Wasze przypadki związane z żebrzącymi.

17.07.07, 23:08
- pod supermarketem podeszla Cyganka. Dalam jej
garsc drobnych - takie akurat mialam w samochodzie.
Ona na to: takie pieniadze? i rzucila mi je na siedzenie.
Ja tam sie schylam po kazdy grosz jej widocznie nie zalezalo.
- ostatnio nie prosza o pieniadze a o zakup np chleba,mleka itd.
Moja kolezanka wziela bezdomnego do mcdonalda i sie go pyta
co chce zjesc - on: powiększony mac zestaw z podwojna porcja frytek.

A jakie sa wasze przypadki?
    • nangaparbat3 Re: Wasze przypadki związane z żebrzącymi. 17.07.07, 23:38
      Moje przypadki są dokładna odwrotnoscia Twoich.
      I wiesz co zauwazyłam? ze nie jest ważne, ILE się daje, ale JAK.
      • Gość: Maja Re: Wasze przypadki związane z żebrzącymi. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.07.07, 00:05
        Moich przypadków nie ma bo ja żebrzącym nic nie daję. Odpowiadam zawsze - proszę
        się zwrócić do opieki społecznej, na co oni zawsze coś bakają i odchodzą. Wg
        mnie większośc z nich to zwykli naciągacze, alkoholicy, nieroby, którzy nic nie
        chcą zmienić w swoim życiu. Można komuś pomóc a nawet trzeba, jeśli to ma sens i
        ta osoba tą pomoc mądrze wykorzysta aby zmienić swoj los. Uliczni żebracy
        wybrali takie życie bo im tak pasuje. A mi oni nie pasują więc nic im nie muszę
        dawać.
        • dunajec1 Re: Wasze przypadki związane z żebrzącymi. 18.07.07, 00:26
          A ja mialem przypadek,moze to nie byl zebrak,bo...
          Wychodzilem z monopolowego z flaszeczka,podchodzi do mnie taki jeden i mowi-
          "daj pare zlotych tez bym sie napil a brakuje mi".Mialem nie dac? Dalem,i
          musialo byc dosyc bo szybko polecial do srodka {monopolki} Ech zycie!
          • markus.kembi Re: Wasze przypadki związane z żebrzącymi. 18.07.07, 00:31
            Ja żebrzącym nie płacę. Najczęściej na prośby o wsparcie odpowiadam pytaniem
            dlaczego to ja żebrzącego mam sponsorować a nie on/ona mnie. Traktuję to jak
            próbę wymuszenia haraczu.
    • tymon99 Re: Wasze przypadki związane z żebrzącymi. 18.07.07, 08:42
      przeważnie nie daję, choć zdarzają się wyjątki.. na przykład dwa lata temu nie
      dałem panu, który w podziemiach dworca w warszawie chciał mi sprzedać za
      złotówkę darmową gazetę, metro czy coś takiego - a żeby mu się lepiej
      sprzedawało, miał w drugiej ręce hak sztauerski :)
    • sir.vimes Cyganka mówi, ze za mało 18.07.07, 08:49
      Też mi sie to zdarzyło, ale w tramwaju. Pasażerowie zabili ją śmiechem i nikt
      już nie sięgnął do portfela. Może wyciągnęła wnioski?
    • moherfucker1 Wroclaw - dworzec kolejowy PKP 18.07.07, 09:55
      Podchodzie dziewcze i prosi o pieniazki, "bo ich w pociagu okradli" nie maja
      nic.

      Radze "im", zeby zglosili sie na Policje.

