oliwiia29
04.11.06, 11:10
zastanawiam sie nad jedna rzecza. Jak to sie dzieje, ze rozpoznajemy plec.
Tzn. wiadomo - wizualnie, ale zastanawiam sie jak to sie dzieje, ze jak facet
przebierze sie za babke to jednak (mimo profesjonalnej charakteryzacji)
wiekszosc facetow to wyczuje. Wlasnie chce sie zapytac czy myslicie ze plec
sie "czuje"?
Do czego zmierzam. Mam ciekawa sytuacje w pracy, ktora sklonila mnie do
takich refleksji. Pracuje z nami chlopak, ktory na 99% jest gejem
(przynajmniej tak wiekszosc z nas mysli). Tak jest odbierany mimo, ze on
nigdy nie rozmawia na ten temat. Jest zasymilowany z grupa i kazdy (tak
mysle) podchodzi do tego normalnie.
Chlopak jest bardzo delikatnej budowy (chudy, drobny, figura chlopca, a nie
faceta), do tego bardzo wrazliwy, nie przeklina, nie wdaje sie w spory,
wiecznie usmiechniety (do wszystkich), zawsze pomocny, wiecznie pocieszajacy.
Troche taki dziecinny, ale jednoczesnie dojrzaly (nie potrafie tego
wytlumaczyc). Doskonale wyczuwa nastroje w grupie i doskonale wyczuwa kiedy
ktos ma jakis problem. Potrafi dla kogos kto jest nie w sosie zamowic
piosenke w radio lub leciec i zrobic bukiet z kwiatow trawnikowych. Nie ma
jednak przegietych ruchow jak gej, wyglada normalnie, a stylem ubierania
przypomina takiego roztargnionego naukowca.
Bardzo mnie ciekawi zjawisko jak traktowany jest przez naszych innych
facetow. A traktowanie jest szczegolne. Pracuje w miejscu gdzie sa i
pracownicy biurowi i jednoczesnie fizyczni z sasiedniego dzialu, ktorzy z
nami wspolpracuja. Ogolnie jest dosc wyrazny podzial miedzy tymi dwoma
grupami i chlopcy troche ze soba rywalizuja lub szpanuja przed soba probujac
zdyskredytowac przed kobietami. Robia sobie rozne zarty, sa czasami wulgarni
wzgledem siebie, pusza sie nawzajem.
Ciekawe zjawisko obserwuje gdy miedzy nimi jest ten opisywany chlopak. On
jest wsrod nich taki jak wsrod dziewczyn lub w mieszanym towarzystwie, czyli
zywy, usmiechniety i kulturalny. I co sie dzieje? Reszta Panow mam wrazenie
traktuje go troche jak kobiete (moze nie w sensie doslownym), ale jest cos
takiego, ze oni sa w jego obecnosci inni. Nawet jesli do siebie odnosza sie
szorstko, to do niego nigdy, wiekszosc z nich mowi zawsze do niego
zdrobniale "Danielek", "Danielku". I co najdziwniejsze przoduja w tym Ci z
dzialu "fizycznego", ktorzy wydawac by sie moglo sa bardziej prosci.
Kiedy wychodzimy gdzies grupa to niektorzy z nich nawet o niego dbaja, tzn.
pilnuja czy gdzies sie nie zapodzial, przepuszczaja w drzwiach (nie jest to
ostentacyjne, ale raczej odruch), jesli jest jakas sytuacja ze wiadomo, ze
czegos zabraknie dla wszystkich facetow, to on i najsilniejsze jednostki w
meskiej grupie maja pierwszenstwo.
Zastanawiam sie czy to jest kwestia tylko tego ze chlopak jest naprawde
sympatyczny i dlatego ma wiecej praw, czy to ze jednak jego kultura wymaga na
reszcie chlopow inaczej go traktowac, czy jednak oni wyczuwaja w nim cos
bardziej miekkiego i stad ich odruchy sa bardziej szarmanckie wobec niego?
Jak myslicie? Podazam tym tropem bo takie zachowanie wobec niego przejawiaja
rowniez Ci, ktorzy sa bardzo mescy i bardziej prosci, ktorzy raczej nie wdaja
sie w przemyslenia co to jest kultura osobista itd. Stad chyba to wychodzi z
nich jako odruch.
Czy myslicie, ze jest cos takiego jak "czucie" wewnetrznej plci? Nawet w tak
symboliczny sposob? Bo przeciez sa kobiety bardziej meskie, ktore np. jezdza
Titami lub pracuja w bardziej meskich zawodach i one tez sa traktowane przez
facetow bardziej jak rowne sobie.