ijaw
10.07.07, 14:30
PZPN zabronił wnoszenia na stadiony chrześcijańskiego krzyża celtyckiego oraz
Szczerbca, czyli Mieczyka Chrobrego, używanego m.in. przez żołnierzy NSZ i AK.
To "symbole zakazane" – postanowił związek. Kibice mogą za to bez przeszkód
wnosić na trybuny transparenty z sierpem, młotem i czerwoną gwiazdą. Jak
dowiedziała się "GP", kuriozalna lista zakazanych symboli to owoc współpracy
PZPN z Simonem Molem, aresztowanym za świadome zarażanie kobiet wirusem HIV.
Nie milkną odgłosy afer korupcyjnych w polskiej piłce, a już pojawiła się nowa
– tym razem polityczna. Polski Związek Piłki Nożnej opublikował "Vademecum
bezpieczeństwa na stadionach piłkarskich w Polsce". W broszurce wskazane
zostały "symbole zakazane", których – pod groźbą niewpuszczenia na stadion –
polski kibic mieć ze sobą nie może. Od wiosny br. ochroniarze na niektórych
stadionach mają zakaz wpuszczania osób z zakazanymi flagami czy emblematami.
Wśród symboli zakazanych, wymienionych w "Vademecum", oprócz skandynawskich
znaków mitologicznych, swastyki, flagi amerykańskiego Południa znajdujemy jako
"rasistowskie": narodowy Mieczyk Chrobrego, tzw. Szczerbiec (noszony przez
polskich patriotów, np. Romana Dmowskiego, Władysława Grabskiego czy Wojciecha
Korfantego) – przedwojenną odznakę ruchu narodowego, używaną także w czasie
okupacji przez NSZ i część oddziałów AK, oraz symbol "ręki z mieczem" (tzw.
Falangę) i stylizowany płomień biało-czerwony. Dodatkowo sprawę komplikuje
fakt, że te dwa ostatnie to sądownie zarejestrowane symbole legalnej,
radykalnej partii politycznej – Narodowego Odrodzenia Polski.
Na liście "symboli zakazanych" jest nawet chrześcijański krzyż rodem z
Irlandii czyli "Kołomir – Krzyż Celtycki – (...) międzynarodowy symbol
rasizmu" – jak czytamy w broszurze.
Tymczasem jak wyjaśnia na portalu kosciol.pl Roman Zając, biblista i demonolog
z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, "Krzyż celtycki jest jedną z form
krzyża akceptowanego przez Kościół, jako religijny symbol chrześcijan".
PZPN nie zakazuje natomiast propagowania na stadionach piłkarskich komunizmu.
"Symbole komunistyczne takie jak sierp i młot oraz czerwona gwiazda są
doskonale znane delegatom ds. bezpieczeństwa, wobec czego nie było potrzeby
ich zamieszczania w przedmiotowym Vademecum. Dotyczy to również
komunistycznych wizerunków Che Guevary" – dowiedzieliśmy się w związku. Tyle
tylko, że w "Vademecum" umieszczono m.in. swastykę, znak reżimu
hitlerowskiego, który niewątpliwie też jest "doskonale znany" wszystkim
Polakom. Tym samym PZPN zrównało symbole chrześcijańskie i narodowe z
nazistowskimi.
Jak ustaliła "GP", "Vademecum" jest efektem współdziałania PZPN,
Stowarzyszenia "Nigdy Więcej" i... Kameruńczyka Simona Mola, przebywającego w
areszcie za świadome zarażanie kobiet wirusem HIV. Zanim Afrykańczyk trafił za
kratki, pomógł działaczom piłkarskim opracować dokument, który ma nauczyć
Polaków tolerancji i historii Polski.
Minister Lipiec: Stop!
O ocenę "Vademecum" poprosiliśmy ministra sportu Tomasza Lipca. Wskazywanie
przez stowarzyszenie, jakim jest PZPN, listy symboli z adnotacją, iż propagują
one zabronioną prawem ideologię bądź działalność, a nadto wywoływanie
wiążących skutków dla obywateli, to znaczy – zakazem ich noszenia w miejscu
publicznym jakim jest stadion, jest nieuprawnione i nieuzasadnione, gdyż jest
to rola przeznaczona dla organów Państwa. Stowarzyszenie nie może narzucać
jednostce swych nakazów bądź zakazów. Noszenie zabronionych symboli, a przez
to propagowanie zabronionych zachowań, powinno być ścigane na zasadach
ogólnych, wskazanych w prawie. Ponadto, co do pewnych symboli umieszczonych w
tym "Vademecum" istnieje uzasadniona wątpliwość, czy ich używanie propaguje
publicznie zakazane ustroje bądź szerzy nienawiść – uważa minister sportu.
Minister Lipiec podkreślił także, że twórcy "Vademecum" nie umieścili w nim
ani jednego symbolu związanego z frakcjami ultralewicowymi czy też ideologią
komunistyczną.