      Ten sam dworzec, tydzien pozniej, podchodzi to samo dziewcze i ten sam tekst
      zasuwa.
      • horpyna4 Re: Wroclaw - dworzec kolejowy PKP 18.07.07, 10:03
        Czasem zasuwają tekst, że zabrakło na bilet do domu. Mówię wtedy, żeby poprosili
        o bilet kredytowy.
      • miriam11 Re: Wroclaw - dworzec kolejowy PKP 18.07.07, 10:18
        do moich drzwi zastukała miła pani (nie wiem, kto ją na klatkę wpuścił),
        zbierająca pieniądze na leczenie "ciężko chorej na białaczkę siostrzenicy". No
        cóż, serca nie mam zupełnie, bo nic nie dałam - na pierwszy rzut oka było bowiem
        widać (i czuć), że jeśli się "siostrzenica" nie napije, to nie ozdrowieje...
      • braat1 Re: Wroclaw - dworzec kolejowy PKP 22.08.07, 10:27
        Ja kiedys czesto spotykalem goscia, ktory zbieral na bilet do Puław.
        Widywalem go co jakis czas przez rok czy dwa.
        • Gość: kurt kombajn Re: Wroclaw - dworzec kolejowy PKP IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.08.07, 13:31
          Musiał to być baaardzo drogi bilet ;P
          • Gość: braat1 Re: Wroclaw - dworzec kolejowy PKP IP: *.centertel.pl 22.08.07, 14:26
            A moze czesto jezdzil? :) Gosc wygladal na narkomana, a jak wiadomo
            Pulawy to "kompotowa stolica Polski" :)
    • Gość: uprmaniak Re: Wasze przypadki związane z żebrzącymi. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.07.07, 15:45
      - (żebrzący pijak) dzień dobry, proszę pana..
      - (ja) dzień dobry i do widzenia, proszę pana..

      najbardziej wyluzował mnie kiedyś młody (na 100% przed 30tką) byczek siedzący na
      chodniku z psem na smyczy i kartką "zbieram na karmę dla psa". Żeby chociaż, qwa
      miał gitarę albo chociaż śpiewał, nie on sobie tak siedział...

