laim1
13.07.07, 17:26
– Jedzie grupa motocyklistów wyczynowych, za chwile grupa jeźdźców na
czterokołowych motocyklach. Huk i pył prosto w twarz. Rozjechane leśne drogi.
Przy kolejnym spotkaniu próbuję ich zatrzymać. Ostatni przystaje, twarzy jak
u pozostałych nie widać – profesjonalne maski. Mówię: ”Dziękuję za Ciszę i
świeże powietrze w lesie” Dodał gazu. I tyle. Pytałem zorientowanych – jeżdżą
często.
(Andrzej -”Niedzielny spacer w lasku za górką jeżowska za Zabobrzem. 09-07-
07.)
Wzrost zamożności społeczeństwa polskiego powoduje, że pojawiają się w klasie
nowobogackiej nowe mody i zapotrzebowania, na rozrywkę. Na terenie Sudetów, a
szczególnie Kotliny Jeleniogórskiej i przyległych doń gór (o tym terenie będę
pisał, gdyż zjawisko obserwuje właśnie w Kotlinie) można, obserwować ze
strony wzrastającej komercjalizacji następujące zagrożenia dla ochrony
krajobrazu, środowiska naturalnego: wznoszenie budynków jednorodzinnych, w
pop-kulturowym stylu architektonicznym; aż dziw bierze, że ludzie wydają na
te szkaradne bunkry tyle pieniędzy. Całe wioski Kotliny Jeleniogórskiej są
niszczone krajobrazowo, przez rozmaitego typu pop-pałacyki,
chaty „podhalańskie”, geometryczne maszkary i wiele innych „cudów świata”.
Spacerując, po jednej z takich nowobogackich dzielnic, widać brak gustu
właścicieli: a to na placu przydomowym, posadzonych jest cały zestaw drzewek
z całego niemal globu, a to inny właściciel jak „Wodnik Szuwarek” wykopał
sobie „romantyczny” staw z drewnianym mostkiem łukowym przerzuconym nad taflą
wody, ktoś inny zafascynowany kulturą wschodu, zrobił sobie ogród japoński, a
tradycyjny wyznawca kiczu, gdzie tylko się da ustawił sztuczne bociany, gąski
i krasnale. Wszystko, po to, aby było pięknie i bogato.
UF! -Kiedy już ma się upragniony pałac, którego chroni wataha obronnych psów,
można, śmiało pomyśleć o adekwatnej dla portfela rozrywce. Nie będę się
rozpisywać o szeregu możliwości, to pozostawiam wyobraźni odbiorcy. Ciekawym
zagadnieniem jest jednak geneza potrzeby, która rodzi się w zblazowanym na
swych włościach „magnacie, a jeszcze bardziej ciekawym psychologiczny
rys charakteru i tożsamości zawłaszczającej w swe ramiona, co tylko się da.
Mentalność posiadacza zatacza magiczne kręgi poza obręb pop- posesji. Aby
poczuć, że się żyje, uciec przed nudą, czy pokazać sąsiadom, swój wigor i
zawartość portfela, do kompletu trzech samochodów, nowobogacki zakupuje, dla
siebie i dla swoich dzieci, jeśli takowe posiada, motory terenowe i kłady.
Najpierw nasz sportowiec karmi bakcyla, jeżdżąc po okolicznych górkach. Taką
sytuacje można obserwować w północnej części Kotliny Jeleniogórskiej,
przylegającej bezpośrednio do Gór Kaczawskich. Są to góry stosunkowo
nieskomercjalizowane, środowisko naturalne jest tu w o wiele lepszym stanie
niż w chronionych Karkonoszach. Niestety, ten fakt wykorzystują „rajdowcy”
pędzac, po leśnych bezdrożach. Wyjazd w trasę wygląda następująco. Nawet
często nie ukrywając faktu przekraczania prawa, cała wataha krosowców,
wyrusza z dzielnicy Macjejowa (w pobliżu znajduje się sklep motorowy,
zaopatrujący fascynatów w potrzebne części i akcesoria), w stronę stawów
hodowlanych, gdzie ma powstać okręg ochronny „Natura 2000”, na stałe bytuje
tam m.in. Rybołów, rzadkość na Dolnym Śląsku. Skład drużyny krosowej, to
głównie młodziki, ale są i rodzice, wożący dzieci na kłodach, a nawet i
dziewczyny, którym pojazdy czterokołowe (kłody), szczególnie wydają się
bezpieczne. Cała ekipa mija metalowy szlaban oddzielający las od terenu z
urbanizowanego i wjeżdża w partie szczytowe Gór Kaczawskich.
