Zatrzymano Simona M.

03.01.07, 12:51
Komunikat PAP:

Zatrzymano Kameruńczyka, który zarażał kobiety HIV

Stołeczna policja zatrzymała rano 34-letniego Simona M., mieszkającego w
Warszawie uchodźcę z Kamerunu, który jest podejrzewany o zarażenie wirusem HIV
co najmniej czterech kobiet. W ciągu kilku lat jego ofiarą mogło paść
kilkadziesiąt kobiet.
Simon M. - jak wynika z informacji zamieszczonych na jego stronie internetowej
- jest kameruńskim poetą, pisarzem i dziennikarzem. Swój rodzinny kraj opuścił
z powodu jednego ze swoich artykułów, ujawniającego skandal korupcyjny.
Początkowo ubiegał się o azyl w Ghanie, gdzie otrzymał status uchodźcy
politycznego w roku 1998, rok później przyjechał do Polski.
Mariusz Sokołowski ze stołecznej policji podkreśla, że Kameruńczyk nawiązywał
intymne kontakty z kobietami, chociaż wiedział, że jest nosicielem wirusa HIV.
Jak wyjaśnił Sokołowski, jego zatrzymanie to efekt policyjnego śledztwa, które
rozpoczęło się w ostatnich dniach listopada. Wówczas do Komendy Rejonowej
Policji na Żoliborzu zgłosiła się kobieta twierdząc, że została zarażona
wirusem HIV i wskazała mężczyznę, którego o to podejrzewała.
Policjanci prowadzący sprawę przesłuchali lekarza, który leczył kobietę i
stwierdził chorobę. Po rozmowie z nim ustalono, że zarażonych może być
znacznie więcej osób. Z jego relacji wynikało, że w ostatnim czasie jego
pacjentkami było kilka młodych kobiet zarażonych odmianą wirusa HIV,
występującą w jednym z państw afrykańskich - podkreślił rzecznik.
Cztery z kobiet, do których dotarli funkcjonariusze, zdecydowały się na
złożenie zeznań - wynikało z nich jednoznacznie, że wirusem zaraziły się od
Simona M.
Z wstępnych ustaleń wynika, że mężczyzna zdawał sobie sprawę z tego, iż jest
chory i może zarażać inne osoby. Wybierał młode kobiety (20-25 lat),
wykształcone, wrażliwe, znające język angielski. Znajomość nawiązywał prosząc
je o pomoc w tłumaczeniu esejów, artykułów, które pisał, czy też w załatwieniu
spraw urzędowych.
Policjanci podejrzewają, że osób zarażonych przez Simona M. może być znacznie
więcej. Nie wiadomo na razie, z iloma kobietami się spotykał. Kobiety -
nieświadome zarażenia - mogły utrzymywać kontakty z innymi mężczyznami.
Wszystkie osoby, które mogły spotykać się z Simonem M., lub mają jakieś
informacje o tej sprawie prosimy o kontakt z Komendą Rejonową Policji na
Żoliborzu przy ul. Żeromskiego 7. Można dzwonić pod numer telefonu 603-10- 86
- dodał Sokołowski. (sm)
wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?wid=8667493&fromChan=1
    • ijaw Re: Zatrzymano Simona M. 03.01.07, 15:29
      PAP/IAR 12:25
      Zarzuty narażenia na ciężki uszczerbek na zdrowiu w postaci nieuleczalnej i
      długotrwałej choroby przedstawiono po południu 34-letniemu uchodźcy z Kamerunu
      Simonowi M., podejrzanemu o zakażenie wirusem HIV co najmniej czterech kobiet.
      Grozi mu do 10 lat więzienia. W ciągu kilku lat jego ofiarą mogło paść nawet
      kilkadziesiąt kobiet.

      Simon M. został zatrzymany przez stołecznych policjantów w środę rano. Trwa jego
      przesłuchanie.
      tiny.pl/wg9m
      • ijaw Re: Zatrzymano Simona M. 03.01.07, 22:18
        W znalezionym linku są dość jednoznaczne komentarze.
        www.poezja.org/index.php?akcja=w-internecie&pokaz=386
        Myślałam panie Mol, że jest pan poważnym człowiekiem. Nadużył pan naszego
        zaufania i bardzo zaszkodził mieszkającym w Polsce przybyszom z Afryki.
        • ijaw kolejne osoby zgłaszają się na policję 04.01.07, 12:59
          PAP
          Kilkadziesiąt osób skontaktowało się już ze stołeczną policją w sprawie Simona
          M., któremu w środę postawiono zarzut zakażenia wirusem HIV czterech kobiet -
          informują funkcjonariusze.
          Cały czas zgłaszają się do nas nowe osoby - dzwonią, przysyłają maile. Są wśród
          nich kobiety, które twierdzą, że zostały zakażone wirusem HIV przez Simona M.,
          ale dostajemy też informacje o osobach, które mógł zakazić i o tym, że wiedział
          o swojej chorobie, a nawet mówił o niej znajomym. Wszystko to musimy jednak
          dokładnie sprawdzić - powiedział rzecznik komendanta stołecznego policji Mariusz
          Sokołowski. Jak dodał, policja musi też przesłuchać zgłaszające się kobiety.

          Ponownie zaapelował też do kobiet, które spotykały się z Simonem M. i do osób,
          które mają informacje o tej sprawie, o kontakt z Komendą Rejonową Policji na
          Żoliborzu (przy ul. Żeromskiego 7). Można dzwonić pod numer telefonu 0 22 603-10-86.
          (...)

          Mężczyzna podczas przesłuchania nie przyznał się do winy. Twierdzi, że jest
          zdrowy. Z ustaleń policji wynika jednak, że przeszedł badania na obecność wirusa
          HIV już w 1999 r. O tym, że jest jego nosicielem, miały go również informować
          kolejne zarażone przez niego kobiety.
          Po południu Kameruńczyk zostanie przewieziony do prokuratury, która zdecyduje,
          czy wystąpi do sądu o jego aresztowanie. Wnioskuje o to policja.
          Jak powiedział Sokołowski, na razie nie wiadomo, ile osób mogło paść ofiarą
          nosiciela wirusa. Zeznania złożyły dotąd cztery kobiety, ale - jak podkreślają
          policjanci - ofiar może być znacznie więcej. Tym bardziej, że kobiety, z którymi
          spotykał się - nieświadome zakażenia - mogły utrzymywać też kontakty seksualne z
          innymi mężczyznami. Z relacji lekarza, który leczył jedną z nich wynika, że
          zgłosiło się do niego kilka kobiet, u których stwierdził charakterystyczną
          odmianę wirusa HIV, występującą w jednym z krajów afrykańskich.
          (...)
          wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?wid=8668819&fromChan=1
          • ijaw Prokuratura - wniosek o aresztowanie 04.01.07, 19:11
            PAP

            Prokuratura Rejonowa Warszawa Żoliborz zdecydowała, że wystąpi jeszcze w
            czwartek do sądu z wnioskiem o tymczasowy areszt dla Simona M., kameruńskiego
            uchodźcy, któremu w środę postawiono zarzut zakażenia wirusem HIV czterech
            kobiet. Mężczyźnie grozi do 10 lat więzienia. Sąd podejmie decyzję w tej sprawie
            w piątek.

            Poinformował o tym rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej Maciej Kujawski.
            wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?wid=8670034&fromChan=1
            • ijaw Ziobro - pokażemy twarz Kameruńczyka... 05.01.07, 12:01
              PAP
              Wizerunek Simona M., uchodźcy politycznego z Kamerunu, podejrzanego o zarażenie
              wirusem HIV co najmniej czterech kobiet zostanie upubliczniony na stronie
              internetowej resortu sprawiedliwości - takie polecenie wydał minister
              sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Po południu sąd zdecyduje natomiast, czy
              mężczyzna zostanie aresztowany.

              "Decyzja prokuratora generalnego uzasadniona jest ważnym interesem społecznym.
              Upublicznienie wizerunku umożliwi bowiem rozpoznanie sprawcy szerszej grupie
              poszkodowanych osób. Przestępcze działanie Simona M. uznać należy za wyjątkowo
              nikczemne" - napisano w komunikacie. Wizerunek zostanie opublikowany na stronie
              www.ms.gov.p
              wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?wid=8670582&fromChan=1
              • ijaw Simon M. jest nosicielem wirusa HIV 05.01.07, 12:47
                PAP

                Badania przeprowadzone na wniosek policji i prokuratury potwierdziły, że Simon
                M., Kameruńczyk, podejrzany o zakażenie wirusem HIV co najmniej czterech kobiet,
                jest nosicielem tego wirusa - poinformował rzecznik komendanta stołecznego
                policji Mariusz Sokołowski. W tej sprawie zgłosiło się już na policję 14 kobiet.
                wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?wid=8670648&fromChan=1
                ===============
                Czyli wątpliwości się rozwiały.
                • ijaw Aresztowany na 3 mies. 05.01.07, 18:37
                  Upubliczniono wizerunek Kameruńczyka zarażającego HIV
                  Simon Moleke Njie (źródło: Ministerstwo Sprawiedliwości)
                  wiadomosci.onet.pl/1460066,11,item.html
                  Kameruńczyk Simon Moleke Njie, podejrzany o zakażenie wirusem HIV co najmniej
                  czterech kobiet, zostanie aresztowany na trzy miesiące - zdecydował Sąd Rejonowy
                  dla Warszawy Żoliborza.
                  Poinformował o tym w piątek dziennikarzy rzecznik stołecznej prokuratury
                  okręgowej Maciej Kujawski. "W tej chwili prokuratura będzie intensywnie
                  prowadzić śledztwo. Mam nadzieję, że z pomocą środków masowego przekazu w
                  zakresie dojścia do kolejnych pokrzywdzonych, bo wszystko wskazuje na to, że
                  może być tych osób więcej" - powiedział Kujawski.
        • eichendorff Re: Zatrzymano Simona M. 06.01.07, 15:19
          ijaw napisała:

          > Myślałam panie Mol, że jest pan poważnym człowiekiem. Nadużył pan naszego
          > zaufania i bardzo zaszkodził mieszkającym w Polsce przybyszom z Afryki.

          Nie bardzo rozumiem dlaczego. Narażę się zaraz na krytykę ze strony wszelkiej
          maści feministek, ale - uważam - kobiety/ofiary same sobie winne. Abstrahując
          już od ich rozwięzłości (skoro było ich ponoć kilkadziesiąt nie sądzę by
          poświęcił poszczególnym jednostkom więcej niż kilka godzin) bo wszak rewolucja
          seksualna itd., czy one nie są dorosłe i nie wiedziały, że się trzeba
          zabezpieczyć? Od dwudziestu paru lat słyszę, że trzeba się zabezpieczać więc nie
          uznaję argumentu, że one nie wiedziały.
          • ijaw Re: Zatrzymano Simona M. 06.01.07, 16:52
            > Nie bardzo rozumiem dlaczego. Narażę się zaraz na krytykę ze strony wszelkiej
            > maści feministek, ale - uważam - kobiety/ofiary same sobie winne. Abstrahując
            > już od ich rozwięzłości (skoro było ich ponoć kilkadziesiąt nie sądzę by
            > poświęcił poszczególnym jednostkom więcej niż kilka godzin)

            Dlatego, że jak się siedzi na świeczniku to trzeba świecić przykładem (dobrym).
            Gdy się walczy przeciwko dyskryminacji - własnej, trzeba widzieć prawa innych
            ludzi, i ich nie deptać. Takim prawem jest prawo do zdrowia i życia. Mol
            wiedział, że jest seropozytywny. I jako działacz antyfaszystowski,
            antyrasistowski powinien zachowywać się jak działaczowi przystało, a nie jak
            rozpędzonemu buhajowi, posłuszemu jedynie własnemu popędowi.
            Tym bardziej, że S.M od swoich panienek był starszy o ok. 10 lat. To
            zobowiązuje. Nie chcę wybielać panienek, ale... dziewczyny młode idealizują,
            uwielbiają romantycznych bohaterów, i taką pozycję wykorzystywał Simon Mol.

            >Od dwudziestu paru lat słyszę, że trzeba się zabezpieczać więc nie uznaję
            argumentu, że one nie wiedziały.

            I slusznie, one wiedziały, a on wiedział jeszcze więcej od nich. Nieostrożność
            dziewczyn jest oczywista. Tak jak wina Mola.
            • asiaasia1 Re: Zatrzymano Simona M. 07.01.07, 12:05
              Zgadzam się, Ijaw.

              Najgorszy jest fakt, że Mol bardzo zaszkodził "swoim" czyli uchodźcom
              i ogólnie emigrantom z krajów biedniejszych. Ich sytuacja w Polsce była bardzo
              zła. Szczególnie położenie dzieci-uchodźców. Długie, męczące procedury,
              traktowanie przez urzędników jako ludzie drugiej kategorii (sama tego
              doświadczyłam, choć mój partner nie jest emigrantem z Afryki a z USA), brak
              należytej pomocy psychologa po traumatycznych przeżyciach, skandaliczne warunki
              w ośrodkach dla uchodźców.Ciągły stres, czy status zostanie przyznany etc. Po
              skandalu z Molem, sytuacja tych ludzi będzie beznadziejna, ponieważ nikt nie
              będzie brał ich narzekań poważnie...

              Znałam Mola, bo z jego stowarzyszeniem robiłam projekt dyplomowy dla uchodźców.
              Podejrzewam, że musiał być chory psychicznie. Na jego stronie są artykuły o
              AIDS i sytuacji kobiet w Afryce zarażanych przez mężów HIVem. Jest też artykuł,
              w którym Mol wypiera się, jakoby był nosicielem wirusa...Pisanie o tym
              wszystkim i jednocześnie zarażanie kolejne kobiety wirusem jest trochę
              schizofreniczne...
              Pozdrawiam,
              AA1
              • ijaw Re: Zatrzymano Simona M. 07.01.07, 19:22
                >Na jego stronie są artykuły o
                >AIDS i sytuacji kobiet w Afryce zarażanych przez mężów HIVem. Jest też artykuł,
                >w którym Mol wypiera się, jakoby był nosicielem wirusa...Pisanie o tym
                >wszystkim i jednocześnie zarażanie kolejne kobiety wirusem jest trochę
                >schizofreniczne...

                To nie schizofrenia. Typowe dla oszusta. Bezwględnego, pozbawionego skrupułów
                egoisty zbijającego kapitał na ludzkich emocjach. Naiwnych nie sieją, naiwni się
                rodzą..
                A na pobratymcach zależało mu słowami!!
                pozdrawiam
                • asiaasia1 Re: Zatrzymano Simona M. 07.01.07, 19:46
                  Też jestem zszokowana tą wiadomością.
                  Może śledźmy rozwój wydarzeń i poczekajmy na jakieś wyjaśnienie.
                  Pozdrawiam !!!
                  • ijaw Re: Zatrzymano Simona M. 07.01.07, 22:08
                    Pewne fakty - seropozytywny wynik testu na wirus w'99 (Simon zaprzeczał)
                    powtórny test z tym samym wynikiem.
                    To przesądza.
                    • asiaasia1 Re: Zatrzymano Simona M. 08.01.07, 01:16
                      to tragedia...nie doczytałam nigdzie, że był seropozytywny w 99.
                      • ijaw Re: Zatrzymano Simona M. 08.01.07, 10:45
                        Z wiadomości PAP dn.4.01.07

                        "Mężczyzna podczas przesłuchania nie przyznał się do winy. Twierdzi, że jest
                        zdrowy. Z ustaleń policji wynika jednak, że przeszedł badania na obecność wirusa
                        HIV już w 1999 r. O tym, że jest jego nosicielem, miały go również informować
                        kolejne zarażone przez niego kobiety."

