Co zrobić

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.03, 21:45
Witamy
Może ktoś poradzi jak rozwiązać zaistniały problem rodzinny...
Otóż nasz syn dwa dni temu stanowczo odmówil wspolnego wyjazdu na wakacje z
nami w tym roku. Stało sie to zupełnie nagle i niespodziewanie. Dotychczas
wszystkie nasze wakacje spędzaliśmy razem na wspólnych, uważamy bardzo
ciekawych imprezach w Polsce i Europie.
W tym roku mamy również załatwiony bardzo ciekawy wyjazd samochodem za
granicę i jak zawsze chcemy trochę pozwiedzać, trochę poodpoczywać aktywnie
nad wodą itd. Wszystko, w tym noclegi mamy juz pozałatwiane i wszystko jest
zapięte na ostatni guzik. Dotychczas wszyscy byliśmy zadowoleni z naszych
tegorocznych planów, w tym również nasz 15 letni syn.
Tym bardziej więc nasze zaskoczenie było duże, kiedy zdecydowanie oświadczył
on iż w tym roku z nami nie pojedzie...
Chce pojechac na obóz do Włoch, dokąd wybiera sie jego koleżanka, z którą
koleguje się od około roku. Poznał ja przez internet i pomimo iz chodzą do
różnych szkół i mieszkają na dwóch przeciwstawnych końcach dość dużego
miasta, wszystkie wolne chwile spędzaja razem. Imprezy szkolne, dyskoteki,
kino, teatr a ostatnio nawet juvenalia... Wydaje się iż ostatnio nie ma bez
niej życia. Doszło do tego, iż potrafi nawet sam pojechać rowerem na
działke dziewczyny, 30 km poza miasto i to w ulewnym deszczu i bez naszej
wiedzy. I wydaje się, że nie ma siły aby z tym skończyć.
Postawienie żądania spędzenia razem z nią samodzielnych wakacji poza domem
zbulwersowało nas, tym bardziej że miałoby się to odbyć kosztem naszego
wspólnego wyjazdu w tym samym czasie. Puszczenie 15 letniego dziecka z
koleżanką, na praktycznie samodzielne, wakacje wydaje nam się przede
wszystkim niezbyt bezpiecznym pomysłem. Również jego wyjazd do Włoch
wiązałby się z koniecznością zmiany wszystkich naszych planów wakacyjnych,
posiadanych obecnie rezerwacji noclegów, posiłków itp, a ponadto wiązałby
się z dodatkowymi kosztami z naszej strony, które w obecnej sytuacji byłyby
dla nas zbyt obciążające.
Niestety syn nie chce wziąć pod uwagę żadnego z naszych argumentów przeciw
jego wyjazdowi i każda podejmowana dyskusja i sprzeciw z naszej strony
kończy się kłotnią i powoduje u niego przekonanie że jest poszkodowany.
Przez dwa ostatnie dni nie możemy prawie na siebie patrzeć i atmosfera w
domu pozostaje bardzo napięta. Nigdy dotychczas nie spotkaliśmy się z takim
problemem. Syn wydawał sie nam rozsądnym dzieckiem, takie też są opinie
nauczycieli, znajomych, kolegow i koleżanek o nim. Zawsze zgadzał się z nami
w wielu problemach i to nie dlatego że musiał, ale że tak rzeczywiście
myślał.
Tym bardziej dziwi nas jego obecna decyzja i całkowita odpornośc na nasze
argumenty.
Jak go przekonać i odwieść od chęci wyjazdu?
Może ktoś ma jakiś pomysł?
Bo jeszcze trochę to się chyba pobijemy...
Rodzice
    • Gość: Syn... Sprostowanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.03, 22:04
      Moi rodzice mają skłonność do wyolbrzymiania wszystkiego, co nie jest im na
      rękę…
      Dlatego chciałbym sprostować ich wypowiedz.
      Wakacje, na które chciałbym się wybrać to normalna kolonia/wycieczka (jak kro
      chce) z opiekunami organizowana przez biuro turystyczne. Są oni bardzo
      rygorystycznie sprawdzani przez kuratorium.
      Moja koleżanka a także jej rodzice nie widzą niczego złego w tym wyjeździe.
      Dzisiaj specjalnie pofatygowałem się do szkolnego pedagoga i opowiedziałem mu
      cała historię. Doradzono mi abym wypisał na kartce moje argumenty i
      przedstawił to rodzicom. Tak też zrobiłem… a oni co?!, olali to zupełnie. Na
      pewno wina leży jak zwykle po obu stronach, jednak pragnę dodać, iż jestem
      jedynakiem… Nie wiem jak mam z nimi rozmawiać, zawsze odpowiadają to samo
      … „nie, bo nie” albo „nie rozmawiajmy o tym”.
      Mam nadzieję, że pomoc kogoś z zewnątrz rozwiąże nasz spór.
      Błagam o obiektywna wypowiedz jakiegoś pedagoga!!!!
      • Gość: hans Re: Sprostowanie IP: 209.234.157.* 22.05.03, 09:21
        Nikt tobie nie powiedzial, ze masz sie sluchac rodzicow -
        jelopie!
        Jzeli jestes taki samodzielny to bierz ta sikse i
        tobolek i spadaj na ulice. I nie zapomnij odwiedzac
        pedagoga, ten nawet zlozy tobie teczke. Bedziesz mial
        swoja teczke!
        • Gość: Syn Re: Sprostowanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.05.03, 15:56
        • Gość: .-=MeNtIs=-. Re: Sprostowanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.05.03, 16:01
          Wielkie dzięki za autoprezentację...
          Szczerze boleje nad twoją sytułacją życiową, lecz wybacz, najwyraźniej
          pomyliłeś wątki.
        • Gość: Syn Do wiadomości Hans`a Kloss(szarda) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.05.03, 16:33
          > Nikt tobie nie powiedział, ze masz sie sluchac rodzicow -
          Wszyscy, a w szczególności sami rodzice...
          > jelopie!
          Nie jestem „jełopem”. To ty zachowujesz się jak kretyn pisząc taki post.
          > Jzeli jestes taki samodzielny to bierz ta sikse i
          > tobolek i spadaj na ulice.
          Aż taki samodzielny to jeszcze nie jestem a nawet gdybym był nie zrobiłbym
          czegoś podobnego. Moja koleżanka nie jest „siksa” tylko bardzo porządną
          dziewczyną, nie znasz wiec nie oceniaj! A co do tobołka i ulicy to nie
          zamierzam popełnić takiego błędu jak Ty. Poza tym, nie jest to tematem naszej
          dyskusji.
          > I nie zapomnij odwiedzac
          > pedagoga, ten nawet zlozy tobie teczke. Bedziesz mial
          > swoja teczke!
          Apropo teczek to mam ich już trochę (wypełnione dyplomami z konkursów przede
          wszystkim matematycznych, fizycznych i astronomicznych) Pomimo tego, że
          rzeczywiście lubię teczki nie zazdroszczę ich Tobie. Dlaczego?
          Z prostego powodu: nie zależy mi na teczce z „żółtymi papierami” oraz
          policyjnej kartotece.

