Rodziny wielodzietne

15.04.07, 16:57
Zabawne jak do wlasnej nieodpowiedzialnosci dorabia sie ideologie - artykul o
rodzinach wielodzietnych, jakie to one niby sa fajne:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=933&w=60456157&a=60456157.
A to nie sztuka narobic dzieci, wystarczy sie nie przejmowac tylko uprawiac
seks wesolo i radosnie bez zadnego zabezpieczania sie. Sztuka jest
odpowiedzialnie te dzieci wychowac. Jest to niemozliwe w warunkach polskich,
jesli ma sie duzo dzieci.
    • Gość: ona I matki samotne IP: *.adsl.inetia.pl 15.04.07, 17:01
      dołóżmy je do worka nieodpowiedzialnych. Nie ma to jak zrobić sobie dziecko a
      czasem nawet dwa, z kimś, kto potem nimi się nie zajmuje.
    • Gość: upierdliwa Re: Rodziny wielodzietne IP: *.bochnia.pl 15.04.07, 17:36
      poczytalam tamto forum i pozwole sobie zwrocic uwage na post, ktory bardzo mi
      sie spodobal, bo poruszyl jeszcze inna negatywna ceche rodzin wielodzietnych,
      poza oklepana kwestia materialna.


      Autor: okrent9
      Data: 15.04.07, 16:50

      Ja też znam kilka osób pochodzących z rodziny w której było dziesięcioro
      rodzeństwa. Najmłodszy z tej dziesiątki dobiega czterdziestki. Wszyscy z
      wyjątkiem jednego pana mają po dwójce-trójce dzieci - on jest bezdzietny i
      nieżonaty. Czwórka czy piątka z pozostałych jest po rozwodach. O ile wiem,
      dwójka ma dzieci ze związków z dwoma różnymi partnerami. Rodzice dziesiątki
      pozostali małżeństwem przez całe życie, do śmierci mężczyzny. W ich domu nie
      było biedy, prowadzili dość udane gospodarstwo. Opowiadałam kiedyś jednej z
      kobiet z owego rodzeństwa jakieś banalne wspomnienie z okresu mojego
      dzieciństwa - sposób składania pościeli po praniu, w czym pomagałam najpierw
      babci i mamie, a potem tylko mamie. Moja przyjaciółka powiedziała, że nie ma
      żadnych takich wspomnień z dzieciństwa. Żadnych wspomnień o robieniu
      czegokolwiek tylko z matką. Tak, jakby jej matka nie istniała "dla niej". Była
      zawsze gdzieś w tle, wydająca polecenia, wyjeżdżająca do szpitala żeby urodzić
      kolejne dziecko (rodziły się średnio co rok-półtora), organizująca pracę w
      gospodarstwie, raz na dwa tygodnie w niedzielę z wizytą do krewnych... Ale moja
      przyjaciółka nie ma wspomnień o chwilach, w których jej matka poświęcałaby czas
      i uwagę tylko jej. Jedyne, które się zdarzyły, nastąpiły w okresie
      późnonastoletnim, kiedy to matka wprost zanegowała decyzję córki o pójściu na
      studia. Bo przecież po co jej studia, wyjdzie za mąż, będzie mieć dzieci i
      zajmować się domem. Trudno awanturę na ten temat zaliczyć do miłych wspomnień.
      Sama nie pochodzę z idealnej rodziny (ojciec alkoholik), ale mam tylko brata, i
      całkiem niezły pakiet miłych wspomnień z okresu dzieciństwa, kiedy trzeźwy
      ojciec czytał nam książki albo zabierał na spacer, wyprawy z matką do
      krawcowej, itd. To było to, co obecnie nazywa się "quality time". Czas, kiedy
      rodzic skupia uwagę tylko na dziecku i poświęca czas tylko i wyłącznie jemu. To
      może być dziesięć minut dziennie, godzina tygodniowo... ale powinien to być
      czas, kiedy rodzic NAPRAWDĘ nie rozprasza swojej uwagi na nic innego. Tak się
      buduje relację z dzieckiem. Tak się dziecko UCZY BUDOWANIA RELACJI. Myślę, że
      naprawdę graniczy z cudem budowanie relacji z każdym dzieckiem z osobna, jeśli
      ma się tych dzieci dziesięcioro i właściwie nigdy nie jest się z żadnym tylko
      we dwójkę. Dzieciaki z takich dużych rodzin mogą być "uspołecznione" w tym
      sensie, że potrafią zachować się kulturalnie w towarzystwie i zgodnie bawić z
      innymi, że będą znać dekalog i się do niego stosować, ale zbudowanie stabilnej
      i szczęśliwej relacji z JEDNĄ tylko osobą w dorosłym życiu będzie dla nich o
      wiele trudniejsze. Z moich obserwacji losów wielodzietnej rodziny, którą tu
      opisuję wynika, że osoby mniej refleksyjne po prostu pożeniły się i
      powychodziły za mąż zakładając, że partner/partnerka zna "zasady gry" i będzie
      się do nich stosować: pobieramy się, mamy dzieci, zarabiamy na życie, raz na
      jakiś czas idziemy na potańcówkę, w niedzielę stroimy się do kościoła. Te
      związki przetrwały. Osoby, które chciały rozwijać się, studiować, znaleźć pracę
      inną niż na roli, znaleźć partnera, który to zaakceptuje i będzie służyć
      wsparciem, miały o wiele trudniej i przeszły przez nieudane małżeństwa. Po
      prostu dlatego, że do małżeństwa podeszły jak reszta rodzeństwa, zakładając, że
      partner ma te same oczekiwania. Bez zbudowania prawdziwego związku. W końcu te
      małżeństwa się porozpadały. Rozwody, walka o dzieci... Z rozmów wiem, że w tych
      małżeństwach nie było słuchania tego, co druga strona ma do powiedzenia -
      słyszeli, ale nie słuchali, nie było prawdziwego kontaktu, nie było patrzenia w
      oczy, nie było śmiechu. Czy to nie strasznie smutne? Jestem przekonana, że ten
      brak "inteligencji emocjonalnej" to efekt braku kontaktu "jeden na jeden" z
      każdym z rodziców (bądź przynajmniej z jednym z nich). Poza tym, jeśli w
      okresie dzieciństwa nie dostajemy od opiekuna komunikatu, że teraz to właśnie
      TY jesteś dla mnie najważniejszy/najważniejsza, na zawsze pozostaje w nas głód
      takiego dowartościowania. Co z tego, że "byliśmy wielką, kochającą się
      rodziną" - owszem, to dobrze wiedzieć, jeśli to prawda, jednak dla
      indywidualnego rozwoju i osobistego szczęścia ważna jest świadomość, że ja jako
      ja, nie tylko jako członek grupy, mogę mieć ogromną wartość. Jesteśmy ludźmi,
      nie mrówkami czy pszczołami...

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=933&w=60456157&a=60788038
      • xtrin Re: Rodziny wielodzietne 15.04.07, 17:54
        Bardzo ciekawe podejście. Jakkolwiek ten problem bardzo zależy od rodziny. Znam
        rodzinę wielodzietną (jakkolwiek tam dzieci jest "tylko" siódemka), gdzie
        rodzice bardzo zwracali zawsze uwagę na indywidualne traktowanie każdego z
        dzieci. Niepracująca matka każdego dnia choćby chwilę poświęcała każdemu dziecku
        osobno. Musiały się nią dzielić, ale wiedziały, że mogą ją też mieć "na
        własność", choćby na kwadrans. Oczywiście, były konflikty i problemy, ale daleko
        mniejsze niż opisane w przytoczonym poście.
        Takie podejście jest możliwe. Wymaga tylko świadomości rodziców. I... w miarę
        dobrej sytuacji materialnej, jakkolwiek by to nie było oklepane. Jeżeli taka
        matka (bo to w zasadzie zawsze one zostają z dziećmi) ma odpowiednie zaplecze
        finansowe i może nawet środki na wynajęcie jakiejś pomocy to czas dla dzieci
        znajdzie. Może nawet więcej niż pracująca matka dwójki. Ale jeżeli liczy się
        każdy grosz, to jej czas i energia pochłaniane są przez dorabianie,
        kombinowanie, oszczędzanie.
    • xtrin Re: Rodziny wielodzietne 15.04.07, 17:38
      Jeżeli kogoś na to stać to nie ma sprawy, niech ma i setkę. Ale jeżeli ma
      warunki ledwo na dwójkę, to płodzenie się bardziej jest po prostu głupotą.

      Druga z rodzin opisana w artykule: brak pieniędzy, chora matka i jedenaste
      dziecko w drodze, bo się "otwierają na życie płynące od Boga". I oczywiście
      pomoc od innych i wyciąganie łapy po państwowe.
      Albo dwunastka na 42m2... po prostu rewelacyjne warunki.
      • Gość: upierdliwa Re: Rodziny wielodzietne IP: *.bochnia.pl 15.04.07, 17:42
        xtrin napisała:

        > Druga z rodzin opisana w artykule: brak pieniędzy, chora matka i jedenaste
        > dziecko w drodze, bo się "otwierają na życie płynące od Boga".

        i to jeden z powodow, dla ktorych nawiedzenie religijne powinno byc traktowane
        jako normalna jednostka chorobowa.. o_O ci ludzie sa psychiczni
        • xtrin Re: Rodziny wielodzietne 15.04.07, 17:56
          Gość portalu: upierdliwa napisał(a):
          > i to jeden z powodow, dla ktorych nawiedzenie religijne powinno
          > byc traktowane jako normalna jednostka chorobowa..

