uzaleznienie meza od mamy

13.03.07, 11:49
Czy ktos ma problem z mezem uzaleznionym od swojej mamy? czy ktoś pomoze
zrozumiec mi jak mozna wybrac matke od swojej zony i malego dziecka? jak
mozna nie liczyc sie z cierpieniem zony i przyszloscia dziecka tylko dbac o
spokoj i szczescie swojej matki?
    • lupus76 Re: uzaleznienie meza od mamy 13.03.07, 11:56
      Jeśli żona myśli, że zasługuje na bycie w centrum zainteresowania przez sam
      fakt bycia żoną - to się myli. A obiektem przyciągającym męża nie musi być
      mama...
    • Gość: brum Bo IP: *.chello.pl 13.03.07, 12:07
      Matkę ma sie tylko JEDNĄ, żon można mieć kilka...
      A tak na serio, nie walcz ostentacyjnie z jego matką, bo przegrasz. Musisz
      wykazać się dużą dozą dyplomacji, taktu, zrozumienia. Nie masz innej drogi,
      jesli nie chcesz stracić męża...
    • bystra_26 Re: uzaleznienie meza od mamy 13.03.07, 13:24
      To się nadaje na unieważnienie małżeństwa, bo jego podstawą jest ODŁĄCZENIE
      zarówno męże jak i żony od rodziców. W każdym wymiarze - od osobnego miejsca
      zamieszkania, przez wymiar emocjonalny, finansowy, decyzyjny... W hierarchii
      człowieka w małżeństwie PIERWSZY (dla wierzącego zaraz po Bogu) jest
      WSPÓŁMAŁŻONEK, drugie - dzieci (o tym zwłaszcza muszą pamiętać matki), a
      rodzice - dopiero TRZECI.

      To jest nawet prawo wprost od Boga!

      "...dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i
      będą oboje jednym ciałem2. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc
      Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!"
      Ewangelia Mateusza 10,7-9


      Zadaj mężowi pytanie, kim dla niego jesteś, bo przy takim traktowaniu, to nie
      żoną. I jak przy takim postępowaniu wyobraża sobie Wasze małżeństwo za 10 lat,
      bo na razie to prognozować można jego niestnienie.

      Jak nie potrafi wybrać, to idźcie do terapeuty małżeńskiego, dla Waszego dobra
      i dobra dzieci, bo one obserwując Wasze relacje uczą się świata i na pewno nie
      chcecie, by powielając Wasze błędy same w przyszłości cierpiały.

      • pocoo Re: uzaleznienie meza od mamy 13.03.07, 13:33
        Wszystko zależy od stopnia uzależnienia.Jeżeli zbyt często czepiasz się jego
        matki,to skutek jest odwrotny do zamierzenia.Znam takiego,który mówi że mama
        sie żle czuje i zostaje u niej na noc.Dlaczego mamusia nic o tym nie wiedziala?
        Biedaczek.
      • Gość: ktoś Re: uzaleznienie meza od mamy IP: *.centertel.pl 15.03.07, 19:06
        Banda maminsynków!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        Śpicie z mamusiami czy z żonami w jednym łóżku?????!!!!!!
        Pozdrawiam wszystkich co trzymają się jeszcze spódnicy mamusi!!!
    • Gość: ALBA Re: uzaleznienie meza od mamy IP: *.160.unknown.vectranet.pl 13.03.07, 23:42
      AŁUCHAJ,TAKICH TEMATÓW ZNAM PRZYNAJMNIEJ KILKA/OD SWOICH ZNAJOMYCH/.SAMA JESTEM
      PSYCHOLOGIEM I MAM Z NIMI DO CZYNIENIA ZAWODOWO.pOWIEM TAK:SIŁA WIĘZI NIE
      PODLEGA DYSKUSJI I NIE WARTO Z NIĄ WALCZYĆ BO KSZTAŁTUJE SIĘ BEZ UDZIAŁU
      WOLI.zONA JEST NA PEWNYM ETAPIE ZYCIA I NIE JEST JEJ ROLĄ ZASTEPOWANIE MATKI
      ALE DOŁACZENIE DO GRONA BARDZO BLISKICH OSÓB.wALKA,KTÓRA CZESTO SIE TOCZY JEST
      BARDZIEJ OSOBISTYM TWOIM PROBLEMEM,PRZENIESIONYM Z PRZESZŁOŚCI NIŻ
      AKTUALNYM.zDROWE RODZINY ŻYJĄ WE WSPÓLNOCIE I TO BARDZO DOBRZE WPŁYWA NA JAKOŚC
      ZYCIA DZIECI,NA POMOC ITD.TO,O CZYM PISZESZ ŻLE SWIADCZY O TWOIM
      USPOŁECZNIENIU.wYBACZ,ZE TAK OSTRO ALE NA TWOIM MIEJSCU WIELE ZON BYŁOBY
      SZCZĘSLIWYCH,ŻE MA BLISKO INNYCH CZŁONKÓW RODZINY.mOZE TWOJA RODZINA NIE JEST
      PRZYKŁADEM DOBREJ,DLATEGO TAK SAMO TRAKTUJESZ MATKĘ MEZA.
      • bystra_26 do ALBA - psychologa? 14.03.07, 15:04
        Czy normalne jest:

        - traktowanie przez matkę dorosłego syna jako nadal niesamodzielnego 15-
        stolatka?
        - gdy matka dzwoni do dorosłego syna częściej niż raz/dwa w tygodniu?
        - gdy rodzice wymagają, by dzieci po zawarciu ślubu w każdy weekend/co drugi
        były u nich na obiedzie?
        - gdy młodzi zmuszeniu ekonomią mieszkają z rodzicami jednej strony, powiedzmy
        w domu, młodzi - góra, rodzice - dół, ale matka wymaga, że w tym domu żadne
        drzwi nie mogę byc zamknięte, bo wilgoć; a jak idzie do spowiedzi, to się
        spowiada, że ci młodzi, to takie a takie zbereźności wyprawiają w sypialni
        (przypadek autentyczny)
        - albo młodzi chcą mieszkać w wynajetej kawalerce, by być sami po swojemu, a
        rodzice wyciagają 100 argumentów, dlaczego mają z nimi w tych 3 pokojach
        mieszkać, grożąc na koniec wielka obrazą?

