madfashion
24.08.07, 23:29
Kilka dni temu doznalam urazu stawu skokowego, to juz bodajze 8 uraz
w moim zyciu.
Doszlam do wnisoku, ze byc moze NIGDY moja noga nie byla leczona w
taki sposob, w jaki byc powinna. Bo to nie jest chyba normalne,
zwazywszy ze nie jestem zawodowym sportowcem, ani nie chodze
codziennie na szpilkach, czy tez w niestabilnych butach.
Ostatniego powaznego urazu doznalam w grudniu, ledwo wyleczylam
noge, pierwszy dzien bez stabilizatora (za zgoda lekarza) noga znowu
zostala skrecona ... Znowu wyleczona i sierpniu kolejny uraz -
wpadlam w poslizg na rozsypanym na kafelkach plasku w jednej z
duzych galerii we Wroclawiu.
Jestem zalamana, bo kolejnych kilka tygodni spedze w domu, pozniej
rehabiltacja. A co najgorsze ciagly STRACH ze znowu cos sie stanie i
wrecz przesadne chyba dbania i uwazanie na stope, zeby za szybko nie
isc, nie biec, krzywo nie stanac ... Wrecz wypatruje kazdej
nierownosci na chodniku ...
Co dziwne NIGDY nie mialam tej nogi w gipsie. Ostatnim razem podczas
wizyty w szpitalu lekarz - chirurg zapytal sie czy "JA CHCIALABYM
miec zalozny "bucik gipsowy"" ... Powiedzialam, ze jesli powinnam,
to jak najbardziej ... Oczywiscie lekarz uznal ze gips nie jest
potzrebny. Nawet nie zalozona mi zadnego opatrunku! - na szczescie
mialam swoj stabilizator.
Wiem, ze po tylu urazach stawu skokowego, nigdy juz nie odzyskam
pelnej sprawnosci i ze zawsze ta noga bedzie juz oslabiona.
Chcialabym jednak normalnie funkcjonowac, a nie martwic sie KIEDY
ZNOWU skrece kostke. To tez przsyparza wielu problemow. Ponad
miesiac pzrerwy na studiach to wcale nie malo.
W ciagu najblizszych dni czeka mnie kolejna wizyta u ortopedy, ale
zawsze slysze te same porady ... Czyli chodzic w "martensach"
lub "gorskich butach".
Oraz ze juz zawsze bede miala problem z ta noga.
Chcialabym zeby jakis lekarz w koncu naprawde mi pomogl, ale
niestety jak do tej pory nie znalazlam takiego.
Jestem zalamana :(
Licze ze moj post przeczyta osoba, ktora miala podobny problem i
znalazla jakies rozwiazanie, jakiegos dobrego specjaliste.