      a i tak lepszy nawet najbardziej leniwy i "pogodzony ze swoim losem" żebrak niż
      socjalista. Ci pierwsi proszą, Ci drudzy kradną
    • Gość: jojo Re: Wasze przypadki związane z żebrzącymi. IP: *.123.164.80.dyn.user.ono.com 18.07.07, 16:33
      proponuje wycieczke do francji, zdecydowanie! francja to raj zebraczy i zupelnie
      inna kultura, zuplenie inne nastawienie do zebrzacych kloszardow.setki ludzi,
      mniej czy bardziej "wykolejonych" pod marketami, w pzrejsciach podziemnych,
      podjazdach na parking, na skrzyzowaniach. wszedzie chyba poza francja zebrak
      jest programowo smutny i pozalowania godny lub napastliwy, we francji natomiast
      odwrotnie. kloszard jest tolerowany i wspomagany chojnie nieraz wlasnie wtedy
      gdy nie epatuje swoim nieszczesciem, lecz potrafi zagadac , usmiechnac sie,
      zyczyc milego dnia czy zaspeiwac piosenke, chocby i sprosna byla.
      kloszard to cos innego niz ponury zebrak, to ktos kto zyje jak szczur nieco, z
      odpadkow i jalmuzny , dlatego ze tak wlasnie wybral - bez wielkich pretensji i
      oczekiwan.
      mysle ze jednak w polsce usmiechniety zebrak klol by w oczy...
      • Gość: miu Re: Wasze przypadki związane z żebrzącymi. IP: *.acn.waw.pl 23.08.07, 20:53
        Tak. Nastepnym razem pogadaj sobie z tymi zebrakami, to sie
        zorientujesz, ze 70% z nich swietnie mowi po... polsku.
    • hypatia69 Re: Wasze przypadki związane z żebrzącymi. 18.07.07, 18:44
      Tu, gdzie mieszkam Cyganki nieraz próbują żebrać "n mleko dla dziecka".
      Sugeruję, zeby spieniężyły ozdobli [złoto się przelewa i w z daleka widać, ze
      nie tombak]. Blisko jest dzielnica cygańska i większość ludzi wie jak tam zycie
      wygląda... Czego jak czego, ale forsy im nie brakuje...
      Zbórek pod sklepem na "hospicja", "dzieci z białaczka" i inne brednie nie
      uznaję.
    • seth.destructor A W UK to parodia... 18.07.07, 18:51
      Jest zawsze paru zapyzialcow lezacych po ulicach i co jakis czas
      sprzedajcych "Issue". Ale ludzie, skoro przecietny Polak potrafil sobie znalezc
      tutaj mieszkanie i prace bez znajomosci jezyka i lokalnych warunkow, to czemu
      taki zebrajacy Anglik tego nie zrobi?
    • asiakusy Re: Wasze przypadki związane z żebrzącymi. 20.08.07, 18:17
      na przykład pan Janusz. Teraz go już nie widuję, nie wiem, może
      umarł, bo bardzo pił. Krążył razem ze swoją ukochaną Helenką po
      Krakowskim Przedmieściu, często spotykałam go pod kościołem św.
      Krzyża (w Warszawie). Kupowałam mu czasem bułkę i okrawki mięsa w
      sklepie obok uniwersytetu, dawałam parę groszy, a gdy nie miałam, po
      prostu przykucałam i rozmawialiśmy. Nie wiem, ile było prawdy w tych
      jego opowieściach. Ale to nie ma znaczenia :) opowiadał o swoim domu
      rodzinnym w Łomiankach, że tam są pochowani jego bliscy... o tym, że
      naprawdę na imię ma Włodzimierz, ale bardzo mu wstyd (ojciec nadał
      mu takie imię na cześć Stalina) więc przedstawia się wszystkim jako
      Janusz... Narzekał na Helenkę, że taka jest nerwowa, że też miała
      ciężkie życie, wychowała się w domu dziecka. I że wszystko psuje, na
      przykład zaczepi nogą o sznur w noclegowni i przecież może być
      nieszczęście. Ale przecież dobrze, że jest taka Helenka w jego
      życiu. Kiedyś przed Bożym Narodzeniem zrobiłyśmy im z przyjaciółką
      zabawki na choinkę (z papieru, bo same nie jesteśmy zbyt bogate), bo
      martwili się, że będą mieli samo gołe drzewko. A raz dałam mu 10
      złotych i pocałował mnie w rękę. I opowiadał, że przecież zaczynał
      kiedyś studia na Politechnice... I miał żonę. Ale się rozpił. Bardzo
      dużo wzruszających mam wspomnień. Potem coraz częściej go widziałam
      pijanego, wtedy mnie nie poznawał.
      pamiętam jeszcze panią Tereskę, której wysypało się wszystko z torby
      na Świętokorzyskiej, i pomagałam jej zbierać, ona znów mówiła, że
      kiedyś pracowała jako laborantka.
      a raz wzięłam cygańskiego (rumuńskiego?) chłopca do sklepu i
      zrobiliśmy zakupy. I na dworcu centralnym jeśli już, to kupuję
      jedzenie.
      dużo, dużo jest grania przed ludźmi, na litości, na naiwności,
      oczekiwania na pomoc. Żebractwo to często wybór. Nie wiem, czy
      zawsze, ale często. Zawsze staram się patrzyć tym ludziom w oczy.
      Już nie rozmawiam z nimi tyle co dawniej. Ale czasem tak. W sumie
      nie pamiętam, żeby ktoś na mnie nakrzyczał, że daję mu za mało, albo
      że nic nie daję, albo żeby był agresywny... A parę dni temu po
      prostu wysłuchałam słowotoku żebraczki, która pokazała mi receptę i
      zażądała (!) 20 złotych. Odmówiłam, ale słuchałam dalej, chwilę z
      nią porozmawiałam. Powiedziała mi, żebym uważała na siebie, bo za
      lekko się ubrałam, zmoknę i się przeziębię. A lepiej, żeby się nie
      przeziębiać.
    • Gość: Ania Nienawidze leni ktorzy prosza o kase na flache. IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 20.08.07, 18:47
      Tacy sa najgorsi. 6:30 jestem na przystanku i podchodzi dwóch meneli
      i proszą o 2zł bo im zabrakło na piwa. Co kilka dni to samo, tylko
      menele się zmieniają. Odpowiadam, że nie po to zasuwam 6 dni w
