Po co hamulce bezpieczeństwa w pociągach?

02.09.07, 15:38
Byłem świadkiem jak facet w pociągu dostał zawału i ktoś pociągnął
za hamulec bezpieczeństwa - pociąg stanął w szczerym polu, między
miastami, karetka nie mogła tam dojechać, a żeby pociąg mógł ruszyć
i dojechać do miasta maszynista musiał zrobić test hamulców, co
trwało godzinę. Na szczęście facetem zaopiekował się jakiś pasażer-
lekarz, przeżył, karetka czekała na peronie, ale pociągnięcie za
hamulec tylko pogorszyło przecież jego sytuację.

Sama jednak obecność hamulca bezpieczeństwa w pociągu, w każdym
przedziale wywołała u jednego z pasażerów taką psychologiczną
reakcję, że trzeba go zaciągnąć w razie jakiegoś nadzwyczajnego
zdarzenia, mało tego - wszyscy się rzucili na ten hamulec. A
przecież była to reakcja kompletnie irracjonalna!

Jeszcze rozumiem pożar w pociągu, wtedy trzeba zaciagnąć hamulec -
ale to zdarza się strasznie rzadko. Innej sytuacji uzasadniającej
jego zaciągnięcie nie umiem sobie wyobrazić. A tak naprawdę hamulce
zaciągają tylko pijani kibole dla kawału.

Nie ma potrzeby by hamulec znajdował się w każdym przedziale,
wystarczyłyby ze trzy na korytarzu.
Pełna wersja