Znaliście jakiegoś pedofila?

10.07.07, 09:01
Dziś tyle się o tym mówi.A jak było kiedyś?Wiadomo,odkąd ludzie mają dostęp do
netu pedofilom jest łatwiej.Ale jak sięgam pamięcią w przeszłość,znałam dwóch
pedofili,choć nie używało się wtedy tego słowa.Jeden był księdzem, który uczył
małe dzieci religii :-( Drugi to mój nieżyjący wuj.O księdzu wszystkie dzieci
mówiły,że jest 'zbokiem',podchodził do nas,próbował nas masować po udach
itp.Baliśmy się go i unikaliśmy.Pamiętam,że mówiłam o tym rodzicom i na
szczęście wzięli to na poważnie.Inni rodzice chyba też,bo ksiądz
"zniknął"...Jak się okazało,przenieśli go do mniejszej,wiejskiej parafii,gdzie
kilka lat później wybuchł skandal...Strasznie mnie wnerwiło zachowanie 'władz
kościelnych'.Wujek nigdy nie zrobił krzywdy żadnemu dziecku,choć o jego
niezdrowym zainteresowaniu małymi dziećmi też wiedzieliśmy.Miał jednocześnie
depresję,myślę,że może świadomość tego kim jest go dobijała.Ostatecznie umarł
młodo na raka.Ale do dziś pamiętam,jak ciągle chciał się bawić z kilkulatkami
w zabawy,które miały cokolwiek wspólnego z dotykaniem itp. Jakiś czas temu
zastanawiano się,jak można rozpoznać pedofila.Prócz takich oczywistości,jak:
nadmierne zainteresowanie dziećmi,ciągłe przebywanie w ich pobliżu,próba
dotyku,zabaw o podłożu erotycznym jest jeszcze jedna ważna wskazówka:dziecko
to czuje!Pamiętam,że przebywając w ich towarzystwie czuliśmy się
spięci,skrępowani,próbowaliśmy unikać kontaktu...Dzieci są b.mądre,tak
naprawdę...Mieliście tego typu doświadczenia?
    • tymon99 Re: Znaliście jakiegoś pedofila? 10.07.07, 09:08
      gdy chodziłem do podstawówki, był w okolicy taki starszy pan, co chłopaków na
      szachy zapraszał.. wszyscy wiedzieli, gdzie mieszka, i wszyscy wiedzieli, że
      zaproszenia przyjmować nie należy. trochę się go bali, trochę się z niego
      śmiali, trochę był jakby elementem krajobrazu ;)
    • Gość: Matylda Re: Znaliście jakiegoś pedofila? IP: 85.112.196.* 10.07.07, 10:22
      Tak. W mojej kamienicy mieszkał taki starszy facet. Wszystkie dzieciaki mówiły
      do niego "dziadku". Bardzo interesował się dziećmi ale to nie było zdrowe
      zainteresowanie. Cały dzień siedział na podwórzu i czas spędzał głównie z
      małymi dziewczynkami. Pamiętam, że jak siedział na ławce to koniecznie musiał
      mieć jakąś dziewczynkę na kolanach a jego ręka przeważnie spoczywała pod pupą
      dziecka. Na podwórku była ubikacja i jak nie chciało nam się iść do domu to z
      niej korzystaliśmy. "Dziadek" biegł za nami i koniecznie chciał żeby drzwi były
      otwarte, niektóre dzieciaki siusiały przy tych otwartych drzwiach. Między
      ubikacją a murem komórek była taka szczelina. Facet często tkwił w tej
      szczelinie i podglądał przez wydłubaną w cegłach dziurkę. Miał komórkę i często
      zachęcał dziewczynki, żeby siusiały w tej komórce do puszki po konserwie. Co
      robił z tym moczem nie mam pojęcia. Do mnie nie wysuwał takich propozycji bo
      liczył się z tym, że powiem rodzicom ale w kamienicy były różne dzieci, z
      rodzin zaniedbanych też i właśnie te dziewczynki tak molestował. Pamiętam, że
      zawsze pomagał zapinać wszelkie guziki i suwaki, podciągać rajstopy czy
      spodnie, wszystko byleby dotknąć dziecko chociaz przez chwilę. Żona chyba znała
      te jego skłonności bo jak tylko zobaczyła przez okno jakąś niezdrową sytuację
      to zaraz wołała go do domu. W tamtych czasach nie mówiło się o pedofilii, nie
      uczulało się dzieci na ten problem, nawet moi rodzice (światli i wykształceni)
      nie uprzedzili mnie to co dopiero prości ludzie. To był prawdziwy temat tabu.
      Kiedyś, gdy miałyśmy może 12 lat koleżance zaciął się zamek w drzwiach i nie
      mogła wejśc do swojego mieszkania. Poprosiła "dziadka" o pomoc. Otworzył te
      drzwi, ale wszedł za nią do mieszkania i poprosił, żeby mu podziękowała.
      Koleżanka powiedziala "dziękuję" na co facet, że "za dziękuje się nie kupuje" i
      zaczął ją całować w usta (po dorosłemu). Przerażona dziewczynka wyrwała się i
      uciekla, przybiegła do nas i opowiedziala o wszystkim mojej mamie. Pamiętam, że
      mama zrobila mu awanturę ale potem wszystko wróciło do normy. Mnie tylko
      powiedziala, żebym się od tego człowieka trzymala z daleka. No cóż, lepiej
      póżno niż wcale.
    • nessie-jp Re: Znaliście jakiegoś pedofila? 10.07.07, 14:04
      Dwukrotnie.