        Więzi więziami, ale relacje kształtuje się świadomie. Wybrał małżeństwo, więc
        musi zmienić swoją hierarchię ważności osób.
        • chwila.pl Przesadzasz .... 14.03.07, 16:01
          Czy Ty trochę nie przesadzasz? Czy nie jesteś zbyt zaborcza? W imię czego syn ma
          zrywać definitywnie kontakty z matką? Dlatego, że sie ożenił? Korona z głowy Ci
          spadnie, jak odwiedzicie jego matkę dwa razy w miesiącu, zaproszeni na obiad?
          Odpada Ci gotowanie, zmywanie i cała reszta. Same pozytywy. A może to Ty
          powinnaś podjąć u siebie jego rodziców, zaprosić ich na jakiś poczęstunek? Nie
          przyszło Ci to do głowy? Piszesz o hierarchi wartości. Ty zdaje mi się,
          opracowałaś swojemu mężowi nowy wzorzec i każesz mu go bezwzględnie
          przestrzegać! Możesz liczyc na jego chwilowe przyzwolenie na tego typu ekscesy,
          ale licz się z konsekwencjami swojego postępowania. Bo przyjdzie taki dzień, gdy
          zrzuci z siebie narzucone mu jarzmo i wybierze wolność, bez Ciebie.

          bystra_26 napisała:

          > Czy normalne jest:

          > - gdy matka dzwoni do dorosłego syna częściej niż raz/dwa w tygodniu?

          Całkowicie normalne
          ******
          > - gdy rodzice wymagają, by dzieci po zawarciu ślubu w każdy weekend/co drugi
          > były u nich na obiedzie?

          To miłe z ich strony, ja bym sie cieszyła na takie wizyty...
          *******
          > - albo młodzi chcą mieszkać w wynajetej kawalerce, by być sami po swojemu, a
          > rodzice wyciagają 100 argumentów, dlaczego mają z nimi w tych 3 pokojach
          > mieszkać, grożąc na koniec wielka obrazą?

          Ofiarują swoją pomoc, co w tym złego? Możesz z tego skorzystać lub nie, ale nie
          można ich za to krytykować. Pewnie lepiej by było, gdyby Wasz los wogóle ich nie
          interesował, prawda?
          *******
          > Więzi więziami, ale relacje kształtuje się świadomie. Wybrał małżeństwo, więc
          > musi zmienić swoją hierarchię ważności osób.

          Jasne, porządek musi być, ma teraz Ciebie i to mu musi wystarczyć!!!!
          Paranoya pictures!
          • marzeka1 Re: Przesadzasz .... 14.03.07, 16:15
            Przepraszam, a PRZED ślubem tego nie widziałaś? Czy też jesteś z tych, któe wierzą, że "po ślubie się zmieni"?
            • chwila.pl Re: Przesadzasz .... 14.03.07, 16:25
              marzeka1 napisała:

              > Przepraszam, a PRZED ślubem tego nie widziałaś? Czy też jesteś z tych, któe wie
              > rzą, że "po ślubie się zmieni"?

              To do mnie? Ja swego męża nie usiłowałam zmieniać, powiem więcej pokochałam go
              takiego, jakim był i jest, i nawet byłabym ogromnie zmartwiona, gdyby się
              zmienił. Gdyby był inny, nie chciałabym dzielić z nim życia, po prostu.
            • bystra_26 znowu ktoś czyta coś, czego nie ma 14.03.07, 20:22
              do chwila.pl i marzeka1

              Skąd Wy takie wnioski wyciągacie? Z fusów?


              1. Autorka wątku nic nie napisała, że odcina męża od matki, ale że dla niego
              TYLKO matki dobro jest ważne. Z tego wynika, że nie jest pierwsza dla męża.
              Pierwsza nie oznacza jedyna.

              On zawsze będzie miał matkę, ma ją kochać, szanować i wspierać, jednak nie
              kosztem swojej obecnej rodziny. Zdrowych rozmiarów potrzeby żony, w tym
              emocjonalne, powinny być przed potrzebami matki.

              2. Moje zapytania do ALBA nie były zaczerpnięte z mojego życia. I podtrzymuję,
              że każde z tych zachowań jest nienormalne. Dziecko, szczególnie dorosłe, nie
              jest własnością rodziców. Jak matka dzwoni do syna za często, to znaczy, że to
              ona wymaga, by była jego całym światem, bo nie ma znajomych, czemu w znaczącej
              częsci sama jest winna. Więc niezadowolenie żony z takiego stanu rzeczy jest
              NORMALNE.

              3. Człowiek w czasie się zmienia. Czyli po ślubie też, ale nie w tym sensie, że
              małżeństwo jest cudownym lekarstwem na całe zło. Ale to już rozsądne
              15-stoletnie panienki wiedzą.
              • chwila.pl Re: znowu ktoś czyta coś, czego nie ma 14.03.07, 21:01
                bystra_26 napisała:

                > do chwila.pl i marzeka1
                >
                > Skąd Wy takie wnioski wyciągacie? Z fusów?

                Bazą mojej wypowiedzi był Twój post, nie autorki wątku. Fusy od kawy
                wykorzystuję do nawożenia roslin w ogrodzie....

                > Moje zapytania do ALBA nie były zaczerpnięte z mojego życia. I podtrzymuję,
                > że każde z tych zachowań jest nienormalne.

                Dla mnie podane przez Ciebie przykłady, bez wróżenia z fusów, bez
                nadinterpretacji faktów wskazują, że facet pochodzi z NORMALNEJ rodziny, gdzie
                łączyła ich NORMALNA, serdeczna więż, którą, nie wiedzieć czemu, chce koniecznie
                zniszczyć młoda żona. ZADEN z podanych przez Ciebie przykładów nie uzasadnia
                Twojej tezy. To, że matka młodego człowieka zadzwoni do niego dwa razy w
                tygodniu nie oznacza, że uzurpuje sobie do niego prawa, lub, co już jest
                zupełnie absurdalnym stwierdzeniem, że "traktuje go jak swoją własność".
                Mozna również sobie darować nieudolne próby motywacji tychże telefonów i
                potraktować je jako swoiste curiosum:

                > Jak matka dzwoni do syna za często, to znaczy, że to
                > ona wymaga, by była jego całym światem, bo nie ma znajomych, czemu w znaczącej
                > częsci sama jest winna.

