Tzw. przyjaciele...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.05.03, 21:25
Jestem osobą samotną. Nie z wyboru. Tak mi sie ułożyło. Niby mam znajomych i
przyjaciół. Niby - bo owo złudzenie kończy się w dni takie jak dzisiejsze.
Wystarczą 2-3 dni wolnego, a świat o mnie zapomina. Znajomi wyjeżdżają
parami, bądź robią imprezki na miejscu, ale mnie nikt nie proponuje czegoś
takiego. Czy dlatego że jestem solo? Pewnie tak. Nadmienię, że jeśli JA
organizuję imprezę, znajomi lecą jak na skrzydłach. I dobrze się bawią. W
mijający łykend trzy razy zostalam wystawiona do wiatru - nie wyjeżdżamy,
nie imprezujemy, nie przyjeżdżaj (sprawy wcześniej umówione!!). Czy powinnam
zrezygnować ze znajomych, którzy po raz kolejny mnie olewają?! Ale jeśli to
zrobię, to czy znajdę nowych? I kiedy?! To nie jest takie proste, gdy ma się
30-tkę na karku i pewien bagaż wspólnych przeżyć. Co Wy na to?...
    • rlitwin Re: Tzw. przyjaciele... 04.05.03, 21:45
      Witaj,

      Nie powiem, ze znajdziesz tu odpowiedz, ale calkiem
      ciekawie pisze o przyjazni Wanda Loskor na swoich stronach:

      www.akademiasukcesu.com/sekrety/przyjazn.html
      • mrb4 Re: Tzw. przyjaciele... 05.05.03, 19:48
        Pozwoliłem sobie zajrzeć na proponowaną stronę i zapisałem się na minikurs
        planowania swojego życia. Za dwadzieścia dni zobaczę co z tego wyjdzie.

        Pozdrawiam
    • mellinda Re: Tzw. przyjaciele... 06.05.03, 16:45
      Yo Jo!
      A czy to w takim razie są przyjaciele czy tylko znajomi? Przyjaciel to chyba
      cos więcej niż tylko wspólna imprezka czy wypad, tak mi się wydaje?
      Nie bardzo rozumiem że niby 30-tka na karku to już nie możesz poznawać nowych
      ludzi? Ja też mam 30-tkę na karku, kilkoro wypróbowanych Przyjaciół, sporo
      miłych znajomych i mam nadzieję nadal poznawać nowych.
      Też jestem singlem, też niekoniecznie z wyboru ale można nauczyć się z tym żyć.
      Pewnie że w parze łatwiej i przyjemniej ale jak sie nie ma co się lubi...
      Samemu też można spędzać fajnie czas, grunt to zrozumieć co się lubi i co sie
      chce. Tak mi sie przynajmniej wydaje :-)))

      Pa! Good Luck z nowymi znajomymi!

      • Gość: Jo Re: Tzw. przyjaciele... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.05.03, 22:47
        > A czy to w takim razie są przyjaciele czy tylko znajomi? Przyjaciel to chyba
        > cos więcej niż tylko wspólna imprezka czy wypad, tak mi się wydaje?

        Z moimi znajomymi i ziomalami (nienawidzę tego określenia, ale pasuje) jest
        tak, że oni oczywiście nie imprezują bezustannie, i nie latają z party na
        party, ale faktem jest, że prowadzą zycie towarzyskie. Najczęściej właśnie
        podczas jakichś dłuższych weekendów, świąt czy - o właśnie - sylwestra. Ja
        obie nie tak dawno temu pomyślałam, że gdybym ja nie zorganizowała Sylwka, to
        pewnie zostałabym na lodzie. Ludzie wyjeżdżają, albo zwyczajnie o mnie nie
        pomyślą, a ja się nie umiem narzucać i wpraszać. Nawet tak było, w
        poprzedniego Sylwka (nie ostatniego, tylko wcześniejszego. Gdyby nie sąsiadka,
        przesiedziałabym tę noc w domu. Sama. Skończyło się bardzo miłą imprezą u jej
        przyjaciół, ale to nie zmienia faktu, ze nikt ze stałych znajomych nie
        zadzwonił, nie zapytał, nie zaprosił...
        Nie widze wyjścia. Nie zapraszają mnie, to nie wychodzę. Nie wychodzę, więc
        nie poznaję nowych ludzi. Nie poznaję nowych ludzi, więc nie mam po co
        wychodzić. Mam już dosyć samotnych wypadów do kina, muzeum, galerii, na rower.
        Na samą myśl o tym, ze wybiorę się na rowerową wycieczkę, znowu sama, robi mi
        sie fizycznie niedobrze!!
        I naprawdę, stara gropa jestem, ale - ja nie wiem, co robić, jak wyjść z tego
        impasu, zanim zamienię się w rozhisteryzowaną starą pannę. Starą pannę
        emocjonalnie, nie ze względu na faktyczny stan cywilny.


        > Nie bardzo rozumiem że niby 30-tka na karku to już nie możesz poznawać
        nowych
        > ludzi? Ja też mam 30-tkę na karku, kilkoro wypróbowanych Przyjaciół, sporo
        > miłych znajomych i mam nadzieję nadal poznawać nowych.

        Tak, ja tez tak uważam, tylko ciężko jest najpierw "rzucić" dawnych znajomych,
        bo cie zawiedli po iluś tam razach!! - a dopiero potem szukac nowych. No i
        trudno znaleźć. A poza tym...

        > Też jestem singlem, też niekoniecznie z wyboru ale można nauczyć się z tym
        > żyć.