          • Gość: hans Re: Do wiadomości Hans`a Kloss(szarda) IP: 130.94.107.* 23.05.03, 09:20
            twoje osiagniecia naukowe sa imponujace.
            Osiagniecia nauki polskiej sa od lat przedmiotem
            dowcipow nieco na zachod od wawy - nie wiesz tego
            jeszcze jelopie.
    • Gość: 18-latka Re: Co zrobić IP: *.gorzow.mm.pl 20.05.03, 22:44
      Przeczytałam wasz post i doszłam do pewnego wniosku, otóż najwyrażniej ten
      wakacyjny wyjazd jest ważniejszy od waszego syna. Może nie piszecie tego
      wprost, ale tak to odebrałam. Nie martwicie się sytuacja własnego dziecka,
      dorastającego mężczyzny, ale tym że popsuł wam wakacje. Jestescie źli na nigo
      nie dlatego, że cały czas spotyka się z pewną koleżanką, ale z powodu popsutego
      urlopu. To smutne. Straciłabym szacunek do moich rodziców gdyby postępowali
      podobnie jak wy. Czy myślicie,że dla nastolatka atrakcyjniejszy jest wyjazd z
      rodzicami? Czy myślicie, że młody człowiek nie może mieć własnego zdania,
      życia, planów?
      Wasz syn jest prawie dorosły, jeśli teraz go skrzywdzicie, popsujecie mu
      wakacje, zniszczycie przyjażń z dziewczyną, on wam tego nie zapomni.
      Może warto zrezygnować z wspólnego wyjazdu, ponieść pewne koszty finansowe i
      pozwolić młodemu człowiekowi zadecydować o sobie? Mam nadzieję, ze podejmiecie
      słuszna decyzję.
      • Gość: Monika Re: Co zrobić IP: *.137-202-24.mtl.mc.videotron.ca 21.05.03, 05:34
        Mysle, ze postepujecie troche egoistycznie i trudno wam zaakceptowac, ze wasze
        dziecko dorasta, ze nie chce z wami spedzac wakacji, ze jakas kolezanka moze
        byc dla niego wazniejsza- a to tak juz w zyciu jest, ze dzieci w pewnym
        momencie zaczynaja podejmowac wlasne decyzje i ze rodzice schodza wtedy na
        dalszy plan. Jesli ten wyjazd do Wloch jest na zasadzie kolonii, nie widze
        zadnych przeszkod, dlaczego syn mialby tam nie pojechac. To prawda, ze wiaza
        sie z tym dodatkowe koszty,ale chyba powinniscie nabrac do syna troche
        zaufania. Moze wcale nie bylo tak, ze nagle odmowil wyjazdu z wami, moze po
        prostu go nie sluchaliscie i probowaliscie narzucic mu wlasna wole. Poza tym
        dla nastolatka atrakcyjniejszy jest wyjazd na wakacje w np. Beskid Maly z
        rowiesnikami niz z rodzicami na Hawaje. Ja wyjezdzalam z rodzicami na wspolne
        wakacje do okolo 12 roku zycia, potem byly obozy i kolonie. Wszystkie ptaszki
        kiedys opuszczaja gniazdka i w taki wlasnie sposob ten proces sie zaczyna. Wasz
        syn po prostu dorasta, powinniscie to zaakceptowac.
    • Gość: bas Re: Co zrobić IP: 157.25.119.* 21.05.03, 08:06
      Moim zdaniem jestescie rozhisteryzowanymi, egoistycznymi rodzicami. Wiem jak to
      jest byc rodzicem jedynaka, ale mam do tego zupelnie inne podejcie. Odnioslam
      wrazenie, ze Wy myslicie o swoim synu jak o 5 letnim dziecku. I wcale mu sie
      nie dziwie, ze nie bawia go wyjazdy z nadopikuncza (jak sadze) mamusia i
      tatusiem. Nudne spacery, zwiedzanie itd. On potrzebuje kontaktu z rowiesnikami,
      Wy nie stanowicie dla niego rozrywki nie zastapicie mu przyjaciol. Chlopak ma
      juz 15 lat - jak na moj gust to i tak za pozno jak na pierwszy wyjazd na oboz.
      Nie mozecie sie tak nad nim roztrzasac, on juz jest prawie dorosly. Poza tym
      sami piszecie, ze jest rozsadny, dlatego nie rozumiem waszych obaw z powodu
      tego obozu.
      I zgadzam sie z tym co napisala moja przedmowczyni. Wam chyba glownie choddzi o
      to, ze wasz wyjazd jest juz zaplanowany i wszystko pojdzie w diably bo syn chce
      jechac na obóz. A czy nie powinniście go najpierw zapytac czy ma ochote jechac
      z wami na wakacje?
      Nie mozna narzucac komus swoich planow.
      Pozdrawiam i rzycze szczesliwego zakonczenie.
      • Gość: aleksandrynka Re: Co zrobić IP: 212.160.130.* 22.05.03, 21:50
        No własnie bas, a syn może - i to nagle - narzucać swoje plany rodzicom, którzy
        mają w perspektywie rezygnację z własnego wyjazdu? Więcej obiektywizmu.
        • Gość: bas Re: Co zrobić IP: 157.25.119.* 23.05.03, 07:17
          to powinnas powiedziec do rodzicoe nie do mnie.ja po prostu wyrazam moje zdanie.
    • Gość: Millka Re: Co zrobić IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 21.05.03, 08:20
      Mi tez wydaje się, że w tym wypadku rodzice podchodzą bardzo egoistycznie do
      całej sytuacji. Chcą mieć nadal swojego małego synka dla siebie, nie docierają
      do nich żadne argumenty, nawet fakt, że do tej pory był bardzo zdyscyplinowany
      i nie było z nim klopotów nie przemawia do nich. Nie można w ten sposób
      ograniczać syna, zamiast zabraniać i kłócić sie z nim powinniście usiąść i
      porozmawiać, a przede wszystkim dać mu wolną rekę i pozwolić żyć według swoich
      zasad i wartości, pozwolić popełniac błędy i być przy nim gdy będzie je
      naprawiał. Jeżeli teraz będziecie despotyczni i uparci stracicie go, a potem
      trudno będzie wszystko odbudować. On ma prawo mieć swoje plany, a Wy macie
      obowiązek się z nimi liczyć, bo to że jest waszym dzieciek nie oznacza, że nie
      ma prawa głosu.
      • Gość: camel 15 lat??? IP: *.dip.t-dialin.net 21.05.03, 08:56
        i tak test o dziecku??
        przeciez on juz nie jest dzieckiem i moze bardziej go interesuja wykacje i
        znajomi w jego wieku niz 365 w roku z rodzicami.
        coz, popieram syna i uwazam, ze ma prawo do wlasnych wakacji, podczas ktorych
        bedzie i rowiesnikami. rodzice, mimo ze moga byc wspanialymi kumplami, zawsze
        beda rodzicami.