                To jest właśnie wróżenie z fusów i nadinterpretacja faktów...
          • bystra_26 jak czytasz, to czytaj dokładnie 14.03.07, 20:39
            chwila.pl napisała:

            > Czy Ty trochę nie przesadzasz? Czy nie jesteś zbyt zaborcza? W imię czego syn m
            > a
            > zrywać definitywnie kontakty z matką? Dlatego, że sie ożenił?


            SYTUACJE BYŁY Z ŻYCIA INNYCH. W TYM CZĘŚĆ TO SYTUACJE, Z KTORYMI SPOTKAŁ SIĘ
            KSIĄDZ PRACUJĄCY 30 LAT W PORADNICTWEI RODZINNYM.
            MÓJ MĄŻ MA ZDROWE RELACJE Z MATKĄ.


            >korona z głowy Ci
            > spadnie, jak odwiedzicie jego matkę dwa razy w miesiącu, zaproszeni na obiad?

            DWA RAZY W KAŻDYM (!) MIESIĄCU, BO RODZICE TAK CHCĄ? MŁODE MAŁŻEŃSTWO MA PRAWO
            MIEĆ INNE PLANY NA WEEKEND, BO ŻYJĄ SWOIM ŻYCIEM, A NIE NAPISANYM PRZEZ RODZICÓW.
            RAZ NA DWA MIESIĄCE I NIEREGULARNIE - OK.


            > Odpada Ci gotowanie, zmywanie i cała reszta. Same pozytywy.

            NEGATYWY - KTOŚ CHCE ZAPLANOWAĆ NASZE DWA WEEKENDY W KAŻDYM MIESIĄCU, HAMUJE NAM
            NASZE PLANY SPĘDZANIA WOLNEGO CZASU.


            A może to Ty
            > powinnaś podjąć u siebie jego rodziców, zaprosić ich na jakiś poczęstunek? Nie
            > przyszło Ci to do głowy?

            A TO GDZIE WYCZYTAŁAŚ, ŻE MI DO GŁOWY NIE PRZYSZŁO?



            > ******
            > > - gdy rodzice wymagają, by dzieci po zawarciu ślubu w każdy weekend/co dr
            > ugi
            > > były u nich na obiedzie?
            >
            > To miłe z ich strony, ja bym sie cieszyła na takie wizyty...


            W KAŻDY LUB CO DRUGI WEEKEND? NIE MASZ CO ROBIĆ?


            > *******
            > > - albo młodzi chcą mieszkać w wynajetej kawalerce, by być sami po swojemu
            > , a
            > > rodzice wyciagają 100 argumentów, dlaczego mają z nimi w tych 3 pokojach
            > > mieszkać, grożąc na koniec wielka obrazą?
            >
            > Ofiarują swoją pomoc, co w tym złego?

            A O TEJ OBRAZIE DOCZYTAŁAŚ? PRZECIEŻ TO MANIPULACJA EMOCJONALNYM SZANTAŻEM.

            CZĘŚCIEJ NIŻ CHĘĆ POMOCY TO NIEPOGODZENIE Z USAMODZIELNIENIE DZIECI LUB FORMA
            KONTROLI.
            NORMALNI RODZICE WIEDZĄ, ŻE JAK MŁODE MAŁŻEŃSTWO MA SIĘ DOTRZEĆ, TO MUSI
            MIESZKAĆ OSOBNO. RODZICOM, JAK SIĘ MIESZKA Z NIMI POD JEDNYM DACHEM, TRUDNO SIĘ
            NIE WTRĄCAC I BRONIĆ SWOJEGO DZIECKA.



            > Jasne, porządek musi być, ma teraz Ciebie i to mu musi wystarczyć!!!!
            > Paranoya pictures!


            BYNAJMNIEJ. KAŻDE Z NAS MUSI WYCHODZIĆ DO INNYCH I TAM SIE UBOGACAĆ.
            MAŁŻONKOWIE, KTÓRZY ZAMKNA SIĘ PO ŚLUBIE TYLKO WE DWOJE I POZWOLĄ, BY TEN
            SYNDROM PRZEJĄŁ KONTROLĘ NAD ICH ŻYCIEM, SKAZUJĄ SIĘ NA KAROWACENIE SIEBIE
            SAMYCH, A PRZEZ TO I ZWIĄZKU, KTÓRY TWORZĄ,
            • chwila.pl Re: jak czytasz, to czytaj dokładnie 14.03.07, 21:24
              bystra_26 napisała:

              > SYTUACJE BYŁY Z ŻYCIA INNYCH. W TYM CZĘŚĆ TO SYTUACJE, Z KTORYMI SPOTKAŁ SIĘ
              > KSIĄDZ PRACUJĄCY 30 LAT W PORADNICTWEI RODZINNYM.
              > MÓJ MĄŻ MA ZDROWE RELACJE Z MATKĄ.

              1. po co krzyczysz?
              2. trzeba było napisać, że przykłady nie są zaczerpnięte z Twojego życia, wtedy
              nie zwracałabym się bezpośrednio do Ciebie,
              3. co rozumiesz przez zdrowe relacje? Jak Ty je definiujesz?
              >
              > DWA RAZY W KAŻDYM (!) MIESIĄCU, BO RODZICE TAK CHCĄ? MŁODE MAŁŻEŃSTWO MA PRAWO
              > MIEĆ INNE PLANY NA WEEKEND, BO ŻYJĄ SWOIM ŻYCIEM, A NIE NAPISANYM PRZEZ
              > RODZICÓW.
              > RAZ NA DWA MIESIĄCE I NIEREGULARNIE - OK.

              No właśnie, jeśli relacje z rodzicami są zdrowe, można ustalać z nimi daty
              spotkań, normalnie, jak to jest w dobrych rodzinach. Bez sztuczności, bez
              harmonogramów, bez dewiacji.


              > NEGATYWY - KTOŚ CHCE ZAPLANOWAĆ NASZE DWA WEEKENDY W KAŻDYM MIESIĄCU, HAMUJE
              ? NAM NASZE PLANY SPĘDZANIA WOLNEGO CZASU.

              jw

              > A TO GDZIE WYCZYTAŁAŚ, ŻE MI DO GŁOWY NIE PRZYSZŁO?

              Nigdzie, zadałam Ci pytanie, na które odpowiadasz pytaniem.
              Zadziora z Ciebie.

