O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc

30.10.06, 22:40
Straszne rzeczy dzieja sie w szkolach - to wiemy

ALE

przepraszam czy 100% spoleczenstwa jest temu poddane???

NIE ROZUMIEM !!!! W incydencie bralo udzial 5-6 osob a reszta? Dlaczego do
cholery nie znalazla sie ANI JEDNA osoba, ktora wyrazila sprzeciw. Jak ich
matki wychowaly????
Moja mama uczyla mnie aby stawac w obronie slabszych - nie oznacza to, ze nie
zartowalo sie z innych ale nie napastowalo i nie ponizalo sie nikogo... zarty
nigdy nie doprowadzily nikogo nawet do lez...

Co sie dzieje??? W kazdej takiej sytuacji slyszymy, ze jest ofiara (uczen,
nauczyciel, ktokolwiek) i sprawcy a reszta to co??? bezmozgowcy??? widzowie???
Powiedzmy, ze potrafie zrozumiec jak nikt nie wychyli sie na ulicy do bandy
dresow, ktorzy kogos bija bo sam oberwie (lecz na Policje mozna chyba
zadzwonic zza rogu) ale w swoim srodowisku, w klasie NIKT nie potrafil
zareagowac sprzeciwem?

Rodzice w domu mysla 'straszne', mowia 'to okrutne' a jakie wyciagaja
wnioski? Pytaja: 'a co ty robiles/las w tym czasie'? Nie - wola sie uzalac i
opowiadac znajomym, ze indydent byl w klasie ich dziecka - sensacja nie?
Jakbym sie dowiedziala, ze moje dziecko przygladalo sie czemus takiemu to
bardzo, bardzo bym je ukarala.

Wyrazam sprzeciw biernosci!!! Widzowie sa wspolwinni.
Zastanowcie sie czy tego byscie chcieli dla siebie podczas tragedii -
beztroskich ogladaczy wokol...
    • szmajch Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 30.10.06, 23:26
      > Straszne rzeczy dzieja sie w szkolach - to wiemy
      >
      > ALE
      >
      > przepraszam czy 100% spoleczenstwa jest temu poddane???
      >
      > NIE ROZUMIEM !!!! W incydencie bralo udzial 5-6 osob a reszta? Dlaczego do
      > cholery nie znalazla sie ANI JEDNA osoba, ktora wyrazila sprzeciw. Jak ich
      > matki wychowaly????

      Reszta klasy miała ubaw i cieszyła się, że jest widowisko. Niejedna osoba z
      klasy cieszyła się w duchu, że to nie ona jest prześladowana. W klasie jest
      wzajemne tarcie, wszyscy walczą o pozycję, a zasady gry ustalają najsilniejsi.
      Przeciwstawienie się oznaczałoby izolację z grupy, degradację towarzyską, a
      tego każdy się boi. Nie miej złudzeń co do ludzi.

      > Moja mama uczyla mnie aby stawac w obronie slabszych - nie oznacza to, ze nie
      > zartowalo sie z innych ale nie napastowalo i nie ponizalo sie nikogo... zarty
      > nigdy nie doprowadzily nikogo nawet do lez...

      No to tak ci się trafiło, ciesz się. Mi się trafiło raz tak na koloniach
      (miałem 11 lat), że byłem tym nielubianym, wyśmiewanym i prześladowanym -
      dlatego że na początku nie spodobałem się takiemu jednemu starszemu chłopakowi,
      który potem okazał się tam wielkim dominatorem i samcem alfa. Bez przerwy mnie
      straszył, dokuczał, wyzywał, chciał bić itp. Potem stopniowo reszta to
      podchwyciła, bo chciała mu się podlizać i awansować towarzysko. Oczywiście
      najładniejsza dziewczyna z kolonii ślimaczyła się do niego przez cały czas, to
      tylko na amerykańskich filmach dla nastolatków największe laski ostentacyjnie
      wybierają największych looserów. I cóż... przeżyłem ciężkie chwile i wiem, co
      to znaczy być ofiarą. Czy to znaczy, że wszystkie dzieci z kolonii były
      potworami? Nie. Tacy są ludzie. Łatwo moralizować z dystansu, a gdybym to nie
      ja padł ofiarą tamtego gościa tylko kto inny to pewnie bym się cieszył i razem
      z innymi gnojami bym robił to, co oni, bo jeszcze miałem za słaby kręgosłup i
      za wielka byłaby presja grupy.


      • alexanderson Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 30.10.06, 23:32
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=51245459
      • niuska77 Nie do konca masz racje 31.10.06, 12:08
        Wiele prawdy jest w tym co napisales ale...
        nie jest tak, ze 100% danej spolecznosci zgadza sie z najsilniejszym tyle, ze
        wiele osob boi sie przeciwstawic JEDNAK wierz mi, ze wystarczy aby jedna osoba
        wyrazila sprzeciw a natychmiast utworzylaby wlasna grupe - moze slabsza ale
        grupe, ktorej zagraza mniejsze zlo niz jednostce.

        W kazdej spolecznosci sa dominatorzy ale tez sa szare myszki, ktore trzymaja
        sie razem - stado szarych myszek lepiej sie obroni niz jedna czy dwie.

        Ja wiele razy przeciwstawialam sie roznym opiniom i trendom (o tym zaraz) a
        jednak nie bylam odludkiem na marginesie, nie bylam szara myszka i nikt mnie
        blotem nie obrzucal. Jestem dosc pyskata (choc bardzo wrazliwa) i przenigdy nie
        pozwolilam sobie w kasze dmuchac. Oto przyklady:

        w 1-szej klasie podstawowki nikt nie chcial usiasc z mulatka (corka araba) ja
        usiadlam i nie przekreslilam tym siebie w grupie - dalam sie poznac jako osoba
        o wlasnym zdaniu.
        Mialam powazne starcia z liderka klasowa ale tylko na slowa i zawsze
        wybranialam sie. Potem jej autorytet bardzo podupadl - nie z mojej winy - sama
        sobie przechlapala.
        Zadawalam sie z elita klasy jak i z myszkami - bylam zapraszana na wiekszoc
        imprez prywatnych.
        w kolejnych latach uczestniczylam w wagarach tylko wtedy gdy JA uznalam, ze
        chce a nie wtedy gdy grupa szla.
        Cale zycie nie zapalilam papierosa mimo, ze mialam starszych znajomych i
        obracalam sie w wiekszosci w towarzystwie palacych.
        Jestem slaba fizycznie - kazdy moglby mnie natluc - nawet mniejszy i chudszy a
        mimo to nikt nie probowal.