      1.) 'Wychowawca' na obozie harcerskim, który się upierał, żeby dziewczynki
      konieczie spały bez majtek, bo to higienicznie - i w jak najkrótszych
      koszulkach, bo w długiej to 'ciało nie oddycha'...

      2.) Menel-ekshibicjonista, który wielokrotnie prezentował swoje wdzięki pod okna
      mi szkoły podstawowej. Reakcja nauczycieli? "Nie zwracajcie na niego uwagi"...
      • nancyboy Re: Znaliście jakiegoś pedofila? 10.07.07, 15:09
        Przypadek 2 to chyba nie pedofil.
        • nessie-jp Re: Znaliście jakiegoś pedofila? 10.07.07, 15:48
          No nie wiem - nie znam się na potrzebach ekshibicjonistów :) Ale jeżeli ktoś
          dzień po dniu obnaża się pod oknem sali, w której siedzi 30 dzieciaków w wieku 8
          lat, to chyba jednak ma w sobie coś pedofilskiego. Inaczej raczyłby swoimi
          urokami dorosłe kobiety/mężczyzn.
    • tomekjot Re: Znaliście jakiegoś pedofila? 10.07.07, 16:34
      Ja znałem w domu kultury kolejarza - co roku przebierał sie za mikołaja i
      rozdawał prezenty- kazał sobie siadać na kolanach a dziewczynki głaskał po
      głowie
    • Gość: watari Re: Znaliście jakiegoś pedofila? IP: 217.153.84.* 10.07.07, 16:49
      Ja mam w pracy wielu kolegów pedofilów, to bardzo sympatyczni ludzie, wystarczy
      ich bliżej poznać.
      • Gość: KamaX Re: Znaliście jakiegoś pedofila? IP: *.chello.pl 10.07.07, 17:07
        O rany,gdzie ty pracujesz???
        • Gość: wylogowana Re: Znaliście jakiegoś pedofila? IP: *.hsd1.ma.comcast.net 10.07.07, 17:22
          Pewnie na plebanii, hehe ;)
    • Gość: er Re: Znaliście jakiegoś pedofila? IP: *.chello.pl 10.07.07, 21:45
      Psychiatrzy o klerze Kk

      "Psychiatrzy Conrad W. Baars i Anna Terruwe przedstawili swoje badania w 1971
      r. na Synodzie Biskupów w Watykanie.
      Odwołując się do swojej długoletniej praktyki lekarskiej - obejmującej 40 lat,
      w których leczyli ok. 1,5 tys. księży - zauważyli oni, że 20-25 proc. kapłanów
      w USA miało poważne psychiczne zaburzenia, a 60-70 proc. cierpiało z powodu
      niedojrzałości emocjonalnej.

      Tylko 10-15 proc. amerykańskich księży uznano za osoby dojrzałe psychicznie.

      Pod koniec swego wystąpienia dr Baars powiedział: “Wszyscy księża (a niektórzy
      w znacznym stopniu) charakteryzują się niewystarczająco rozwiniętym czy też
      zaburzonym życiem emocjonalnym, a równocześnie wymaga się od nich, aby
      identyfikowali się z grupą mężczyzn, których natura obdarzyła wyższą
      inteligencją i uczuciowością.

      W niektórych przypadkach, przyczyny (...) miały początek w dzieciństwie i
      pozostały nierozpoznane w trakcie formacji seminaryjnej.
      Inni mieli raczej normalne dzieciństwo, ale zaczęli mieć kłopoty ze sobą z
      powodu źle pojętych praktyk ascetycznych w seminarium”.
      Wyniki badań Eugene’a Kennedy’ego i Victora Hecklera, również na księżach i
      zakonnikach z USA, były jeszcze bardziej kłopotliwe.