Rajdy odbywają się cyklicznie najczęściej w dni wolne, w rejonie Maślaka,
Stawów Maciejowskich, Uliny, Dziwiszowa, Góry Szybowisko, Jeżowa Sudeckiego,
Góry Wapiennej. Na polanie pod Szybowiskiem, z dokładnością zegarka można
ustalić czas przejazdu pętli rajdowej: Jeżów Sudecki – Góra Szybowcowa –
Dziwiszów – Jeżów Sudecki. Kolejno, kiedy górki przyległe okażą się
dla „endurowców” nudne, krąg magiczny zatacza większe koło. Podczas spaceru
po Karkonoskim Parku Narodowym, w dolnych partiach można „obserwować” nie
tylko jelenie, sarny, dziki, czy inna zwierzynę, ale i zamaskowanych
barbarzyńców na pędzących maszynach. Maszerując w ciszy, nagle wyjeżdża na
nas ośmiu krosowców, wymijają nas z lewa, z prawa, ryją ściółkę lasu, płoszą
ptaki i zwierzynę płową. Często mkną w rejonie Szklarskiej Poręby i
Michałowic (rejon potoku Szklarka, Pracz) oraz w otulinie parku
karkonoskiego, rejon potoku Czarna Płuczka. Partie innych pasm górskich
również są rozjeżdżane np. Rudawy Janowickie, rejon przełęczy Karpnickiej –
Fajka, Góry Sokole itd.
Zjawisko przyjmuje rozmiar międzynarodowy, bowiem pseudo sportowcy z całej
Europy, a może i świata, wiedzą, że można sobie bezkarnie jeździć krosem w
Karkonoszach. W Internecie nawet promuje się tego typu nielegalną jazdę, jako
jeden z elementów „promocji” regionu.
Problem oczywiście ma swoje źródło. Wiele lat temu, na terenie Kotliny
Jeleniogórskiej, były organizowane Rajdy enduro oraz Mistrzostwa Świata w
motokrosie. Wówczas wydano m.in. zgodę, aby na terenie Góry Szybowcowej
przeorać całkowicie podłoże, mimo występujących tam roślin chronionych,
podobnie rzecz się miała z terenem obecnego Parku Krajobrazowego Dolina Bobru
(Góra Gapy, Lipnik, Cichoń). Obecnie we wszystkich tych miejscach można
spotkać pseudorajdowców, którzy prawdopodobnie niegdyś byli kibicami. Dziś
miasto Jelenia Góra, a także i władze przyległych miejscowości Jeżów Sudecki,
Dziwiszów, Szklarska Poręba, Karpniki, Piechowice, wydają się bezradne w
walce z ryczącymi silnikami krosów. Stwierdza się, że od tego jest policja,
aby ścigała przestępców, problem w tym, że owi przestępcy, wyjeżdżając w
trasę, ściągają tablice rejestracyjne, a ścigani wjeżdżają w las, gdzie
policja jak tłumaczy, nie ma szans ich ścigania. Dziwne, bo w innych
przypadkach stosuje się obławę, śledztwo; przecież w sklepach z akcesoriami
motorowymi na terenie kotliny pojawiają się te same osoby, można sprawdzić,
kto posiada motor, gdzie mieszka, ustala się w ten sposób krąg podejrzanych.
Liczne sygnały od oburzonych turystów i spacerowiczów, są przez policje
bagatelizowane, nie wiem, czy uważa się ten proceder za mało szkodliwy, ale
każdy fakt zgłoszenia przybliża do uporania się z problemem, wystarczy na
mapie naznaczyć, w jakim rejonie gór odbywają się przejazdy krosowców i
spokojnie jak przyjdzie weekend: czekać tam na nich, jeśli nawet się ich nie
złapie, to przynajmniej działa efekt psychologiczny, ktoś jest i na nas
poluje. Góra Szybowcowa (cykliczne miejsce przejazdu), ma dogodny wjazd, jest
na szczycie parking, gdzie radiowóz mógłby spokojnie oczekiwać, aż zwierzyna
wyjdzie im, naprzeciw, ale to widać nie jest do wykonania obecnie dla stróżów
prawa. Problem przerasta, a przecież mawia się: Polak potrafi? Moim zdaniem,
każdy motor krosowy, winien być sprzedawany w sklepie motorowym z wbudowanym
GPS, wówczas, policja miałaby jasny obraz, kto i gdzie jeździ, przecież
wiadomym jest, iż jeśli ktoś decyduje się na zakup takiego sprzętu, to nie po
to, aby stał on w garażu, a skoro w pobliżu nie ma legalnych tras do
rajdowania, to oczywistym, jest, że będzie łamał prawo, jeżdżąc po lesie i to
nawet w Parku Narodowym.
Na koniec historyjka: jeden z rajdowców, skarżył się w prasie, że ktoś
założył na jednej ze ścieżek leśnych, na niego wnyki, młodzieniec narzekał,
że mógł stracić życie. Kiedy policja i pozostałe władze bagatelizują sprawę
ludzie zaczynają działać we własnym zakresie, ale czy mamy wtedy do czynienia
z państwem prawa? Już najwyższy czas, aby, ktoś zrobił z tym porządek, nie
może być tak, że jakaś grupa społeczna ma d