        Nie chodzi o przechwalki tylko o unaocznienie, ze mowienie 'NIE' - nie spycha
        Cie na margines. Nie wiesz co byloby, gdybys postawil sie agresorowi a ja
        przewiduje, ze znalazlby sobie inne popychadlo bo za duzo roboty z takim co sie
        stawia. Zlodziej czy napastnik przewaznie wycofuje sie kiedy stanowczo
        zareagujesz i zamiast poddac sie np. trzepniesz go - on sie tego w ogole nie
        spodziewa (nie zawsze tak jest oczywiscie ale w wiekszosci).

        Ja wiem, ze nie kazdy ma taki charakter ale nie wierze, ze 100% osob jest tez
        spoleglych - wystarczy JEDNA osoba... gdzie ona byla?
    • ann_alice Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 31.10.06, 12:32
      "Moja mama uczyla mnie aby stawac w obronie slabszych"

      Moja mama mówiła, żebym nie wychylała się z tłumu i robiła to, co inni. Dziś
      mam gdzieś to, co pomyśli tłum i zawsze byłam pod tym względem inna niż "dobrze
      ułożone" koleżanki. Małe miasteczko...
      Widać, że czasami nie słuchanie mamy wychodzi na dobre.
      Ale takich mam jest dużo.

      Masz rację, bierność i obojętność są złe.
    • nancyboy Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 31.10.06, 12:56
      > a reszta to co? bezmozgowcy? widzowie?
      Powinnaś jeszcze dodać: "Bali się, że jak zaprotestują, to zajmą miejsce Ani?"
      • Gość: adf Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc IP: *.csk.pl 31.10.06, 13:03
        dla nich to tez straszne przezycie, jesli ktos z was bral udzial w czyms podobnym jako obserwator to wie, ze ruszyc sie chociazby z miejsca to wysilek ponad miare, kilka kolezanek dziewczyny probowalo pomoc - dzielne dziewczyny, ze w ogole udalo im sie wiecej niz tylko stac i - prosta reakcja, smiac sie, albo krzyczec glupoty. kazdy z osobna w tej klasie jest ofiara tego wydarzenia. to jedno. drugie to psychologia tlumu.
        co nie znaczy ze tez nie jestem wsciekla i rozczarowana, smutna i przerazona.
        • niuska77 Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 31.10.06, 13:15
          Nie rozumiem nadal...
          Jesli stanowczy sprzeciw ktorejkolwiek z osob nie pomoglby (choc nie wierze, ze
          STANOWCZY sprzeciw by nie zadzialal) to jaki problem bylo wezwac pomoc z
          zewnatrz? Nauczyciela z klasy obok? Znajomego ze starszej klasy? Dyrektora,
          pedagoga, pielegniarke szkolna czy dozorce... To tez wysilek ponad miare? Tez
          ryzyko, ze skonczy sie tak samo?

          My tez zartowalismy w klasie, z siebie nawzajem, z nauczycieli - robilismy
          sobie kawaly ale nikt przez to sie nie wieszal choc faktycznie nie kazdy dowcip
          byl najwyzszych lotow... Poza tym jesli kogos sie nie lubilo to sie go
          alienowalo, nie pozyczalo mu sie zeszytow, nie podpowiadalo, nie dawalo
          sciagac, nigdzie nie zapraszalo i nawet nie chcialo sie z nim gadac jak nie
          bylo wyzszej potrzeby - uwazam, ze to tez bylo okrutne ale ta osoba zyla sobie
          spokojnie majac moze jedna kolezanke w tej samej klasie lub w innej.

          Skad u mlodziezy takie idiotyczne zachowanie - skad ta moda na osaczanie i
          przesladowanie do upadlego? Dlaczego to w ogole ma racje bytu i poklask???
          • nancyboy Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 31.10.06, 13:36
            > Tez ryzyko, ze skonczy sie tak samo?
            Wg mnie to ryzyko jest spore.

            > My tez zartowalismy w klasie, z siebie nawzajem
            No, ale stawałaś w obronie tych, z których się śmiano?
            • niuska77 Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 31.10.06, 13:50
              nancyboy napisał:

              > > Tez ryzyko, ze skonczy sie tak samo?
              > Wg mnie to ryzyko jest spore.
              >
              > > My tez zartowalismy w klasie, z siebie nawzajem
              > No, ale stawałaś w obronie tych, z których się śmiano?

              Sluchaj zalezy jakie to byly zarty. Nie akceptowalo sie (nie tylko ja) jesli
              kogos ponizano okrutnie - ale nie wtedy gdy dwie osoby sie klocily miedzy soba
              lub tlukly (jeden na jeden to uczciwa walka) ale jesli wiecej niz jedna osoba
              atakowaly druga LUB jesli cos stawalo sie NIEZDROWE jak plucie, obrzucanie np.
              jedzeniem, wywalanie teczki do gory dnem, niszczenie rzeczy, czy jak tu:
              rozbieranie - wowczas to byla przesada i hamowalo sie to (nie tylko ja tak
              robilam - sporo osob wiedzialo gdzie jest granica).

              Czy ja jestem swieta? NIE - skadze. Pamietam moj dowcip - w odwecie za cos tam
              schowalam kolezance na swietlicy teczke na parapecie za firanka a ona to
              (niewiedziec czemu) strasznie przezyla i zamiast poszukac dokladnie -
              poskarzyla pani i swojej mamie. Zwrocono mi uwage - nie krzykiem, nie awantura
              a ja mialam potworny wyrzut sumienia... Z powodu schowanej teczki...
              Widzisz roznice?
              • nancyboy Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 31.10.06, 15:27
                > Widzisz roznice?
                Widzę. Ale nie różnicę w zjawiskach - oba są takie same - obrona swojego miejsca
                w hierarchii w klasie. Różnicę widzę w środkach, ale to jest wg mnie kwestia
                społeczna (brak nadzieji na godne życie) a nie kwestia, że kiedyś byliśy lepsi.
      • xtrin Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 31.10.06, 13:49
        > Powinnaś jeszcze dodać: "Bali się, że jak zaprotestują, to zajmą miejsce Ani?"