        camel
        • Gość: betka Re: 15 lat??? IP: *.deltanet.pl 21.05.03, 10:24
          Rodzice!!!
          A ja to Wam się dziwię!
          Po 15 latach macie możliwość znowu być razem tylko we dwoje i robić to co
          naprawdę lubicie i bronicie się rękoma i nogami?!
          My z mężem czekamy z utęsknieniem na tę chwilę kiedy nasze dziecko (też jedyne
          i ukachane) zacznie przedkładać samodzielne wakacje nad wyjazdy z nami!!! A my
          wtedy...ileż mamy planów!!!
          Pomyślcie o tym aspekcie usamodzielniania się wawszego jedynaka. Może okazać
          się bardzo przyjemny!!!
        • Gość: Łukasz Re: 15 lat??? IP: *.skokowka.sdi.tpnet.pl 21.05.03, 11:49
          Gość portalu: camel napisał(a):

          > i tak test o dziecku??
          > przeciez on juz nie jest dzieckiem i moze bardziej go interesuja wykacje i
          > znajomi w jego wieku niz 365 w roku z rodzicami.
          > coz, popieram syna i uwazam, ze ma prawo do wlasnych wakacji, podczas ktorych
          > bedzie i rowiesnikami. rodzice, mimo ze moga byc wspanialymi kumplami, zawsze
          > beda rodzicami.
          >
          > camel

          A może rodzicom chodzi również o to, że będą się już kochac ich dzieci i tego
          się boją.
          A propo jednego nie rozumię 15-latek dorosłym?. Szczerze mówiąc to jeszcze
          dziecko, może nie 8-10 letnie ale jeszcze dziecko. Chyba nie ma juz 18 lat i
          dowodu osobistego.
    • luisssa Re: Co zrobić (do rodzicow) 21.05.03, 12:47
      Zdecydowanie powinniscie pozwolic synowi pojechac na kolonie. To jest
      zorganizowany wypoczynek, nikomu sie krzywda nie dzieje, nastolatka uczy
      samodzielnosci i po malu zycia bez rodzicow. To jest najzupelniej normalna
      rzecz. Nawet sie dziwie, ze go wczesniej nie wysylaliscie. Juz i tak bardzo
      duzo przez to stracil. Bylam na wielu koloniach i obozach i stwierdzam, ze bylo
      rewelacyjnie! Ale 18 lat juz skonczylam i wiecej nie pojade. Co z tego, ze chce
      jechac z kolezanka. Rownie dobrze moglby na miejscu jakas poznac i sie
      zakochac. A tak, jak pojada we dwojke, bedzie im razniej.
      Za bardzo na niego chuchacie i dmuchacie. Nie robcie z niego kaleki spolecznej.
      Dajcie mu sprawdzic sie bez Waszego nadzoru. Skoro jest ulozony i rozsadny na
      pewno nie bedzie od razu myslal o tym, zeby z ta dziewczyna isc do lozka...
      ludzie, bez przesady. On ma dopiero 15 lat. Wcale mu sie nie dziwie, ze sie
      upiera przy swoim.

      Serdeczne pozdrowienia

      luisssa
    • Gość: pedagog Re: Co zrobić IP: *.acn.pl / 10.67.4.* 21.05.03, 13:52
      Pozwolić synowi na wyjazd na kolonie
    • Gość: k_k Re: Co zrobić IP: *.acn.pl 21.05.03, 20:27
      Gość portalu: Rodzice napisał(a):

      > Wszystko, w tym noclegi mamy juz pozałatwiane i wszystko jest
      > zapięte na ostatni guzik. Dotychczas wszyscy byliśmy zadowoleni z naszych
      > tegorocznych planów, w tym również nasz 15 letni syn.
      > Tym bardziej więc nasze zaskoczenie było duże, kiedy zdecydowanie oświadczył
      > on iż w tym roku z nami nie pojedzie...

      Z tego fragmentu wnioskuję, że Wasz syn całkowicie zgadzał się z Waszymi
      planami, być może uczestniczył w planowaniu wyjazdu i raptem mu się odwidziało.
      Tak nie można robić. Rujnowanie czegoś, co wcześniej było umówione,
      załatwione, zapłacone jest nie do przyjęcia. Powinien pojechać z Wami. Jeżeli
      jest taki odpowiedzialny, jak piszecie, powinien to zrozumieć. Jeżeli macie
      możliwości finansowe, wyślijcie go na jakiś obóz, ale tak by nie kolidowało to
      z Waszymi planami.
      Jeśli źle odczytałam cytowany fragment i Wasz syn nie wiedział, że planujecie
      wspólny wyjazd lub też od początku się na to nie zgadzał, to oczywiście on ma
      rację.
      • yagnieszka Re: Co zrobić 21.05.03, 20:54
        Jezeli mlody czlowiek czuje sie juz tak dorosly i samodzielny zeby spedzic
        wakacje bez rodzicow to wszyscy powinni sie cieszyc pod warunkiem, ze on sam
        zaplaci te roznice pomiedzy kosztem wspolnych wakacji zaplanowanych przez
        rodzicow a tym na co sam ma ochote. Nie ma powodu zeby rodzice doplacali do
        zmiany jego planow - doroslosc zobowiazuje do odpowiedzialnosci. Rowniez
        finansowej. A na przyszlosc, rodzice powinni pewnie przestac brac pod uwage
        obecnosc swojego syna w ich planach. Chyba ze sam poprosi. Teraz i tak
        pozostaje mu juz tylko jedno - wziac sie ciupasem do roboty zeby zarobic na
        koszty obozu. A rodzicow czeka pewnie romantyczna podroz we dwoje. Pozazdroscic.
        • Gość: Monika Re: Co zrobić IP: *.137-202-24.mtl.mc.videotron.ca 21.05.03, 22:43
          Ok, ale co zrobic, jezeli jak tu wczesniej syn napisal- rodzice go nie sluchaja
          i o wszystkim beda z nim "rozmawiac pozniej". Moze to bylo tak, ze wcale na
          wspolne wakacje nie mial ochoty, ale nikt nie chcial go sluchac, rodzice
          zaplanowali wszystko tak jak sobie zyczyli, nie liczac sie wogole ze zdaniem
          swojego syna, czy w tym wypadku syn tez ma zaplacic za wlasne wakacje, tylko
          dlatego, ze nikt sie z jego zdaniem wczesniej nie liczyl. Przeczytalam oba
          posty -i rodzicow i syna i po wysluchaniu obu stron mysle, ze rodzice sa
          nadopiekunczy i postepuja egoistycznie. Moze rodziom wydawalo sie, ze jak
          wszystko zalatwia i zaplaca to syn nie bedzie mial odwagi odmowic wspolnego
          wyjazdu, ale tym razem to on chce postawic na swoim i rodzice sa teraz
          zaskoczeni.
          • yagnieszka Re: Co zrobić 22.05.03, 13:18
            Gość portalu: Monika napisał(a):

            > Ok, ale co zrobic, jezeli jak tu wczesniej syn napisal-
            rodzice go nie sluchaja
            >
            > i o wszystkim beda z nim "rozmawiac pozniej". Moze to
            bylo tak, ze wcale na
            > wspolne wakacje nie mial ochoty, ale nikt nie chcial go
            sluchac, rodzice
            > zaplanowali wszystko tak jak sobie zyczyli, nie liczac
            sie wogole ze zdaniem
            > swojego syna, czy w tym wypadku syn tez ma zaplacic za
            wlasne wakacje, tylko
            > dlatego, ze nikt sie z jego zdaniem wczesniej nie
            liczyl. Przeczytalam oba
            > posty -i rodzicow i syna i po wysluchaniu obu stron
            mysle, ze rodzice sa
            > nadopiekunczy i postepuja egoistycznie. Moze rodziom
            wydawalo sie, ze jak
            > wszystko zalatwia i zaplaca to syn nie bedzie mial
            odwagi odmowic wspolnego
            > wyjazdu, ale tym razem to on chce postawic na swoim i
            rodzice sa teraz
            > zaskoczeni.

            Wszystko prawda, Monika ale chlopak wciaz ma tylko 15 lat
            i jest zalezny od rodzicow pod kazdym wzgledem. Rowniez
            finansowym - to w jego interesie jest umiejetnosc
            negocjowania, bo jak starzy powiedza "zrobisz tak jak
            uwazamy" to bedzie musial zrobic i kropka. Jego jedynym
            wyjsciem w takiej sytuacji byloby powiedziec "stac mnie
            na wakacje za samemu zapracowane pieniadze" ale tak nie
            bedzie, bo jest to jeszcze jeden mlody czlowiek ktory
            chcialby decydowac o swoich przyjemnosciach na koszt
            rodzicow. Oczywiscie, to ich wina ze mu dotad na to
            pozwalali ale moze to jest czas zeby sie obudzic i
            uswiadomic sobie ze jesli sie czegos bardzo chce to samo
            to z nieba nie spadnie.
            • Gość: Monika Re: Do Yagnieszki IP: *.137-202-24.mtl.mc.videotron.ca 22.05.03, 13:31
              A co z pomyslem, ze rodzicom powinno zalezec na tym, by ich dziecko bylo
              szczesliwe? 15 lat to jeszcze nie dorosly czlowiek, to prawda, ale to wcale nie
              znaczy, ze mozna mu narzucac wlasna wole nie ogladajac sie na jego pragnienia i
              potrzeby.Czy naprawde Twoje dzieci sa zmuszone do robienia zawsze tego co im
              powiesz i koniec dyskusji?Sama mam corke, jeszcze mala co prawda, ale juz i ona
              w pewnych sprawach ma prawo decydowania np. do ktorego parku mamy sie dzis
              wybrac itp.Jesli chlopak zawsze musial robic to, co mu narzucono, nic dziwnego,
              ze teraz zaowocowalo to buntem.
              • Gość: Monika Re: Do Yagnieszki IP: *.137-202-24.mtl.mc.videotron.ca 22.05.03, 15:31
                Poza tym zakladajac z gory,ze z wakacyjnego wypoczynku wszyscy powinni byc
                zadowoleni, (jesli zechcecie demonstrowac swa rodzicielska wladze w stosunku do
                syna) nie sprawdzi sie to w tym roku- nie ma mowy o tym, aby wasz syn byl z
                wakacji zadowolony, a wy bedziecie musieli sie uzerac z obrazonym 15 latkiem,
                co w efekcie daje napieta i nerwowa sytuacje i zero wypoczynku.
        • Gość: zla Re: Co zrobić IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 05.06.03, 02:09
          Nic dodac nic ujac
          pozdrawiam
          • Gość: zla Re: Co zrobić IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 05.06.03, 02:14
            Gość portalu: zla napisał(a):

