minstrelboy
13.12.06, 10:57
Przedwczoraj miałem naprwde gorzką rozmowę z moim kumplem, który równiez
pracuje w szkole. jest to małe wiejskie gimnazjum, w którym uczą się przede
wszystkim dzieci z wsi po dawnych PGRach.
Jest cięzko, wiem, bo sam jestem nauczycielem, ale w jego szkole dominuje
element albo głupkowaty, albo mający zadatki na przyszłych bandziorów.
Wyjatkami są dzieci ( około 20% w kazdej klasie), które chcą cokolwiek robić
w szkole.
Jest tez niestety kilku uczniów, którzy sa absolutnie odporni na naukę, ale
przede wsyzstkim są zagrożeniem dla innych uczniów. Terroryzują ich, biją,
obrażają itd.
Szkoła nie może nic zrobić, bo kolejki do zakładów specjalnych ( zakłady
wychowawcze itd) sa tak długie, że lepiej nie wspominać. A poza tym mieli w
szkole kilka takich przypadków, gdy uczniowie wracali z takich szkoł, bo nie
podobała im się dyscyplina tam panująca!
No i w poniedziałek mój znajomy dyżuruje na korytarzu i nagle słyszy jak
jeden z tych "bandziorków" straszliwie przeklina. On zwraca mu uwagę, a ten
gó..arz poczestował go wiązanką w stylu: " Odpie..się! Co się wtrącasz!
wy.. ci?" Gdy nauczyciel się zbliżaył - koleś go odepchnął! i dalej: "Co?
Chcesz na solo wyskoczyć? Co ty ku.. myślisz, że się ciebie boję? No chodz!
I już zaczyna zdejmować plecak i kurtkę!.
Przerwa się skończyła, mój kumpel zaczął się zastanawiać, co by było, gdyby
miał przy sobie pistolet!
To oczywiście żart, ale zaczęło nas zastanawiać, czy siłowa reakcja na takich
uczniów nie byłaby najlepszym rozwiązaniem?
Czy przemoc ( nazwijmy to siłowe pzrywracanie dyscypliny) nie byłaby
najlepsza w takich przypadkach?