        Najlepszym spososbem na zapewnienie sobie tego miejsca jest właśnie bierność.
        • nancyboy Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 31.10.06, 13:52
          > Najlepszym spososbem na zapewnienie sobie tego miejsca jest właśnie bierność.
          Na razie na tym miejscu była Ania, więc na jakiś czas nie było wielkiego ryzyka.
          • Gość: ara1973 Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.06, 12:57
            nauczyciele powinni nie dawać się,nie pozwolić by jeden gó..arz czy drugi
            zachowywał sie jak debil.jak nie dają sobie rady to za karzdy głupi incydent
            dzwonić na policjęniech oni debila uspokoją.mama takiego kretyna jak by go
            odebrała z policji to też by niejednemu się odechciało.warto bo inaczej sobie
            nieporadzimy.karać godzinami w czynie społecznym...sprzątać ulice,koło szkoły
            cokolwiek.a tak to mając 14 lat myślą że są dorośli....kretyni....
    • Gość: Iza Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.10.06, 13:30
      Pozycja Ani w klasie musiała być bardzo niska, pewnie była typowym kozłem ofiarnym.
      Dorośli często dla własnej wygody udają, że dziecku nie wierzą, mówią np. "to
      nieładnie skarżyć" albo "mamy zbyt wiele poważnych spraw na głowie, żeby
      rozstrzygać jakieś dziecięce kłótnie".
      Samobójstwa raczej nie popełnia się w wyniku pojedynczego incydentu, to musiała
      być tzw. kropla przepełniająca kielich.
      • lilu12 Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 31.10.06, 22:14
        Gość portalu: Iza napisał(a):

        > Pozycja Ani w klasie musiała być bardzo niska, pewnie była typowym kozłem
        ofiar
        > nym.
        > Dorośli często dla własnej wygody udają, że dziecku nie wierzą, mówią np. "to
        > nieładnie skarżyć" albo "mamy zbyt wiele poważnych spraw na głowie, żeby
        > rozstrzygać jakieś dziecięce kłótnie".
        > Samobójstwa raczej nie popełnia się w wyniku pojedynczego incydentu, to
        musiała
        > być tzw. kropla przepełniająca kielich.

        Chba nie wisz o czym mowisz.
        Gwalt to kropka przepelniajaca kielich?
        Ta dziewczyna miala 15 lat czy wiesz co ona wtedy myslala. Niesadze.
        Mnie tez kiedys spotkalo cos podobnego i nie mnielam 15 lat tylko 20 i gdyby
        nie pomoc rodziny i specjalistow nie byloby mnie tu. Ja nie bylam typowym
        kozlem ofiarnym.
        • Gość: Iza Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.11.06, 15:23
          lilu12 napisała:
          >
          > Chba nie wisz o czym mowisz.
          > Gwalt to kropka przepelniajaca kielich?
          > Ta dziewczyna miala 15 lat czy wiesz co ona wtedy myslala. Niesadze.
          > Mnie tez kiedys spotkalo cos podobnego i nie mnielam 15 lat tylko 20 i gdyby
          > nie pomoc rodziny i specjalistow nie byloby mnie tu. Ja nie bylam typowym
          > kozlem ofiarnym.

          Niestety wiem o czym piszę. I nikt mi nie pomógł, sprawa została przez dorosłych
          zbagatelizowana.
          Ludzie którzy sami nie byli ofiarami w szkole, nie rozumieją, jak działa przemoc
          w tym środowisku. Wyobrażają sobie, że wystarczy się skromnie zachowywać, żeby
          być szanowaną przez kolegów.
          A właśnie takie ciche, nieśmiałe dziewczyny są upokarzane, bo są "inne".
          Bezczelne i pyskate są przez chuliganów zaliczane do "swojaków". Często zresztą
          same podpuszczają chłopców przeciwko koleżankom, którym zazdroszczą np. urody,
          ciuchów czy dobrych ocen.
    • niuska77 Nie rozumiem tych, ktorzy usprawiedliwiaja biernos 31.10.06, 14:03
      stac z boku i patrzec jest bezpiecznie?
      Moze jest WYGODNIE ale wierzcie mi, ze kazde szkolne przesladowanie mozna
      skonczyc z pomoca grupy lub dyrekcji - w takiej sytuacji to nie kablowanie czy
      donoszenie a sluszna postawa i przerwanie chorej sytuacji.

      Czy Wy rozumiecie, ze takie cwaniaczki jeszcze bardziej staja sie silni jak nie
      otrzymaja nauczki? Jesli nie od swoich rowiesnikow to od starszych kolegow a
      jesli nie to od nauczycieli, rodzicow lub prokuratora.
      Im wczesniej reakcja tym wieksza szansa, ze sie opamieta lub nie bedzie miec
      nasladowcow.

      Nie ma na ziemi czlowieka, ktory niczego i nikogo sie nie boi. Niektorzy
      jeszcze sie z tym nie spotkali wiec zadzieraja nosa ale takie spotkanie mozna
      przyspieszyc.

      Jesli nie opanujemy 14-16 latkow to co beda robic majac 25-30 lat? Wtedy juz
      duzo trudniej ich przystopowac bo cale zycie deptali innych bezkarnie.
    • niuska77 Jeszcze jedno... 31.10.06, 14:33
      mysle, ze wspolczesny system wartosci legl w gruzach...
      Nie ma kasy wiec rodzice tyraja po nocach (na trendy ciuchy i najnowsze komorki
      dla swojej pociechy) albo tyraja bo grozi im zwolnienie.
      W szkole dla rodzica licza sie stopnie i obecnosc - i jak sa do przyjecia to
      nie ma wiecej uwag do dziecka i jak nie wagaruje to jest dobrze.

      Coraz mniej jest mozliwosci aby zapisac dziecko na jakies zajecia odplatne
      (pilka, taniec, angielski) a wiec dzieci nudza sie strasznie. Dzieciaki nie
      maja obowiazkow (sprzatnij, pozmywaj, obierz ziemniaki, zrob zakupy...) maja
      tylko odrobic lekcje a i tak rodzice nie zagladaja w zeszyt tylko wierza na
      slowo.