            > Nic dodac nic ujac
            > pozdrawiam
            mialam tu na mysli pierwszy post yagnieszki
    • menisk Re: Co zrobić 22.05.03, 16:03
      Umowa jest umową i należy jej dotrzymać, obojętnie czy się ma 15 czy 40 lat.
      Jeśli dawno temu WSZYSCY TROJE umówiliście się, że jedziecie na wakacje
      wspólnie, to trzeba być konsekwentnym. Od umowy można odstąpić, gdy nie
      narusza to interesów pozostałych stron, a w tym wypadku tak nie jest.
      Zostaliśmy tu poproszeni o wypowiedź w bardzo konkretnej sprawie, nie będę
      więc zapędzać się w porady, co robić w przyszłości. Nie mogę się jednak
      powstrzymać od pewnej uwagi. Chłopak rwie się do samodzielności, ale to musi
      iść w parze z odpowiedzialnością i rozsądkiem. Jestem dojrzałym człowiekiem, a
      mimo to moi domownicy zawsze wiedzą, dokąd wychodzę, gdzie jestem i o której
      wrócę. Tego wymaga poczucie zwykłej przyzwoitości i szacunku dla kogoś, kto
      mógłby się niepotrzebnie denerwować. Tymczasem spragniony samodzielności "Syn"
      urządza sobie dalekie eskapady rowerowe, o których nie raczy powiadomić
      rodziców. Jeśli chce być traktowany serio, musi zacząć od siebie.
    • Gość: TEŻ RODZIC Re: Co zrobić IP: *.tarnowskie-gory.sdi.tpnet.pl 22.05.03, 17:36
      MOI KOCHANI JA W WIEKU 15 LAT OBJECHAŁEM SAMODZIELNIE Z KUMPLAMI 1/2 POLSKI I
      NA DOBRE MI TO WYSZŁO A NAWET ZWIAŁEM Z CHAŁUPY BO MI RADECCY TEŻ TAKIE BZDETY
      GADALI. TERAZ MAM SYNA W WIEKU 27 LAT I NIGDY MU NIE ZABRANIAŁEM NICZEGO,
      WYSZŁO NA TO ŻE NIE PIJE NIE PALI I NIE SZWĘDA SIĘ BYLE GDZIE. WIĘC DRODZY
      RODZICE SPOKOJNIE GŁOWA DO GÓRY A MŁODEMU UŚWIADOMIĆ ŻE MA NA TYLE ROZUMU BY
      NIE WYLĄDOWAĆ W KICIU.
      • Gość: k_k Re: Co zrobić IP: *.acn.pl 22.05.03, 19:38
        Ty zawsze tak KRZYCZYSZ do swojego syna jak do nas? O święci Pańscy!
        • Gość: Monika Re: Co zrobić IP: *.137-202-24.mtl.mc.videotron.ca 22.05.03, 21:17
          A skad wiesz, ze wszyscy sie"umawiali", ze wakacje spedzaja w taki a nie inny
          sposob? A jezeli syn od dawna probowal powiadomic rodzicow o swoich planach, a
          oni rzeczywiscie reagowali na to odpowiedziami"nie, bo nie", albo "nie
          rozmawiajmy o tym", to chlopak w koncu nie wiedzial jak mowic, by rodzice go
          sluchali i oswiadczyl, ze nie pojedzie razem z nimi na wakacje. Doroslosc i
          odpowiedzilnosc to tez sluchanie wlasnych dzieci, (jesli sie je ma,) jezeli
          probuja nam cos powiedziec, a nie zbywanie ich argumentami typu: ty jestes
          dzieciak, ja jestem rodzic i masz robic co ci powiem. W wieku 15 lat, jesli
          wybieralam sie na przejazdzke rowerem, to nie bylo obowiazku tlumaczenia sie,
          dokad jade, a poza tym , skoro i tak wiadomo, ze jedzie do kolezanki na
          dzialke, to po co sie jeszcze ma z tego tlumaczyc. A poza tym co zlego w tym,
          ze chlopak ma kolezanke, a tu rodzice reaguja w dziwny sposob, ze dziecko smie
          kogos lubic, oprocz nich samych.
          • Gość: Monika Re: Co zrobić IP: *.137-202-24.mtl.mc.videotron.ca 22.05.03, 21:50
            Moze jeszcze sie wytlumacze, dlaczego opowiadam sie po stronie syna- kiedy
            bylam nastolatka mialam przyjaciela, ktory byl tak wlasnie ubezwlasnowolniony
            przez rodzicow(tez jedynak), ktoremu nie przyslugiwalo prawo posiadania
            wlasnego zdania, byl bardzo nieszczesliwy. Kiedy skonczylismy szkole srednia,
            chlopak postanowil isc do pracy, ku wielkiemu oburzeniu rodzicow, ktorzy
            wczesniej przeciez planowali wyslac go na medycyne. Prace znalazl, wynajal
            osobne mieszkanko i przeprowadzil sie tam. Oczywiscie rodzice "zabronili mu"
            wyprowadzic sie z domu, bo uwazali go za swoja wlasnosc. Chlopak zaczal studia
            zaoczne(prawo), skonczyl kilka lat temu i radzi sobie naprawde dobrze, ale
            oczywiscie z rodzicami nigdy sie nie ulozylo zbyt dobrze, wiec ogranicza
            kontakt z nimi do bardzo wyjatkowych okazji. Moral z tego taki- mozna utracic
            wlasne dziecko wlasnie poprzez proby trzymania go przy sobie sile i odmawiania
            mu prawa do posiadania wlasnego zadania, pragnien, czy podejmowania wlasnych
            decyzji. Chlopak, ktory udaje sie do szkolnego pedagoga po rade w sporze z
            rodzicami z pewnoscia jest nie sluchany, wiec stara sie dotrzec do rodzicow
            poprzez osobe trzecia, ktorej moze wysluchaja. Nie odnosicie takiego
            wrazenia....?
          • menisk Re: Co zrobić 23.05.03, 09:41
            Gość portalu: Monika napisał(a):
            Wydaje mi się, że Twój post dotyczy mojego, choć dokleiłaś go do wpisu k_k.
            Odpowiem przeto.

            > A skad wiesz, ze wszyscy sie"umawiali", ze wakacje spedzaja w taki a nie
            inny sposob?

            "Dotychczas wszyscy byliśmy zadowoleni z naszych
            tegorocznych planów, w tym również nasz 15 letni syn."
            Z tego właśnie urywka postu Rodziców. Nie mam powodów, żeby im nie
            wierzyć tym bardziej, że Syn w swojej wypowiedzi temu nie zaprzeczył.

            >A jezeli syn od dawna probowal powiadomic rodzicow o swoich planach, a
            > oni rzeczywiscie reagowali na to odpowiedziami"nie, bo nie", albo "nie
            > rozmawiajmy o tym",
            To są tylko Twoje przypuszczenia. Jeżeli żadna ze stron konfliktu tego nie
            potwierdzi, nie powinniśmy brać ich pod uwagę.

