Judgement Day (albo "Iguazu" G. Santaolalla)

29.06.07, 09:33
Troche mnie nie bylo ale niewiele sie zmienilo (bo sam nie czuje kiedy mi sie
rymuje). Najgorsi internauci to:

- osoby, ktorych nie warto prosic o pomoc - na haslo 'japonski kowal' -
poruszaja niebo i ziemie i daja kontakt do najgorszego cwaniaka
krajowego-druciarza, ktory nie ma warsztatu pracu (nie stac go nawet na
namiot) lub proponuja swoja osobe (traktuja to jako pierwszy dzien na sciezce
do tytulu 'Druciarz roku' a prosbe jako pierwsze zlecenie) - jestesmy (w ich
ocenie) ich dozgonnymi dluznikami

- osoby, ktorym nie warto pomagac - stajemy sie ich najlepszymi uslugodawcami
bo my to zrobimy lepiej niz oni (w ich ocenie nam na tym zalezy) i im sie woda
nalezy (przestrzegaja kodeksu pracy lepiej niz pracodawca ale wstydza sie
PIPu) bo inaczej nie beda miec co pic (oprocz tego jeszcze swietnie argumentuja)

- natreci, ktorzy chca pomagac i doradzac a nikt nie chce ich uslug i nie
nadaja sie do obrony przed natretami (resocjalizacja to drugi fakultet dla
wybranych twardzieli bo to w praktyce posredniak pomiedzy pracodawcami a
bylymi wiezniami, ktorzy nie boja sie tych ktorzy ich sie nie boja - czyli
starajac sie o status 'osrodka Euro' mozna pomyslec o zaistnieniu w
dyscyplinach halowych - pieniadze to nie wszystko ale w jakiejs perspektywie
inwestycje powinny sie zwrocic)

I z nich rekrutuja sie osoby, ktore znamy z przestrzeni publicznej:

- ktorym podobaja sie pomysly znalezione w internecie ('rewolucja', ktorej
notabene nie ma, jest dla dzialaczy)

- ktorym podobaja sie pomysly w internecie, ale laskawie dolacza na swoich
warunkach ('rewolucja', ktorej notabene nie ma, nie jest dla indywidualistow)

- ktorzy znalezli pomysl w internecie i poddaja go pod ocene widzow/sluchaczy
('rewolucja', ktorej notabene nie ma, nie jest dla cwokow)

- nieudacznicy krajowi (aroganckie dinozaury i miernoty) ktore obszary
neutralne (potencjalne uslugi) zamienily w obszary zwatpienia (odstraszaja
klientow) pokazujac z perspektywy patologii:

* bezprzewodowy internet to felieton o 'zamaskowanych hakerach', ktorzy
korzystaja z niezabezpieczonych 'hot spotow', a bardziej logiczne jest
pokazanie obrony cywilnej (mechanizmy zwalczania patologii) i obrony wojskowej
(adaptacja sprawdzonej technologii cywilnej)

* gielda to obszar insiderow (nieudacznicy robiacy wycieki lub przecieki),
atym czasem bardziej logiczne jest pokazanie dzialania z urzedu KPWiG w tym
obszarze oraz kulture korporacji firm nalezacych do indeksu glownego

* prawo stanowione to naukowiec, ktory nie funkcjonuje jako ekspert od jakosci
prawa i przedstawiciel wladzy ustawodawczej, ktory od ho ho temu nie
wygenerowal skutecznego (podpis prezydenta) posla-sprawozdawcy