      tygodniu po 9 godzin, żeby leniowi oddawać i to na alkohol. 6:30
      rano, no ludzie.
    • Gość: Epsilon Dw. Centralny Warszawa IP: *.adsl.inetia.pl 20.08.07, 20:29
      Podchodzi do mnie dobrze ubrana dziewczyna i mówi, że jej zabraklo
      na bilet do Łodzi. Powiedziałem jej to chodż ze mną do kasy i ja ci
      bilet kupię. I już nie chciala jechać do Łodzi.
    • chwila.pl Re: Wasze przypadki związane z żebrzącymi. 20.08.07, 21:07
      Generalnie nie odmawiam pomocy. Głodnych zaprowadzam do baru, gdzie funduję im
      obiad. Spragnionym piwa lub mocniejszego trunku, też chętnie pomagam. Proszę
      tylko, by wypili za moje zdrowie. Widocznie to robią, bo jak dotąd, cieszę sie
      znakomitym zdrowiem.
    • Gość: wylogowana Re: Wasze przypadki związane z żebrzącymi. IP: *.hsd1.nh.comcast.net 20.08.07, 21:21
      Pare lat temu w takiej cukierni-budce kupowalam jagodzianki.
      Podszedl chlopak (10-12 lat) i poprosil o pieniadze, bo jest GLODNY.
      No to dalam mu jedna jagodzianke zamiast kasy, a smark wyrzucil ja
      do kosza. "Nie lubie jagod" powiedzial.... :(
    • piwi77 Kiedyś, jak byłem jeszcze wierzący i chodziłem, 20.08.07, 22:10
      prawie co niedzielę, do takiego budynku z wysoką wieżą, zawsze
      chodził tam taki jeden z tacą i wszyscy coś mu wrzucali. Od czasu
      jak zerwałem z tym zabobonem, mam też spokój z problemem żebractwa.
    • Gość: :))))) Re: Wasze przypadki związane z żebrzącymi. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.08.07, 14:30
      Tym samym tramwajem co ja z pracy jeździł menel, żebrał udając wielce chorego
      [noga wymalowana jakimś brązowo-fioletowym świństwem]. Tyle, że raz miał
      pomalowaną nogę prawą, a raz lewą.
      Dałem mu raz 10 zł i mówię facet, jak malujesz noge, to maluj zawsze jedną i tę
      samą, bo się ktoś połapie i zamiast kasy dostaniesz po pysku...
      Finał? Przeniósł się na inną linię :)
    • Gość: Olka-Fasolka Re: Wasze przypadki związane z żebrzącymi. IP: 163.244.63.* 21.08.07, 16:57
      widzac zebrzacych cwaniakow szlag mnie trafia i jestem bardzo
      opryskliwa. Ale na widok staruszki sprzedajacej wiazanki stokrotek
      zerwanych z pola, czy na widok dziadka sprzedajacego haftowane
      obrusiki serce mnie sciska i zawsze cos od nich "kupie". Moje
      najdrozsze stokrotki kosztowaly 15 zl, choc babinka chciala tylko
      zlotowke. Bo jak wyzyc za 400 zl renty? Takim to dam zawsze. Starsi
      luszie sa moja slaboscia.
    • irmilka Re: Wasze przypadki związane z żebrzącymi. 21.08.07, 17:06
      Zdarzyło mi się raz,że podeszła starsza pani schludnie ubrana i
      pyta czy kupiłabym jej ze 2 bułki w barze mlecznym (akurat przy nim
      byłyśmy) ,bo od dwóch dni nic nie jadła. Zaprosiłam do baru na
      obiad,-kobiecina musiała naprawdę być głodna.
    • Gość: myslozbrodniarz Re: Wasze przypadki związane z żebrzącymi. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.08.07, 18:10
      ostatnio przylazł mi taki jeden z zaiksu i powiedział, że chce dole za muzykę
      którą puszczam kolonistom w ramach ich pobytu na koloni. Jak każdemu żebrakowi
      wymagającemu ode mnie haraczu, kazałem mu spier.d.
      • salimis Re: Wasze przypadki związane z żebrzącymi. 21.08.07, 18:38
        Kiedyś przed sklepem spożywczym doleciał do mnie 9-10-cio latek i zaczyna:
        pożyczy mi pani 50 groszy bo zabrakło nam na lody.Nieopodal stał jego
        kolega.Smiać mi się zachciało z tego "pożyczy" i dałam złotówkę.Poleciał do
        kolegi z okrzykiem -mamy-i w te pędy do sklepu.
        : )
        • Gość: ula Re: Wasze przypadki związane z żebrzącymi. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.08.07, 23:21
          Daję dzieciom jeśli proszą. Tylko i wyłącznie.
          • Gość: to bardzo dobrze Re: Wasze przypadki związane z żebrzącymi. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.08.07, 12:11
            bo żebrzące dzieci muszą utrzymać swoją "normę". jeżeli nie wyżebrzą dla swojego
            dorosłego "alfonsa" odpowiednio dużo, to będą miały karę
    • luccio1 Re: Wasze przypadki związane z żebrzącymi. 26.08.07, 17:09
      Kilka lat temu, Zaduszki, przed cmentarzem Rakowickim w Krakowie.
      Rząd żebraczek z kalekimi dziećmi na wózkach inwalidzkich,
      ustawionych wzdłuż chodnika. Panie ubrane jedna przez drugą w ciężką
      żałobę - co miało mówić bez słów: zostałyśmy same, w sytuacji, jaką
      widać.
      Panie, stojąc po prośbie, nie krępowały się palić papierosy, nie
      krępowały się jeść i pić - a że nie bardzo jak mogły się ruszyć ze
      swoich miejsc, gdy tłum posuwał się chodnikiem krok za krokiem -
      - więc też załatwiały się na miejscu, przykucając na wąskim skwerku
      między chodnikiem a murem cmentarza, każda dokładnie za "swoim"
      wózkiem.
    • malutka_kropka82 Re: Wasze przypadki związane z żebrzącymi. 26.08.07, 23:50
      Mój kumpel, jak go ktos prosi o pieniądzie zawsze mówi, że da, ale za pracę tzn. żeby mu taki "proszący" umył okna w firmie, 10 zł za godzinę. Efekt jest taki, że okna nadal brudne:)
    • xtrin Re: Wasze przypadki związane z żebrzącymi. 27.08.07, 00:12
      Wszystko zleży jaki "żebrzący".