                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=21149&w=54837473&a=54903596
                        Przekaz jasny.
                        • ijaw rośnie liczba zarażonych przez Simona 09.01.07, 09:19
                          Polskie władze od lat wiedziały, że Kameruńczyk jest nosicielem HIV
                          Nowe ofiary Simona Mola

                          Lista kobiet zarażonych wirusem HIV przez kameruńskiego uchodźcę jest coraz
                          dłuższa -dowiedziała się "Rzeczpospolita".
                          Kameruńczyk od siedmiu lat przebywa w Polsce. Wszyscy nasi rozmówcy mówili, że
                          ma magnetyczną osobowość
                          DONAT BRYKCZYŃSKI/ŻW/REPORTER
                          Warszawskie punkty prowadzące badania na obecność wirusa HIV przeżywają najazd
                          młodych kobiet. Odkąd ujawniono informację, że znany uchodźca, poeta i obrońca
                          praw człowieka Simon Mol zarażał niebędące tego świadome partnerki wirusem,
                          stale rośnie liczba kobiet, które chcą wykonać anonimowy test. Tylko niektóre
                          przyznają, żeznały Kameruńczyka. Od piątku przynajmniej u kilku kobiet test
                          wypadł pozytywnie: zostały zarażone HIV.
                          Wirus, którego nosicielem jest Simon Mol, dla Europejczyków jest wyjątkowo
                          agresywny. - Niektóre kobiety praktycznie od razu zaczęły chorować na anginę,
                          której nie leczą żadne antybiotyki, pojawiły się grzybice. Są wyniszczone,
                          niektóre schudły nawet 15 kilogramów - mówi nadkomisarz Marek Siewert, zastępca
                          komendanta żoliborskiej komendy, który nadzorował śledztwo.
                          Kobiety, które dowiedziały się o zarażeniu, przeżywają szok. -Musieliśmy
                          przerywać przesłuchanie jednej z nich, bo miała napady płaczu i histerycznego
                          śmiechu - dodaje policjant. Policja sprawdza informacje o 18 innych kobietach.
                          Podczas przesłuchań Mol nie przyznał się do winy. Był uśmiechnięty i odprężony.
                          Grozi mu do 10 lat więzienia. Czy można było zapobiec zarażeniom? Z ustaleń "Rz"
                          wynika, że polskie władze od siedmiu lat wiedziały, że Mol jest nosicielem
                          wirusa HIV. Ale prawo nie daje żadnych możliwości zmuszenia chorego do leczenia
                          ani tym bardziej poinformowania o nosicielu wirusa ludzi, z którymi się styka.
                          BERTOLD KITTEL, MAJA NARBUTT
                          źródło:Rzeczpospolita
                          • ijaw Wszystkie kobiety Simona -art. 09.01.07, 09:23
                            Wszystkie kobiety Simona Mola
                            Znany uchodźca polityczny, poeta i pisarz. Zdaniem policji i prokuratury
                            dopuścił się zbrodni, zarażając partnerki śmiertelnym wirusem HIV. Czy Simon Mol
                            realizował plan, dzięki któremu chciał oddać chorobę kobietom?
                            Simon Mol zawsze zarzucał wszystkim rasizm. Kiedy nie spełniło się jego
                            oczekiwań, krzyczał, że to dlatego, że jest czarny. Wiadomo było, że potrafi to
                            upublicznić. Terroryzował nas polityczną poprawnością jedna z osób kierujących
                            organizacją pomagającą uchodźcom
                            JACEK HEROK/NEWSWEEK POLSKA
                            Kiedy w ostatnią środę do mieszkania Simona Mola, jednego z uchodźców
                            politycznych mieszkających w Polsce, zapukało kilku mężczyzn w cywilu, uznał, że
                            to rasistowska napaść. - Otworzył dopiero, kiedy zobaczył umundurowanych
                            funkcjonariuszy - mówi nadkomisarz Marek Siewert, zastępca komendanta
                            żoliborskiej komendy, który nadzorował śledztwo w sprawie Kameruńczyka.
                            Policjanci w komendzie wyjaśnili mu, jakie są wobec niego zarzuty. - Był
                            spokojny - twierdzi Siewert. - Do niczego się nie przyznawał, mówił, że nie jest
                            chory i nikogo nie zaraził.
                            Zagroził, że zaalarmuje międzynarodowe organizacje walczące o prawa człowieka,
                            bo jego zatrzymanie to ewidentny przypadek prześladowania na tle rasowym.
                            - Simon Mol zawsze zarzucał wszystkim rasizm. Kiedy nie spełniło się jego
                            oczekiwań, krzyczał, że to dlatego, że jest czarny. Nie słuchał żadnych
                            argumentów, wychodził. trzaskając drzwiami. Wiadomo było, że potrafi to
                            upublicznić, i wszyscy się tego obawiali - mówi jedna z osób kierujących
                            organizacją humanitarną, która pomaga uchodźcom. - Nie da się ukryć, że
                            terroryzował nas polityczną poprawnością. No i miał ten swój chłopięcy urok.
                            O magnetycznej osobowości Simona Mola mówią zgodnie wszyscy nasi rozmówcy. -
                            Bardzo inteligentny, ciepły, serdeczny. Do perfekcji opanował mowę ciała. To
                            działało na kobiety. Rozmawiał z nimi, patrząc w oczy, chwytał za rękę - mówi
                            reżyser Mariusz Orski, współpracujący z założonym przez Simona Mola teatrem.
                            Teraz żadna z zaprzyjaźnionych z Simonem Molem kobiet nie chce mówić o jego
                            uroku, a nawet o nim samym. - Mały, chudy, w dodatku miał taki żabi głos. Ja nie
                            byłam nim zainteresowana - mówi chłodno jedna z dziennikarek, która kiedyś go
                            znała. - Ale jest tyle samotnych kobiet, a on był wolny, miał mieszkanie,
                            samochód i pieniądze, które potrafił wydawać z gestem.
                            Kiedy dzwonimy do jednej z kobiet bardzo blisko związanych z kameruńskim
                            uchodźcą, po drugiej stronie zalega cisza. - Bardzo chętnie bym porozmawiała o
                            tym człowieku, ale w ogóle go nie znam. Simon Mol? Kto to jest? - pyta.
                            Wierzą, że to spisek
                            Rozmawiamy z osobami, które stykały się z Simonem Molem - na imprezach
                            kulturalnych, sportowych, w urzędach. Twierdzą, że zawsze towarzyszyła mu jakaś
                            dziewczyna. Czasem ładna, czasem szara myszka, wpatrzona w niego i przekonana,
                            że ma misję do spełnienia. Że bez niej bezradnemu uchodźcy nie uda się
                            porozumieć i załatwić swoich spraw.
                            Krąg towarzyski Simona Mola był dość specyficzny. Zazwyczaj byli to mieszkający
                            w Warszawie cudzoziemcy, którzy chętnie przesiadują w internetowej kawiarni
                            Casablanca, nauczyciele języka angielskiego, właściciele niewielkich firm. -
                            Simon Mol jest zdrowy, a cała sprawa to wynik niekompetencji tutejszego wymiaru
                            sprawiedliwości i rasistowskich uprzedzeń panujących w Polsce - tak do dzisiaj
                            myśli wielu cudzoziemców mieszkających w stolicy. Piszą o tym w swoich blogach.
                            Ale są też zgodni w jednym: jeśli potwierdzą się zarzuty prokuratury, Simon jest
                            zbrodniarzem. - Już dziś wielu z nas czuje się oszukanych. Pomagaliśmy mu, kiedy
                            potrzebował pomocy. A jeśli naprawdę zrobił to, o co go oskarżają, zniszczył
                            wiele dobrych rzeczy i cofnął integrację z cudzoziemcami o lata - mówi angielski
                            pisarz mieszkający pod Warszawą, który był jednym z najbliższych znajomych
                            Mola.- Czy to możliwe, że on się na tych kobietach mścił? Ale właściwie za co? -
                            zastanawia się przygnębiony Awar Gabir, Sudańczyk mieszkający od ponad
                            dwudziestu lat w Polsce.
                            Magiczny seks
                            - Proszę zrozumieć: widzimy człowieka wykształconego, noszącego dobry krawat,
                            biegle mówiącego po angielsku. Naiwnie zaczynamy domniemywać, że myśli tak samo
                            jak my. Jakby był Europejczykiem, tylko czarnym - mówi prof. Ryszard Vorbrich z
                            poznańskiego UAM, najwybitniejszy polski znawca Kamerunu. - A tak naprawdę ten
                            człowiek może rozmawiać o Szekspirze w tych kategoriach co my, tymczasem jego
                            poglądy na najważniejsze życiowe kwestie różnią się fundamentalnie.
                            Po zatrzymaniu Mola w środowisku afrykanistów zapanowała konsternacja. Wiele
                            osób osobiście znało Simona, spotykało się z nim na rozmaitych panelach albo
                            utrzymywało stosunki towarzyskie. Właśnie to środowisko jednak bez trudu
                            uwierzyło w zarzuty.
                            - Nie wiemy, co siedzi w głowie Simona. Różnice kulturowe są tak istotne - mówi
                            enigmatycznie jedna z warszawskich afrykanistek, przyznając, że znajomi naukowcy
                            formułują już w związku z przypadkiem Simona "najdziksze hipotezy". Zgadza się o
                            nich mówić pod warunkiem zachowania anonimowości. Wśród Afrykanów
                            rozpowszechnione są szamańskie praktyki polegające na "leczeniu się z AIDS przez
                            seks", przez oddawanie go innej osobie.
                            - Nigdy nie należy lekceważyć magii, jeśli mówimy o zachowaniach Kameruńczyka.
                            Wiara w magię jest powszechna nawet wśród elit - przyznaje prof. Vorbrich. Z
                            Simonem Molem spotkał się kilka razy. Utkwiło mu w pamięci, że poprosił go o
                            przywiezienie z Kamerunu płyt z nagraniami jego plemienia. Nie chciał, by
                            profesor odszukał jego rodzinę i przekazał jakieś listy czy przesyłkę, a takimi
                            prośbami wręcz zadręczają go emigranci. - Zachowanie Simona było niezwykle
                            nietypowe dla Afrykańczyka. Można uznać, że wiąże się to z jakąś traumą - mówi
                            profesor.
                            Simon mówi, że jest zdrowy
                            Kilka miesięcy temu pewna kobieta, cierpiąca na niemożliwą do wyleczenia anginę,
                            zgłosiła się do Szpitala Zakaźnego w Warszawie. Okazało się, że jest nosicielką
                            wirusa HIV. Podczas rozmowy lekarz skojarzył, że ma trzy przypadki zarażenia tym
                            samym agresywnym typem wirusa. Kobiety mówiły, że miały stosunki seksualne z
                            obywatelem Kamerunu.
                            Wszystkie ofiary informowały Mola, że zaraziły się najprawdopodobniej od niego.
                            Rozmawiał z nim także lekarz. - Reakcją zawsze były wściekłe zarzuty o rasizm, o
                            używanie stereotypu, że każdy czarnoskóry jest zarażony - mówi "Rz" osoba
                            znająca sprawę. - Poza tym twierdził, że nawet jeśli jest chory, to jego
                            prywatna sprawa.
                            Tuż przed świętami Bożego Narodzenia zdesperowane ofiary zaczęły ostrzegać przed
                            Molem na internetowych forach (pisownia oryginalna): "ten człowiek ŚWIADOMIE
                            ZARAZA WIRUSEM HIV zaraził już wiele kobiet, każda go poinformowała, nic nie
                            robi sobie z życia i zdrowia INNYCH, to obłudny, perfidnie zły i wyrachowany
                            człowiek" - napisała jedna.
                            Kolejna dodała: "smutna sprawa, ale to prawda.... ja też się zaliczam do tego
                            niestety dosyć szerokiego grona świadomie przez niego zakażonych osób. Rzadko
                            się zdarza, żeby jeden człowiek narobił tyle złego, ale to psychopata....., ale
                            mam nadzieję, że niedługo to się skończy, bo nic tak potwornie nie wkurza jak ta
                            bezradność i bezsilność, w momencie jak słyszy się o kolejnej w ten sposób
                            potraktowanej dziewczynie...".
                            Krótko potem ukazała się odpowiedź podpisana nazwiskiem Mola. "Nazywam się Simon
                            Mol. Jestem zdrowy. (...) Ktoś, kto twierdzi, że został zarażony przeze mnie,
                            powinien odważnie mówić w swoim imieniu i mówić o faktach, a nie wyobrażeniach.
                            W przeciwnym razie jest to najzwyczajniej w świecie polityczna i rasistowska
                            kampania wymierzona we mnie ze względu na to, kim jestem, co robię i skąd
                            pochodzę" - czytamy na forum.
                            Z informacji "Rz" wynika, że HIV u Mola wykryto w 1999 roku w czasie jego pobytu
                            w ośrodku dla uchodźców w Dębaku. Zgodnie z procedurami medycznymi jest
                            praktycznie niemożliwe, żeby Kameruńczyk się o tym fakcie nie dowiedział.
                            Prezerwatywa politycznie niepoprawna
                            Gdy szefowa Krajowego Centrum ds. AIDS Anna Marzec-Bogusławska
                            • ijaw Re: Wszystkie kobiety Simona -art. 09.01.07, 09:25
                              Gdy szefowa Krajowego Centrum ds. AIDS Anna Marzec-Bogusławska organizowała
                              szkolenie dla pracowników polskich ośrodków dla uchodźców, ku swemu zdumieniu
                              dowiedziała się, że w tzw. terenie zapanowała specyficzna moda: na seks z osobą
                              o innym kolorze skóry.
                              Jeszcze niedawno tylko w wielkomiejskich środowiskach alternatywnych
                              utrzymywanie stosunków seksualnych z uchodźcą z Czarnego Lądu było trendy. Za
                              jednym zamachem załatwiało to dwie potrzeby - zademonstrowanie swojej
                              wrażliwości politycznej i zaspokojenie specyficznej ciekawości.
                              - Inny kolor skóry zawsze jest atrakcyjny seksualnie. Dla Polek zainteresowanych
                              czarnymi mężczyznami ważny jest też fakt ich parametrów - seksuolog prof.
                              ZbigniewIzdebski podchodzi do sprawy naukowo. - Przecież największy z
                              oferowanych na rynku rozmiar prezerwatyw nazywa się "afroamerykański".
                              - Jeśli nie starcza moralności, powinna zadziałać świadomość bardzo wysokiego
                              ryzyka i chłodna kalkulacja - denerwuje się ksiądz Arkadiusz Nowak, od
                              dwudziestu lat pracujący wśród osób zarażonych wirusem HIV.
                              - Problem polega na tym, że Simon gniewnie walczył ze stereotypem, że Afryka to
                              kontynent, z którym związane są różne nieszczęścia i klęski, jak susza, głód czy
                              AIDS. Sugestie, że czarny mężczyzna może być nosicielem HIV, uważał za
                              rasistowskie uprzedzenia - mówi młoda dziewczyna organizująca kiedyś spotkania
                              poetyckie Simona Mola.
                              W myślach dziewczyn, które zaraził kameruński uchodźca, powraca to samo pytanie:
                              dlaczego się nie zabezpieczały? I nie mają wątpliwości - wstydziły się żądać
                              prezerwatywy właśnie dlatego, że Simon był czarny. Paradoksalnie, to właśnie ich
                              liberalny światopogląd sprawił, że potulnie godziły się na seks. Bez
                              zabezpieczeń. Padły ofiarą politycznej poprawności.
                              - Należy kierować się zdrowym rozsądkiem i ratować swoje życie - mówi prof.
                              Izdebski.
                              - Fatalnie, że na forach internetowych ludzie wylewają teraz niechęć do czarnych
                              i dziewczyn prowadzających się z bambusami - ubolewa reżyser Mariusz Orski.
                              Mola poznał na konferencji w Londynie, gdzie Kameruńczyk reprezentował
                              mieszkających w Polsce uchodźców. Później spotkał go na panelu w Holandii.
                              Początkowo dobrze oceniał Simona Mola. Potem zmienił zdanie.
                              - Chciał wykorzystać białego człowieka, tak oceniam jego mentalność. Tak, jakby
                              każdy biały był mu coś winien. Nie wiem, czy ktoś okradał, czy eksploatował jego
                              przodków i teraz Simon wyrównuje rachunki? - zastanawia się reżyser. - Czułem,
                              że to jest bardzo zakorzenione w jego psychice.
                              Poeta, pisarz i guru
                              Simon Mol założył w Warszawie teatr Migrator, w którym grali uchodźcy, nie tylko
                              z Afryki. Najważniejszym i właściwie jedynym w pełni scenicznym spektaklem była
                              "Rasa pieczątek" - opisująca problemy uchodźców w Polsce. Spektakl wyreżyserował
                              Mariusz Orski. Do zespołu zaangażował kilku profesjonalistów. - Pewnego dnia
                              Simon przyszedł na próbę i powiedział jednej z aktorek, zresztą z Teatru
                              Narodowego, "już nie grasz". Przyprowadził dziewczynę, która miała zająć jej
                              miejsce. Był wściekły i głuchy na argumenty - mówi Orski.Spektakl, wystawiony
                              najpierw w Muzeum Etnograficznym, przeszedł potem przez sceny klubów związanych
                              z kulturą alternatywną, m.in. słynny warszawski klub Le Madame. Simon Mol był
                              coraz popularniejszy. W ciągu siedmiu lat spędzonych w Polsce z uchodźcy o
                              trudnym do powtórzeniu nazwisku Simon Moleke Njie stał się Simonem Molem, guru
                              środowisk walczących z rasizmem. Podkreślano, że jest on przykładem, jak wiele
                              uchodźcy mogą dać Polsce.
                              W 2003 r. dostał tytuł Antyfaszysty Roku. Był pisarzem, poetą i dziennikarzem.
                              Utrzymywał, że został członkiem honorowym Pen Clubu. Ekscytowały się nim
                              początkujące dziennikarki z działów kultury warszawskich magazynów i dzienników.
                              - Ofiary zarażeń to najczęściej młode, wrażliwe kobiety, które poznał w czasie
                              wieczorków jego poezji, ale również dziennikarki zapatrzone w niego, piszące
                              recenzje jego wierszy i sztuk - mówi Marek Siewert, policjant, który nadzorował
                              śledztwo w sprawie Mola.
                              Jedna z zarażonych HIV chciała przeprowadzić z nim wywiad o prawach człowieka.
                              Poznała go na seminarium. Na drugim spotkaniu Kameruńczyk zaczął ją podrywać.
                              Inna z dziewczyn, poznana podczas wieczorku poetyckiego, przeżyła z Molem swój
                              pierwszy raz.
                              W czasie intymnych spotkań Mol stanowczo nie zgadzał się na używanie
                              prezerwatyw. - Kiedy jedna z dziewcząt zaprotestowała, Kameruńczyk zareagował
                              bardzo ostro. Miał pretensje, że jest rasistką, że domaga się prezerwatywy
                              dlatego, że jest czarny i na pewno ma HIV. W rezultacie ona poddała się i uległa
                              - dodaje Siewert.
                              Smutek bogini polskiej
                              Gdy w środowy poranek policjanci zaczęli dobijać się do drzwi Simona,
                              Kameruńczyk sięgnął po telefon. Z ustaleń "Rz" wynika, że najpierw zadzwonił na
                              policję. Potem do misjonarza - werbisty, ojca Edwarda Osieckiego.
                              - To straszne, co zrobiono z Simonem. To też ogromny uszczerbek dla sprawy
                              uchodźców - oburza się ojciec Osiecki, który mówi o sobie jako o powierniku
                              SimonaMola. Kameruńczyka poznał wkrótce po jego przyjeździe do Polski, jeszcze w
                              ośrodku dla uchodźców w Dębaku. Tłumaczył wiersze Simona charakteryzujące się -
                              jak mówi - olbrzymią wrażliwością i realizmem magicznym, które w końcu wydano w
                              wydawnictwie Verbinum.
                              Kiedy rozmawia się z osobami, które uważają, że dobrze znały kameruńskiego
                              uchodźcę, uderza, jak mało w rzeczywistości o nim wiedziały. Zazwyczaj
                              umiejętnie potrafił przekazać im pewną wizję siebie - taką, jakiej oczekiwali.
                              W jednym ze swych tekstów poświęconych prezentacji publicznej napisał, że aby
                              przekonać ludzi do swych racji, co przypomina uwodzenie kobiety, trzeba najpierw
                              przekonać siebie i w siebie uwierzyć. A potem można już "zbierać owoce swego
                              mistrzostwa".
                              Najbardziej niezwykłym wierszem w twórczości Simona Mola jest "Bogini polska",
                              kiedyś namiętne wyznanie "do bogini o śnieżnobiałych policzkach", dziś może być
                              odczytany jako demoniczny testament:
                              Wtem - gdy księżyc zgotował drogę
                              pięknej Bogini,
                              oświetlając ciemności nocy,
                              dwie łzy płynące z jej lewego oka
                              zakończyły podróż,
                              grzebiąc wszystkie koszmary,
                              lecząc rany zadane mnie
                              i pobratymcom
                              przez takie jako ona. (...)
                              tłum. o. Edward Osiecki
                              BERTOLD KITTEL, MAJA NARBUTT
                              rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070109/kraj/kraj_a_12.html
                          • ijaw Pieczątki Simona w Trójmieście 11.01.07, 22:12
                            Wiadomość IAR
                            (...)Simon Mol był w Gdańsku we wrześniu ubiegłego roku. Brał udział w Festiwalu
                            "Muzyka Przeciwko Nietolerancji i Przemocy", organizowanym przez Nadbałtyckie
                            Centrum Kultury. Nie wiadomo czy spotykał się wówczas z kobietami. Lekarze
                            obserwują jednak wyraźny wzrost zainteresowania wykonaniem testów na HIV. Od
                            kilkunastu dni codziennie robi je setka osób. Wcześniej było ich średnio
                            kilkanaście - mówi doktor Ewa Zarazińska, kierownik Wojewódzkiej Przychodni
                            Skórno-Wenerologicznej w Gdańsku.
                            Na badania zgłosili się m.in dwaj młodzi mężczyźni, których obecne partnerki
                            miały kontakty seksualne z Simonem Molem. Obaj mężczyźni są bardzo
                            zaniepokojeni. Na razie nie są znane jeszcze wyniki ich testów. Zdaniem lekarzy
                            osób, które miały bezpośredni lub pośredni kontakt z zarażonym Kameruńczykiem
                            może być więcej.
                            Śledztwo w sprawie celowego zarażania kobiet wirusem HIV przez Simona Mola
                            prowadzi stołeczna komenda policji. (reb)
                            tiny.pl/wwn6============
                            Wczoraj także w Gazecie Olsztyńskiej pisano o prawdopodobieństwie zarażeń HIV od
                            Simona. W Węgajtach odbywały się spotkania teatralne. I Mol...
                            Ile polskich miast naznaczył "pieczącią rasy"??
          • ijaw Ofiary Simona Mola 16.01.07, 14:20
            Szczególnie charakterystyczne fragmenty reportażu w Dużym Formacie - Ofiary
            Simona Mola.