        Mam nadzieję, ze zawsze tak będziesz myślała :)

        > Pewnie że w parze łatwiej i przyjemniej ale jak sie nie ma co się lubi...
        > Samemu też można spędzać fajnie czas, grunt to zrozumieć co się lubi i co
        sie
        > chce. Tak mi sie przynajmniej wydaje :-)))

        Cieszę się, że masz takie podejście, ja też takie samo miałam, przez dłuuuugi
        czas, ale teraz już nie mam.
        > Pa! Good Luck z nowymi znajomymi!
        >
    • alfalfa Re: Tzw. przyjaciele... 06.05.03, 22:25
      Zdradzę Ci tajemnicę - nie ma takiego czegoś jak przyjaźń. Kumplujesz się
      (przyjaźnisz) w szkole ale w dorosłym życiu czegos takiego nie ma. Jest miłość,
      rodzina ale "przyjaźń" to mit. Zwłaszcza faceci się nie przyjaźnią, utrzymują
      kontakty, znajomości, koleżeństwo - tak! Ale nie "przyjaźń".

      Człowiek jest samotny całe życie, nawet "we dwoje". I nie ma w tym nic złego,
      tak po prostu jest a samotność jest fajna, jest rzeczywista i trzeba to
      zrozumieć, z czasem samo przychodzi:)
      pzdr.
      • Gość: mahoney Re: Tzw. przyjaciele... IP: *.man.polbox.pl 07.05.03, 16:24
        nie zgodze sie , ze przyjazn nie istnieje , wedlug mnie istnieje w doroslym
        zyciu tez , moim zdaniem po milosci jest najwazniejsza w zyciu , i jest sens
        utrzymywac przyjaznie nawet jezeli czasami jest trudno , wiele razy taka osoba
        moze wyciagnac z powaznych problemow tylko przez to ze akurat jest obok , wiec
        jest o co walczyc , ja sam nie moge tego zrozumiec a tak jest na przyklad z
        moimi starszymi jak po okreslonym momencie w zyciu np. slub mozna przestac sie
        przyjaznic z dawnymi znajomymi i zajac sie tylko zyciem malzenskim , przeciez
        to by byla straszna nuda ,
        • alfalfa Re: Tzw. przyjaciele... 07.05.03, 19:43
          Nuda? No, nie powiedziałbym:) Ale zobacz, sam piszesz "utrzymywać przyjaźń ze
          znajomymi", to w końcu "przyjaciele" czy "znajomi"? Może my się nie rozumiemy
          co do pojęcia "przyjaźń"?

          Pozwolę sobie zapytać(jak nie chcesz nie odpowiadaj): ile masz lat? Po ślubie
          jesteś?
          • Gość: ppp Re: Tzw. przyjaciele... IP: *.topole.waw.pl 07.05.03, 22:17
            przyjaźń istnieje....mogę zaręczyć.a zwłaszcza z facetem i między facetami.moi
            najlepsi przyjaciele to faceci. problem w tym ,że kobiety nawzajem sie
            zwalczają, a faceci wspierają.

            Jo...nie przejmuj się tak...ja na Twoim miejscu zrezygnowałabym z takich
            fałszywców...to nie są ani znajomi, ani przyjaciele.oni jeszcze bardziej cie
            frustrują
            • Gość: Jo Re: Tzw. przyjaciele... IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 08.05.03, 17:43
              > Jo...nie przejmuj się tak...ja na Twoim miejscu zrezygnowałabym z takich
              > fałszywców...to nie są ani znajomi, ani przyjaciele.oni jeszcze bardziej cie
              > frustrują

              Masz racje, że frustrują, ale ciężko mi - mimo wszystko - zrezygnować z osób, z
              którymi mnie wiele łączy i które nie raz wyciągnęły do mnie pomocną dłoń. Gdyby
              chodziło tylko o imprezy i niezapraszanie, w ogóle nie otwierałabym tego wątku.
              Faktem jest jednak, że wśród tych "fałszywców" sa również tacy, którym wiele
              zawdzięczam. Między innymi pracę, rzecz dzisiaj niebagatelna. Tym bardziej nie
              mogę pojąć ich gruboskórności w poruszonej przeze mnie kwestii...
              Zastanawiałam się już, czy to przypadkiem ja nie robię "z igly wideł" i nie
              obrażam się niepotrzebnie. Ale jednak chyba nie. To nie jest jeden, dwa czy
              nawet trzy wypadki, to jest już permanentne. Naprawdę nie wiem, co z tym
              zrobić..
              • Gość: ppp Re: Tzw. przyjaciele... IP: *.topole.waw.pl 08.05.03, 19:49
                no więc sytuacja się komplikuje...chociaż z drugiej strony...do końca życia
                masz być im wdzięczna za pomoc?wg. mnie liczy sie to, co jest teraz...jeżeli
                sytuacja jest permanentna...Pomogli Ci, ok, masz z nimi wiele wspaniałych
                wspomnień-ok...ale nic nie trwa wiecznie, ludzie w życiu się zmieniają. a
                mówiłaś im wprost, że taka sytuacja jest dla Ciebie przykra?
                • Gość: Jo Re: Tzw. przyjaciele... IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 08.05.03, 20:36
                  > mówiłaś im wprost, że taka sytuacja jest dla Ciebie przykra?

                  Mówiłam. Zawsze mieli jakies wytłumaczenie, które mnie nie przekonuje, ale jest
                  na tyle prawdopodobne, że nie mogę go kwestionować. Np. "gdybym wiedział..."
                  itd. Ale to jest mało wiarygodne dla mnie..
Pełna wersja