I tak jest pelno nieudacznikow hakerow/insiderow/prawnikow i potrzeba
adekwatnej liczby Bondow nieudacznikow do ich rozpracowania, a osoby ktore
potrafia zidentyfikowac patplogie i ustawic (chocby w myslach) linie obrony
(nie zwalczamy ale na swoim terenie imielibysmy ukrocic) sa w mniejszosci i
sa zbyt widoczne dla politykow i przez to wplywaja na nich sama swoja
obecnoscia i to jest niedobrze (nie dla politykow) nie widac gornej granicy
(jakosc demokracji) ktorej przekraczanie jest nierozsadne. I tak mamy
aroganckich fanatykow religijnych, ktorzy probuja narzucac wartosc osoba,
ktore ich nie wyznaja (nawracanie - obszar do negocjaci) ale ktorzy nie sa
wiarygodnymi reprezenntantami tych wartosci (co najwyzej nieumiarkowanie w
jedzeniu i piciu komplementow) czyli tak jak gdyby jechac na Antarktyde co ma
sens ale zwykle sie tego nie robi bo za zimno wiec sie tylko wymadrza z
daleka. A to chodzi o stwierdzenie co jest sktutecznym sprzeciwem przeciw
pobraniu organow i co jest gdy go nie ma - smierc po stronie ludzkiej. A
geniusze slowa operuja tylko minami (i tejst ich cale dzialanie) ewentualnie z
uporem lepszej sprawy zamieniaja podmiot z przedmiotem (np. zamiast sily
argumentu uzyto argument sily). A to chodzi o uslugi, ktore amortyzuja srodki
trwale (koszty biura i rzutnika) i sa instutycjami uzytecznosci publicznej (1%
podatku na lokalna organizacje) i dzialaja w ramach kosztow procedor budzetowych:

- pierszenstwo maja emeryci (powinni umiec przeczytac Mistrza i Malgorzate w
oryginale) i juniorzy (powinni umiec przeczytac 'Transatlantyk' w oryginale
(dale Ignacio, jugamo)

- w drugiej kolejnosci wnuczki, ktore nie planuja wyjezdac w trakcie studiow
na program Erazmus (strata czasu z punktu widzenia jakosci edukacji) ale nie
wykluczaja wyjazdu poz granice kraju (brak gwarancji zatrudnienia)

"Jezyk wloski dla poczatkujacych" - prawo stanowione to konfrontacja sily
argumentacji w obliczu osoby uprawnionej do oceny jakosci argumentacji -
potrzebujemy przedmiotu sporu, argumentow drugiej strony i sedziego, ktory
wstepnie orzeknie kogo obciazyc kosztami postepowania (czas pracy sedziego).
    • alfredo.distefano Re: Judgement Day (albo "Iguazu" G. Santaolalla) 29.06.07, 09:36
      Przedmiot sporu to 'dzik', argumenty standardowe to 'dzik jest dziki dzik jest
      zly' i wcale bym o sobie nie powiedzial 'antyLexus' - moglby zadekretowac 'Dzien
      dobrej wiadomosci' ale po pierwsze to bez sensu a po drugie nie wszystki jest do
      smiechu - dzialacze beda generowac wydarzenia w trakcie sezonu ogorkowego, a
      glaby medialne musza umiec ogrozniac prawdziwe od falszywych.
      • leona.dzemka Wybacz mi 29.06.07, 09:43
        Na razie mamy dylematy moralne a la 'Mlode lwy' - w krzakach naprzeciw byc moze
        jest gniazdo karabinow a plataja sie tacy co juz przyszli zbierac luski z terenu
        'wojennego':

        - niszcza nieswoje przescieradla w ramach protestow pacyfistycznych na terenie
        pokojowym

        - wybijaja szyby (zolnierze liniowi) zeby pokazac ze protesty powyzsze sa przede
        wszystkim bez sensu

        i mamy:

        - tych ktorzy nie wprawiaja wybitych szyb (tych bronie bo nie sa jeszcze po
        drugiej stronie)

        - tych ktorzy nie potrafia wybic drugiej szyby (tych atakuje bo sa caly czas
        wsrod glabow)

        I glaby caly czas mowia o wybaczaniu (chca wybaczac lub chca zeby im wybaczono)
        a powinni zaczac 'spie..c' w obszar neutralny (ktorego jeszcze nie ma) -
        czekamy na telefon Adama M. do Jarka K., zeby po znajomosci wyjasnil kulisy
        'ukladu' (ktorego nie ma) i jak powazna jest to sprawa dla juniorow, ktorzy nie
        siedzieli w wiezieniu za 'S' (paragrafy polityczne sa bardziej prestizowe niz
        niedoswiadczonych zabojcow).
Pełna wersja