            "Zabójstwo czyjejś reputacji nie jest nowym zjawiskiem. W tej grze, co obrazuje
            mój przypadek, nie ma żadnych zasad. W Polsce, co można stwierdzić bez większej
            przesady, mamy do czynienia z głębinową, skostniałą, przerażającą niechęcią
            wobec Afrykanów. Oskarżenie o bycie HIV pozytywnym to ostatnia broń, którą mogą
            wobec ciebie, wobec Afrykańczyka, wyciągnąć twoi wrogowie. To broń inspirowana
            ideologicznie, codziennie wzmacniana niepokojącymi publikacjami na temat Afryki
            pisanymi przez tak zwanych ekspertów. Wielu z nich otwarcie chełpi się
            dwutygodniową podróżą po kontynencie, na podstawie której napisali już tomy. O
            ile niektóre z tych naprędce skleconych książek mogły odnieść wychowawczy
            sukces, o tyle w społecznym i psychologicznym przeświadczeniu każdy Afrykanin,
            który chodzi po polskich ulicach, jest najpewniej HIV pozytywny i biada temu,
            kto ośmieli się zwalczać ten mit".

            Korespondencja między Sylwią a Simonem Molem. Luty 2006.

            Sylwia: "Simon, czy jesteś HIV dodatni?".

            Simon: "Jeśli ty jesteś, to najpewniej ja także. Jesteś?".

            Sylwia: "Po tym, jak przeczytałam ten komentarz na Twojej stronie internetowej,
            poszłam się zbadać, ale jeszcze nie mam wyników. Jedno nie pozostawia
            wątpliwości - osiem miesięcy temu, gdy się spotkaliśmy, byłam absolutnie zdrowa".

            Simon: "Zaczynasz zachowywać się jak rasistka, lecisz robić sobie test tylko
            dlatego, że jakiś człowiek-widmo wrzuca coś na moją stronę, żeby mi zniszczyć
            reputację Jak myślisz, kto to napisał?
            Czy sądzisz, że nie dbam o swoje zdrowie? Czytałaś moją odpowiedź na te
            oszczerstwa? Rasistów coraz więcej, wydają się mnożyć, a Ty zaczynasz się
            zachowywać jak jedna z nich. Nawet jeśli okażesz się pozytywna, nie ma
            gwarancji, że ja też jestem, bo ja nie jestem Wygląda więc na to, że z Ciebie
            jakiś anioł, tak? Że od kiedy widzieliśmy się po raz ostatni, nie kochałaś się z
            nikim Ptakom to opowiedz! (w oryg. Tell it to the birds!)

            Zaczynam rozumieć, dlaczego ten kraj jest notowany jako jeden z najbardziej
            antysemickich krajów na świecie!

            I proszę, nie pisz do mnie więcej, nie jestem zainteresowany tym, co robisz, ani
            tym, co myślisz".
            Sylwia: "Rozumiem, że nie jesteś zainteresowany ani tym, co robię, ani tym, co
            myślę, i, co może Cię zaskoczy, szanuję to, ale proszę, bądź świadom faktu, że
            jestem HIV POZYTYWNA, co oznacza, że Ty też. SIMON, NIE BĄDŹ TCHÓRZEM, ZRÓB
            TEST, bo możesz skrzywdzić wiele kobiet Nie pozwól, żeby ktoś złapał to od
            Ciebie. Bądź odpowiedzialny. Nie chcę Twojej odpowiedzi na ten list, chcę, żebyś
            nie pozwolił na to, że ktoś inny zachoruje. I proszę, nie wysyłaj już do mnie
            wiadomości z obelgami, zwłaszcza nie nazywaj mnie rasistką, jestem tym już
            zmęczona, a ty doskonale wiesz, że JESTEM OSTATNIĄ OSOBĄ, KTÓRĄ MOŻNA POSĄDZAĆ O
            RASIZM. Życzę Ci powodzenia, bo będziesz go potrzebował tak samo jak ja".

            Marta:

            - W SMS-ie napisałam: "Simon, tym, co robisz, pogrążasz wszystkich Afrykańczyków
            w Polsce. To jest prawdziwa zbrodnia". Odpowiedział, że jestem największą
            rasistką, jaką w życiu spotkał.
            Simon Mol na blogu:

            Oczywiście moi wrogowie przygotowują mój nekrolog. Jednakże nikt nie powinien
            dać się zwieść - nie umrę tak szybko. Moja śmierć musiałaby zostać wymyślona.
            Ten atak jest dużo głębszy niż fizyczna napaść. To jest atak na mnie całego,
            całą moją rzeczywistość i to, o co walczę".
            www.gazetawyborcza.pl/1,75480,3846291.html
            • ijaw Osądźmy zbrodnię, a nie kolor skóry 16.01.07, 14:29
              Kilka dni temu w gazecie:

              "Adam Leszczyński

              Świadome zakażanie HIV jest zbrodnią. To jednak taka sama zbrodnia niezależnie
              od tego, kto ją popełnia - czarny uchodźca z Kamerunu czy Polak, którego
              przodkowie mieszkali nad Wisłą od czasów króla Piasta
              Simon Mol, uchodźca z Kamerunu, zakaził wirusem HIV kilkanaście kobiet.
              Zniszczył im życie. AIDS wywoływany przez HIV to nadal śmiertelna choroba,
              chociaż dziś nie zabija tak szybko, jak jeszcze kilka lat temu. Jego ofiary
              muszą codziennie brać lekarstwa, które pozwalają im żyć - ale za to niszczą
              serce i wątrobę. W domu i w pracy są narażone na ostracyzm, który z reguły
              dotyka zakażonych. Dzięki postępom medycyny kobieta będąca nosicielem wirusa HIV
              może mieć już zdrowe dzieci. Najpierw jednak musi znaleźć życiowego partnera,
              który ją zaakceptuje.
              To niemal pewne, że Simon Mol od siedmiu lat wiedział o swojej chorobie. Mimo to
              - jak mówią jego ofiary - nie zgadzał się na używanie prezerwatyw.
              Pawłowi Paliwodzie z "Dziennika" przeszkadza, że dziennikarze nie potępiają
              "ryzykownych zachowań" partnerek Kameruńczyka. "Jedynym defektem tej historii i
              źródłem zła jest brak w jej scenariuszu prezerwatyw. W ten sposób kawałek
              lateksu zmienia ocenę zachowań o 180 stopni".
              Dziennikarze nie prawią morałów, tylko piszą o przestępstwie. To o nie chodzi, a
              nie o prowadzenie się partnerek Kameruńczyka. Wystarczająco drogo zapłaciły już
              za swoją słabość. Rzeczywiście, wstrzemięźliwość seksualna najlepiej chroni
              przed AIDS - ale chronią przed nim także prezerwatywy.
              Paliwodzie wtóruje Paweł Zarzeczny, znany dziennikarz sportowy. "Murzyn
              pozarażał na pęczki polskie dziewczyny. Hm, pewnie to nawet nie jego wina, tylko
              tych idiotek, którym najwyraźniej za mało było w sklepie czekolady. I którym za
              mało było też rad mamusi, która wyraźnie mówiła, że nogi rozkłada się po ślubie
              dopiero!" - pisze w felietonie na portalu Interia.pl. "Gdyby ten Kameruńczyk
              zarażał HIV w Libii, byłby już skazany na śmierć. Ale w Polsce włos mu z głowy
              nie spadnie, dostanie wikt i opierunek w pierdlu, gdzie zarażać będzie dalej, bo
              i tam w cenie bywa dobry kogucik".

              Znam Simona Mola. Zarzucił mi kiedyś rasizm, bo napisałem książkę o AIDS w
              Afryce. (To, co w niej było, nie interesowało go zupełnie. Nic nie wskazywało,
              żeby do niej zajrzał). Uznał także za rasistowski artykuł, w którym zacytowałem
              raporty ONZ o tym, że dyskryminacja kobiet w wielu afrykańskich społecznościach
              przyczynia się do rozwoju epidemii - bo kobiety nie są w stanie skłonić swoich
              partnerów, żeby używali prezerwatyw. Zorganizował publiczne spotkanie, na którym
              mnie potępił, a na które mnie nie zaprosił. Mam dodatkowe powody, żeby nie
              darzyć go sympatią. Nie potwierdzajmy jednak uprzedzeń Simona Mola. Osądzając
              przestępstwo, nie patrzmy na kolor skóry.

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=904&w=55246463&a=55246463
    • ijaw oszust 10.01.07, 23:13
      Rozwiał się mit bohatera prześladowanego w kraju. Rzekoma walka z korupcją
      okazała się wymysłem człowieka o bogatej wyobraźni, Simona Mola, którego nikt
      nie zna w Kamerunie.
      Grając w sztukach swego autorstwa nie był tak przekonywujący, jak w wystawianej
      na żywo tragifarsie. Z zadziwiającą łatwością uzyskał NIENALEŻNY azyl
      polityczny. Raz się udało, więc bez skrupułów wykorzystywał polską naiwność.
      Dziś pokazywano w Panoramie. Jutro o tym pewnie napiszą.
      • asiaasia1 Re: oszust 12.01.07, 16:50
        Jeśli MOL przekłamał swój życiorys i skłamał o tym skandalu korupcyjnym w
        Kamerunie, to rzeczywiście coś z jego główką było nie tak. Niestety, urzędnicy
        też są winni.Wszystko można sprawdzić!

        Jakim cudem ten kłamca dostał azyl? Ja co jakiś czas załatwiam sprawy w
        urzędzie ds. cudzozieców i prawie zawsze jestem traktowana jak intruz, a mój
        partner, ojciec dwójki dzieci-Polaków, jak potencjalny kryminalista. Mój
        partner, choć jak już 1000 razy wspominałam nie jest Afrykaninem, lecz czarnym
        Amerykaninem, musi udowadniać na wszystkie sposoby swoje dobre intencje i
        celowość pobytu w Polsce. Mimo, że tworzymy rodzinę, mamy 2 dzieci o podwójnym
        obywatelstwie i posiadamy wiele wspólnych rzeczy (konto, zameldowanie etc.),
        zawsze przynosimy do urzędu różne świstki i martwimy się, czy mój partner
        dostanie pozwolenie na pobyt, czy tym razem nie. Tradycyjnie odwiedza nas w
        domu policja etc. etc. Dlaczego sprawdzają nie tych, co trzeba? Może wymyślimy
        historyjkę jak Mol i wreszcie koszmar nasz i innych rodzin w urzędzie na
        Długiej się skończy? Przepraszam za sarkazm, ale jestem wykończona
        niekompetencją urzędników... Jak to się stało, że nie sprawdzili Mola
        dokładnie, a innym tak bardzo komplikują życie. Jest milion procedur, dzięki
        którym można wykazać, że nie ma wystraczających przesłanek do udzielenia
        statusu uchodźcy. Akurat urzędnik jest tu górą, a nie jakiś krętacz...Wszystko
        można sprawdzić.

