczące dzieci etc. Ja nawet mu pozwalam robić w przedpokoju - ma tam
specjalną kuwetę. Jak przychodzimy z żoną do domu z pracy to pakujemy
zawartość kuwety i wystawiamy na klatkę, rano się to wyrzuca do śmieci. Chyba
nasi sąsiedzi są jacyś mniej przewrażliwieni bo jeszcze nikt nie powiedział
że mu to przeszkadza. Zresztą oni też wystawiają swoje śmieci na noc na
klatkę.
W ogóle to nie widać w czym jest problem. Zjawisko załatwiania potrzeb
fizjologicznych przez zwierzęta w naszym otoczeniu jest bardziej powszechne
niż sądzą niektórzy 'obrońcy higieny'. Ptaki np. potrafią naprawdę zaszkodzić-
czy ktoś widział pieska, który nasrał sąsiadowi na głowę? Nie mówiąc o np.
jeleniach i dzikach w Lesie Kabackim, które w ogóle nic sobie nie robią z
tego, że z dróg w lesie korzystają także ludzie.
Widać że niektórzy chcieliby rozpętać nagonkę na Bogu ducha winnych
właścicieli psów. Bo rozumiem że ptaki i inne bezpańskie zwierzęta (np.
szczury śmietnikowe) nikomu nie przeszkadzają?
Pozdrawiam,
Mieszkaniec Kabat