              > A O TEJ OBRAZIE DOCZYTAŁAŚ? PRZECIEŻ TO MANIPULACJA EMOCJONALNYM SZANTAŻEM.
              > CZĘŚCIEJ NIŻ CHĘĆ POMOCY TO NIEPOGODZENIE Z USAMODZIELNIENIE DZIECI LUB FORMA
              > KONTROLI.
              > NORMALNI RODZICE WIEDZĄ, ŻE JAK MŁODE MAŁŻEŃSTWO MA SIĘ DOTRZEĆ, TO MUSI
              > MIESZKAĆ OSOBNO. RODZICOM, JAK SIĘ MIESZKA Z NIMI POD JEDNYM DACHEM, TRUDNO
              > SIĘ NIE WTRĄCAC I BRONIĆ SWOJEGO DZIECKA.

              A o rodzinach wielopokoleniowych, mieszkających razem w domu słyszałaś?
              Przez stulecia taki model funkcjonował i jakoś sie sprawdzał. Wymaga on jednak
              kultury z obu stron, i oczywiście dobrej woli.
              O jakiej obronie dziecka mówisz? Przed babcią?


              • bystra_26 Re: jak czytasz, to czytaj dokładnie 15.03.07, 09:27
                chwila.pl napisała:


                > 1. po co krzyczysz?

                I znów nadinterpretujesz. Wielkie litery zastosowałam, by od razu było widać,
                to co jest świeżo przeze mnie napisane.

                > 2. trzeba było napisać, że przykłady nie są zaczerpnięte z Twojego życia,
                wtedy
                > nie zwracałabym się bezpośrednio do Ciebie,\

                Trzeba było nie wyciagać takich wniosków. Jak nie napisałam, że to nie moje
                życie, to znaczy że moje?


                >
                > No właśnie, jeśli relacje z rodzicami są zdrowe, można ustalać z nimi daty
                > spotkań, normalnie, jak to jest w dobrych rodzinach. Bez sztuczności, bez
                > harmonogramów, bez dewiacji.

                Ale podany przeze mnie poczatkowo przykład post miał jak najbardziej cechy
                dewiacji - takie mamuśki też się zdarzają - MUSICIE mi zapewnić towarzystwo co
                drugą niedziele!



                > > A O TEJ OBRAZIE DOCZYTAŁAŚ? PRZECIEŻ TO MANIPULACJA EMOCJONALNYM SZANTAŻE
                > M.
                > > CZĘŚCIEJ NIŻ CHĘĆ POMOCY TO NIEPOGODZENIE Z USAMODZIELNIENIE DZIECI LUB F
                > ORMA
                > > KONTROLI.
                > > NORMALNI RODZICE WIEDZĄ, ŻE JAK MŁODE MAŁŻEŃSTWO MA SIĘ DOTRZEĆ, TO MUSI
                > > MIESZKAĆ OSOBNO. RODZICOM, JAK SIĘ MIESZKA Z NIMI POD JEDNYM DACHEM, TRUD
                > NO
                > > SIĘ NIE WTRĄCAC I BRONIĆ SWOJEGO DZIECKA.
                >
                > A o rodzinach wielopokoleniowych, mieszkających razem w domu słyszałaś?
                > Przez stulecia taki model funkcjonował i jakoś sie sprawdzał. Wymaga on jednak
                > kultury z obu stron, i oczywiście dobrej woli.

                Słyszałam. A ty widzisz, że społeczeństwo ewoluuje?

                Kiedyś seks był tylko obowiązkiem małżeńskim (zwłaszcza dla kobiet), a dziś
                ludzie chcą się nim cieszyć? Mało kto ma taki dom, by dwóm lub trzem rodzinom
                zapewnić dostateczną przestrzeń i warunki intymności.

                Szukając dzisiaj partnera życiowego oczekujemy zwłaszcza pod psychologicznym
                względem dużo więcej? W latach 50-60tych XX w. kobiecie wystarczało, że
                mężczyzna dawał jej materialne zabezpieczenie bytu. Przymykała oczy na zdrady,
                o ile on nie chciał od niej odejść, bo to znaczyłoby brak środków na utrzymanie
                jej i dzieci. Dzisiaj to za mało, by małżeństwo trwało, by ludzie się w nim
                spełniali i byli szczęśliwi.

                Znam ludzi, którzy mieszkają z rodzicami. Rok po ślubie. Tylko z wygody, a
                emocjonalnie sa zupełnie niedojrzali - dla ich dobra rodzice powinni ich
                zmotywowac do zamieszkania osobno. Ale taki układ wszystkim pasuje. Mama może
                się nadal zajmować synkiem (i synową) - prać, prasować, gotować, robić
                zakupy... bo oni wracają o 17-18 i są TAAAAAK zmęczeni. A młodzi mają darmową i
                chętną gosposię.
                Ciekawe kiedy gosposia będzie mieć dość i w jakiej formie to wyrazi. Albo czy
                tacy ludzie za kilkadziesiąt lat sami chętnie stana sie gosposiami rodziców?

                > O jakiej obronie dziecka mówisz? Przed babcią?

                O obronie przez teściów swojego syna-męża lub córki-zony w konfliktach między
                młodymi.
                • chwila.pl Re: jak czytasz, to czytaj dokładnie 15.03.07, 10:14
                  Każde twierdzenie, wymaga rzetelnego dowodu. Podajesz słabe dowody, które łatwo
                  jest obalić. Gdy ktos to zrobi, zarzucasz mu nadinterpretacje i brak zrozumienia
                  tekstu. Można tak sie bawić, tylko po co... szkoda mi mojego czasu na takie
                  zagrywki...
                  Podtrzymuję swoją opinię, zarówno teściową jak i synową powinna cechować kultura
                  osobista i otwartość na ułożenie sobie harmonijnego współżycia.
                  Ty reprezentujesz roszczeniowa postawę synowej, ja nie. To synowa wchodzi do
                  rodziny i nie ma prawa burzyć zasad w niej obowiązujących! (Pod warunkiem, że
                  nie ma tam patologii, oczywiście). Tylko dlatego, że wyszła za mąż to ma prawo
                  domagać się zerwania kontaktów męża z rodziną?!!!

                  > I znów nadinterpretujesz. Wielkie litery zastosowałam, by od razu było widać,
                  > to co jest świeżo przeze mnie napisane.