        Pomijając tragedię zarażonych HIVem kobiet i pośrednio mężczyzn, najgorsze jest
        to, że ludzie, którzy naprawdę potrzebują pomocy, nie będą jej teraz przez
        casus Mola dostawali. Może się okazać, że naprawdę nieszczęśliwemu człowiekowi
        pomoc zostanie odmówiona- casus tego Czeczeńca (zapomniałam nazwiska), który
        zmarł na żółtaczkę z powodu zaniechania opieki lekarskiej i skandalicznych
        warunków w więzieniu...

        Denrewują mnie też uwagi seksuologów i różnych psychologów, które upraszczają
        wszystko sprowadzając do fascynacji innym kolorem skóry i wielkością penisa
        (przepraszam za dosadność). Przecież już dawno zostało wykazane, że mit o
        wielkości przyrodzenia czarnoskórych mężczyzn to seksistowska bajka ! Po co
        powtarzacie tą brednię? Obrażacie tym innych ludzi. Normalne bądź trochę
        zwariowane rodziny i długotrwałe związki międzyetniczne.

        Pokazujcie, że HIV można się zarazić zawsze, wszędzie i od każdego (nawet w
        szpitalu)! Dajcie juz spokój tym Afrykańczykom. Wystarczy chwila zapomnienia,
        brak prezerwatywy lub niechęć do jej zastosowania i...


        I na koniec napiszę, że jestem wściekła na Mola. Mimo wszystko myślę, że jest
        chory psychicznie.
        • ijaw Re: oszust 13.01.07, 20:15
          Łatwiejsze przepisy, bo nie byliśmy w Unii. Simon jest aktorem. Dobrze grał i
          manipulował ludźmi. "Zwyciężyła racja Simona", jak powiedziano w TV.
          Może wykorzystał jakąś sytuację?
          Gdy wprowadzono stan wojenny przebywający za granicą Polacy też skorzystali z
          azylu. A ilu uciekinierów z PRLu z powodów ekonomicznych status uchodźcy
          politycznego na Zachodzie otrzymało?

          Współczuję. Uciążliwość biurokratycznych procedur może zmęczyć. Na pocieszenie,
          wszędzie jest podobnie.
          Doświadczeni historią Mola urzędnicy wzmogą czujność. Ludzie uczciwi, prawdziwie
          potrzebujący pomocy odczują to w dwójnasób. Ale przecież o tym Mol nie pomyślał.
          O sobie myślał, o chwili, może chciał przejść do historii?
          • ijaw Zawodowy uchodźca 01.02.07, 10:20
            Dziś w Rzeczpospolitej:

            "Zawodowy uchodźca Simon Mol
            Legenda Mola powstawała przez siedem lat. Nikt nie ośmielił się mówić o faktach,
            które nie pasowały do jego wizerunku. Wątpliwości ukrywano, a kolejne publikacje
            budowały jego popularność
            Z naszych ustaleń wynika, że najsłynniejszy afrykański uchodźca w Polsce do
            perfekcji doprowadził lawirowanie między organizacjami pozarządowymi,
            samorządowymi i rządowymi. Dzięki zapatrzonym w niego dziennikarzom stworzył
            swoją legendę, stając się szybko zawodowym uchodźcą. Choć często opowiadał, że
            musiał opuścić ojczyznę, bo walczył z korupcją, w Polsce sam - jak wynika z
            ustaleń "Rz" - znalazł się w sytuacji korupcyjnego konfliktu interesów.
            Tuż przed aresztowaniem Kameruńczyk dostał mieszkanie od stołecznego samorządu,
            który co roku przyznaje pięć lokali uchodźcom znajdującym się w trudnej
            sytuacji. Postanowiliśmy zapytać członków komisji, która o tym zdecydowała,
            dlaczego przyznała mieszkanie właśnie jemu. Okazało się, że jednym z członków
            tej pięcioosobowej komisji był sam Mol.
            Przed rokiem Mol założył Międzynarodową Fundację Migrator Theatre i mianował się
            jej prezesem. Miała ona pomagać uchodźcom i emigrantom. Fundacja jest
            praktycznie jednoosobowa. Mol decyduje o wszystkim, także o finansach. Nie ma
            żadnego organu kontrolnego, który czuwałby nad wydawaniem funduszy. To
            niespotykane, bo w fundacjach normą jest istnienie rady, w której zasiadają
            cieszące się szacunkiem autorytety. I chociaż Simon Mol zna wiele takich osób,
            żadnej z nich nie zaprosił do współpracy.
            - To niemożliwe, nieprawdopodobne. Simon Mol znów mnie wykorzystał. On jest
            zwykłym oszustem - powtarzał zaszokowany 43-letni Marokańczyk, gdy
            powiedzieliśmy mu, że na jednym z międzynarodowych forów internetowych
            znaleźliśmy informację, iż fundacja Mola prowadzi akcję zbierania pieniędzy na
            jego leczenie.
            Marokańczyk został latem 2006 r. pobity na festiwalu teatralnym w Węgajtach.
            Sprawę opisywano jako przykład rasistowskiej napaści. Marokańczyk twierdzi, że
            Mol nie przekazał mu połowy pieniędzy zebranych przez organizatorów festiwalu.
            Ustaliliśmy, że fundacja starała się też o rządowe i unijne dotacje. Finansowymi
            wątkami dotyczącymi działalności Mola zajmuje się - według naszych informacji -
            warszawska policja.
            Mol został zatrzymany na początku stycznia pod zarzutem zakażenia wirusem HIV
            czterech kobiet. Grozi mu nawet 10 lat więzienia. Kilka dni później (9 stycznia)
            w "Rzeczpospolitej" ukazał się reportaż "Wszystkie kobiety Simona Mola". Został
            on umieszczony i żywo komentowany na wielu stronach internetowych w całej Polsce.
            BERTOLD KITTEL, MAJA NARBUTT
            • ijaw Re: Zawodowy uchodźca - II art. 01.02.07, 10:27
              ŚLEDZTWO "RZ"
              Simon Mol, zawodowy uchodźca