      Dzieci zatem ogladaja tv, gdzie sporo jest negatywnych bohaterow
      przedstawionych pozytywnie i imponujaco, wszechobecna przemoc w filamch jest na
      porzadku dziennym bo ofiary jakos tam wychodza obronna reka czyli krzywda im
      sie nie dzieje.
      -----------------------------------

      Ja pamietam jak mialam z 16 lat i musialam wrocic z imprezy o 1-szej od kolegi
      pare pieter nizej... nie pomogly argumenty: mamo to sobie przyjdz i zobacz jak
      sie bawimy - nikt nie wraca tak wczesnie... Bylam wsciekla jak nie wiem co, ze
      wciaz mam najgorzej ze wszystkich innych. Ze po szkole bylo odrabianie lekcji
      (bo mama zawsze zagladala w zeszyty), sprzatniecie i wstepne przygotowanie
      obiadu i nie moglam isc na dwor dopoki mama nie wrocila z pracy i nie wypytala
      co ze szkola, lekcjami i ogolnie (wtedy o 16-tej wracala). W domu musialam byc
      latem najpozniej o 22.00 a zima o 21.00 a jak szlam do kogos do domu musialam
      to zameldowac - tak samo jak szlam na inne osiedle. Za przeklenstwa obrywalam
      (kary). Trwalo to chyba do 17-stego roku zycia. Nie chodzilam na dyskoteki do
      klubow - nie wolno mi bylo. A jak nie poszlam od razu na studia uslyszalam: o
      nie -nie bedziesz sie wylegiwac albo idziesz na studia albo do pracy. Poszlam
      zatem do pracy po skonczeniu szkoly sredniej w wakacje wszyscy sie spotykali na
      rowerach a ja pracowalam do 17-tej i bylo mi przykro (na studia poszlam pare
      lat potem - jak zrozumialam, ze to potrzebne).

      Czy mi to wyszlo na zle? Czy kogos uderzylam lub okradlam?
      Rodzice - wezcie sie za wychowanie Waszych dzieci, zeby nie bylo zdziwienia jak
      Policja zastuka do Waszych drzwi z nowina, ze macie w domu potwora...
      • nancyboy Re: Jeszcze jedno... 31.10.06, 15:29
        > Czy mi to wyszlo na zle?
        Uważasz, że jakbyś miała więcej wolności za młodu, to stałabyś się kimś innym?
        Że to, jaka jesteś, nie jest kwestią Twojego wyboru, tylko wytresowania?

        > Rodzice - wezcie sie za wychowanie Waszych dzieci
        Ale jak mają się wziąć, skoro tyrają?
        • Gość: jaija Re: Jeszcze jedno... IP: *.elblag.dialog.net.pl 31.10.06, 16:03
          Otóż to - od dziecka też sporo zależy. W końcu nie ma 5 lat, tylko naście.
          Pewnie, że to głupi wiek, ale tresura też nie jest sposobem. Moja koleżanka
          należała do diabelców, matka dawała jej różne kary, nawet biła, nie pozwalała
          na nic, a ta i tak na ancymona wyrosła. Z kolei ja, kiedy miałam naście lat,
          miałam też dość dużo swobody. Ale jej nie nadużywałam. Wszystko kwestia
          charakteru, a do charakteru należy stosować metody wychowawcze.
        • Gość: niuska77 Re: Jeszcze jedno... IP: *.chello.pl 31.10.06, 16:43
          chetnie Ci odpowiem choc wyrazilas sie dosc niegrzecznie.

          Tak uwazam, ze dziecko musi miec obowiazki i przestrzegac okreslonych zasad.
          Niewykluczone, ze gdyby wolno mi bylo wloczyc sie po nocnych klubach i nie
          wracac na okreslona godzine do domu wpadlabym w zle towarzystwo i zaaferowana
          nowymi znajomymi moze nie zauwazylabym, ze zaniedbuje wazniejsze rzeczy w zyciu.
          Moze gdybym nie miala obowiazkow nie stawialabym sobie wymagan i byloby dobrze
          jak jest - w efekcie nie mialbym motywacji do dazenia wyzej.
          Moze gdybym siedziala w domu za pieniadze rodzicow nie nauczylabym sie zarabiac
          i tego, ze kasa nie rosnie na drzewie.
          Jesli ktos od Ciebie wymaga Ty tez wymagasz od siebie.

          Wlasnie do tego zmierzalam - rodzice nie moga zostawiac dziecka samego sobie -
          musi byc opiekun, nawet najmniejsza kontrola. Wedlug mnie powinni wypelniac
          czas dziecka zajeciami/ obowiazkami, zeby malo bylo czasu na glupie pomysly i
          nicnierobienie. Dla dziecka trzeba miec czas i uwage - samo sie nie wychowa.
    • truten.zenobi Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 31.10.06, 15:36
      > NIE ROZUMIEM !!!! W incydencie bralo udzial 5-6 osob a reszta? Dlaczego do
      > cholery nie znalazla sie ANI JEDNA osoba, ktora wyrazila sprzeciw. Jak ich
      > matki wychowaly????

      myśle że najlepszą odpowiedzia bedzie cytat:
      "- To się może zdarzyć w każdej szkole - tłumaczy Janina Mizińska-Rutkowska,
      dyrektorka szkoły. - Nie mieliśmy żadnych sygnałów. Chłopiec przyznał, że
      nikogo nie informował o tym, co się działo. "
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,3711625.html
      Dodajmy do tego iż dyrekcja chciała "zatuszować" sprawę, policja zwykle nie
      reakuje na wezwania.... i mamy pełny obraz sprawy.

      Czyli na żadną pomoc ze strony nauczycieli, dyrektora czy wogóle osób dorosłych
      nie mogły liczyć, 5 pbezwzglednych bandytów to wystarczy by sterroryzować całą
      klasę...

      i co gorsza pewnie w dalszym ciągu moga liczyć tylko na siebie.

      nie wiem też czemu te dzieci traktujesz jak osoby dorosłe masz wobec nich
      wysokie oczekiwania - większe niż wobec osób które ustawowo odpowiadają za
      bezpieczeństwo uczniów


      > (lecz na Policje mozna chyba zadzwonic zza rogu)

      i co z tego że się dzwoni jak robią wszystko by nie przyjąć zgłoszenia lub
      przyjażdzają po 3 godzinach i robia wszysto by ofiara zrezygnowałea ze
      składania doniesienia o popełnionym przestępstwie a czasem co gorsza wystawiają
      ofiarę/świadka ( nie dawno był w aki przypadek gdzie policja wystawiła
      nieletniego świadka mafii narkotykowej. oficer policji tłumaczył rodzicom
      że "przecież wszystko było zgodnie z procedurami"... )
      tak wiec nie bądźmy naiwni policja poprostu nie reaguje a swoja bierność stara
      się post factum tłumaczyć znieczulicą!

