supaari
17.01.07, 12:33
Czyli druga strona tego wątku:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=55652951
...ale z przymrużeniem oka...
Wczoraj miałem się spotkać ze znajomą u niej w domu. Z miejsca się przyznam -
pomyliłem piętra. Dzwonię - cisza. Dzwonię znowu i słyszę męski głos
(myślałem, że to jej mąż; i że to do mnie): "Możesz już wejść!". Otwieram
drzwi, wchodzę i słyszę: "Niech będzie pochwalony..." (teraz to wszystko
przemyślałem i uważam, że to było raczej: "nie będzie pochwy, Johny...", albo
coś podobnego, ale wówczas mnie zamurowało...), więc odpowiedziałem: "Na
wieki...". Zaglądam do pokoju, a tam jakiś nagi gostek zrywa się z łóżka,
owija kołdrą i coś bredzi, że brat do niego przyjechał (na łóżku był jeszcze
drugi golas)... I żebym się rozebrał i rozgościł (miałem na sobie czarne
buty, spodnie i kurtkę, więc wyglądałem jak ksiądz, ale ze znaczenia tego
faktu zdałem sobie sprawę dopiero dzisiaj). Przerażony, że mnie napadną i
zgwałcą wybiegłem krzycząc, że mnie z kimś myli, że nie jestem zboczony ani
moralnie zepsuty. Że pomyliłem domy (powinienem powiedzieć "mieszkania"
lub "piętra")... I dodałem do siebie, że to jakieś senne zmory...
A dzisiaj przeczytałem, że jestem księdzem, że o sodomie i gomorze mówiłem
(to chyba "pomyliłem domy" i że "zmory"?). Na stole stała pusta flaszka, więc
panowie mogli mnie źle zrozumieć...