              Laureat tytułu Antyfaszysty Roku, poeta, dziennikarz. To do niedawna wizerunek
              Simona Mola, podejrzanego o zainfekowanie partnerek wirusem HIV. Uwodził nie
              tylko kobiety, ale także instytucje. I dobrze z tego żył
              -Legenda Simona Mola powstawała przez siedem lat. Nikt nie ośmielał się już
              mówić o faktach, które nie pasowały do jego medialnego wizerunku. Wątpliwości
              ukrywano, a każda kolejna publikacja budowała jego popularność -mówi jedna z
              osób, które współpracowały z nim przy inicjatywach kulturalnych. - Gdyby nie
              kilka zdesperowanych kobiet, które zechciały mówić, prawda o Simonie Molu nigdy
              nie ujrzałaby światła dziennego.
              Aresztowanie Mola pod zarzutem zakażenia czterech byłych partnerek wirusem HIV
              nastąpiło w momencie, gdy ten uchodźca z egzotycznego Kamerunu był w Polsce u
              szczytu sławy. Obsypywany zaszczytami guru środowisk antyfaszystowskich i
              antyrasistowskich, poeta i twórca niszowego, ale znanego Teatru Migrator,
              bohater reportaży i kronik kulturalnych.
              Do perfekcji doprowadził lawirowanie między organizacjami pozarządowymi,
              samorządowymi i rządowymi. Umiał wykorzystać do tego zapatrzonych w niego
              dziennikarzy. Budował swoją legendę, stając się szybko "zawodowym uchodźcą". Jak
              pisał, musiał opuścić ojczyznę, bo walczył z korupcją, w Polsce sam, jak wynika
              z ustaleń "Rz", znalazł się w sytuacji korupcyjnego konfliktu interesów. Dzięki
              znajomościom w stołecznym ratuszu został członkiem komisji przyznającej
              mieszkania uchodźcom. I sam takie mieszkanie dostał.
              Od połowy zeszłego roku zbierały się nad nim czarne chmury. Kilka anonimowych
              kobiet zaczęło oskarżać go na internetowych forach, że zaraził je śmiertelnym
              wirusem HIV.
              Po aresztowaniu Mola, w środowiskach, które go lansowały, zapanowała powszechna
              konsternacja. "To bardzo delikatna sprawa", "należy ją widzieć w kontekście
              rasistowskim" - słyszeliśmy od osób, które dobrze go znały i zapraszały na
              demonstracje w obronie wolności i swobód. - Nie mam nic do powiedzenia. Proszę
              mnie nie prowokować. Nie chcę być chamski. Dlaczego do mnie się dzwoni w tej
              sprawie? -mówił Rafał Pankowski, ideolog organizacji Nigdy Więcej, która
              przyznała Simonowi Molowi tytuł Antyfaszysty Roku.
              Mit Simona Mola runął, gdy 3 stycznia do drzwi jego mieszkania w centrum
              Warszawy zapukali policjanci. Pozostały pytania, kim naprawdę był Mol i co w
              jego wizerunku jest prawdą, a co kłamstwem.
              Kto straszy świadków
              Kilka dni temu dziennikarze "Rz" spotkali się z byłym aktorem teatru Simona
              Mola. Wkrótce po rozmowie zadzwonił przerażony i zażądał wycofania wszystkich
              swoich wypowiedzi z tekstu. Przyznał, że dostał telefon z pogróżkami. -
              Zadzwonił do mnie kolega Mola, straszył i mówił, żebym nie mieszał się w nie
              swoje sprawy. Zakazał rozmawiania z dziennikarzami - tłumaczył zdenerwowany.
              Taka sama sytuacja powtórzyła się z człowiekiem, który namówił zakażone przez
              Mola dziewczyny do złożenia zeznań. Już w czasie dwugodzinnej rozmowy z nami był
              niespokojny. -Simon Mol ma wielkie wpływy, wielu ważnych znajomych, w tym
              prawników -tłumaczył. -Oni mogą znaleźć jakieś kruczki i on wyjdzie. I co ja
              wtedy zrobię?
              Kilka godzin po naszej rozmowie zadzwonił. Był skrajnie zdenerwowany. - Kogo pan
              się boi? - pytaliśmy. -Zabraniam pisać, że w ogóle ze mną rozmawialiście. Chodzi
              o moje bezpieczeństwo! -krzyczał do słuchawki.
              Czy ktoś zastrasza świadków? Mimo że śledczy wiedzą o co najmniej kilkunastu
              kobietach, które miały seksualne kontakty z uchodźcą, żadna z nich nie chce
              wystąpić w sprawie Simona Mola jako świadek lub pokrzywdzona. - Ciągle opieramy
              się na zeznaniach czterech kobiet, które zdecydowały się walczyć do końca.
              Mówią, że za wszelką cenę chciały powstrzymać Mola. Ale mówią też, że to
              bezwzględny człowiek. Boją się go -przyznaje prokurator.
              Z ustaleń "Rz" wynika, że człowiekiem, który zadzwonił z pogróżkami do jednego z
              rozmówców "Rz", był Emmanuel M. To jedna z najbardziej tajemniczych osób z
              otoczenia Simona. W środowisku ciemnoskórych imigrantów uchodzi za jego
              najbliższego przyjaciela.
              Tajemniczy przyjaciel
              Emmanuel M. był wyraźnie zaskoczony, że do niego dotarliśmy. Kolczyk w uchu,
              elegancki skórzany płaszcz. Po polsku mówi średnio, woli używać angielskiego.
              Nie chce się przyznać, czy jest uchodźcą ani z jakiego kraju pochodzi. Nie chce
              nawet powiedzieć, czym się w Polsce zajmuje. Twierdzi jedynie, że reprezentuje
              grupę osób wspierających Mola.
              - Byłem u niego, kiedy przyszła po niego policja -mówi. -Niedawno ktoś od nas
              widział się z nim w areszcie. Simon mówi, że jest niewinny. Twierdzi, że nigdy w
              Polsce nie miał badań na HIV.
              -Nie zdziwiło pana, że mimo sygnałów od byłych dziewczyn nie wykonał testu? Czy
              tak zachowałby się zdrowy człowiek? -pytamy.
              Emmanuel nie odpowiada. Odwraca głowę i dłuższą chwilę milczy. Potem powtarza,
              że dużo osób nie wierzy w winę Simona, i dodaje, że z własnych doświadczeń wie,
              jak źle są traktowani kolorowi przez policję w Polsce. Twierdzi, że pracował
              razem z Molem w jego fundacji. Ale kiedy drążymy temat, nagle zacina się. Nie
              chce odpowiedzieć na żadne pytanie dotyczące jej działalności lub wpłat, które
              wpłynęły na konto. -Nie mam upoważnienia -powtarza.
              Udało nam się dotrzeć do akt tajemniczej fundacji Mola w Krajowym Rejestrze
              Sądowym. Okazało się, że Simon Mol, zakładając przed prawie rokiem
              Międzynarodową Fundację Migrator Theatre, mianował się jej prezesem. Fundacja
              miała pomagać uchodźcom i emigrantom. Jako dokumentację dotychczasowych
              osiągnięć Mol załączył ksero artykułów ze stołecznego dodatku "Gazety
              Wyborczej". Kolekcję otwiera publikacja podtytułem "Wielkie brawa dla Simona".
              Fundacja jest praktycznie jednoosobowa. Mol decyduje o wszystkim, także o
              finansach. Nie ma żadnego organu kontrolnego, który czuwałby nad wydawaniem
              funduszy. To niespotykane, bo w fundacjach normą jest istnienie rady, w której
              zasiadają cieszące się szacunkiem autorytety. I chociaż Mol zna wiele takich
              osób, żadnej z nich nie zaprosił do współpracy.
              Prócz Mola w zarządzie znalazł się jego przyjaciel Emmanuel Zuu. Ale ten był
              jedynie figurantem, mógł działać wyłącznie jako doradca Mola. Mimo to zapewne
              wiedział, czym się zajmuje fundacja. Teraz jest jedyną osobą, która mogłaby o
              tym opowiedzieć. Jednak Zuu zapadł się pod ziemię. -Tata wyjechał do Londynu,
              wróci w maju - mówi córka Zuu, którą zastaliśmy w jego warszawskim mieszkaniu.
              Gdzie są pieniądze?
              - To niemożliwe, nieprawdopodobne. Simon Mol znów mnie wykorzystał. On jest
              zwykłym oszustem - powtarza zaszokowany 43-letni Marokańczyk. Przed chwilą
              powiedzieliśmy mu, że na jednym z międzynarodowych forów internetowych
              znaleźliśmy informację, że fundacja Mola prowadzi akcję zbierania środków na
              jego leczenie. Marokańczyk został latem ubiegłego roku pobity na festiwalu
              teatralnym w Węgajtach. Sprawa stała się bardzo głośna i określana jako przykład
              rasistowskiej napaści.
              Simon Mol odwiedził wówczas Marokańczyka. Towarzyszyła mu ekipa "Gazety
              Wyborczej". Mol deklarował, że jest wstrząśnięty rasistowskim atakiem i że
              zajmie się pobitym artystą. - Wcale nie chciałem tego artykułu, ale im na tym
              zależało -mówi dziś aktor. Od tego czasu Mola widział tylko raz. Dostał od niego
              600 zł, choć jak niedawno się dowiedział, sami organizatorzy festiwalu zebrali
              prawie dwa razy więcej. - Simon od razu po publikacji przestał się mną
              interesować. Kiedy dzwoniłem do niego, krzyczał, żebym nie wywierał na niego
              presji -opowiada aktor spotkany przed warszawskim szpitalem, do którego chodzi
              na rehabilitację.
              -Kiedy aresztowano Simona, zebraliśmy się wszyscy w warszawskiej kawiarni
              Casablanka - relacjonuje jeden z aktorów Teatru Migrator. - Wszyscy byli
              wstrząśnięci. I nagle nowy szok: nie ma żadnych pieniędzy, bo wszystko trzymał
              Simon. Jest fundacja, o której imigranci nic nie wiedzieli. Polacy coś tam
              wiedzieli, ale nikt nie widział statutu, bo Simon się na to nie zgadzał.
              Jak ustaliliśmy, tuż przed aresz
              • ijaw Re: Zawodowy uchodźca - II art. cd 01.02.07, 10:31
                Jak ustaliliśmy, tuż przed aresztowaniem Mol przygotowywał wniosek do
                Ministerstwa Kultury o dotację w wysokości 160 tys. zł. Podobno starał się też o
                dotacje unijne - nie wiadomo, z jakim skutkiem.
                Czy Simon przywłaszczył pieniądze fundacji? Próbowaliśmy ustalić, jakie miał w
                ostatnich latach źródła utrzymania. Oficjalnie nigdzie nie pracował. Na swej
                internetowej anglojęzycznej stronie chwalił się, że swego czasu był konsultantem
                Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Opisuje też, jak urzeczony piękną blondynką
                ścigał ją po Warszawie ministerialną lancią, łamiąc wszelkie przepisy. Ale
                ministerstwo, zapytane przez "Rz", odcina się od Mola. "Uprzejmie informuję, że
                pan Simon Mol alias Simon Moleke Njie nie był zatrudniony w MSZ" -napisał nam
                Tomasz Szeratics z MSZ.
                Oficjalna wersja życiorysu Mola mówi, że był dziennikarzem "Warsaw Voice". Kiedy
                dzwonimy do redakcji, słyszymy, że Simon Mol, choć wcześniej pisywał do tej
                gazety, przez ostatnie trzy lata nie był zainteresowany współpracą.
                Mieszkanie czeka na Simona
                Simon Mol mieszkał w małym mieszkanku w eleganckiej kamienicy przy cichej
                uliczce w centrum stolicy. Drzwi do dawnego mieszkania dozorcy, jakby dla
                zmylenia, oznaczone są liczbą 14. To właśnie za brązowymi metalowymi drzwiami z
                wizjerem Mol spotykał się z większością swoich ofiar.
                Niespełna 20-metrowy lokal przyznał Zarząd Dzielnicy Śródmieście Stowarzyszeniu
                Uchodźców w RP, którego Mol był szefem. Był to lokal przeznaczony na biuro, nikt
                nie miał prawa w nim mieszkać. - To podstawa do rozwiązania umowy - przyznaje
                urzędniczka z Zarządu Gospodarowania Nieruchomościami.
                Ale Mol i tak musiałby wynieść się z mieszkania. We wrześniu urzędnicy
                rozwiązali umowę, ponieważ nie płacił czynszu. W sądzie toczy się sprawa o eksmisję.
                Z ustaleń "Rz" wynika, że Mol nie musiał jednak obawiać się kłopotów z
                mieszkaniem. Krótko przed aresztowaniem dostał mieszkanie komunalne od
                Warszawskiego Centrum Pomocy Rodzinie. Ta samorządowa instytucja co roku
                przyznaje pięć mieszkań cudzoziemcom ze statusem uchodźcy, których sytuacja jest
                wyjątkowo trudna, obarczonych liczną rodziną lub schorowanych i starych. W
                ubiegłym roku o mieszkania starało się kilkanaście rodzin, większość w takiej
                właśnie sytuacji.
                Kiedy 15 grudnia komisja przyznała mieszkania, okazało się, że wygrał z nimi
                młody, samotny mężczyzna -Simon Mol.
                Jak to możliwe? Postanowiliśmy zapytać o to członków komisji. Ku naszemu
                zdziwieniu, jednym z członków pięcioosobowej komisji, która decydowała o
                przyznaniu mieszkania, okazał się Simon Mol. - Dlaczego w komisji decydującej o
                przyznaniu lokalu Simonowi Molowi zasiadał... Simon Mol? -No, takie jest życie
                -mówi dyrektor Warszawskiego Centrum Pomocy Rodzinie Jolanta Sobczak. Dodaje, że
                stało się tak, ponieważ wytypowało go Stowarzyszenie Uchodźców RP. Oznacza to,
                że wytypował się sam, ponieważ był prezesem stowarzyszenia. W swojej sprawie Mol
                wstrzymał się od głosu.
                Kiedy rozmawiamy z pracownicami WCPR o tym, jak przyznano mieszkanie Molowi,
                kobiety nie kryją oczarowania Kameruńczykiem.
                Sobczak: - Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że pan Simon był i myślę, że jest,
                osobą nietuzinkową. Pamiętam, że gdy pracowałam jeszcze w ośrodku na Woli, Simon
                Mol pojawił się u nas. Miał poczucie dyskomfortu wynikające z niskiego statusu
                materialnego. Zwrócił się o pomoc, ale nie był zadowolony z obsługi ośrodka i
                wyraźnie to artykułował.
                Agata Kaczmarska, która zasiadała w komisji, przyznaje, że zna Simona od lat.
                -Od momentu, kiedy Mol skończył program integracyjny, czyli sześć lat temu, nie
                utrzymywałam z nim już tak częstych kontaktów. Zapraszał mnie na swoje spotkania
                poetyckie, ale miałam z nim kontakt jedynie jako z przedstawicielem organizacji
                pozarządowej -przyznaje.
                Kaczmarska mówi, że poaresztowaniu Mola sytuacja się zmieniła. Składa jednak
                zadziwiającą deklarację. -Nie chcemy go w żaden sposób dyskryminować. Dlatego
                uznaliśmy, że tym razem z lokalu skorzysta osoba z listy rezerwowych. A pan
                Simon, jeśli wróci do nas cały szczęśliwy i czysty jak kryształ, otrzyma lokal
                bez kolejki i już bez konkursu - mówi optymistycznie.
                Simon: Nikt się nie dowie
                Czy Simon Mol uwodził przedstawicielki organizacji pozarządowych i
                samorządowych, które mogły mu pomóc? Po Warszawie krążą teraz opowieści młodych
                kobiet, które nie uległy urokowi Mola. Zwykle są to dziewczyny, które spotkały
                się z nim na gruncie zawodowym -są wolontariuszkami organizacji humanitarnych
                lub organizowały jego spotkania poetyckie. Pod jakimś pretekstem Simon
                proponował, by spotkały się z nim w jego mieszkaniu. Miały przejrzeć jakieś
                dokumenty, obejrzeć filmowy zapis jego spektaklu. Szybko okazywało się, że cel
                spotkania jest zupełnie inny - nastrojowa muzyka, wino na stole, a także
                zdecydowane działania Simona nie pozostawiały żadnych złudzeń.
                Z opowieści osób dobrze znających Mola wyłania się zupełnie inny obraz. -
                Dziewczyna, która mi to opowiedziała, była wstrząśnięta. Odwiozła Simona do
                domu, w którym miał spać, bo mówił, że nie chce nocować w hotelu zarezerwowanym
                dla aktorów Teatru Migrator podczas festiwalu w Węgajtach. Kiedy znaleźli się w
                pokoju, pozwoliła mu się pocałować. Uznała, że to taki pozbawiony erotyzmu
                pocałunek. Przez całą drogę Simon opowiadał, jak bardzo jest zdenerwowany
                rasistowską napaścią na swego kolegę. Gdy odsunęła się od Simona, zobaczyła, że
                on już rozpiął pasek, zrzuca dżinsy i szybko się rozbiera. Powiedziała: "Simon,
                co robisz? Przecież my się prawie nie znamy". Był wściekły. Krzyczał: "fuck!"
                -relacjonuje jeden z ciemnoskórych aktorów Teatru Migrator.
                -To było spotkanie poświęcone sytuacji uchodźców. Gdy się skończyło, Simon
                zaproponował, bym wpadła do niego. Była to zupełnie jednoznaczna propozycja.
                Powiedziałam: "nie ma mowy, mam chłopaka". Nalegał: "przecież nikt się nie
                dowie". Powiedziałam: "ale ja będę wiedziała" - opowiada Miłka Stępień,
                afrykanistka i działaczka Zielonych.
                Aż do momentu aresztowania Mola nawet jego dobrzy znajomi nie zdawali sobie
                spraw z jego podbojów seksualnych. Podrywane przez niego dziewczyny zazwyczaj
                wychodziły też z założenia, że Simon uległ emocjom i nie przychodziło im do
                głowy, że to jego sposób działania.
                - Dzisiaj na wiele sytuacji patrzę inaczej. Pamiętam jeden z bankietów po
                premierze teatralnej. Zauważyłem, jak Simon rozmawia z jedną z kobiet przy
                barze, wstukuje jej numer do komórki. A potem przemieszcza się w inne miejsce, i
                już ma nowy numer innej kobiety -mówi jeden z jego znajomych.
                Czarne kobiety jak siostry
                Kiedy okazało się, że Simon Mol podejrzany jest o świadome zarażanie kobiet
                wirusem HIV, ludzie związani z organizacjami humanitarnymi byli bliscy paniki.
                -Bardzo boimy się o los ciemnoskórych kobiet, które mogły mieć kontakty
                seksualne z Molem. Żadna z nich nic nie powie, nawet jeśli jest zakażona. Nie
                pójdzie na badania, bo będzie się bała, że to pogorszy jej sytuację w oczach
                polskich władz -mówi jedna z osób, kierujących organizacją pomagającą uchodźcom.
                Jednak osoby, które obserwowały, jak Mol funkcjonował w środowiskach uchodźców,
                uważają te obawy za bezpodstawne.
                -Simon miał olbrzymi autorytet wśród żyjących w Warszawie Afrykanów. Czarne
                kobiety patrzyły na niego jak na boga. Gdyby powiedział jednej z nich, że ma
                pójść do jego mieszkania, zostać na noc lub z nim żyć, usłuchałaby bez wahania
                -mówi Andrzej Malinowski, aktor, który występował w Teatrze Migrator. -Widać
                było wyraźnie, że te kobiety go nie interesują. Traktował je rzeczowo i bez emocji.
                I chociaż w otoczeniu Mola znajdowały się niekiedy prawdziwe czarne piękności,
                za którymi oglądali się Polacy, on nie zwracał na nie uwagi. - Dla niego były po
                prostu siostrami -mówi ciemnoskóry aktor Migratora. -Jako mężczyznę interesowały
                go tylko Polki, no, w każdym razie białe kobiety.
                Na zawsze w Polsce
                Kiedy wybuchła afera Simona Mola, na biurko Jana Węgrzyna, dyrektora Biura dla
                Cudzoziemców i Repatriacji MSWIA, natychmiast trafiła jego teczka. Wniosek
                uc
                • ijaw Re: Zawodowy uchodźca - II art. cd 01.02.07, 10:44
                  Na zawsze w Polsce
                  Kiedy wybuchła afera Simona Mola, na biurko Jana Węgrzyna, dyrektora Biura dla
                  Cudzoziemców i Repatriacji MSWIA, natychmiast trafiła jego teczka. Wniosek
                  uchodźcy Mola złożony siedem lat temu, był doskonale przygotowany, z listami
                  poparcia Pen Clubu.
                  Kilka lat temu sam Węgrzyn wszedł w konflikt z najsłynniejszym afrykańskim
                  uchodźcą w Polsce.
                  - "Rzeczpospolita", powołując się na mnie, napisała, że Polska nie chce stwarzać
                  sobie problemów, jakie ma zachodnia Europa, która pozwoliła na masową imigrację.
                  Sugerowałem, że powinniśmy raczej stawiać na pokrewnych kulturowo Słowian.
                  Rozpętało się prawdziwe piekło - wspomina Jan Węgrzyn. -Mol jako sekretarz
                  generalny Stowarzyszenia Uchodźców wystosował list otwarty, zarzucając mi
                  dyskryminację na tle rasowym. Izabela Jaruga-Nowacka, wówczas minister w rządzie
                  Marka Belki, żądała mojej dymisji.
                  Węgrzyn mówi to, co wielu urzędników i wolontariuszy z organizacji
                  humanitarnych: Simon Mol był niezwykle groźnym przeciwnikiem, bo w razie
                  najmniejszych problemów zarzucał rasizm i groził, że wróci z dziennikarzami. -A
                  miał naprawdę znakomite przełożenie na"Gazetę Wyborczą" -podkreślają.
                  Wiele osób zastanawia się dziś, co się stanie, jeśli Simon Mol zostanie skazany
                  prawomocnym wyrokiem sądu. - Nie będzie miało to żadnego wpływu na jego status
                  uchodźcy. W więzieniu zachowa pełne prawa, jakie z tego wynikają, państwo
                  polskie będzie też płacić za jego kurację lekami przeciwko HIV - mówi Węgrzyn. -
                  No i oczywiście, kiedy Mol już wyjdzie, pozostanie na terytorium Polski.
                  Czy Mol mógłby być deportowany z Polski? Tylko pod jednym warunkiem. - Gdyby
                  jakieś osoby, oburzone jego postępowaniem, ujawniły fakty wskazujące, że
                  starając się o status uchodźcy, podał nieprawdziwe informacje, możliwe byłoby
                  cofnięcie mu tego statusu - tłumaczy Węgrzyn.
                  BERTOLD KITTEL, MAJA NARBUTT, współpraca Agata Byrska
                  • nsc23 Re: Zawodowy uchodźca - II art. cd 03.02.07, 02:50
                    To przykre, co ten facet zrobil. Moj chlopak jest uchodzca politycznym z
                    Zimbabwe do UK i juz bez tego bylo mi trudno przekonac dziadkow, ze jest ok.
                    Teraz juz chyba nic do nich nie dotrze. Dobrze, ze nie wchodza na wiele stron
                    internetowych, moze nie siedza w tym tak jak ja to jakos ich ominie.
                    A testy na HIV zrobilismy oboje, tylko czy ja mam ten papier nosic w kieszeni i
                    wszystkim pokazywac, ze sa czarni bez HIV? Grrr...
                    • ijaw Re: Zawodowy uchodźca - II art. cd 05.02.07, 00:00
                      Nie przesadzaj. Myślisz, że tematem numer jeden w Polsce jest sprawa Simona?
                      Wiele osób słyszało, że dzwonili w kościele lecz nie wiedzą, w którym. Nawet
                      użytkownikom internetu zdarza się niedoinformowanie.
                      Po ulicach dziewczyny chodzą z czarnymi chłopakami. Przez nikogo niezaczepiane.
                      Zero spojrzeń, zero krytyki. "Bojówki" nagadały się w internecie. A kochające
                      babcie zrozumieją. Lub nie, ale nic z tego nie wynika. Jesteś w "świecie", dorosła.
                      Mol skrzywdził wiele kobiet. Swojemu środowisku też wyrządził niedźwiedzią
                      przysługę. Okrutna nauczka, która mam nadzieję wpłynie na zmianę wielu zachowań.

                      Są też pozytwne strony - ludzie badają się na obecność HIV. Z troski o siebie i
                      partnera.
                      pozdrawiam
              • ijaw kobiety nie chcą zeznawać 08.02.07, 22:50
                Potwierdzają się doniesienia z Rzeczpospolitej:

                "Zgłaszają się, ale nie chcą zeznawać. Z dziesiątek kobiet, które uważają, że
                zostały zarażone wirusem HIV przez Kameruńczyka Simona Mola, tylko cztery
                zdecydowały się formalnie obciążyć mężczyznę - dowiedział się reporter RMF.
                Każda zarażona kobieta, która nie złoży zeznań, to dla Simona Mola szansa na
                niższy wyrok. Najważniejsze jednak, że nawet bez nowych zeznań Kameruńczyk
                usłyszy zarzut świadomego zarażania wirusem HIV. Prokuratura ma dokumentację z
                ośrodka dla cudzoziemców, gdzie przeprowadzono badanie krwi i poinformowano
                Mola, że jest nosicielem wirusa HIV. - Ta dokumentacja będzie w tym przypadku
                rozstrzygająca - mówi prokurator Maciej Kujawski.
                Nowe zeznania mogłyby wzmocnić materiał dowodowy - być może pojawiłaby się
                informacja, że Mol jednym kobietom mówił o chorobie, innym nie."
                tiny.pl/w3rj
                • ijaw Na tropie oszusta Mola 06.03.07, 08:21
                  RZeczpospolita i TVN przeprowadziły własne śledztwo w sprawie Mola. Oto fakty:

                  Na tropie oszusta Simona Mola

                  Heroiczna biografia najsłynniejszego uchodźcy w Polsce jest od początku do końca
                  wymyślona

                  pierwsza_strona_a_1-1.F.jpg
                  Matka Simona, 64-letnia Hannah Nganje, długo milczy, jakby nie do końca dotarło
                  do niej, co nieznajomi biali powiedzieli właśnie o jej ukochanym synu. - Mój syn
                  nigdy nie był aresztowany - mówi wreszcie
                  BERTOLD KITTEL

                  Polskie instytucje i opinia publiczna wierzą, że Kameruńczyk, któremu przyznano
                  azyl w naszym kraju, uciekł z Afryki przed prześladowaniami politycznymi. Miał
                  walczyć z korupcją, był represjonowany, siedział wielokrotnie w afrykańskich
                  więzieniach.