                  Nadinterpretacja? Znów bład! Poczytaj netykietę...
                  • chwila.pl PS 15.03.07, 10:31
                    Gdybys napisała na poparcie swojej tezy, że teściowa:
                    - wtrąca się do życia młodych,
                    - neguje lub podważa autorytet synowej, a nawet próbuje ją ośmieszyć,
                    - podejmuje ze swoim synem poważne decyzje bez porozumienia z synową,
                    - "organizuje" wolny czas swojego syna,
                    - ma decydujacy głos w dyskusji, lub
                    - syn konsultuje swoje problemy z teściową, a nie ze swoją żoną, etc, etc
                    to w pełni bym się z Tobą zgodziła.
                    Rozumiesz?
          • Gość: ania Re: Przesadzasz .... IP: *.net.autocom.pl 17.03.07, 14:59
            "Korona z głowy Ci
            spadnie, jak odwiedzicie jego matkę dwa razy w miesiącu, zaproszeni na obiad?

            Dwa weekendy w miesiącu z rodzicami męza oznaczają równiez dwa weekendy z
            rodzicami żony więc kiedy mlodzi mają czas dla siebie, swoich pasji, znajomych?
            • Gość: chwila.pl Re: Przesadzasz .... IP: *.chello.pl 17.03.07, 16:05
              Gość portalu: ania napisał(a):

              > "Korona z głowy Ci
              > spadnie, jak odwiedzicie jego matkę dwa razy w miesiącu, zaproszeni na obiad?
              >
              > Dwa weekendy w miesiącu z rodzicami męza oznaczają równiez dwa weekendy z
              > rodzicami żony więc kiedy mlodzi mają czas dla siebie, swoich pasji, znajomych?

              Nie było mowy o spędzaniu weekendu u rodziców!
              Była natomiast dyskusja na temat wspólnego obiadu. Przyjmijmy nawet, ze będą to
              dwa obiady. Ile taki obiad może trwać? Godzinę, dwie? Załóżmy, że trzy. Zatem w
              ekstremalnym przypadku poświecamy SZEŚĆ godzin w MIESIĄCU. Czy warto o to
              kruszyć kopię?
              • Gość: ania Re: Przesadzasz .... IP: *.net.autocom.pl 17.03.07, 16:54
                Czasami warto kruszyć kopię jeżeli mlodzi mają inne plany a te dwie godzinki je
                po prostu burza. I nie musi być to jakaś bardzo poważna sprawa. Malzenstwo po
                tygodniowym rozmijaniu się ze względu na pracę, po braku rozmow ze zmęczenia itp
                itd w weekend moze mieć daleko ważniejsze sprawy niż obiad z rodzicami. Mogą
                chcieć np: spać do południa potem wyjśc na spacer tylko we dwójkę, sami ugotować
                sobie obiad i mieć z tego wielką frajdę, pić wino i gadać o głupotach i ważnych
                sprawach, zjeść to co będzie w domu chociazby suchy chleb a potem bzykać się
                przez resztę wolnego czasu. I tak weekend mogą spedzać nie tylko świeżo
                upieczone ale także stare małżeństwa, jak widać niektórym to nie przychodzi
                nawet do głowy.
                • Gość: chwila.pl Re: Przesadzasz .... IP: *.chello.pl 17.03.07, 17:31
                  Ja zapraszam do siebie rodziców męża i swoich. Jemy wspólnie obiad, moja mama
                  przychodzi z ciastem własnej roboty, teściowa świetnie przyrządza mięsa, jest
                  miło i sympatycznie. Zwłaszcza latem, kiedy obiad podaję w ogrodzie. Wieczorem
                  przychodzą jeszcze znajomi, rozpalamy grilla, czasem ognisko i jest bardzo
                  fajnie...
        • street_pop Re: do ALBA - psychologa? 14.03.07, 16:28
          Podpisuję się obiema rekami pod postem Bystrej_26. Nie jest normalne.
          "Syndrom pustego gniazda" to także coś, co funkcjonuje w psychologii i problem
          nieodciętej pępowiny, o którym powiedziano już chyba wszystko. Niekoniecznie
          autorka postu ma "problem z uspołecznieniem", ale bardzo możliwe, że jej męża z
          teściową łączy bardzo toksyczna, patologiczna więź oparta na emocjonalnej
          zależności i manipulacji. Być może teściowa ma problem w relacji z własnym mężem
          i szuka "substytutu" tej relacji w relacji z synem? Może syn był jedyna treścią,
          która wypełniała życie teściowej, a teraz ona czuje się "zdradzona" a wyjście
          syna z domu zabiera jej owy sens życia? A detronizacja królowej boli...

          Jak jest w istocie - tego nie wiemy. Faktem jest, ze szczęśliwe, spełnione matki
          nie zawłaszczają swoich synów dla siebie by im mieli wypełniać jakieś
          emocjonalne dziury tylko cieszą się, że synowie układają sobie życie i akceptują
          tę sytuację z czasem choć pewno na początku wcale im nie jest lekko. Autorka
          wątku wcale nie musi projektować swoich negatywnych przeżyć z własnej rodziny na
          teściową ani mieć problemów z uspołecznieniem. Może być całkiem odwrotnie: że to
          w rodzinie męża jest patologiczna więź z matką jej męża podczas gdy w jej
          rodzinie pochodzenia autonomia była standardem i po prostu, powodowana
          naturalnym instynktem, zaznacza granice swojego gniazda, do czego ma całkowite
          prawo, ba! nawet obowiązek! Tylko z owymi granicami da się prawidłowo i w
          satysfakcjonujący sposób funkcjonować we wspólnocie.

          Abstrahując od powyższego: to do męża autorki wątku należy przecięcie pępowiny.
          Nikt tego za niego nie zrobi. Nie oznacza to oczywiście posłania teściowej na
          drzewo :-) bo przecież tak radykalne środki nikomu nie służą - zwłaszcza
          dzieciom, które maja się urodzić.
          I faktem pozostaje, że akurat taka sytuacja jest jedną z częstych przyczyn
          unieważnienia Sakramentu Małżeństwa - "podciąga się" ją pod tzw. niedojrzałość
          emocjonalną małżonka.
          • bystra_26 jeden rozsądny 14.03.07, 20:41
            Dzięki.

