0golone_jajka
27.06.07, 08:20
Na jednym z forów skupiających katoliczki znalazłem ten wątek:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=64851781&a=64851781
Wypowiada się w nim mama pięciolatka, który ma jechać z dziadkami (bez niej) 300 km samochodem i mama strasznie się boi, że małemu coś się stanie (leje deszcz, naoglądała się programów o wypadkach, a dziadek pewnie niedzielny kierowca, choć mama o tym nie wspomina). No i żeby ukoić swe nerwy prosi o modlitwę i informuje, że wsszystko jest ok w połowie drogi oraz po zakończeniu podróży. Na razie jeszcze nie dziękowała bogu za opiekę nad dzieckiem (hmm, zastanawiający brak wdzięczności, przecież dzięki modlitwom bóg wiedział o sprawie i mógł podjąć działania mające na celu ochronę życia małego).
Czy wszyscy wierzący są słabi psychicznie, czy to był tylko przypadek?