kicior99
25.07.07, 07:31
ednak jest kilka rzeczy, które dzieli te historyczne powodzie. Po pierwsze –
tak zwane nastawienie ogólnospołeczne. Powódź w Polsce przezywali wszyscy. Kto
pamieta atmosferew Wrocławia AD 1997 musi przyznać że oprócz niewątpliwej
grozy było w tym coś wyjątkowego, wyzwolił sie ogromny ładunek uczuć, emocji,
potrzeby bycia razem. Tu – co prawda wszyscy wiedzą o powodzi, jednak rzadko
(poza dotkniętymi nią rejonami) jest ona tematem powszechnych dyskusji. Nie ma
„mszy za powodzian”. Nikt nie ogłosił żałoby narodowej, choć są ku temu
powody. Nie słyszałem o publicznej zbiórce pieniędzy na powodzian. Dlaczego?
Ano dlatego, że Brytyjczycy uważają, że od radzenia sobie w sytuacjach
kryzysowych jest rząd i wyspecjalizowane jego agendy. Po to obywatel brytyjski
płaci podatki, aby rząd znalazł fundusze również na sytuacje niecodzienne. I
znajduje. Zalana autostrada M5, łącząca południowy zachód Anglii z północą,
została przywrócona do użytku w ciągu jednego dnia, choć bezpośrednio po
powodzi setki podróżnych porzucali uwięzione w pułapce samochody i udawali się
do domów najszybszym środkiem lokomocji. Brygady ratunkowe ruszyły do akcji
natychmiast po największej fali powodzi – choć biorąc pod uwagę jej rozmiar –
nie do wszystkich można było dotrzeć od razu. Nawet pomoc powodzianom jest
zinstytucjonalizowana i wygląda zupełnie inaczej. Na przykład zamawia się w
dużej sieci sklepów spożywczych dostawę wody pitnej opłacaną z budżetu
kryzysowego. Mniej jest prowizorki, bałaganu i powszechnego zrywu.
* Więcej o powodzi na blogu