            Czy u kobiet na forum tak często musi się objawiać syndrom doczytywania się
            między wierszami niezamierzonych przez autora treści?
            • chwila.pl Re: jeden rozsądny 14.03.07, 21:27
              Rozumiem, że jeśli ktoś nie podziela Twego zdania, to na miano rozsądnego nie
              zasługuje?
              • bystra_26 Re: jeden rozsądny 15.03.07, 09:08
                Ktoś, kto sądzi, że rozumie drugiego lepiej niż on sam (i to przez Internet),
                czego przejawem jest np. nadinterpretowanie wypowiedzi innych; doczytywanie się
                tego, czego nie napisano oraz brak umiejętności przeczytania ze zrozumieniem
                tego, co ktos inny wprost napisał, nie jest zbyt rozsądny.
                • default Re: jeden rozsądny 15.03.07, 09:44
                  W zasadzie zgadzam się z bystra_26, ale podawane przez nią przykłady
                  (telefonowanie, wizyty) moim zdaniem nie są jakimiś przesadzonymi zachowaniami.
                  Ja dzwonię do mojej Mamy co drugi dzień (czasem codziennie) i odwiedzam
                  rodziców w każdą sobotę lub niedzielę. I nie widzę w tym nic dziwacznego.
                  • bystra_26 pytania 15.03.07, 12:38
                    Będę pisać jak do mężczyzny, choć nie wiem, kim jestes.

                    Kiedy ostatnio byłeś z żoną w kinie? Na obiedzie/kolacji poza domem? A jak
                    często to się zdarza?

                    Kiedy ostatnio wyszedłeś gdzieś ze znajomymi, do znajomych? Jak często?

                    Co robisz w sobotę i niedzielę poza kwestią zakupów, sprzątania itp i obiadów u
                    rodziców?

                    Kiedy ostatnio Ty zaprosiłeś kogoś na obiad w weekend - rodziców, kogos z
                    dalszej rodziny, przyjaciół, znajomych?

                    Czy planując weekend dopasowujesz inne zajęcia do terminu obiadu u rodziców?

                    Odpowiedz sobie sam i spróbuj na chłodno wyciagnąć wnioski z zarysowujących się
                    proporcji.



                    • Gość: seka Re: pytania IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.03.07, 23:31
                      Zgadzam się z Tobą. Nie wyobrażam sobie odwiedzin nawet 1 czy 2 razy w miesiącu i wspólnego weekendu z rodzicami(którymikolwiek). W tygodniu jest zbyt wiele zajęć pracy, zmęczenia, by móc faktyczznie w pełni ze sobą pobyć. W czasie weekendu jest na to szansa i marnowanie jej na wizytki i rewizytki to czysta głupota. No chyba, że obojgu (młodych) małżonków to odpowiada. No to owszem. Ale nie wyobrażam sobie takiej sytuacji w moim małżeństwie czy małżeństwie kogokolwiek z moich znajomych. Tylko w jednym małżeństwie jest taka sytuacja, mężczyzna z tego związku jest odbierany (niezależnie od takich wizyt) jako niedojrzały maminsynek. Jego żona zastanawia się nad rozwodem.
                    • default Re: pytania 16.03.07, 09:02
                      bystra_26 napisała:

                      > Będę pisać jak do mężczyzny, choć nie wiem, kim jestes.

                      Jestem kobietą.

                      > Kiedy ostatnio byłeś z żoną w kinie? Na obiedzie/kolacji poza domem? A jak
                      > często to się zdarza?

                      Bardzo rzadko chodzimy z mężem do kina czy restauracji. Co nie znaczy, że nie
                      mamy żadnych innych wspólnych zajęć. Akurat kino czy restauracja nie są
                      miejscami, do których nas ciągnie.
                      >
                      > Kiedy ostatnio wyszedłeś gdzieś ze znajomymi, do znajomych? Jak często?

                      Do znajomych wpadamy średnio raz w miesiącu, latem częściej.
                      >
                      > Co robisz w sobotę i niedzielę poza kwestią zakupów, sprzątania itp i obiadów
                      u rodziców?

                      Ja do rodziców nie chodzę na obiad, przeważnie wpadam na 2-3 godzinki na kawę
                      przed południem. Poza tym wpadam do córki, idę do lasu z psami, pracuję w
                      ogrodzie, przyjmuję znajomych, czytam, odpoczywam, kocham się z mężem ;-)

                      > Kiedy ostatnio Ty zaprosiłeś kogoś na obiad w weekend - rodziców, kogos z
                      > dalszej rodziny, przyjaciół, znajomych?

                      Rodzice bywają rzadko, za to przyjaciele i znajomi praktycznie w każdy weekend.
                      >
                      > Czy planując weekend dopasowujesz inne zajęcia do terminu obiadu u rodziców?

                      Nie obiadu, ale odwiedzin. Tak, oczywiście, planując weekend dopasowuję swoje
                      zajęcia do terminu tej wizyty.
                      >
                      > Odpowiedz sobie sam i spróbuj na chłodno wyciagnąć wnioski z zarysowujących
                      się proporcji.

                      Chłodno wyciągam wniosek, że mój czas jest we właściwych proporcjach podzielony
                      pomiędzy wszystkie bliskie mi osoby.
                      • Gość: jaija Re: pytania IP: *.elblag.dialog.net.pl 17.03.07, 01:48
                        Default, widać popsułaś koncepcję bystrej, zgodnie z którą wszelkie wizyty w
                        domu rodziców/teściów są ograniczeniem... takie odniosłam wrażenie, niestety.
                        Wydaje mi się, że warto wypracować złoty środek. Mój chłopak ma brata, a on z
                        żoną i dzieckiem prawie nigdy nie odwiedzają matki/teściowej/babci.
                        Okolicznościowe wizyty są krótkie i mało się podczas nich rozmawia. Przykre to.
                        Nikt nie wymaga ciągłego latania, ale przydałoby się częściej matkę odwiedzać,
                        choćby po to, żeby wnuczę zobaczyła.
              • Gość: ania czyli gdyby mu d#py dawala IP: *.net.autocom.pl 17.03.07, 14:54
                to żona byłaby mu niepotrzebna? Jakie jest określenie na kobietę która kocha się
                we własnym dziecku? Pytam bo nie znam się na zboczeniach a zaborcza milosc matki
                do syna jest zboczeniem. Matka która chce przejąć rolę żony jest nienormalna, to
                tak jakby ojciec chciał przejąc rolę męża. Jest to na pewno miłość kazirodcza,
                pedofilią nazwać tego nie można bo dotyczy dorosłego człowieka.
                • Gość: chwila.pl Nie ten casus... IP: *.chello.pl 17.03.07, 16:16
                  Gość portalu: ania napisał(a):

                  > to żona byłaby mu niepotrzebna? Jakie jest określenie na kobietę która kocha si
                  > ę
                  > we własnym dziecku? Pytam bo nie znam się na zboczeniach a zaborcza milosc matk
                  > i
                  > do syna jest zboczeniem. Matka która chce przejąć rolę żony jest nienormalna, t
                  > o
                  > tak jakby ojciec chciał przejąc rolę męża. Jest to na pewno miłość kazirodcza,
                  > pedofilią nazwać tego nie można bo dotyczy dorosłego człowieka.

