niuska77
30.10.06, 22:40
Straszne rzeczy dzieja sie w szkolach - to wiemy
ALE
przepraszam czy 100% spoleczenstwa jest temu poddane???
NIE ROZUMIEM !!!! W incydencie bralo udzial 5-6 osob a reszta? Dlaczego do
cholery nie znalazla sie ANI JEDNA osoba, ktora wyrazila sprzeciw. Jak ich
matki wychowaly????
Moja mama uczyla mnie aby stawac w obronie slabszych - nie oznacza to, ze nie
zartowalo sie z innych ale nie napastowalo i nie ponizalo sie nikogo... zarty
nigdy nie doprowadzily nikogo nawet do lez...
Co sie dzieje??? W kazdej takiej sytuacji slyszymy, ze jest ofiara (uczen,
nauczyciel, ktokolwiek) i sprawcy a reszta to co??? bezmozgowcy??? widzowie???
Powiedzmy, ze potrafie zrozumiec jak nikt nie wychyli sie na ulicy do bandy
dresow, ktorzy kogos bija bo sam oberwie (lecz na Policje mozna chyba
zadzwonic zza rogu) ale w swoim srodowisku, w klasie NIKT nie potrafil
zareagowac sprzeciwem?
Rodzice w domu mysla 'straszne', mowia 'to okrutne' a jakie wyciagaja
wnioski? Pytaja: 'a co ty robiles/las w tym czasie'? Nie - wola sie uzalac i
opowiadac znajomym, ze indydent byl w klasie ich dziecka - sensacja nie?
Jakbym sie dowiedziala, ze moje dziecko przygladalo sie czemus takiemu to
bardzo, bardzo bym je ukarala.
Wyrazam sprzeciw biernosci!!! Widzowie sa wspolwinni.
Zastanowcie sie czy tego byscie chcieli dla siebie podczas tragedii -
beztroskich ogladaczy wokol...