                  Po aresztowaniu Simona Mola w styczniu pod zarzutem celowego zakażania
                  śmiertelnym wirusem HIV młodych kobiet zaczęliśmy dziennikarskie śledztwo. Przez
                  dwa tygodnie weryfikowaliśmy biografię Mola w Kamerunie i Ghanie. Udało się nam
                  ustalić, że Simon Mol został politycznym uchodźcą w Polsce bezprawnie.

                  - Jesteście w Europie bardzo naiwni, daliście się nabrać oszustowi - twierdzą
                  kameruńscy dziennikarze, z którymi rozmawialiśmy o Simonie Molu. Według nich
                  "Polacy padli ofiarą swego systemu wartości, który każe wierzyć ludziom".

                  Dotarliśmy do osób, które powinny znać Simona Mola, jeśli biografia, którą
                  podał, starając się o azyl w Polsce, jest prawdziwa. Żaden z kilkunastu
                  dziennikarzy kameruńskich, z którymi rozmawialiśmy, nigdy nie słyszał o Simonie
                  Moleke Njie, czyli Simonie Molu. Odszukaliśmy ludzi przed laty pracujących w
                  nieistniejących już gazetach "The Sketch" i "Cameroon Life Magazine", w których
                  miał pisać Simon Mol.

                  - W redakcji pracowało jakieś dziesięć osób - opowiada Norbert Wasso, były
                  redaktor "The Sketch". - Wszystkich znałem. Mola wśród nich nie było.

                  Biografii Mola nie potwierdza nawet jego najbliższa rodzina, która zgodnie z
                  legendą rozpowszechnianą przez niego samego desperacko walczyła o jego
                  uwolnienie. - Simon nigdy nie siedział w więzieniu - mówi jego matka, 64-letnia
                  Hannah Nganje. Prosi o przekazanie mu listu, w którym pisze, że "chciałaby, aby
                  ją pochował".

                  Jak mówi rodzina, Mol po skończeniu szkoły zawodowej pracował jakiś czas w
                  pobliskiej rafinerii. Dorywczo pisywał do gazet.

                  Nieprawdziwe są też przygody Mola w Ghanie, w której miano go aresztować za
                  "odważne" teksty. - On pisywał jako wolny strzelec, ale o futbolu - mówi szef
                  Związku Dziennikarzy Ghany Bright Kwame Blewu. - Mieszkał w naszym biurze, nie
                  pracował, nie miał żadnych dochodów, dawaliśmy mu po dziesięć dolarów na życie.
                  Nigdy się nie skarżył na żadne problemy z policją czy służbą imigracyjną. Nie
                  siedział w więzieniu.

                  - Jestem zdruzgotany i zszokowany - mówi Frank Mackay Anim-Appiah, szef
                  ghańskiego Pen Clubu. W 1999 roku przekazał Molowi swoje zaproszenie na światowy
                  kongres związku do Warszawy. Właśnie wtedy Mol poprosił o azyl w Polsce. - Nie
                  mogę uwierzyć w to, co zrobił.

                  Tymczasem w Polsce śledztwo przeciwko Kameruńczykowi nabiera rozpędu. Do
                  prowadzącej sprawę prokuratury zgłaszają się kolejne ofiary. - Mamy już siedem
                  pokrzywdzonych kobiet - ujawnia Paweł Nowak, szef Prokuratury Rejonowej
                  Warszawa-Żoliborz. - W ostatnich dniach dwie kolejne zgodziły się z nami
                  współpracować.

                  Zakażonych przez Mola kobiet może być dużo więcej. Policja nie wyklucza, że jest
                  ich ponad 20. Z informacji "Rz" wynika, iż śledczy odnajdują ofiary i przekonują
                  je do złożenia zeznań. Docierają do zakażonych kobiet i w trakcie przesłuchania
                  (przesłuchują je jako świadków w sprawie) pytają, czy zostały zakażone przez
                  Kameruńczyka.

                  Policjanci i prokuratorzy twierdzą, że dowody na to, iż Simon Mol umyślnie
                  zakażał śmiertelnym wirusem, są mocne. Badają także inne wątki związane z
                  działalnością Mola, m.in. finanse jego fundacji, o których pisaliśmy w tekście
                  "Zawodowy uchodźca Simon Mol" ("Rzeczpospolita" z 31 stycznia 2007 r.).
                  BERTOLD KITTEL, MAJA NARBUTT, współpraca: Anna Machowska (TVN)
                  Oglądaj też: Dziś na antenie TVN: "Rozmowy w toku" o godz. 17.15 i magazyn
                  reporterów "Uwaga" o 19.50

                  Kalendarium

                  1968 - najprawdopodobniej w tym roku urodził się Simon Mol. Po przyjeździe do
                  Polski zmienił datę urodzenia na 1973 r.

                  1996 - opuszcza Kamerun i, według spisanej przez siebie biografii, błąka się po
                  zachodniej Afryce, ostatecznie trafia do Ghany

                  1999 - po przylocie na Światowy Kongres Pen Clubu w Warszawie Kameruńczyk
                  zostaje w Polsce i prosi o azyl polityczny. W czasie pobytu w ośrodku dla
                  uchodźców okazuje się, że jest zarażony wirusem HIV

                  2000 - decyzją ministra spraw wewnętrznych i administracji Mol uzyskuje status
                  uchodźcy

                  2003 - stowarzyszenie Nigdy Więcej przyznaje mu tytuł Antyfaszysty Roku. Działa
                  w Warszawie jako poeta, dziennikarz i pisarz. Zakłada własny teatr
                  przedstawiający problemy uchodźców oraz stowarzyszenie broniące ich praw

                  2006 - na forach internetowych pojawiają się zarzuty byłych partnerek Mola, że
                  zaraził je wirusem HIV. Ten je odpiera, zarzucając kobietom kłamstwa i rasizm

                  2007 - w pierwszych dniach stycznia warszawska policja zatrzymuje go w jego
                  mieszkaniu. Prokurator zarzuca mu umyślne zakażanie kobiet wirusem HIV. Uchodźca
                  trafia do aresztu, grozi mu 10 lat więzienia

                  rzeczpospolita.pl/dodatki/pierwsza_strona_070306/pierwsza_strona_a_1.html
                  • ijaw Simon Mol - Dyzma III Rzeczpospolitej 06.03.07, 08:23
                    Pamiętacie "Karierę Nikodema Dyzmy"? Powieść Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, a potem
                    świetny film z gwiazdorską kreacją Romana Wilhelmiego? To opowieść o człowieku,
                    który zrobił gigantyczną karierę tylko dlatego, że nikt nie uznał za stosowne
                    sprawdzić jego życiorysu. Eleganckiemu towarzystwu Dyzma pasował do roli, którą
                    chcieli, aby odgrywał.

                    Simon Mol - bohater naszych dwóch poprzednich reportaży i dzisiejszego tekstu -
                    to właśnie taki współczesny Nikodem Dyzma. Wziął się znikąd, wszystkich olśnił i
                    oszukał. W przypadku Mola byłaby to nawet zabawna historia z happy endem - bo
                    został w końcu rozszyfrowany i aresztowany - gdyby nie fakt, że podczas swojego
                    kilkuletniego pobytu w Polsce Kameruńczyk zaraził wirusem HIV wiele zauroczonych
                    nim kobiet. Że robił to długi czas bezkarnie i na masową skalę. A dziewczyny,
                    które brutalnie nakłaniał doseksu, wierzyły, że jest represjonowanym w Kamerunie
                    dziennikarzem i poetą oraz ideowym bojownikiem o prawa mniejszości w Polsce.

                    Dlaczego miały nie wierzyć? Mol był jedną z najlepiej rozpoznawalnych twarzy
                    warszawskiej socjety. Brylował na salonach, uczestniczył we wszystkich możliwych
                    akcjach charytatywnych i protestacyjnych. Polskie władze przyznały mu status
                    uchodźcy oraz mieszkanie. Był zawodowcem w dziedzinie walki o pokój, wolność i
                    równość. Oraz - jak się okazało - profesjonalnym oszustem, fachowcem w
                    wykorzystywaniu naiwności ludzi, którzy w niego wierzyli i którzy mu zaufali. A
                    zaufali mu, bo istnienie Simona Mola, wygnanego ze swojego kraju i na
                    uchodźstwie walczącego z rasizmem czarnoskórego bojownika, było wygodnym
                    argumentem potwierdzającym ich mało skomplikowaną wizję świata.

                    Skala oszustwa, do jakiego posuwał się Mol, jest ogromna. Niemal każdy fakt,
                    który badali nasi reporterzy przez dwa tygodnie w Kamerunie, okazywał się
                    wymysłem lub mistyfikacją. Wystarczyło tylko sprawdzić.