      > Jakbym sie dowiedziala, ze moje dziecko przygladalo sie czemus takiemu to
      > bardzo, bardzo bym je ukarala.
      nie obraź się!!! ale chyba jesteś pie..ięta! Jak możesz karać dziecko za to
      że siedziało pewnie przerażone i nie wiedziało co robić? Uczyłaś je jak ma się
      zachowywać w podobnych sytuacjach, jak reagować, jak pokonac strach?
      • Gość: niuska77 Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc IP: *.chello.pl 31.10.06, 16:56
        tak - po czsci zgadzam sie z Toba, tylko tak mozna ze wszystkim: nic sie nie da
        zrobic wiec lepiej nie probowac.

        Czego do doroslosci brakuje 14-latkom? Chyba tylko lat... Rozumieja co dobre a
        co zle, rozumieja zwiazki przyczynowo-skutkowe i wedlug mnie dobrze wiedza co
        jest zartem a co nie jest - potrzebuja jedynie slusznych wzorcow i wlasciwych
        wyborow. Ale kto sie nie sparzy ten sie nie nauczy.
        Traktowalbys ich jak dzieci?


        Podtrzymuje to co napisalam o ukaraniu biernej postawy wobec wlasnego dziecka
        (szczegolnie, ze byloby to sprzeczne z wpajanymi zasadami: pomoz slabszemu). To
        tak jakby nie pomoc konajacemu i udawac, ze jest ok. Sa sytuacje, w ktorych
        musisz przemoc strach a ta sytuacja nie nalezala do najtrudniejszych.
        • klaryska Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 31.10.06, 17:15
          a przeciez sami nie wyjdziecie w nocy jak ktos krzyczy bo sie boicie.
          Ta klasa to dobry przekroj spoleczesntwa, czy ktos reaguje jak czlowieka
          popychaja w autobusie- sama widzialam, kazdy w portki robi,
          czy ktos reaguje jak ma mafioso ma za sasiada- tez kazdy w portki robi, czy
          ktos reaguje na zaczepiajacych w kolei podmiejskiej tez kazdy w portki robi.
          Zadziwia mnie post autorki , czyzby dopiero sie dzis obudzila.
          Zawsze byla taka ofiara nad ktora reszta sie znecala. Z tym ,ze sie nasililo.
          Czy w koncu ktos reaguje na ludzi z wyrokami w rzadzie??
        • truten.zenobi Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 01.11.06, 00:37
          > Czego do doroslosci brakuje 14-latkom?

          Wiesz chyba bardzo dużo:
          1. odpowiedzialności
          2. empati
          3. doświadczenia
          4. dojżałości emocjonalnej
          5. wiedzy i doświadczenia związanego z seksualnościa
          .....

          gdyby było inaczej pełnoletniość była by w wieku 14 a nie 18(21)

          > Podtrzymuje to co napisalam o ukaraniu biernej postawy wobec wlasnego dziecka
          > (szczegolnie, ze byloby to sprzeczne z wpajanymi zasadami: pomoz slabszemu).
          czy wymagała byś tego od swego dziecka nawet jeśli groziło by mu ciężkie
          pobicie lub śmierć?

          zgoda ta sytuacja nie należała do najtrudniejszych z punktu widzenia osoby
          dorosłej ale.. to były jeszcze dzieci a pewnie nie był to pierwszy taki tych
          bandytów wyskok i czy osoby dorosłe pracujące w tej szkole zrobiły cokolwiek by
          temu zapobiec? czy policja reagowała na wszystkie zgłoszenia?
          • Gość: niuska77 Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc IP: *.chello.pl 01.11.06, 21:41
            truten.zenobi napisał:

            > > Czego do doroslosci brakuje 14-latkom?
            >
            > Wiesz chyba bardzo dużo:
            > 1. odpowiedzialności
            > 2. empati
            > 3. doświadczenia
            > 4. dojżałości emocjonalnej
            > 5. wiedzy i doświadczenia związanego z seksualnościa


            Zgodzilabym sie z Toba tylko w punkcie 4.
            Mam siostre w wieku 14-lat (miedzy nami jest spora roznica wieku) i wierz mi
            jest bardziej dojrzala i odpowiedzialna niz ja w jej wieku. Jej akurat brak
            cech punktu 5 ale nie oszukujmy sie te 'dzieci' jak ich nazywasz czesto (nie
            zawsze) maja juz za soba pierwsze doswiadczenia seksualne - zreszta ten punkt
            jest tak srednio trafiony, gdyz cale zycie spotykam obscenicznych gosci co to
            albo gadaja albo probuja wrecz wyciagac lapy (wlacznie z przelozonymi) - wierz
            mi - bylam w strachu nie raz jak zostawalam po godzinach i szef tez zostawal
            (sami w calej firmie) lub wracalismy sami samochodem z podrozy sluzbowej (jak
            chcialm wrocic z kims innym byla awantura na cala firme). Nie byly to delikatne
            podchody i sugestie a ordynarne, natretne propozycje za ktorych niespelnienie
            mialam przegwizdane...
            Fakt - do zadnego rekoczynu nie doszlo ale nerwy mialam zszarpane.
            Tak wiec doswiadczenie seksualne nie jest potrzebne, zeby byc chamem...

            Caly watek wzial sie z tego, ze zgodnie z zasadami jakie mi wpojono nie
            wyobrazam sobie siebie w takiej sytuacji: stac i patrzec - po prostu nie byloby
            tak - to dla mnie tak logiczne jak 2 x 2. Moja siostra rowniez sobie nie
            wyobraza a jest w wieku ofiary i napastnikow.

            Nie jestem Matka Teresa i nie pomagam wokol wszystkim i wszedzie ale nie
            odwracam sie jesli moge pomoc: ZAWSZE jak ktos lezy na ulicy probuje ustalic
            czy pijany czy zaslabl - raz dzieki temu odkrylam pijanego czlowieka
            potraconego przez samochod (buty mial porozrzucane - to mnie zastanowilo) i
            wezwalam pogotowie. Nie zatrzymam sie jednak samochodem sama w srodku ciemnego
            lasu czy ulicy - najwyzej wzywam pomoc potem. Wbieglam kiedys do wody bo
            myslalam, ze dzieciak sie topi a on sie wyglupial i to byla podpucha - ale co
            by bylo gdyby sie utopil? Co byloby gdyby w mojej obecnosci komus stala sie
            straszna krzywda? Gdyby ktos z powodu mojej biernosci umarl? Do konca zycia bym
            o tym myslala...