      Cyganie - odpada. Kilka razy - gdy tłumaczyli, jacy to głodni nie są -
      proponowałam, że coś do jedzenia im kupię i jakoś nigdy nie byli zainteresowani.
      Nawet tego zaprzestałam, odkąd zobaczyłam etatową żebraczkę z synem -
      obwieszonym złotem i gadżetami, w markowych ciuchach wysiadającym z BMW.

      Kaleki - tutaj mam pewien dylemat. Z jednej strony niewątpliwie ich żal, z
      drugiej przesadzają często epatując swoim kalectwem. Czasem coś dam, czasem nie,
      zależy od ich zachowania.

      Starsi ludzie - to moja słabość. Jak stoi taka babcia sprzedając kwiatki to
      zawsze kupię i zwykle "nie mam" drobnych, więc daję 2-3 razy tyle co chciała za
      bukiecik. Nie ja jedna, kiedyś widziałam jak chłopak kupował kwiatki za 3zł i
      zarzekał się, że ma tylko 10zł i niech nie wydaje.

      No i żule - póki są szczerzy i przyznają, że na wino potrzebują to czasem coś
      dam. Ale jak już się ich za dużo robi (czasem to co kilka kroków jakiś się
      przyczepia) to najprostszym sposobem jest poprosić ich o "2 zł na wino" zanim
      oni zdążą zrobić to samo :).
Pełna wersja