                  Masz rację,
                  jednak moje wypowiedzi nie dotyczyły patologicznych rodzin, o czym pisałam w
                  swoich postach...
                  Nie ten casus...
            • no1teresa ja tez sie podpisuje 16.03.07, 23:51
              pod madrymi slowami bystrej i street-pop!
        • Gość: ALBA do bystrej Re: do ALBA - psychologa? IP: *.160.unknown.vectranet.pl 16.03.07, 20:08
          Matka też jest człowiekiem,który ma prawo myśleć o sobie,podobnie jak
          Ty.Wygodnie jest oczekiwać,ze rodzic zyje po to,by uszczęsliwiać dziecko,nawet
          wbrew własnemu interesowi ale jako osoba dorosła zaakceptuj wreszcie,że TAK NIE
          JEST i jedynym wyjsciem będzie WASZA decyzja/zgoda lub niezgoda na pozostawanie
          w roli dziecka,którym trzeba kierować i które za swój los obwinia matkę/.To
          tak,jak z pracodawcą,którego obwiniasz o wykorzystywanie Cię zamiast poszukać
          pracy na wlasny rachunek i nie być zalezną od cudzych wymagań.Większość ludzi
          niedojrzałych chce,by INNI stworzyli im raj na ziemi a nie chcą przyjąc tej
          oczywistej prawdy,że kazdy pilnuje przede wszystkim wlasnego interesu/tak samo
          jak Ty/i to jest prawidłowe.
          Pisząc poprzedni post chciałam Ci pokazać pozytywną stronę wspólnego
          zamieszkiwania/bo ja np.byłabym zadowolona z takiego układu/.Jezeli denerwuje
          Cię takie wyjście i nie jest Ci potrzebna trzecia osoba musisz z męzem uzgodnić
          ten problem,nie z jego matką bo inaczej on zawsze będzie się czuł jak mały
          chłopczyk za którego duże kobiety podejmują decyzje.Wzięłas sobie faceta,który
          nie ma interesu żeby przerwać pępowinę.Ot, cały problem.Doprowadzi Cię do
          konfliktu z teściową a jak go wygrasz-będzie Twoim własnym synkiem.
          Idż do poradni psychologicznej albo uciekaj gdzie pieprz rośnie!
      • Gość: allo Re: uzaleznienie meza od mamy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.03.07, 10:46
        Gość portalu: ALBA napisał(a):

        > AŁUCHAJ,TAKICH TEMATÓW ZNAM PRZYNAJMNIEJ KILKA/OD SWOICH ZNAJOMYCH/.SAMA JESTEM
        >
        > PSYCHOLOGIEM I MAM Z NIMI DO CZYNIENIA ZAWODOWO.pOWIEM TAK:SIŁA WIĘZI NIE
        > PODLEGA DYSKUSJI I NIE WARTO Z NIĄ WALCZYĆ BO KSZTAŁTUJE SIĘ BEZ UDZIAŁU
        > WOLI.zONA JEST NA PEWNYM ETAPIE ZYCIA I NIE JEST JEJ ROLĄ ZASTEPOWANIE MATKI
        > ALE DOŁACZENIE DO GRONA BARDZO BLISKICH OSÓB.wALKA,KTÓRA CZESTO SIE TOCZY JEST
        > BARDZIEJ OSOBISTYM TWOIM PROBLEMEM,PRZENIESIONYM Z PRZESZŁOŚCI NIŻ
        > AKTUALNYM.zDROWE RODZINY ŻYJĄ WE WSPÓLNOCIE I TO BARDZO DOBRZE WPŁYWA NA JAKOŚC
        >
        > ZYCIA DZIECI,NA POMOC ITD.TO,O CZYM PISZESZ ŻLE SWIADCZY O TWOIM
        > USPOŁECZNIENIU.wYBACZ,ZE TAK OSTRO ALE NA TWOIM MIEJSCU WIELE ZON BYŁOBY
        > SZCZĘSLIWYCH,ŻE MA BLISKO INNYCH CZŁONKÓW RODZINY.mOZE TWOJA RODZINA NIE JEST
        > PRZYKŁADEM DOBREJ,DLATEGO TAK SAMO TRAKTUJESZ MATKĘ MEZA.


        Tyle krzyku...bez sensu.
        • Gość: Pawel To nie krzyk, lecz pomylka na klawiaturze. IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 15.03.07, 23:46
          Zauwaz ze poczatek zdania jest pisany mala litera.
    • 18062007k Re: uzaleznienie meza od mamy 15.03.07, 11:17
      Dzieki za wszystkie posty ale po nich mam wiekszy metlik w glowie bo czesc z
      nich pasuje do mojej sytuacji. zacznijmy od tego ze moja tesciowa zawsze
      traktowala mnie jak corke, nigdy sie nie klocimy, nigdy nie powiedzialam na nia
      zlego slowa a jesli juz to mowilam to do meza i w sposob delikatny by go nie
      urazic. moja tesciowa ma za soba nieudane malzenstwo a maz zostawil ja i
      mieszka z matka ktorej slowo bylo wazniejsze od slowa matki.moja tesciowa byla
      sklocona z rodzina broniac mnie bo rodzina meza raczej mnie nie akceptuje. ja
      jestem jej wdzieczna za to i mam wyrzuty sumienia ale w imie czego to zrobila?
      mieszkamy w domu ojca meza a gdy pojawila sie okazja wyprowadzki do mieszkania
      po mojej babci maz robil wszystko by nie zostawic mamy bo uwaza ze rodzice
      opiekuja sie dziecmi do pewnego momentu a pozniej dzieci powinni byc przy
      rodzicach. dodam jeszcze ze maz nigdy nie mial bliskiego kontaktu z ojcem,
      przez co mama jest dla niego wszystkim. moja tesciowa to naprawde dobry
      czlowiek ktory dla mnie meza i naszego dziecka zrobilaby wiele dobrego. ja nie
      chce odciagac meza od matki na sile bo wiem ze moge tego zalowac.wiec?
    • 18062007k Re: uzaleznienie meza od mamy 15.03.07, 11:26
      a moze problem tkwi w moim malzenstwie? moze maz za bardzo utozsamia sie z
      ojcem myslac ze jest jego odbiciem. sam przyznal kiedys ze nie kocha mnie tak
      mocno jak na to zasluguje bo za bardzo podobny jest do ojca ze bede cierpiala
      jak jego mama bo sytuacja sie powtorzy. apo rozmowach ze swoja mama przeprosil
      mnie i chcial zaczac wszystko od nowa, bo mam wytlumaczyla mu ze kazdy czlowiek
      jest inny. a moze wmowila mu ze mnie kocha? to jest tak chora sytuacja ze chyba
      nigdy nie uloze tych puzli!
      • bystra_26 na mętlik 15.03.07, 11:52
        1. Idźcie do terapeuty małżeńskiego, specjalisty.