            >W wieku 15 lat, jesli wybieralam sie na przejazdzke rowerem, to nie bylo
            >obowiazku tlumaczenia sie,
            > dokad jade, a poza tym , skoro i tak wiadomo, ze jedzie do kolezanki na
            > dzialke, to po co sie jeszcze ma z tego tlumaczyc.
            Sęk w tym, że oni nie wiedzieli:
            "Doszło do tego, iż potrafi nawet sam pojechać rowerem na
            działke dziewczyny, 30 km poza miasto i to w ulewnym deszczu i bez naszej
            wiedzy."
            Dla mnie znikanie z domu bez powiadamiania domowników świadczy o ich
            lekceważeniu. Nie wnikam w zwyczaje w Twoim domu, bo to Wasze sprawy. Z tego,
            co piszą Rodzice wynika, że bliższy jest im mój punkt widzenia niż Twój i nie
            byli zadowoleni, że nie wiedzą, gdzie podziewa się ich kilkunastoletni syn.
            Moniko, nie wydaje mi się właściwe, byśmy w tym wątku próbowali przekonać
            innych do własnych racji. Tu chodzi o rozwiązanie zaistniałego, konkretnego
            konfliktu Rodzice - Syn. Skupmy się lepiej na tym.

            • Gość: Monika Re: Co zrobić IP: *.137-202-24.mtl.mc.videotron.ca 23.05.03, 13:06
              Ale syn powiedzial tez,ze rodzice maja tendencje do wyolbrzymiania tego, co nie
              jest im na reke i na wszystkie proby rozmowy odpowiadaja "nie rozmawiajmy o
              tym", mam nadzieje, ze jeszcze sie wypowiedza rodzice albo syn, jak to bylo
              naprawde.Bo ja tez przed mama zawsze bylam "zadowolona", kiedy kupila mi np.
              spodnie bez porozumienia sie ze mna, a potem ich nie nosilam, wywolywalo to
              zdziwienie mojej mamy i zapytanie dlaczego. Na odpowiedz, ze mi sie nie
              podobaja, reagowala wielkim zaskoczeniem. Nie narzucam tu nikomu zdania, mowie
              to, co sama mysle na ten temat i co wiem z doswiadczenia o znanych mi
              jedynakach.
    • Gość: aleksandrynka Re: Co zrobić IP: 212.160.130.* 22.05.03, 21:48
      Syn ma rację o tyle, że powinien sam wybrać formę swojego letniego wypoczynku -
      w miarę rozsądku, oczywiście, ale wizja kolonii/obozu jest tu jak najbardziej
      na miejscu. Nie mniej jednak przedstawił wam swój pomysł dopiero teraz, kiedy
      cały urlop jest zapiety na ostatni guzik. W końcu jest już koniec maja, takie
      wyjazdy załatwia się grubo wcześniej! To nie fair, nie może byc tak, że jakiś
      członek rodziny rezygnuje z czegoś na rzecz drugiego...
      I tak proponuję, żebyście nie rezygnowali z waszego wyjazdu, w końcu należą
      wam się wakacje. A skoro syn jest tak uparty i zdecydowany niech jedzie na ten
      obóz, ale - co bardzo ważne - niech SAM pomartwi się o sfinansowanie go.
      Oczywiście tak młodziutki chłopak nie ma możliwości zarobić większej sumy,
      dlatego w miarę możliwości zaoferujcie część (może zamiast waszych
      trzyosobowych pokoi da się załatwić dwuosobowe?) a resztę niech wynegocjuje z
      babciami, wujkami i kto tam sie jeszcze nawinie, np. w ramach prezentu
      urodzinowego, może cos tam po drodze dorobi. I wilk bedzie syty i owca cała.
      Ale nie może byc tak, że Wy nie jedziecie, bo dziecię się w ostatniej chwili
      rozmysliło i zbuntowało, nie może być też tak, że syn ma spaprane wakacje tylko
      dlatego, że tak sobie życzyli rodzice... Ale powtarzam, skoro jest taki
      odpowiedzialny niech sam zatroszczy się o dopięcie swojego wyjazdu na ostatni
      guzik!
      Pozdrawiam, życze udanych wakacji.
      • Gość: Monika Re: Co zrobić IP: *.137-202-24.mtl.mc.videotron.ca 22.05.03, 23:40
        Juz sie wypowiadac nie bede, bo to i tak nie zmieni sytuacji. Probuje
        uswiadomic wam, ze czesto dzieci nie sa wysluchiwane, albo zbywane i kiedy
        nagle probuja wyrazic swoj sprzeciw, zaskakuje to rodzicow. Dziwia sie potem,
        ze tak nagle wyskoczyl z takim pomyslem, a moze po prostu od dawna probowal o
        tym rozmawiac i zawsze byl przez rodzicow zbywany? Azeby wyjechac na kolonie
        czy oboz tez trzeba wszystkie formalnosci zalatwic na dlugie miesiace przed
        wyjazdem, wiec nie wierze, ze to tak nagle wyskoczylo. Ale co ja tam moge
        wiedziec o tych sprawach!
        • Gość: Maryla Re: Co zrobić IP: *.opole.sdi.tpnet.pl 23.05.03, 00:22
          Moze sie powtórze,bo nie czytałam wszystkiego ,ale mozna spróbowac dogadać
          sie z rodzicami dziewczyny.Sprawdzic dokladnie co to za obóz,jaka ma
          opiekę,i jesli wszystko jest OK to nie rozumiem dlaczego syn nie moze
          na taki obóz pojechać? dzieci jeżdza np. na kolonie w duzo młodszym
          wieku:-)Rodzicom pozostaje tylko troska o dzieci,niestety one
          dorosleją,chca byc samodzielne.Przymusem nic sie nie zdziała,przeciwie
          mozna pogorszyc.Dziecko musi wiedziec ,ze je kochamy,ze boimy sie o
          nie,ale takze ,ze mu ufamy:-)
          Niestety nadszedł czas kiedy syna "trzeba oddac swiatu",powoli bedzie miał
          swój własny świat i to nie oznacza ze Was porzucił czy ze Was nie
          rozumie, bedzie Was nadal kochał i potrzebował.Teraz chyba bardziej niz