Zdania ministra PZPN nie podziela. W piśmie Związku do "GP" czytamy: "Jeżeli
[w "Vademecum"] pojawiła się nazwa konkretnej partii politycznej, to nastąpiło
to tylko w kontekście używanych przez nią symboli, których propagowanie na
stadionach piłkarskich, w tym wywieszanych przez kibiców flagach, jest
zakazane z uwagi właśnie na okoliczność, iż ich upublicznianie uderza we
wskazane wyżej wartości, chronione normami prawa powszechnego i sportowego".
Tylko że, jak podkreśla minister Lipiec, jest to zadanie dla organów Państwa,
a ocena tego rodzaju zachowań powinna być pozostawiona dla prokuratury i
sądów. Dodajmy, że są to przestępstwa ścigane z urzędu. PZPN stawia się więc
nie tylko ponad polskim prawem, ale wręcz w opozycji do niego.
Broniąc się przed oskarżeniami o nielegalną działalność, PZPN twierdzi, że
"Vademecum" to "jedynie dokument wewnętrzny PZPN służący podczas meczów
piłkarskich przede wszystkim delegatom ds. Bezpieczeństwa do identyfikacji
zakazanych przez Związek symboli. Pragniemy przy tym zauważyć, iż wskazany
materiał stanowi wewnętrzną sprawę PZPN".
Tymczasem z początkiem piłkarskiej rundy wiosennej firmy zajmujące się ochroną
meczów otrzymały "Vademecum" z poleceniem ścisłego wypełniania zawartych tam
zaleceń.
W drugiej połowie marca otrzymaliśmy od szefostwa kopie dokumentu PZPN ze
"znakami zakazanymi". Broszurka była ściśle reglamentowana – tylko jeden
egzemplarz "na bramę". Przykazano nam nie wpuszczać i zatrzymywać wszelkimi
sposobami ludzi, którzy będą mieli flagi czy emblematy tam wyszczególnione.
Kilku z nas odmówiło, gdyż uznaliśmy, że jest to łamanie prawa, kiedy zakazuje
się używania krzyża czy historycznego Szczerbca. Błyskawicznie przeniesiono
nas do innej pracy – mówi "GP" Paweł, pracownik jednej ze śląskich firm
ochrony. A więc "Vademecum" to nie "materiały wewnętrzne", lecz instrukcja
działania w obszarze publicznym. I to działania motywowanego politycznie,
zakładającego użycie siły. A takie postępowanie, zdaniem prawników, wyczerpuje
znamiona przestępstwa z art. 119 i 18 kodeksu karnego.
Wstydliwa przyjaźń PZPN
Dla potrzeb PZPN "Vademecum" przygotowało Stowarzyszenie "Nigdy Więcej".
Powstało ono w 1996 r. i deklaruje, że jest apolityczne, ma "przeciwdziałać
patologiom społecznym: nacjonalizmowi, faszyzmowi, nienawiści wobec obcych".
Jak daleko środowisko to trzyma się od polityki, pokazuje artykuł Aleksa
Callinicosa, opublikowany w numerze 1. pisma "Nigdy Więcej": "Jedyna droga
pozbycia się rasizmu, to zadać klęskę kapitalizmowi samemu w sobie. Kapitalizm
sieje ziarna, z którego rośnie rasizm. Kapitalizm rodzi podziały, a te
osłabiają klasę robotniczą. Kapitalizm musi odejść, jeśli chcemy skończyć z
rasizmem".
Lider "Nigdy Więcej", Marcin Kornak, nie chciał rozmawiać z "GP" ani o treści
"Vademecum", ani o roli w jego powstaniu Simona Mola. O Simonie Molu,
"kameruńskim uchodźcy politycznym", który uchodźcą w rzeczywistości nie był,
stało się głośno, gdy wyszło na jaw, że świadomie zarażał kobiety wirusem HIV.
Mało kto jednak wie, że swoją karierę medialno-publiczną Mol zawdzięcza m.in.
PZPN i Stowarzyszeniu "Nigdy Więcej".
Rzecznik prasowy Związku Zbigniew Koźmiński przyznał "GP", że Simon Mol był
aktywnym współpracownikiem PZPN. – Ale skąd mieliśmy wiedzieć, kim on jest? –
tłumaczył nam. Kilka dni później w oficjalnym piśmie stwierdził jednak: "Pan
Simon Mol nigdy nie prowadził w Polskim Związku Piłki Nożnej rozmów w sprawie
treści «Vademecum bezpieczeństwa na obiektach piłkarskich», w szczególności z
ramienia Stowarzyszenia «Nigdy więcej»".
Jaka jest więc prawda? Odnajdujemy ją w innej części tego samego pisma
Związku. "Partnerami PZPN i Stowarzyszenia "Nigdy Więcej" w realizacji
programu "Wykopmy rasizm ze stadionów" [którego ukoronowaniem jest
"Vademecum"] stali się następujący partnerzy pozarządowi: (...) Stowarzyszenie
Uchodźców w Rz