            Nie pisz zatem, ze to takie trudne i dziwne. Dla mnie dziwne i niezrozumiale
            jest wszystko to co tam zaszlo. Jesli ktos wszedlby spokojnie do klasy obok i
            powiedzialby: prosze pani koledzy dokuczaja kolezance - nie dziwne, ze babka
            powiedzialaby 'zaraz tam przyjde' po czym wrocilaby spokojnie do prowadzenia
            lekcji. Jesli natomiast ktos wpadlby z wrzaskiem, ze potrzebna pomoc:
            mielibysmy Pania i pol sasiedniej klasy na miejscu zdarzenia.

            No i na koniec: gdyby sytuacja miala miejsce w obcym gronie, moze starszym, nie
            w murach szkoly to powiedzmy, ze mozna zalozyc wyzszy prog niebezpieczenstwa
            dla niosacego pomoc ale tu? Wedlug mnie nie ma zadnego usprawiedliwienia.
            Zreszta skoro dziewczyna ANIA wrzeszczala o pomoc, wila sie, plakala to chyba
            juz bylo malo zabawne... Pomoc powinna nadejsc bezsprzecznie.

            Przykro mi, ze reprezentujesz odmienny poglad - ze rozumiesz dlaczego pozostali
            nie zareagowali. Nie zycze Ci takiej sytuacji, gdy ktos moglby Ci pomoc ale z
            jakiegos powodu Ci nie pomoze nawet jesli bedziesz darl sie na cale gardlo o
            pooc...

            Policje faktycznie zostawmy - przypomniales mi jak pracuja i masz racje. Tylko
            nalezalo sprowadzic jakakolwiek pomoc i dzialac skutecznie - mysle, ze 14-latek
            to potrafi... Kiedy dzieje sie cos zlego nawet dzieci w przedszkolu wiedza, ze
            to zle i ze trzeba poskarzyc Pani...
      • Gość: michal_powolny1 Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc IP: *.iwacom.net.pl 01.11.06, 22:04
        Bzdury pleciesz.
        Nastolatek musi wiedzieć że brak reakcji na zło/przemoc oznacza pozwolenie,
        oznacza ze ttakiej osobie podoba się że leją kolegę. Dzięki takiemu
        wychowywaniu nikt z moich sąsiadów nie zauważył jak kradną samochód pod
        blokiem.
        W mojej rodzinie panowały i panują inne zasady: widzę zło to reaguję.
        Mam komfort że choć w mikroskali przyczyniłem się do zwalczenia przemocy.
    • xtrin Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 31.10.06, 18:33
      Mnie także w tej sprawie chyba najbardziej przeraża bierność owej klasy.
      To, że w klasie znalazło się pięciu potworów zdolnych do uczynienia czegoś
      takiego - tak, to straszne, ale niestety można w to uwierzyć. Natomiast to, że
      dwadzieścioro nastolatków przyglądało się temu nic nie robiąc - to przekracza
      już moje zdolności pojmowania. Czytałam wywiad z jednym ze świadków, który
      potrafił szczegółowo opisać co się stało (kto nagrywał, jakie kto miał pomysły),
      ale zapytany o to dlaczego nic nie zrobił nagle oświadczył, że on grał z kumplem
      z ławki w karty i w sumie to nic nie widział. Taka bierność przeraża.
      To chyba najważniejsza lekcja, jaką z tego wydarzenia trzeba wyciągnąć - należy
      dzieci uczulić na cudzą krzywdę i uświadomić im jak ważna jest w tym wszystkim
      rola świadka. Moim zdaniem każdy rodzic i każdy wychowawca powinien z dziećmi na
      ten temat porozmawiać, zapytać ich co zrobiliby w takiej sytuacji, wytłumaczyć,
      że tutaj nie ma mowy o solidarności grupy, a bierność jest tylko sposobem na
      bycie kolejną ofiarą.
    • seth.destructor Jaka tam biernosc? 31.10.06, 18:36
      Przeciez wszyscy potem pojda w jakims Marszu Milczenia ...
    • lilu12 Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 31.10.06, 18:53
      to sa dzieci ich nie ma za co winic calo wine ponosza rodzice,chociaz nie bo
      dzis kiedy trzeb duzo pracowac zeby zyc godnie rodziece nie maja czasu.Moze
      powinnismy winic nasz kochany rzad za tak cudowne warunki w naszym kraju moze
      gdyby rodzic pracowal 8 godz. a nie 12 to mialby czas zeby poswiecic go
      dziecku
      • xtrin Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 31.10.06, 19:29
        Jeżeli ktoś nie ma czasu na to, by dziecko wychować to nie powinien go mieć.
        • marysia_b Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 31.10.06, 19:32
          xtrin napisała:

          > Jeżeli ktoś nie ma czasu na to, by dziecko wychować to nie powinien go mieć.

          Powiedziala xtrin -wyrocznia, ktora dzieci nie ma!
          • xtrin Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 31.10.06, 20:13
            > Powiedziala xtrin -wyrocznia, ktora dzieci nie ma!

            Nie mam i mieć nie chcę, m.in. z tego właśnie powodu, że nie byłabym ich w
            stanie odpowiednio wychować.
            • marysia_b Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 31.10.06, 20:23
              xtrin napisała:

              > Nie mam i mieć nie chcę, m.in. z tego właśnie powodu, że nie byłabym ich w
              > stanie odpowiednio wychować.

              To widac!
              • xtrin Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 31.10.06, 20:40
                Widać, że jestem osobą na tyle odpowiedzalną, by podjąć takową decyzję? Dziękuję :).
                • marysia_b Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 31.10.06, 21:08
                  xtrin napisała:

                  > Widać, że jestem osobą na tyle odpowiedzalną, by podjąć takową decyzję? Dziękuj
                  > ę :).

                  Nie wiem, czy to sie nazywa odpowiedzialnosc, czy strach, czy jeszcze cos
                  innego? Prosze - cala przyjemnosc po mojej stronie ;)
                  • xtrin Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 31.10.06, 21:14
                    Ano nie wiesz, nic o mnie nie wiesz więc nie masz najmniejszych podstaw by
                    oceniać co jest powodem takiej a nie innej decyzji.
                    • marysia_b Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 31.10.06, 21:22
                      xtrin napisała:

                      > Ano nie wiesz, nic o mnie nie wiesz więc nie masz najmniejszych podstaw by
                      > oceniać co jest powodem takiej a nie innej decyzji.

                      Ja nie oceniam Twojej decyzji - zastanawiaja mnie jedynie Twoje wpisy - dzieci
                      miec nie chcesz a wiesz jak z nimi postepowac, jak wychowywac, jak karac (nic
                      nie piszesz o nagrodach!)..., to prawda, ze zeby sie mleka napic, nie trzeba od
                      razu kupowac sobie krowy ale przyznasz chyba, ze wychowywanie dzieci to przede
                      wszystkim praktyka - ze wzgledu na osobowosc dziecka (przedmiotu), osobowosc
                      wychowawcy/rodzica (podmiotu) i calego wachlarza okolicznosci roznych a
                      nieprzewidzianych :)
                      • xtrin Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 31.10.06, 21:48
                        Pisałam gdzieś, że dzieci należy wyłącznie karać? Nie przypominam sobie wogóle,
                        bym pisała o karaniu dzieci (psychopatów gwałcących koleżanki pomijam). A w
                        kwestii tego jak z dziećmi postępować mam nie tylko odpowiednią wiedzę, ale też
                        i sporą praktykę.
                        Natomiast żeby uznać, że podejście "bóg dał, bóg wyżywi i wychowa" jest durne i
                        skrajnie nieodpowiedzialne wystarczy być osobą myślącą.
                        • marysia_b Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 31.10.06, 22:01
                          xtrin napisała:

                          > Pisałam gdzieś, że dzieci należy wyłącznie karać? Nie przypominam sobie wogóle,
                          > bym pisała o karaniu dzieci (psychopatów gwałcących koleżanki pomijam).

                          Nic nie wiesz, czy sa to psychopaci - czytalas ekspertyzy, czy tak na nos?


                          A w
                          > kwestii tego jak z dziećmi postępować mam nie tylko odpowiednią wiedzę, ale też
                          > i sporą praktykę.

                          Sama piszesz, ze nie ze swoimi, bo ich nie masz i miala nie bedziesz! A z kolei
                          nie bedziesz miala, bo nie umialabys ich wychowac - Czyzbys robila eksperymenty
                          na cudzych dzieciach?

                          > Natomiast żeby uznać, że podejście "bóg dał, bóg wyżywi i wychowa" jest durne i
                          > skrajnie nieodpowiedzialne wystarczy być osobą myślącą.

                          Prowadzisz ze mna dialog i uzywasz cytatu, ktory nie jest mojego autorstwa. Czy
                          na tym polega intelektualna uczciwosc?
                          • xtrin Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 31.10.06, 22:15
                            > Nic nie wiesz, czy sa to psychopaci - czytalas ekspertyzy, czy tak na nos?

                            Czternastolatek uczestniczący w zbiorowym gwałcie koleżanki to dla Ciebie
                            normalne dziecko, zasługujące wyłącznie na nagrody?

                            > Sama piszesz, ze nie ze swoimi, bo ich nie masz i miala nie bedziesz!

                            No i? Nie rozumiem co z tego niby ma wynikać. Nie mam prawa się odzywać? Mieć
                            własnego zdania? Śmiesz oceniać moją decyzję nic o mnie nie wiedząc?

                            > A z kolei nie bedziesz miala, bo nie umialabys ich wychowac - Czyzbys
                            > robila eksperymenty na cudzych dzieciach?

                            Fascynujące rozumowanie, oparte o szczątkową wiedzę.

                            > Prowadzisz ze mna dialog i uzywasz cytatu, ktory nie jest mojego autorstwa.
                            > Czy na tym polega intelektualna uczciwosc?

                            A czy gdziekolwiek napisałam, że to cytat z Ciebie?
                            Przyczepiłaś się do mnie gdy takie podejście właśnie krytykowałam.
                            • marysia_b Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 31.10.06, 22:26
                              xtrin napisała:

                              > Czternastolatek uczestniczący w zbiorowym gwałcie koleżanki to dla Ciebie
                              > normalne dziecko, zasługujące wyłącznie na nagrody?

                              Od kilku dni pytam, gdzie byla nauczycielka? Praktycznie - jest gwalt, jest
                              krzyk - gdzie byli nauczyciele, czy tez inni opiekunowie - nikt niczego nie
                              slyszal? Tak - to byl *zbiorowy gwalt w szkolnej lawie*, nie na animowej ulicy
                              czy w innym ciemnym zaulku.

                              > No i? Nie rozumiem co z tego niby ma wynikać. Nie mam prawa się odzywać? Mieć
                              > własnego zdania? Śmiesz oceniać moją decyzję nic o mnie nie wiedząc?

                              Jezeli przyznajesz sie, ze nie masz swoich, bo nie umialabys ich wychowac - to
                              po jasnego grzyba wychowujesz cudze. Cudze umiesz? Albo umiem albo nie umiem, bo
                              jak troche umiem, to znaczy, ze nie umiem.... Ja niczego nie smiem... a raczej,
                              smiem watpic w jakakolwiek Twoja sytuacje ;)

                              > Fascynujące rozumowanie, oparte o szczątkową wiedzę.

                              Nie zajmuje sie dinozaurami ;)

                              > A czy gdziekolwiek napisałam, że to cytat z Ciebie?

                              To skad ten cytat w dialogu prowadzonym wlasnie ze mna? Brak kontekstu. Kontekst
                              nie gryzie, jak mowia starzy wyjadacze ;)

                              > Przyczepiłaś się do mnie gdy takie podejście właśnie krytykowałam.

                              Ja sie do Ciebie nie przyczepilam - od poczatku twierdze, ze zastanawiaja mnie
                              Twoje wpisy, nie Ty ;)
                              • xtrin Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 31.10.06, 22:42
                                > Od kilku dni pytam, gdzie byla nauczycielka? Praktycznie - jest gwalt, jest
                                > krzyk - gdzie byli nauczyciele, czy tez inni opiekunowie - nikt niczego nie
                                > slyszal? Tak - to byl *zbiorowy gwalt w szkolnej lawie*, nie na animowej ulicy
                                > czy w innym ciemnym zaulku.

                                Czy to, że policja nie przyjedzie na wezwanie jakkolwiek wpływa na winę
                                gwałciciela? Oczywiście, nauczyciele zachowali się źle, rodzice źle, klasa źle,
                                ale to przecież nijak nie tłumaczy zachowania tych gó..arzy.

                                > Jezeli przyznajesz sie, ze nie masz swoich, bo nie umialabys ich wychowac - to
                                > po jasnego grzyba wychowujesz cudze. Cudze umiesz? Albo umiem albo nie umiem,
                                > bo jak troche umiem, to znaczy, ze nie umiem.... Ja niczego nie smiem...

                                1. Już nie wychowuję.
                                2. Nie napisałam, że "nie umiem", napisałam, że "nie byłabym w stanie".
                                3. Znam wiele osób świetnie dających sobie rady z dziećmi cudzymi i zupełnie nie
                                dających z własnymi. Jak i vice versa.

                                > a raczej, smiem watpic w jakakolwiek Twoja sytuacje ;)

                                Nie wiem, gratulować odwagi, czy podziwiać głupotę.

                                > To skad ten cytat w dialogu prowadzonym wlasnie ze mna? Brak kontekstu.
                                > Kontekst nie gryzie, jak mowia starzy wyjadacze ;)

                                Hmm... czy ja gdzieś napisałam "kontekst nie gryzie"? To dlaczego używasz tego
                                powiedzenia w dyskusji ze mną?!

                                > Ja sie do Ciebie nie przyczepilam - od poczatku twierdze, ze zastanawiaja mnie
                                > Twoje wpisy, nie Ty ;)

                                No to nie ja rozpoczęłam rozmowę z Tobą.
                                Cóż takiego zastanawiającego w moich wpisach? :)
        • lilu12 Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 31.10.06, 19:52
          masz racje ale tez trzeba zarabjac pieniadze zeby utrzymac rodzine i rodzice
          czesto kiedy przychodza z pracy dzieci juz spia wiec kiedy maja z nimi
          rozmawiac uswiadamjac co jest zle a co dobre.winni sa chyba wszyscy,nie wiem
          • jsolt Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 01.11.06, 16:49
            Pracuję bardzo dużo, etat co najmniej do 18.00, prawie codziennie dorabiam
            wieczorami, w weekendy chodzę na uczelnię; jednak NIE MA takiej możliwości,
            żebym nie znalazła chwili dla moje 13-letniej córki, może to być o 7 rano, o
            23.00, kiedykolwiek - znajdę czas, żeby wysłuchać jej, zamienić z nią choć parę
            słów, nie ograniczając się bynajmniej do idiotycznej typowej wymiany zdań: -
            jak w szkole?, - dobrze, - no to fajnie...
            Nastolatkowie to nie są niemowlęta i nie ma potrzeby bycia przy nich przez 24
            godziny na dobę, zresztą oni tego wcale nie chcą, trzeba przy nich być wtedy,
            kiedy ONI tego potrzebują, a od tego jest rodzic, żeby wyczuć ten moment. Nie
            jestem ślepa i widzę przecież kiedy córka ma zły dzień, wtedy staram się
            dowiedzieć o co chodzi a to nie zajmuje długo. Nie ignoruję jej, gdy wpada
            nagle do kuchni czy do pokoju, przerywa jakieś moje zajęcie, i zaczyna coś
            opowiadać o szkole, nie mówię wtedy: - słuchaj jestem zajęta teraz, pogadamy
            potem ok?
            Można być zajętym i pracować dużo, a jednocześnie dać odczuć dziecku że
            jesteśmy przy nim i interesujemy się jego sprawami. Jeżeli moja córka naprawdę
            mnie potrzebuje, dla sprawy która może nawet nie wydawać mi się zbyt ważna ale
            jest ważna dla niej, jestem gotowa rzucić wszystko, mogę narazić się szefowi i
            współpracownikom, zawalić terminy, nie skończyć danej pracy, ale moje dziecko
            musi wiedzieć, że jest dla mnie najważniejsze. I to procentuje - wiem co się
            dzieje w nowej szkole, wiem jakie tam jest towarzystwo, wiem gdzie córka bywa
            po szkole, wiem jakie ma problemy, jestem o nią spokojna. Doba ma 24 godziny -
            nikt mi nie wmówi, że w tym czasie nie da rady spędzić choć pół godziny ze
            swoim dzieckiem.
    • pinkowa Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 31.10.06, 20:18
      Za to Wy wszyscy pokazujecie wielką aktywność i krzyczycie wokół że tak być nie
      powinno, tylko że jak przychodzi co do czego, to tego co się dzieje wokół Was
      już nie widzicie, dopiero jak coś zostanie wytknięte palcem, więc może lepiej
      przestać już krzyczeć i zainteresować się czy bliscy nie potrzebują pomocy, bo
      znów się może okazać, że wokól nikogo nie było.
    • alberto4 wPiS 31.10.06, 22:09
      a widzieliście mój wpis - o "Przyczynach które były duchowe"..?
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=769&w=51107606&a=51301723
      --
    • misscraft Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc 31.10.06, 23:20
      Jestem pewna, że niektóre osoby w klasie mogły to uznać za zabawne i one miały
      widowisko to po co przerywać.Te osoby bym wysłała przed sąd razem ze sprawcami,
      bo takie podejście to poprostu brak jakiejkolwiek moralności. Pozostali nie
      zareagowali,bo może czuli się tak samo zastraszeni. Oni teraz zareagują, a potem
      będą się bali wyjść ze szkoły, bo te huligany, które zaszczuły tą dziewczyne nie
      cofną się przed niczym. Poza tym nie byliśmy tam, nie mamy pewności, że nikt nie
      zareagował. Może i ta dziewczyna była kozłem ofiarnym, osobą nielubianą i
      wyszydzaną, wbrew temu co móili o nie koledzy- ale szczerze, jak można do kamery
      powiedzieć coś zełgo o kimś kto umarł.Popełnił samobójstwo.A może koledzy tacy
      jak ona- nieśmiali i zaszczuci zwyczajnie się bali- to przecież jeszcze dzieci,
      a mimo to ktoś zaprostestował- tylko co z tego?
      • Gość: Pawel Re: O tragedii 14-latki raz jeszcze...Biernosc IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 02.11.06, 03:30
        Dyrektor sukin... i reszta nauczycielskiej bandy jest tu najbardziej winna obok
        tych oprawcow
Inne wątki na temat:
Pełna wersja