        2. Używaj znaków przestankowych i wielkich liter na początku zdania, bo trudno
        jest się doczytać.

        3. Nie wiem po ile macie lat, ale obowiązek "zwrotu opieki" rodzicom dotyczy
        czasu, gdy rodzice stają się fizycznie mniej samodzielni.

        Jak macie po 30 lat i małe dziecko, i pewnie kolejne w planie, to nie czas na
        opiekę nad rodzicami Waszymi. Wy macie teraz kim się opiekować. Jak Wasi
        rodzice będą starzy, a Wy odchowacie dzieci, to dopiero jest czas na zwracanie
        im tego, co Wam dali w dzieciństwie.

        4. Może porozmawiajcie razem, co oznacza dla Was miłość i jak chcecie, by Was
        na co dzień, w czynach, kochano.
    • Gość: facet Odpowiedź IP: *.acn.waw.pl 15.03.07, 18:24
      Matka jest tylko jedna, a żon i dzieci można mieć wiele;)

      Poza tym nikt nie kocha człowieka tak jak matka...
      • Gość: wściekła matka Re: Odpowiedź IP: *.160.unknown.vectranet.pl 16.03.07, 20:16
        odezwał się dozgonny synuś...Jesteś już chyba na tyle duzym chłopczykiem,że
        pora na kroczki bez trzymanki.Matka jest rzeczywiscie jedna.I chce wreszcie
        mieć wolne ręce!Kto Ci naopowiadał,że czuje się szczęśliwa ze starym
        przygłupem,ktory nie moze się odkleić?
    • Gość: Matylda Re: srutu - tutu, majtki z drutu... IP: 85.112.196.* 15.03.07, 22:13
      Ludzie, przecież objawił nam się nowy Troll... nazwijmy go może "specjalista od
      trudnych przypadków". W jednym wątku pisze, że mąż uzależniony jest od mamy a w
      drugim, że narzeczony jest tranwestytą.
      • Gość: ja Re: srutu - tutu, majtki z drutu... IP: *.eranet.pl 16.03.07, 10:34
        owszem istnieje post o chlopaku tranzwestycie ale to mojej siostry post a nie
        moj a ona pisala na moim loginie,i wyszlo jak wyszlo. a pozatym jestem
        czlowiekiem a ty naucz sie zasady ze nigdy nie okresla sie czlowieka nie znajac
        go.
    • Gość: Lena Re: uzaleznienie meza od mamy IP: *.jachpol.net 17.03.07, 18:28
      Niestety, istnieje pewnien rodzaj matek które urodziły dziecko SOBIE
      i "wychowują" je za pomocą manipulacji i szantazu emocjonalnego - mamusia się
      obrazi i nie będzie się odzywała, mamusia się rozchoruje lub mamusia rozchoruje
      się i umrze. Oczywiście wszystko przez nieposłuszne dziecko. Jeynakiem da się
      świetnie manipulowac ale i dwójką, trójką dzieci też, świetnie je można
      rozgrywać między sobą. Szczególnie gdy dzieci/dziecko mają tylko mamusię lub
      tatuś jest już też przydeptany przez żonę. Wtedy taki tatuś jest super
      przykładem dla syna. Taki synek za nic ma swoją rodzinę czyli żonę i
      dziecko/dzieci, najważniejsze jest zdanie a jeszcze ważniejsze zdrowie (marne
      przecież) mamusi. Żona powinna nie tylko to rozumieć ale i podporządkować się
      szantażowi mamusi.
      Nie chodzi tu o obiady u matki, chodzi o to,że te obiady są obowiązkowe bez
      względu na plany młodej rodziny. Do tego próba wprowadzenia ustalenie innej
      formy "zaproszeń" powoduje obrazę lub co gorzej "chorobę" matki. Jeśli do
      takiej próby w ogóle dochodzi bo najczęściej dziecko (moze to być i synek i
      córeczka) nawet nie ośmieliłaby się zaprotestować i czegokoliwiek "omawiać" z
      mamusią.Z takim typem mamusi niczego się nie omawia, niczego nie ustala, takiej
      mamusi trzeba się podporządkować. I to właśnie jest nie do przyjęcia dla
      drugiej strony małżeństwa. Najpierw wydaje się to fajne - dobry syn, opiekuńczy
      w stosunku do matki rzekomo ma być dobrym i dla żony , potem trochę gdy już
      widać to i jesszcze bardziej czuć (dom podporządkowany teściowej choćby z nią
      nie mieszkali) i staje się to uciążliwe trudno już odpępowić dorosłe dziecko.
      Mamusia dwoni i poucza, mamusia dzwoni więc lecimy, kupujemy to co
      zaakceptowałaby mamusia albo ... ustalamy,że mamusi nie mówimy. I to jeszcze
      jest ta wersja soft - są i takie gdzie synek albo córeczka codziennie musi być
      u matki, co niedzielę obowiązkowo na obiadku (co niedzielę takim samym!!!
      ale "najlepszym na świecie") z całą rodziną a rodzina drugiej strony w ogóle
      nie istnieje.
      Cóz, są matki które nie chcą odpępowić własnych dzieci i nawet małżeństwo im
      rozbiją ale muszą mieć poczucie ,że one są NAJWAŻNIEJSZE. ICH dziecko ma
      obowiązki wyłącznie albo główine wobec NIEJ !!!
Pełna wersja