          kiedykolwiek wczesniej potrzebuje Waszego zrozumienia i poparcia.
          To sa jego pierwsze samodzielne decyzje,kiedys w zyciu bedzie ich coraz
          wiecej,nawet jesli sie "poparzy" to bedzie to jego własne
          doświadczenie,o wiele wazniejsze niz przestroga rodziców.
          Pozdrawiam
          Maryla
          • Gość: Magda Ludzie kochani ! IP: 80.48.96.* 23.05.03, 10:30
            Przecież ten chłopak wcale nie chce "wyjechać z dziewczyną" ani jak piszą
            rodzice "prawie samodzielnie z nią" on po prostu chce jechać na obóz na którym
            bedzie ta dziewczyna. Chce być blisko swojej - pewnie pierwszej - miłości.
            Gdyby chłopak nie zakochał się teraz a np. za 5 lat problem byłby równie wielki
            dla rodziców - do tej pory był zgodny a tu dziewczynisko przewróciło mu w
            głowie. To typowe dla nadopiekuńczych i zaborczych rodziców. Rozmawianie z
            rodzicami dziewczyny o ich "wspólnym wyjeździe" na obóz uważam za
            nieporozumienie.
            A co do wyjazdów syna pod miasto bez powiadomienia rodziców to chciałabym
            wiedzieć czy był to incydentalny przypadek czy też zdażało się częściej.
            Rodzice czasem mają tendencję do robienia problemu i wykorzystywania jednego
            zdażenia do dyskusji przy kazdej nadarzającej się okazji. Jednorazowy wyskok
            bywa wykorzystywany jako potwierdzenie całkowitej nieodpowiedzialności dziecka.
            Mam męża, który miał /ma!/ nadopiekuńczą matkę. Ona uważała, że obozy, kolonie
            demoralizują dzieci, syna zabierała wyłącznie ze sobą lub wysyłała gdzieś z
            ciotkami. 20-letni synek był dla niej dzieckiem które należy kontrolować nawet
            bardziej od malucha i jego pierwszy samodzielny wyjazd był stresem dla niej i
            dla niego. Matka odstawiła przed wyjazdem stan przedzawałowy i on na tym
            wyjeździe szukał budek telefonicznych i dzwonił kilka razy na dzień by
            dowiedzieć się jak się matka czuje. Pewnie robiłaby mu to do dzisiaj gdyby jej
            na to pozwolił.
            Niestety, jego matka nie dorastała do jego dorosłości przez wiele lat. W ogóle
            nie potrafiła zrozumieć, że on ma inne zdanie niż ona, że on chce tak żyć jak
            chce, ubierać się tak jak lubi i spędzać wolny czas jak mu sie podoba i mieć
            zainteresowania inne niż "ona mu wszczepiała". Myślę,że z jej strony chodziło
            o chęć kierowania nim i jego życiem, o traktowanie go jak swoją własność.
            Efekt - właściwie rozmawiają ze sobą o pogodzie i jej zdrowiu. Nie rozumiem
            takich stosunków ale wiem, że z jego strony jest obrona przed jej zaborczością.
            Moja teściowa pewnie nie rozumie dlaczego jej kiedyś grzeczny, zgodny
            synek /dziś prawie czterdziestoletni/ tak bardzo "się zmienił".
            • Gość: MM Re: Ludzie kochani ! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 28.05.03, 00:56
              Magda! Kiedy czytam Twoje wypowiedzi o mężu i teściowej to odnoszę wrażenie, że
              piszesz o moim mężu (jedynaku)i teściowej. Mój mąż rozmawia ze swoją matką też
              o pogodzie. A w dodatku odwiedza ją wyłącznie z przykrego obowiązku (to jego
              zdanie). Próbuję zmienić ten pogląd, ale nie jestem w stanie. Mąż ocenia
              postępowanie swojej matki jako bardzo egoistyczne. Też bardzo długo jeździł z
              rodzicami na wczasy zagraniczne. Kiedy zaczął studiować w Warszawie, rodzice
              przeprowadzili się do Warszawy. Czyż to nie jest wspaniały
              przykład "kochających rodziców"?. Gdziekolwiek jechał, musiał natychmiast
              dzwonić. Gdy wybraliśmy się na spacer (jako młode małżeństwo) i trwał on trochę
              dłużej, mąż musiał dzwonić i spowiadać się.
              Teraz mamy dwóch synów (20 lat i 17 lat). Przekazujemy im wiedzę, jak należy
              postępować w życiu. Ale wybór należy do nich. Wyjazdy wakacyjne były ustalane
              wspólnie. Do 13-14 roku akceptowali nasze plany, póżniej mieli swoje własne
              zdanie, bardzo odmienne. Szanowaliśmy je. Teraz z mężem z prawdziwą
              przyjemnością wyjeżdzamy na wakacje we dwoje. Starszy syn wyjechał ze swoją
              dziewczyną, kiedy oboje mieli 17 lat. Byli uprzedzeni, że wszelkie konsekwencje
              swojego postępowania będą ponosili sami. Spotykają się już trzeci rok, uczą
              się, nic im się w głowie nie poprzewracało.
              A więc drodzy rodzice 15-latka. 15-letni syn to też człowiek. Ma prawo
              podejmować samodzielne decyzje. Przypuszczam, że nie pytaliście nawet syna o
              jego zdanie przy podejmowaniu decyzji o wyjeździe. Albo syn bał się przedstawić
              swoją opinię. Ostrzegam przed nadmierną opiekuńczością. Może się tak skończyć,
              jak w przypadku mojego męża i jego matki.
              • Gość: Magda Re: Ludzie kochani ! IP: 80.48.96.* 28.05.03, 21:16
                Gość portalu: MM napisał(a):

                > Magda! Kiedy czytam Twoje wypowiedzi o mężu i teściowej to odnoszę wrażenie,
                że
                >
                > piszesz o moim mężu (jedynaku)i teściowej. Mój mąż rozmawia ze swoją matką
                też
                > o pogodzie.

                MM! Mój mąz miał OBOWIĄZEK okazywać wdzięczność i cieszyć się ze wszystkiego co
                dała lub zaoferowała matka. On miał OBOWIĄZEK okazywać radośc, sredeczność itd.
                Moja teściowa nie musiała ani dobrze gotować, ani specjalnie dbać o syna ona -
                wystarczyło, że robi cokolwiek ale oczekuje DOZGONNYCH UCZUĆ, WDZIĘCZNOŚCI,
                RADOŚCI. Mój mąż przez wiele lat uczył się, że nie musi okazywać czegoś czego
                nie czuje dusząc w sobie złość, uczył się cieszyć naprawdę. Niestety, w
                stosunku do własnej córki postępuje podobnie jak jego matka w stosunku do niego
                choć stara sie i sam wie jaki jest. Obawiam się, że nie zdobyłby się w życiu na
                wysiłek zrozumienia gdybym ja nie podjęła decyzji o naszym rozstaniu. Bardzo
                trudno o takich sprawach rozmawiać i z bliskimi i z obcymi. Wszystko to jest
                trudne. Ponoć każdy rodzic jest w jakiś sposób toksyczny ... niestety, jak
                grzyby - niektórzy śmiertelnie...
                • mika_1 Re: Ludzie kochani ! 30.05.03, 21:15
                  W wieku 17 lat wyjechałam sama do Anglii do pracy. Wyjechałam, bo bardzo tego chciałam. Były wakacje, chciałam coś zrobić po swojemu. Rodzice bardzo się o mnie bali, doszli jednak do wniosku, że jeśliby zabronili mi wtdy tego wyjazdu, zamknęliby mi mój świat, możliwości rozwoju. I to chyba prawda. Po tym wyjeździe poczułam, że potrafię sama o siebie zadbać, że muszę ponosić konsekwencje tego czynu. Minęło lat -naście, a ja jestem normalnym człowiekiem. Znam warość własnej pracy, umiem podejmować samodzielne decyzje i ponosić wszelkie ich konsekwencje. I jestem wdzięczna Rodzicom, że mi zaufali, że przemogli swój strach, wszelkie lęki i pozwolili mi robić to, co uważałam za słuszne... Jestem porządną osobą dlatego, że Rodzice zaszczepili mi w dzieciństwie pewne wartości, pokazali co dobre, a co złe. Nauczyli szacunku do innych, do samej siebie. I to jest najważniejsze. Jeśli nie ufacie swojemu dziecku, to znaczy, że wątpicie we własne osiągnięcia wychowawcze... A w tej sytuacji - trudno coś zmienić. Smutne to:(
    • Gość: DoBe Re: Co zrobić IP: *.atldial1.hawkcommunications.com 05.06.03, 05:56
      Ja sadze, ze czas juz pogodzic sie z faktem, ze dzieci dorastaja. Jesli jest to
      wyjazd organizowany z nadzorem doroslych, nie widze przeszkod. Mlodym nie
      powinna sie stac zadna krzywda. Ze slow syna, ktore przeczytalam (jak i z
      waszej opinii o nim) wynika, ze jest to rozsadny i dobrze wychowany czlowiek,
      liczacy sie z waszym zdaniem. Zalezy tez mu na waszej opinii i dobrych
      stosunkachy z wami. Powinniscie to uszanowac i dac chlopakowi wolna reke. Jest
      juz chyba na tyle odpowiedzialny, zeby podejmowac decyzje co do spedzenia
      wakacji. Przeciez to nie zyiowa decyzja, jak slub, czy pojscie do zakonu! Niech
      sprobuje samodzielnosci.
      Rozumiem was, ze zawsze robiliscie wszystko razem, ale to sie zmieni, czy tego
      chcecie, czy nie. Mozna to tylko odwlec w czasie. Ale czy warto? Zdobyc te
      jeszcze jedne wspolne wakacje kosztem wasmi i sporow, a nawet przymuszania?
      Moja historia byla taka: poznalam chlopaka w wieku 16 lat. On byl 2 lata
      starszy. Jak go przedstawilam rodzicom, zwracali sie do niego per Pan
      (oczywiscie to sie natychmiast zmienilo). W wakacje nastepnego roku
      pojechalismy zupelnie sami pod namiot na Mazury - na 3 tyg.! Rodzice dali mi
      pieniadze i jeszcze pozyczyli samochod, zebysmy sie nie telepali przepelnionymi
      w tym czasie pociagami. Rodzice nie akceptowali mojego chlopaka, ani mojej
      decyzji. Nie szepneli jednak ani slowem, bo szanowali ja. I UFALI mi. Mnie bylo
      troche glupio z powodu tej wielkomyslnosci, bo wiedzilam, ile to ich kosztuje.
      A to wszystko z tej wielkiej milosci, jaka mnie darzyli. Chcieli mi dac
      wszystko, co czynilo mnie szczesliwa. I nikt nie moze tu powiedziec, ze mnie
      rozpiescili, bo wlasnie nauczyli mnie samodzielnosci i brania odpowiedzialnosci
      za swoje decyzje. I poswiecenia, bo poswiecili swoje potrzeby dla moich.
      Uzyskali tym moja najwieksza wdziecznosc i szacunek.

      A jak sie potoczyla moja historia? Z chlopakiem zerwalam, poszlam na studia a
      potem wyjechalam do Stanow. Tu wyszlam za maz i mam slicznego synka. Rodzice
      bardzo za mna tesknia (i wzajemnie), ale nie narzekaja, bo wiedza, ze jestem
      bardzo szczesliwa. Dali mi zycie, aby bylo moje, a nie ich. Rola ich, jak sami
      mowia skonczyla kiedy uznali, ze przygotowali mnie do zycia wystarczjaco, zeby
      mnie "puscic na wielka wode". Jednym przychodzi to wczesniej, a drugim
      pozniej....a innym w ogole.....Ja mysle, ze wasz syn do nich nie nalezy i
      trzeba mu dac szanse. Niech jedzie z dziewczyna (albo jak wy wolicie-
      kolezanka.......:-) na wakacje. A wy tez sie swietnie bawcie na waszych i
      przypomnijcie sobie czasy, jak to kiedys juz byliscie tylko we dwojke. Moze
      wasze uczucie rozblysnie wtedy nowym zarem?
      Tego wam z calego serca zycze, bo wyglada na to, ze dobrzy z was ludzie i
      kochacie swojego jedynaka.
      Ja tez swojego kocham i mam nadzieje, ze wyrosnie na takiego syna jak wasz.
      Milego urlopu,
      DoBe
      • Gość: zielona@ Re: Co zrobić IP: *.chrzanow.sdi.tpnet.pl 06.06.03, 06:09
        Dziwi mnie, że nikt nie zwrócił uwagi na te słowa rodziców:

        Poznał ja przez internet i pomimo iz chodzą do
        różnych szkół i mieszkają na dwóch przeciwstawnych końcach dość dużego
        miasta, wszystkie wolne chwile spędzaja razem. Wydaje się iż ostatnio nie
        ma bez
        niej życia. (...) I wydaje się, że nie ma siły aby z tym skończyć.

        Ktoś mi to wytłumaczy? Może rodzice? ON nie ma siły z tym skończyć, czy może
        raczej WY nie macie siły tego znosić?

        zmartwię was, ale syn dopiero zaczyna się uniezalezniać...:-))
Pełna wersja