                    Szkoda, że nie zrobili tego wcześniej polscy poplecznicy Simona Mola. Ciekawe,
                    czy mają dziś z tego powodu choć wyrzuty sumienia.
                    Amelia Łukasiak
                    rzeczpospolita.pl/dodatki/druga_strona_070306/druga_strona_a_3.html
                    • ijaw Prawdziwa historia oszusta z Afryki 06.03.07, 08:29
                      Polacy uwierzyli, że Simon Mol walczył z korupcją w swym kraju, był
                      prześladowany przez reżim, cierpiał w więzieniu. Ale jego heroiczna historia
                      jest od początku do końca nieprawdziwa, a on jest zwykłym kłamcą
                      kraj_a_3-1.F.jpg
                      A więc nie zobaczę go już. Jestem chora, chciałam, żeby mnie pochował - cicho
                      mówi 64-letnia Hannah Nganje, matka Mola
                      Bertold Kittel
                      kraj_a_3-2.F.jpg
                      Mieszkał w naszym biurze, nie pracował, nie miał żadnych dochodów, dawaliśmy mu
                      po 10 dolarów na życie. Nigdy nie skarżył się na żadne problemy z policją czy
                      służbą imigracyjną - mówią dawni znajomi Mola z Ghany
                      Bertold Kittel
                      kraj_a_3-3.F.jpg
                      Sekretarz generalny związku dziennikarzy Bright Kwame Blewu mówi, że nie
                      słyszał, żeby Mol miał kiedykolwiek problemy z policją
                      Bertold Kittel
                      kraj_a_3-4.F.jpg
                      W tym niepozornym domku dorastał Simon Moleke Njie, wiele lat przed tym zanim
                      stał się Simonem Molem
                      Bertold Kittel
                      kraj_a_3-5.F.jpg
                      Wynurzenia Mola wstrząsnęły też szefem ghańskiego Pen Clubu Frankiem Mackay Anim
                      -Appiah
                      Bertold Kittel
                      -Nikt wam nie powiedział, kto to jest feyman? Nie możecie pisać o Simonie Molu,
                      jeśli tego nie wiecie -mówi kameruński antropolog Noah Olivier. - Feyman to
                      oszust. Zawsze działa zagranicą, tam kłamie wykorzystuje innych. Więzienia w
                      całej Afryce są pełne naszych feymanów.
                      Kiedy feyman wyjeżdża z Kamerunu, mówi się, że "idzie na front". Przybiera
                      fałszywą tożsamość, udaje kogoś innego. Czasem zostaje "ranny na polu walki",
                      czyli zdemaskowany i aresztowany. Często jednak powodzi mu się znakomicie, po
                      jakimś czasie wraca do kraju, gdzie imponuje innym swoim powodzeniem. W
                      Kamerunie mówi się o feymanii - od lat 90. feyman jest idolem młodych
                      Kameruńczyków - nie chcą pracować, marzą o łatwym życiu, najchętniej w Europie.
                      Przez siedem lat Simon Mol, najsłynniejszy afrykański uchodźca w Polsce, grał
                      rolę prześladowanego za swoje odważne teksty dziennikarza, poety i pisarza. Stał
                      się symbolem ruchu antyrasistowskiego. Od polskiego rządu dostał status
                      uchodźcy, od warszawskiego samorządu mieszkanie i pieniądze, od organizacji
                      antyfaszystowskich tytuł Antyfaszysty Roku.
                      Kiedy w styczniu tego roku, będąc u szczytu, trafił do aresztu pod zarzutem
                      świadomego zarażania wirusem HIV swoich partnerek, dziennikarze
                      "Rzeczpospolitej" rozpoczęli śledztwo, które miało dać odpowiedź napytanie: kim
                      naprawdę jest Simon Mol. Po wielu tygodniach żmudnej weryfikacji jego biografii
                      w Polsce, Kamerunie i Ghanie udało nam się ponad wszelką wątpliwość ustalić, że
                      jest pospolitym oszustem, który bezprawnie został politycznym uchodźcą w Polsce.
                      Dom pod trzynastką
                      Chatka przy jednej z bocznych uliczek w Buea w zachodniej części Kamerunu nie
                      różni się specjalnie od innych. W tym niepozornym domku dorastał Simon Moleke
                      Njie, wiele lat przed tym, zanim stał się Simonem Molem, który najpierw
                      zawojował warszawskie salony, a potem trafił do aresztu za zainfekowanie swoich
                      partnerek wirusem HIV.
                      Na ścianie ktoś namazał numer 13. Ale to bez znaczenia. Kamerun, tak jak
                      większość krajów tej części Afryki, nie zna adresów, nazw ulic i numerów domów.
                      Pozbawione bieżącej wody, a często nawet elektryczności chatki stoją
                      porozrzucane bez ładu i składu wzdłuż kilku ulic. Nie inaczej jest w Buea.
                      Odnalezienie rodziny Simona Mola nie było łatwe. Szukając jego śladów, kilka dni
                      wcześniej daliśmy ogłoszenie w lokalnej gazecie "The Post". Zdjęcie Mola i apel:
                      "Jeśli znasz tego człowieka, skontaktuj się z nami". Do tego adres poczty
                      elektronicznej i numer miejscowej komórki, którą dzień wcześniej kupiliśmy na targu.
                      Najpierw przyszło kilka e-maili od ciekawskich, którzy pytali "co się stało temu
                      gościowi". A po dwóch dniach zadzwonił Henry.
                      Henry okazał się adwokatem z Limbe, miasta nad brzegiem oceanu, jakieś pół
                      godziny jazdy od Buea. Jest bogatym i wpływowym człowiekiem: ma wielki dom,
                      czarnego mercedesa i zna wszystkich w okolicy. Henry zna też stryja Simona.
                      Stryj Simona, drobny, niski, około 50-letni mężczyzna w czapce z daszkiem, kilka
                      sekund wpatrywał się w jego fotografię. - To syn mojej siostry, on mieszka w
                      Polsce -oświadczył i napisał na kartce, jak trafić do domu matki: za
                      uniwersytetem pierwsza uliczka w prawo, znaleźć sklep zielarski i zapytać w domu
                      naprzeciw.
                      Kilkadziesiąt minut później staliśmy przed małym domkiem z napisem 13 na
                      ścianie. Na widok kilku białych wyrosła grupka sąsiadów. -Rodzina Simona już tu
                      nie mieszka - mówi chłopak, jak się później okazało, brat Mola. - Ojciec wyniósł
                      się do innego miasta, na wschodzie Kamerunu.
                      - Ale tam mieszka jego matka - wtrąca się młoda dziewczyna i ciągnie nas w
                      kamienisty zaułek. 64-letnia Hannah Nganje, matka sześciu synów, jest zaskoczona
                      zamieszaniem. Wydaje się nie rozumieć, po co intruzi, pytający o Simona,
                      stłoczyli się na maleńkim podwórku przed jej skromną chatką. - Simon? Długo się
                      nie odzywał, dopiero w grudniu zadzwonił i powiedział, że wszystko u niego w
                      porządku - mówi. Pokazuje zdjęcia. Simon w Ghanie, Simon w radiu, Simon z książkami.
                      Stara kobieta długo w milczeniu siedzi na progu, jakby nie dotarło do niej to,
                      co nieznajomi biali powiedzieli właśnie o jej synu. Wreszcie szlocha i mówi
                      cicho w miejscowym dialekcie angielskiego: - A więc już go nie zobaczę.
                      Prosi, żebyśmy przekazali mu list, w którym pisze, że zawsze chciała, "żeby ją
                      pochował". - "Wiesz, że jestem chora, ale skoro Bóg tak chce, to nie ma wyboru"
                      - pisze.
                      Krewni Mola rozmawiają o nim chętnie. Ale w tym, co mówią, niewiele się zgadza z
                      oficjalną biografią. Kiedy w rozmowie z krewnymi Simona mówimy o faktach, które
                      przedstawiał, prosząc o azyl w Polsce, są wyraźnie zdumieni. Nie zgadza się
                      nawet jego data urodzenia. W Polsce Simon Mol twierdził, że urodził się w 1973
                      roku. Po krótkiej rozmowie z rodziną wiemy, że kłamał nawet w tym wypadku -w
                      rzeczywistości urodził się w latach 60., najprawdopodobniej w 1968 roku.
                      Ale nie zgadzają się znacznie poważniejsze fakty. Krewni najwyraźniej nie wiedzą
                      o prześladowaniach, jakie rzekomo dotknęły Mola w Kamerunie. - Simon nigdy nie
                      był aresztowany - dziwi się matka. Także inni krewni zaprzeczają, by
                      kiedykolwiek był aresztowany. Tylko przyjaciel wspomina, że "straszyli go i
                      dlatego musiał wyjechać".
                      - Uczył się w szkole elektrycznej -wspomina stryj. -Pracował w miejscowej
                      rafinerii. Rodzina pamięta, że Simon pisywał do lokalnych gazet.
                      Przede wszystkim jednak utrwalił się w rodzinnych wspomnieniach jako rozrywkowy
                      chłopak.- On miał wiele dziewczyn. Z jedną miał nawet syna, który dziś ma 15 lat
                      -dodaje stryj.
                      Minister truje kolegę z rządu
                      Postanowiliśmy dotrzeć do ludzi, którzy powinni pamiętać Mola z czasów, gdy jak
                      twierdził, był prześladowanym dziennikarzem. Starając się o azyl, Mol podał, że
                      pisał w lokalnej gazecie "The Sketch", wysyłał też korespondencje do"The
                      Cameroon Life Magazine". Musieliśmy odnaleźć te redakcje i ludzi, którzy w
                      połowie lat 90. w nich pracowali.
                      Ale to nie było proste. Kameruński rynek prasowy przypomina kalejdoskop: dużo
                      kawałków, przemieszczających się i układających w najróżniejsze konfiguracje.
                      Gazety istnieją najczęściej kilka miesięcy, tylko niektóre utrzymują się na
                      rynku kilka lub więcej lat.
                      Kioski z gazetami eksponują wielkie ramy z kilkudziesięcioma tytułami
                      wychodzącymi na kiepskim papierze dwa, trzy razy w tygodniu. Na pierwszych
                      stronach duże tytuły "Kradnie państwowe pieniądze", "Sprzeniewierzył fundusze".
                      Z jednej z czołówek uderza tytuł: "Minister chciał otruć swego rywala".
                      Dziennikarz ze swadą pisze, że minister zdrowia zorganizował bankiet, na którym,
                      jak mówią "źródła anonimowe, ale dobrze poinformowane", postanowił otruć swego
                      kolegę z rządu. Ten wyczuł, o co chodzi, i nie przyszedł. Nad motywami
                      trucicielskiej działalności ministra gazeta się nie rozwodzi -robi tylko dość
                      niejasną aluzję, że "chciał być jedynym kogutem w kurniku".
                      W siedzibie kameruńskiego Transparency International pytamy, jakie konsekwencje
                      mogą ponieść dziennikarze. - Chodzi wam oto, c
                      • ijaw Re: Prawdziwa historia oszusta z Afryki -cd 06.03.07, 08:32
                        W siedzibie kameruńskiego Transparency International pytamy, jakie konsekwencje
                        mogą ponieść dziennikarze. - Chodzi wam oto, czy autor artykułu trafił do
                        więzienia? Chyba żartujecie, za takie artykuły się nikogo nie sadza. I nie
                        sadzało już w latach 90. Oczywiście, minister posądzony o próbę otrucia się
                        denerwował i skierował pozew cywilny przeciwko dziennikarzowi -mówi szef
                        Transparency International Leopold Nzeusseu.
                        Jak podkreśla, granice wolności prasy są bardzo duże - niedawno jedna z gazet
                        opublikowała listę miejscowych polityków i oficjeli, którzy rzekomo są
                        homoseksualistami.
                        Aluzje seksualne są obecne w wielu artykułach - gdy pisze się o korupcji, dodaje
                        też często mimochodem "pedofilia w tle".
                        Zarzut homoseksualizmu jest jednak w Kamerunie poważniejszy -jest on przestępstwem.
                        -Zdarza się, że ktoś chce, by napisano o nim, że jest homoseksualistą. Płaci
                        wtedy dziennikarzowi i ma na papierze podkładkę, by dostać azyl polityczny
                        -ujawnia jeden z naszych rozmówców w stolicy Yaounde, blisko związany z mediami.
                        Obsesyjne zainteresowanie homoseksualizmem polityków, jakie widzimy w
                        kameruńskich gazetach, staje się dla nas zrozumiałe dopiero po rozmowie z
                        miejscowym antropologiem. Homoseksualny seksuznawany jest tam za magiczny
                        rytuał, w którym człowiek czyni zło, by zyskać powodzenie i bogactwo.
                        Mol nie był dziennikarzem
                        W siedzibie "The Post" w Buea, największej i najbardziej wpływowej gazecie w
                        okolicy, znają Mola. Na swojej stronie umieścili link do jego angielskiej strony
                        z poezją.
                        - Napisał do nas kiedyś e-maila, że jest kameruńskim poetą mieszkającym w
                        Polsce. Wiedzieliśmy, że odnosi tam sukcesy, byliśmy z niego dumni. Podobały nam
                        się też jego wiersze - mówi Charly Ndi Chia, redaktor naczelny "The Post".
                        Czy Simon napisał w e-mailu, że jest byłym dziennikarzem z Buea? - Nie, tylko
                        to, że jest poetą - mówi Charly. Nikt w redakcji nie wiedział, że Mol był
                        wcześniej dziennikarzem w tym samym mieście, nikt też nie słyszał o jego
                        problemach, jakich przysporzyć miały mu jego odważne publikacje. Francis Wache z
                        redakcji "Post" korespondował z Molem.-Znałem go przez Internet, przysyłał mi
                        wiersze -mówi.
                        Ponad 10 lat temu Wache pracował w redakcji "Cameroon Life Magazine", tej samej,
                        w której miał publikować Mol. -Twierdził, że pamięta mnie z tamtej redakcji. Ale
                        ja go nie pamiętam - opowiada Wache.
                        Charly Ndi Chia nie ma wątpliwości, że Mol nie jest uchodźcą politycznym. -Nikt
                        tu o nim nie słyszał jako o dziennikarzu -mówi.
                        Kamerunie aresztowania dziennikarzy zawsze są nagłaśniane. Charly Ndi Chia,
                        związany z mniejszością anglofońską we frankofońskim Kamerunie, sam w
                        przeszłości dziewięć razy trafił do więzienia. Za każdym razem pisały o tym
                        gazety, mówiła telewizja i radio, a Charly stał się znaną postacią nie tylko w
                        świecie medialnym. - Kiedy Mol opuszczał Kamerun, byłem aktywnym dziennikarzem,
                        czytałem wszystkie anglofońskie gazety i nie pamiętam go. Wiem, kto pisał, kto
                        miał problemyz rządem. Nikt nigdy nie słyszał o Molu - zapewnia. Charly nie ma
                        wątpliwości, że Mol jest oszustem, zdeterminowanym, żeby dostać azyl polityczny
                        w Europie.
                        Według spisanej przez siebie biografii Mol do początku 1995 roku pracował w
                        gazecie "The Sketch". "Dzięki ciężkiej pracy i talentowi szybko stał się
                        redaktorem odpowiedzialnym za region" - napisał na swojej stronie internetowej.
                        "Sketch" w połowie lat 90. zniknął z rynku wraz ze śmiercią swojego wydawcy i
                        naczelnego w jednej osobie.
                        Norbert Wasso od 1992 do końca 1994 roku pracował w redakcji "The Sketch". - W
                        redakcji pracowało jakieś 10 osób - opowiada. - Wszystkich znałem. Mola wśród
                        nich nie było.
                        Tajemniczy przyjaciel Simona
                        Akra, gwarna stolica Ghany, to plątanina uliczek i zaułków. Po wyjeździe z
                        Kamerunu Mol spędził tu ostatnie lata przed przyjazdem do Polski. Wyjazd nad
                        Wisłę umożliwił mu szef ghańskiego Pen Clubu Frank Mackay Anim-Appiah, który
                        wysłał go jako delegata na odbywający się w Warszawie światowy kongres tej
                        prestiżowej organizacji. Według biografii, Mol musiał uciekać z Ghany przed
                        więzieniem i prześladowaniami.
                        Odnalezienie śladów Mola w Akrze nie jest wcale proste. Jeszcze dwa lata temu
                        ghański Pen Club zajmował biuro w niegdyś pięknym, postkolonialnym domu. Ale
                        teraz trwa tam remont. Nikt nie wie, gdzie szukać szefa Pen Clubu.
                        Jak twierdził w swej biografii Mol, pomagał mu Związek Dziennikarzy Ghany. To
                        oni mieli zapłacić kaucję, gdy siedział w więzieniu. Ale i tutaj zdobycie
                        jakichkolwiek informacji idzie jak po grudzie. Szefowie związku twierdzą, że
                        Mola nie znają. Ale wiedzą coś o nieuchwytnym szefie Pen Clubu. - Dzwonił do
                        mnie ze dwa tygodnie temu, ale nie zostawił numeru - mówi szef Związku Bright
                        Kwame Blewu.
                        Bright obiecuje pomoc w znalezieniu prezesa Pen Clubu. Daje nam do pomocy
                        swojego asystenta Fifi. Ten obiecuje nas zawieźć do Franka. Ale spotkanie się
                        odwleka. Najpierw o godzinę, apotem o kolejnych kilka godzin, aż do wieczora. I
                        kiedy później znów szukamy Franka, jedynego człowieka w Akrze, który, jak się
                        zdaje, może wiedzieć cokolwiek o Molu, Fifi wypala: -Byłem najlepszym
                        przyjacielem Simona. To był fajny facet, biegałem z nim co rano, czytałem jego
                        wiersze.
                        Okazuje się, że wszyscy, którzy wcześniej w Akrze mówili nam, że nie znali Mola,
                        w rzeczywistości byli jego przyjaciółmi. Nie chcą wyjaśnić, dlaczego udawali, że
                        go nie znają. Są niechętni, naciskają na nas, żebyśmy wytłumaczyli, dlaczego aż
                        z Polski przyjechaliśmy szukać informacji o Molu aż do Afryki. - Po co robicie
                        reportaż o Simonie? -dopytuje Bright Kwame Blewu, który właśnie okazał się być
                        dobrym kolegą Mola.
                        Zaczynamy mówić o uwięzieniu Mola w Polsce i o tym, co przywiodło nas do Akry.
                        Pokazujemy stronę internetową Mola z opisem prześladowań, jakie miały go spotkać
                        w Ghanie.
                        Nasi rozmówcy czytają zapiski Mola z niedowierzaniem. - Jak on może tak kłamać,
                        to, co napisał, obraża nas i nasz kraj -mówią podniesionymi głosami. - Mieszkał
                        w naszym biurze, nie pracował, nie miał żadnych dochodów, dawaliśmy mu po 10
                        dolarów na życie. Nigdy się nie skarżył na żadne problemy z policją czy służbą
                        imigracyjną.
                        Bright Kwame Blewu mówi, że Mol w razie jakichkolwiek problemów z policją
                        powinien zgłosić się do niego. -Byłem wtedy wiceszefem związku dziennikarzy
                        Ghany, znałem dobrze Mola, a on mi nigdy nie sygnalizował żadnych problemów.
                        Wierzyliśmy mu, bo w Kamerunie zdarzały się prześladowania dziennikarzy, ale
                        nigdy nie weryfikowaliśmy jego historii. Oczywiście, że łatwo mógł wszystko
                        zmyślić. Będąc w Ghanie, w ogóle nie pracował, pisał coś o piłce nożnej jako
                        wolny strzelec. Biegał, zajmował się tylko futbolem.
                        Heroiczna biografia Mola wstrząsa szefem ghańskiego Pen Clubu Frankiem Mackay
                        Anim-Appiah. Kiedy poprzedniego dnia spotykaliśmy się z nim, był skrajnie
                        nieufny. Szybko się rozstaliśmy. Następnego dnia, gdy już wie, jak Mol opisał
                        swój pobyt w Ghanie, jest wyraźnie załamany. - Jestem zdruzgotany i zszokowany -
                        mówi. - Nie mogę uwierzyć w to, co zrobił. W dzień przed wyjazdem do Polski
                        spędził noc w moim domu, potem odprowadziliśmy go na lotnisko i pożegnaliśmy
                        przed wejściem do samolotu. On nigdy nie był w więzieniu. Raz pytała o niego
                        policja, ale chodziło o jakiś drobiazg niezwiązany z dziennikarstwem.
                        Bez żalu i skruchy
                        Simon Mol nie przyznaje się do winy. Policjanci i prokuratorzy, którzy się z nim
                        stykali, mówią, że nie ma wyrzutów sumienia, nie żałuje też, że skazał na śmierć
                        młode kobiety. Myśl owinie jest mu kompletnie obca.
                        - Ludzie w Europie potrafią głęboko cierpieć z powodu zła, które komuś uczynili.
                        To wiąże się z całą tradycją judeochrześcijańską, poczuciem odpowiedzialności za
                        swe czyny. Ale proszę nie szukać odpowiedzialności za siebie w Afryce wśród
                        najliczniejszego tu ludu Bantu - mówi Noah Oliver, kameruński antropolog, a
                        zarazem psycholog kliniczny, któremu opowiedzieliśmy historię Simona Mola.
                        Kiedy Olivier wrócił do kraju z Uniwersytetu w Lille, gdzie uczył się
                        psychoanalizy, szybk
                        • ijaw Re: Prawdziwa historia oszusta z Afryki -cd 06.03.07, 08:34
                          szybko zrozumiał, że może pracować tylko z nielicznymi Europejczykami
                          mieszkającymi w Kamerunie. Psychoanaliza nie ma sensu wobec ludzi, którzy nie
                          mają poczucia winy.
                          - Gdy przychodzi do mnie pacjent, nie pytam, w jakiego boga wierzy. Bo jeśli
                          powie, że jest chrześcijaninem, to nic tu nie znaczy. Muszę ustalić, jaki jest
                          naprawdę jego światopogląd. Jego system wartości, stosunek do innych ludzi -
                          opowiada psycholog. - Czy miejscowa siostra zakonna, która zajdzie w ciążę, ma
                          poczucie winy, przeżywa konflikt wewnętrzny, że nie sprostała swemu powołaniu?
                          Nie. Siedzi cicho, nie spowiada się nawet ze swego upadku. Dopiero gdy
                          przełożona zauważy jej stan i powie, że nie może zostać w zakonie, czuje, że ma
                          problem.
                          Poczucie winy u mieszkańców tej części Afryki nie istnieje. -Jest tylko
                          pierwotny wstyd wynikający z przyłapania na gorącym uczynku, wytykania palcami
                          przez ludzi - podkreśla Noah Olivier. - Tylko takie uczucie może przeżywać Simon
                          Mol i dlatego będzie uparcie twierdził, że jest niewinny.
                          W swych artykułach Simon Mol deklarował, że naprawdę ważne są dla niego jego
                          tradycje plemienne. - Kobiety, które się z nim związały, byłyby głęboko
                          zaskoczone i przerażone, gdyby wiedziały, jaki jest jego świat wewnętrzny i jak
                          wiele jest w nim mroku - mówi antropolog. -W kręgu tradycyjnych wierzeń panuje
                          prawdziwa fascynacja złem i śmiercią, która według wierzeń "nie przychodzi z
                          daleka", ale ściągana jest na kogoś przed najbliższe osoby i ich złe intencje.
                          Faszystka zakaża pana Mola
                          "Byłem w Polsce i winnych krajach Europy Wschodniej i chcę powiedzieć moim
                          drogim afrykańskim braciom, że rasizm dotyka tam na co dzień wszystkich, którzy
                          mają czarną skórę. Bardzo możliwe, że organizacji polskich faszystów udało się
                          skłonić jedną z faszystek, by zaraziła pana Mola. Wypełniła swą misję. Resztę
                          łatwo sobie wyobrazić -przy pomocy kilku prostytutek przedstawiono człowieka
                          zaangażowanego w walkę z rasizmem jako tego, który rozsiewa AIDS" - taki wpis
                          otwiera dyskusję o Simonie Molu na jednym z popularnych kameruńskich portali
                          internetowych. Trudno zresztą mówić o dyskusji: wszyscy są jednomyślni.
                          "Naziści zatrzymali naszego brata. Tak już jest, że Afrykańczycy, którzy
                          angażują się w walkę z rasizmem, są eliminowani przez białych" -komentuje jeden
                          z internautów. Inny stawia kropkę nad"i", pisząc o Molu: "przynajmniej ten umiał
                          pomścić krzywdy uczynione naszej rasie".
                          W przeddzień naszego wyjazdu z Kamerunu ponownie zadzwonił Henry, adwokat, który
                          skontaktował nas z rodziną Simona. -Właśnie przeczytałem w Internecie, że w
                          Polsce żyje przyjaciółka Simona Mola, która jest zdrowa! Ma z nią zdrowe
                          dziecko! Jest więc niewinny! -krzyczy rozemocjonowany do słuchawki.
                          Czy wie, że w Internecie krąży wiele plotek? Że każda kobieta może w sieci podać
                          się za matkę dziecka Simona Mola? Że jeśli rodzice są seropozytywni, dziecko
                          może być zdrowe? I chociaż mężczyzna jest zakażony, to utrzymująca z nim
                          kontakty seksualne kobieta może być zdrowa?
                          Ale Henry wie swoje. Wreszcie wybucha: - Pan Simon Mol walczył z rasizmem. Stał
                          się bardzo niewygodny dla polskiego rządu. Ten postanowił go zniszczyć. Proszę
                          nie mówić, że było inaczej. Wszyscy u nas wiedzą, co myśleć o tej sprawie.
                          BERTOLD KITTEL, MAJA NARBUTT, współpraca Anna Machowska, TVN
                          Z Afryki do Polski
                          kraj_a_3-6.F.jpg
                          Z Afryki do Polski
                          Buea i Akra I Tu mieszkał Simon Mol
                          Buea, rodzinna miejscowość Mola, leży w anglojęzycznej części Kamerunu. W Akrze,
                          stolicy Ghany, Mol mieszkał po wyjeździe z Kamerunu, bezpośrednio przed
                          przybyciem do Polski.
                          rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070306/kraj/kraj_a_3.html
                          • ijaw Sposób na wyjazd 06.03.07, 08:38
                            SPOSÓB NA WYJAZD Dokumenty kupione na targu w Yaounde i sfałszowane
                            zaświadczenia od partii politycznych. Albo "dobry biały" poznany przez Internet,
                            który zabierze do swego kraju
                            Kameruńczycy marzą o Europie. Zrobią wszystko, by się tam dostać. Mogą nawet
                            zmienić tożsamość
                            Kiedy wracamy z Buea, Georges, nasz kierowca, młody Kameruńczyk, który
                            przysłuchiwał się rozmowom, wybucha. Czarę goryczy przelała wiadomość, że w
                            Polsce Simon Mol może dostawać leki retrowirusowe za darmo.
                            - Co to za człowiek, ten Simon Mol! U nas rodzina wyrzuciłaby go na ulicę.
                            Zawsze się tak robi, bo ta choroba to hańba dla wszystkich krewnych. A u was
                            miał piękne życie! Był w Europie, kontynencie nadziei! Ale on musiał wszystko
                            zniszczyć, bo nasi ludzi są głupi. Myślą, że mogą sobie zakażać jak w Kamerunie,
                            gdzie nikogo to nie interesuje! -zdenerwowany Georges puszcza kierownicę i
                            gestykuluje. Wzburzony powtarza: zawsze do Europy jadą ci najgorsi, feymani,
                            którzy wiedzą, jak kłamać.
                            Wyjazd do Europy to dla Kameruńczyków życiowa szansa. Zostawiają biedę, slumsy,
                            brak pracy i perspektyw. Wybierają pracę zamiataczy ulic i biedę, ale w
                            mitycznej, bogatej Europie.
                            -Jak najłatwiej wyjechać do Europy? Patent jest prosty. Trzeba zostać uchodźcą
                            politycznym. Na zachodzie kraju pewna partia to prawdziwa polityczna agencja
                            podróży. Organizuje marsz na rzecz autonomii anglofonów i zawiadamia
                            dziennikarzy. Demonstruje trzydzieści osób, niosą prowokacyjne transparenty,
                            interweniuje policja. Potem gazety zamieszczają zdjęcia. I ile osób dostaje
                            zachodnie wizy? Trzydzieści - mówi nam jeden z rozmówców. -Jest też pewien
                            adwokat niedaleko Buea, który wyspecjalizował się w preparowaniu dokumentacji,
                            która pomaga zostać uchodźcą.
                            Nie ma dokumentu, którego nie można załatwić lub kupić w Kamerunie. Kiedy
                            rozmawiamy z anglofońskimi dziennikarzami, pokazujemy im list przedstawiający
                            kolegę Simona Mola Emanuela M. jako prześladowanego przez reżim bojownika
                            młodzieżowej przybudówki partii Front Socjaldemokratyczny. List zapewnił
                            Emmanuelowi azyl w Polsce. - Młodzieżowa przybudówka tej partii nie istnieje.
                            Musicie zrozumieć: nasze partie polityczne też się prostytuują dla pieniędzy.
                            Takie zaświadczenie można dostać bez trudu - mówi dziennikarz, który zna liderów
                            tej partii.
                            Niedaleko uniwersytetu w stołecznym Yaounde rozciąga się dzielnica, która jest
                            mekką ludzi potrzebujących fałszywych dokumentów. Można tu dostać wszystko:
                            dyplom studiów, akt urodzenia. Dokumenty są niedrogie: jedyne pięć tysięcy
                            miejscowych franków, czyli 8 euro.
                            -Każdy dokument, który mi ktoś przynosi, starając się o wyjazd do Polski,
                            oglądam pod lupą. Dosłownie -przyznaje konsul honorowy Polski Mirosława Etoga. -
                            Często ludzie deklarują, że ich marzeniem jest zobaczenie kraju Jana Pawła II.
                            Pokazują przy tym na przykład rezerwację w pięciogwiazdkowym hotelu. Ale patrzę
                            na ich ubrania, tandetne buty i coś mi nie pasuje.
                            W internetowych kafejkach stolicy Kamerunu Yaounde i portowego miasta Douala
                            przesiadują młode kobiety. Każda z wchodzących na fora Kamerunek ma jedno
                            marzenie: poznać "bon Blanc", dobrego białego, który zabierze ją do Europy.
                            Kiedy w redakcji rządowego "Cameroun Tribune" zaczynamy mówić o swych
                            obserwacjach, atmosfera robi się napięta. - Wcale nie chcemy wyjeżdżać. U nas, w
                            Afryce, jest ciepło ludzkie. Ja mogę pójść do kolegi, posiedzimy razem, zjemy
                            posiłek. Potem on pójdzie do mnie. To jest życie - emocjonuje się Louis Edzinbi.
                            - Ludzie u nas uważają, że z Europy płynie zło. To u was wylągł się AIDS, by
                            potem pustoszyć nasz kontynent.
                            Na targowiskach i w barach z ust do ust podaje się informacje - nie należy
                            używać prezerwatyw, bo biali wysyłają je zakażone śmiertelnym wirusem. Chcą, by
                            wyginęli Afrykanie, bo wtedy będą mogli zająć Afrykę. Tak mówi kangossa, plotka,
                            której wierzy się bardziej niż władzom i mediom.
                            Ale chociaż biali są źli, a w Afryce można odczuć ciepło ludzkie, to jednak
                            Europa przyciąga jak magnes. - Ludzie oglądają telewizję, myślą, że oni też tak
                            mogliby żyć. Skoro biali są tak bogaci, powinni się podzielić. Mam znajomych,
                            którzy rzucili swoją pracę dziennikarzy, nauczycieli, by we Francji zamiatać
                            ulice i chwytać się dorywczych zajęć. Za pieniądze, które wydali na bilet,
                            załatwienie dokumentów mogliby u nas założyć mały biznes. Ale zrobią dosłownie
                            wszystko, by trafić do Europy - przyznaje Irene, młoda dziennikarka z "Cameroun
                            Tribune".
                            Czasem zdarza się, że to biały przyjedzie do Kamerunu. Na pokładzie samolotu
                            lecącego do Yaounde często można zobaczyć nietypową parę - siwowłosy obywatel
                            któregoś z krajów zachodniej Europy i przytulona do niego czule ciemnoskóra
                            piękność. Zwykle lecą w jej rodzinne strony, biały buduje dom, w którym
                            zamieszkuje cała rozgałęziona rodzina wybranki. Bon Blanc jest rozpieszczany
                            przez całą rodzinę, kuzynki i siostry ukochanej darzą go łaskami. W kraju, w
                            którym poligamia jest usankcjonowana, zazdrość jest czymś niezrozumiałym.
                            Ale sielanka znika, gdy biały chce wracać. Niedawno na ulicy Yaounde znaleziono
                            zabitego starszego Belga. Miał już wykupiony bilet do kraju. Kangossa mówi, że
                            zabiła go rodzina jego kobiety, bo nie mogła znieść myśli, że z pieniędzy
                            mężczyzny mogłaby korzystać jakaś inna.
                            kitt, m.m.
                            rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070306/kraj/kraj_a_4.html
                            • ijaw Zmyślone cierpienia 06.03.07, 08:40
                              Gdy obelgami i ciosami nie udało im się wydobyć ze mnie informacji, odprowadzili
                              mnie do mojej celi. (...) Przebywałem w celi, zakuty w kajdanki - ze wspomnień
                              Simona Mola
                              Mol miał opuścić Kamerun w 1996 roku z powodu prześladowania przez władze.
                              Według opublikowanej na jego stronie internetowej biografii Simon cztery razy
                              znalazł się w kameruńskim więzieniu za bezkompromisowe teksty. Jego historia
                              miała być w Kamerunie bardzo znana: przeciwko jego uwięzieniu protestowały
                              kameruńskie środowiska dziennikarskie, Simon miał też opublikować głośny artykuł
                              śledczy, w którym ujawnił skandal korupcyjny na szczytach władzy. Właśnie po tej
                              publikacji musiał uciekać z ojczyzny.
                              "Gdy obelgami i ciosami nie udało im się wydobyć ze mnie informacji,
                              odprowadzili mnie do mojej celi. (...) Przebywałem w celi, zakuty w kajdanki" -
                              napisał na swojej stronie internetowej. - "Na szczęście moja rodzina i koledzy
                              nie pozostali bezczynni. Zwrócili się do znanych osobistości, które
                              zorganizowały nacisk na władze. To mnie uratowało, bo później dowiedziałem się,
                              że zamierzano mnie wysłać do najcięższego więzienia politycznego w Kondengi."
                              Po ucieczce z Kamerunu Mol, jak twierdzi, tułał się po Afryce. Gwinea Równikowa,
                              gdzie prześladowano go czarami, Gabon, Nigeria, Niger, Burkina Faso, wreszcie
                              Ghana. Tutaj, jak twierdzi, pisał w ukazującej się w Akrze opozycyjnej gazecie
                              "Weekly Insight" i prorządowej "Democrat". Praca w dwóch wrogich gazetach miała
                              zwrócić uwagę władz, które kazały wybrać Molowi jedną z nich. Simon wybrał
                              opozycyjną "Insight".
                              "Nie przyjęto tego w dobrej wierze, co rozpaliło mściwy ogień politycznej
                              agresywności. (...) W"Insight" zajmowałem się sportem, któremu w Ghanie
                              patronowało być może najbardziej skorumpowane ministerstwo. Moje artykuły były
                              każdego tygodnia omawiane w najbardziej popularnej stacji UKF kraju. To wywołało
                              kryzys i otrzymałem bezpośrednie ostrzeżenie z ministerstwa. Pisałem też ostre
                              artykuły piętnujące korupcję w Kamerunie" -wspomina na swojej stronie Mol.
                              Próbował uciekać z Ghany, ale na lotnisku został aresztowany. Trafił do
                              malutkiej celi: cztery metry kwadratowe powierzchni i jeden metr przylegającej
                              do niej ubikacji. Mdlący zaduch, brak powietrza.
                              Wstrząsający opis jego cierpień w więzieniu w Ghanie stanowi kulminację
                              wspomnień Mola, spisanych jako "Prawdziwa historia mego życia". "Czasami w celi
                              było nawet trzydziestu mężczyzn" - pisze Simon Mol, nie wyjaśniając, w jaki
                              sposób mogli się zmieścić na pięciu metrach. W dodatku, w tej ciemnej celi miał
                              się rozwinąć jego talent poetycki. Gdy tylko dostarczono mu książki i papier,
                              zaczął pisać swe najważniejsze wiersze.
                              Ten fragment wspomnień Simona Mola budził największe emocje jego czytelników. Na
                              jego stronie internetowej wzruszali się uchodźcą, który tak wiele wycierpiał.
                              Prawdziwości jego więziennych wspomnień nie kwestionował nikt: ani organizacje
                              zajmujące się pomocą uchodźcom i zapraszające Mola jako eksperta, ani warszawscy
                              afrykaniści, którzy utrzymywali z nim zawodowe kontakty.
                              kitt, m.m.
                              rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070306/kraj/kraj_a_5.html
                  • ijaw Reportaż w TVN 06.03.07, 23:41
                    oglądałam bezpośrednio w telewizji, a tutaj można obejrzeć za pośrednictwem
                    internetu.
                    uwaga.onet.pl/1396568,2,archiwum.html
                    • ijaw Wzrasta lista ofiar Simona Mola 15.06.07, 08:28
                      Wiadomość PAP:

                      "Jest już 14 kobiet, które, jak ustaliła prokuratura, zaraził wirusem HIV
                      kameruński uchodźca Simon Mol. Liczba jego ofiar wciąż się zwiększa - pisze
                      "Rzeczpospolita".
                      - To specyficzne i delikatne śledztwo. Przesłuchania są bardzo trudne - mówi
                      Paweł Nowak, szef Prokuratury Rejonowej Warszawa- Żoliborz. Do niektórych kobiet
                      prokuratura dotarła dzięki informacjom przekazanym przez ich znajomych, którzy
                      wiedzieli, że utrzymywały kontakty seksualne z Kameruńczykiem.
                      Molowi, najbardziej znanemu w Polsce uchodźcy politycznemu, grozi też utrata
                      prawa do azylu politycznego w Polsce. W wyniku dziennikarskiego śledztwa
                      przeprowadzonego w Afryce gazeta ustaliła, że Mol sfałszował swoją heroiczną
                      biografię i nigdy nie siedział w afrykańskim więzieniu.
                      - Natychmiast, gdy będzie akt oskarżenia, wystąpimy o przesłuchanie Simona Mola
                      - zapowiada Jan Węgrzyn, szef Urzędu ds. Repatriacji i Cudzoziemców. Trwa
                      sprawdzanie czy Kameruńczyk wyłudził azyl polityczny.
                      Źródło: "Rz"

                      za Gazetą Wyborczą
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=902&w=64223130&v=2&s=0
    • ijaw 13 zarzutów dla Mola 14.12.07, 21:50
      Wiadomość PAP
      "O zarażenie wirusem HIV kilkunastu kobiet oskarżyła warszawska prokuratura
      Kameruńczyka Simona Mola. Mężczyzna odpowie też za nielegalne posiadanie białej
      broni.
      Jak powiedziała w piątek rzeczniczka warszawskiej prokuratury okręgowej
      Katarzyna Szeska, mężczyźnie postawiono w sumie 13 zarzutów.
      "Jedenaście z nich dotyczy zarażenia kobiet wirusem powodującym ciężką,
      nieuleczalną chorobę, jeden narażenia kobiety na taką chorobę. Trzynasty -
      posiadania bez pozwolenia białej broni, tzw. nunczako" - wyjaśniła.
      Dodała, że sprawy dwóch kolejnych kobiet zostały wyłączone do odrębnego
      rozpatrzenia, obie przebywają bowiem za granicą."
      wiadomosci.o2.pl/?s=257&t=441856
      • ijaw ruszył proces w sprawie S.Mola 20.07.08, 15:57
        o przebiegu informacje tutaj:
        wyborcza.pl/1,75248,5471239,Simon_M___Nikogo_nie_zabilem.html
      • ijaw Koniec sprawy - Mol nie żyje 13.10.08, 13:19
        Do przeczytania artykuł w Wyborczej:
        tiny.pl/sgjk
Pełna wersja