joanna.gr
08.05.07, 11:31
Zawsze uważałam, że ankieter też na chleb zarobić musi i na ogół nie
odmawiałam udziału w ankiecie, czy to telefonicznej, czy takiej
'face-to-face'.Ale ostatnio mnie coś trafia dosłownie. Jestem na wychowawczym
z małym dzieckiem, w dodatku intensywnie pracuję na zlecenie, ale codziennie
niemal ktos mi tyłek zawraca tymi ankietami.Albo dzwoni, żeby się wypowiedzieć
w sprawie radia, podpasek, gum do żucia, karmy dla psów...albo co gorsza
przychodzi.Ileż można odpowiadać na pytania typu "czy ssanie mentosa wywyołuje
u pani a.przypływ kosmicznej energii b.orgazm c. odruchy wymiotne". Albo czy
odfrunęłam już na skrzydełkach podpasek x, czy też preferuję y.Wpuściłam
kiedyś taką kobiecinę do domu,kiedy zapukała do drzwi.Szkoda mi się jej
zrobilo, przez 40 minut odpowiadałam na te kretyńskie pytania.I co? Co dni
dzwoni warczacym domofonem miedzy 21 a 22(!!!), że chce następne ankiety
przeprowadzać. Moje kilkumiesięczne dziecko śpi o tej porze, a te cholerne
dzwonki (domofonu, telefonu, do drzwi) ciągle go budzą.Człowiek chciał pomóc
(o naiwności święta) i teraz mam na głowie armię ankieterów...Wyżaliłam
się,już mi lepiej,pozdrowienia.