      Według nich tylko 7% kapłanów to osoby psychologicznie i emocjonalnie
      rozwinięte (developed), 18% to osoby rozwijające się (developing), 66,5% to
      osoby słabo rozwinięte (underdeveloped), zaś 8,5% to osoby źle rozwinięte
      (maldeveloped).

      Autorzy zajmujący się problematyką seksualnego wykorzystania osób nieletnich
      przez duchownych w USA zauważyli ostatnio, że badania dotyczące księży “słabo
      rozwiniętych” wydają się potwierdzać obserwacje Baarsa i Terruwe dotyczących
      księży “niedojrzałych emocjonalnie”.
      Obie zaś grupy odpowiadają profilowi duchownych, którzy wykorzystują seksualnie
      dzieci i młodzież. Jak zauważyli Kennedy i Heckler, “seksualność pozostaje
      niezintegrowanym wymiarem w życiu słabo rozwiniętych księży”, z których
      wielu “funkcjonuje na etapie przed-adolescencyjnego lub adolescencyjnego
      rozwoju psychoseksualnego.
      Jeśli będziemy pamiętali, że słabo rozwinięci emocjonalnie księża czują się
      bardziej komfortowo w kontaktach z nastolatkami, a nawet dziećmi, i że tylko
      niewielu z nich ma przyjaciół w kręgu własnych rówieśników, dojdziemy do
      wniosku, że podobnie jak w przypadku wszystkich słabo rozwiniętych księży, ich
      problemy dotyczą głównie sfery emocjonalnej i psychoseksualnej.
      Wspólne im wszystkim jest unikanie konfrontacji z własną niedojrzałością, a
      także uciekanie się do mechanizmu obronnego - intelektualizacji własnych postaw
      i ich (nie)zgodności z powołaniem i święceniami. Dochodzi do tego brak
      umiejętności wchodzenia w relacje z innymi i zatrzymanie się (“fiksacja” w
      rozwoju psychoseksualnym"
      Dotychczasowe badania sugerują, że w kwestii przeżywania własnej seksualności
      księża różnią się od reszty społeczeństwa.
      Wyniki testów prowadzonych wśród amerykańskich duchownych wskazują, że ok. 40
      proc. z nich ma skłonności homoseksualne.
      Inne badania z USA - choć uważane za niereprezentatywne i obarczone
      słabościami metodologicznymi (przeprowadzone w oparciu o wywiady z tysiącem
      księży katolickich, z których połowa była poddana terapii, oraz z pięciuset ich
      seksualnymi partnerami) - doprowadziły prowadzącego je psychiatrę do wniosku,
      że 20 proc. duchownych żyło w związkach homoseksualnych, a tylko 20 proc. w
      stałych związkach z kobietami."

      Całość w Tygodniku Powszechnym.
    • Gość: Matylda Re: Znaliście jakiegoś pedofila? IP: 85.112.196.* 11.07.07, 11:31
      Ja myślę, że wśród księży jest podobny odsetek pedofili jak wśród mężczyzn
      świeckich. Tyle, że ksiądz - pedofil jest bardziej widoczny niż sąsiad (tatuś,
      wujek) - pedofil. Jakoś tak już jest, że od księdza więcej się wymaga pod
      względem moralnym i etycznym (i chyba słusznie).
      • nancyboy Re: Znaliście jakiegoś pedofila? 11.07.07, 11:49
        Poza tym tatuś pedofil głaszcze własne dzieci w domowym zaciszu.
        • pocoo Re: Znaliście jakiegoś pedofila? 11.07.07, 16:19
          nancyboy napisał:

          > Poza tym tatuś pedofil głaszcze własne dzieci w domowym zaciszu.
          Gdyby tylko głaskał ,to nie byłoby tyle nieszczęśliwych dorosłych kobiet dla
          ktorych seks w małżeństwie jest przykrym obowiązkiem.
    • hypatia69 Re: Znaliście jakiegoś pedofila? 11.07.07, 12:50
      W ogólniaku mieliśmy ksiedza Józefa, ale tylko chłopców sobie wybierał.
      Po sąsiedzku mieszka delikwent, który razem z pięcioma kumplami siedział za
      gwałt na szesnastolatce. Zawsze lubił dzieciaki głaskać, przytulać... Niedawno
      chłopcy z sąsiedztwa obili mu ryja, bo znowu wyciągał łapy do dziecka. [Policja
      jemu nic nie zrobi, bo misio szpicluje, ale i bronić go nie bedą;>].
      Babci sąsiad i kilkunastu innych znanych mi.
      Ja zawsze wiedziałam, ze jak mnie ktoś będzie chciał poczęstować cukierkiem i
      podotykać, czy pooglądać, to mam wiać z wrzaskiem do mamy. Raz miałam taką
      potrzebę [coś 8 czy9 lat miałam] i co się sympatyczny młody nasłuchał, to jego.
      Fakt, określenia "pedofil" nie znałam, ale samo zjawisko było dla mnie [na
      miarę wieku] zrozumiałe.
    • default Re: Znaliście jakiegoś pedofila? 11.07.07, 12:53
      Mój wujek (mąż siostry mojej mamy). Jeździłam do cioci i wujka na wieś w
      wakacje, wujek (którego zresztą bardzo lubiłam) chętnie sadzał mnie sobie na
      kolanach, a kiedy np. na powitanie ściskał mnie i całował, robił to w sposób
      przekraczający zwyczajowe rodzinne serdeczności. Pamiętam jego kościste palce
      obmacujące mnie pośpiesznie, albo próby wciśnięcia języka do ust przy
      całowaniu. Czasem rano przychodził mnie obudzić, odkrywał kołdrę i podnosił
      wysoko koszulkę czy górę od piżamy, chcąc dojrzeć moje pączkujące piersi. Nie
      był specjalnie namolny i nie zdarzało się to nagminnie, niemniej niewątpliwie
      miał takie ciągotki :) Poza tym był kapitalnym wujkiem, znał mnóstwo
      fascynujących opowieści, których można było słuchać godzinami, pięknie śpiewał
      i grał na mandolinie, a wyprawy na ryby z nim to dopiero była frajda!
      Oczywiście nikomu nie wspominałam o tych drobnych incydentach, wtedy temat
      pedofilii i molestowania w ogóle nie był poruszany, ba - nawet nieznany.
      • ostatni_krzyk_dody Re: Znaliście jakiegoś pedofila? 11.07.07, 14:38
        Ja też znałem pedofila. Był to ksiądz proboszcz jednej z warszawskich parafii,
        który dziewczynkom wkładał ręce pod bluzki, żeby sprawdzić czy im piersi rosną.
        Dużo przytulał, a jak wiadomo, kiedy dziecko ma 6-7 lat, to wzrostu ma ok
        1,20-1,30, a więc główka przytulanego brzdąca sięgała panu księdzu do... no
        wiadomo dokąd. Mnie przytulał tak wiele razy po mszy, ale nie widziałem w tym
        nic złego, bo podobnie jak inni, nie miałem zielonego pojęcia, że pedofilia
        istnieje i czym wogóle jest. Raz zaprosił mnie i siostrę na "ciasteczka", ale
        całe szczęście jestem nieśmiały i się nie skusiłem...
    • sweetjoyce Re: Znaliście jakiegoś pedofila? 11.07.07, 14:40
      znaliśmy...i znamy nadal...;(((
      • pocoo Re: Znaliście jakiegoś pedofila? 11.07.07, 16:28
        Ja w dzieciństwie spotykałam niemal tylko pedofili.Na samo wspomnienie rzygać
        mi się chce.Mieszkałam w dużym mieście i w tzw porządnej dzielnicy.Gdyby
        zrobiono anonimową ankietę , ile kobiet było zgwałconych w dzieciństwie tylko
        przez "tatusia", to wynik byłby trudny do przełknięcia.
    • seth.destructor Re: Znaliście jakiegoś pedofila? 11.07.07, 19:31
      Jeden ksiadz i jeden sasiad. Szczegolow nie bede opisywal, bo od zbokow rzygac
      mi sie chce.

      (Ksiadz wedrowal sobie od parafii do parafii, oczywiscie; sasiad wyjechal za
      granice)
    • green-aria Re: Znaliście jakiegoś pedofila? 11.07.07, 21:21
      Nie przypominam sobie,zeby rodzice lub nauczyciele w podstawówce rozmawiali z
      dziećmi na ten temat.Kiedy chodziłam na religię(III lub IV klasa)był taki
      ksiądz ,który lubił dotykać dziewczynki,sadzał je sobie na kolana,przytulał.Ja
      należałam do tych nieśmiałych,więc mnie to nie dotyczyło,ale wiele moich
      koleżanek uważało ,że ksiądz po prostu jest fajny i lubi dzieci.Dopiero po
      latach doszłyśmy do wniosku,,ze jego zachowanie było czymś więcej niż zwykłą
      sympatią okazywaną dzieciom.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja