jola.pedagogspoleczny
26.01.07, 12:43
Wczoraj był u mnie ksiądz z coroczną wizytą. Rok temu nikogo nie było w domu
(praca) i nie wiedzieliśmy, czego możemy sie spodziewać.
Tym czasem ksiądz przyszedł, pomodlił się, popytał o pracę, pozartował i...
poszedł. Nie było zadnego wyliczania, że nie dajemy datków na kosciół, że nie
ma w domu świętych obrazków itd... Właśnie jestem na etapie przeprowadzki i
pytałam o zmianę parafii itd- wszystko mi dokładnie wyjaśnił i powiedział co
gdzie i trzeba załatwić, a czym mam się nie przejmować.
Było miło i sympatycznie (i nawet koperty zapomniał ;-)