          Wystarczyłoby nawiedzonych przymusowo sterylizować po czwartym.
          To oczywiście ironia, ale fakt faktem, że wszystkie z opisanych rodzin są mocno
          religijne, co więcej im ich sytuacja tragiczniejsza tym więcej religijnego
          nawiedzenia.
      • Gość: ona Re: Rodziny wielodzietne IP: *.adsl.inetia.pl 15.04.07, 17:56
        xtrin napisała:

        > Jeżeli kogoś na to stać to nie ma sprawy, niech ma i setkę. Ale jeżeli ma
        > warunki ledwo na dwójkę, to płodzenie się bardziej jest po prostu głupotą.
        >
        I w ten sposóv powiększamy liczbę głupich o samotne matki, które nie potrafią
        utrzymać same nawet 1go dziecka i korzystają z przywilejów (nie mówię o
        alimentach).
        • xtrin Re: Rodziny wielodzietne 15.04.07, 17:59
          Gość portalu: ona napisał(a):
          > I w ten sposóv powiększamy liczbę głupich o samotne matki, które nie
          > potrafią utrzymać same nawet 1go dziecka i korzystają z przywilejów
          > (nie mówię o alimentach).

          Samotne matki, które są samotne nie ze swojego wyboru, a dlatego, że małżonek
          okazał się być brutalem/alkoholikiem/cudzołożnikiem/idiotą jak najbardziej
          zasługują na pomoc. Jeżeli ktoś jednak się na to decyduje (wszystko jedno, czy
          to wielodzietne małżeństwo, czy matka samotna z wyboru) to winien ponosić tego
          konsekwencje.
          • Gość: anka Re: Rodziny wielodzietne IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.04.07, 18:07
            Dokładnie. Lepiej być samotną matką niż trwać z facetem, który pije i tłucze
            żonę i dzieci.
            • Gość: ona Re: Rodziny wielodzietne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.04.07, 11:01
              a kto tym kobietom każe sobie z nimi dzieci robić?
              mamy opłacac cudzą głupotę?
    • b-beagle Re: Rodziny wielodzietne 15.04.07, 18:59
      Fajnie miec duzo dzieci tylko jak na nie zarobic
      • pocoo Re: Rodziny wielodzietne 15.04.07, 20:19
        Mam 3 rodzeństwa.Cale życie wzajemnie się sobą opiekujemy.A rodzice?-byli.Nie
        znam uczucia, kiedy matka głaszcze dziecko po głowie.Pochodzę z tzw normalnej
        religijnej rodziny.
        • Gość: tymea Re: Rodziny wielodzietne IP: *.chello.pl 16.04.07, 22:20
          nie popieram wieodzietnosci. A moze-wielo wielodzietnosci. Nie wiem kto moze
          sobie pozwolic na poswiecanie uwagi kazdemu dziecku, nie myslac o tym jak na
          nie zarobic, nie myslac rownoczesnie o sobie, kosztem snu, wyglodu, eduakcji,
          inwesotwania w siebie. Mysle, ze jesli ktos bardzo i mocno chce sie splenic
          jako rodzic gromadki-prawdziwy i oddany 'zadowoli sie' 2,3 dzieci. Wystarczy,
          ze bedzie dbal o ich podstwowe potrzeby ,poswiecal im czas i uwage, a na pewno
          w pelni sie zrealizuje, a nawet poczuje ze go za malo!

          forum o wielodzietnosci jest dla mnie kpina-sa tam albo bogate, 'zadbane' mamy
          w ciazy-ktore wynajmuje sobie opiekunki i kaza dzieciom zajmowac sie soba, albo
          mamy styrane, ktore swoja apatycznoscia, godzeniem sie na kolejne dzieci
          (czyt.brak antykoncepcji) zyja z dnia na dzien, w elni powolujac sie na swoj
          instynkt, niezawodny w tym wypadku. Wszytkie one mowiao swiaomosci i wuelkim
          szcesciu. Wierze w to i ch szczescie,ale w szczescie ich dzieci juz nie. Jestem
          jedynaczka,a i tak moja matka-samotna nie dawala mi nigdy odczuc, ze
          jest 'dzis' tylko dla mnie, ze jestem najwazniejsza itp-nie miala czasu,
          zapracowana byla, zmeczona. Strach pomyslec co by bylo gdyby byla nas
          2,3,4,5,6,7 aaaaa
Pełna wersja