kamaszowski
11.09.07, 23:12
To był wyjątkowy rok, takiego nie mieliśmy od 17 lat. Pierwszy raz
od 17 lat do marszałka sejmu wpływa wniosek aby Jezusa Chrystusa
ogłosić królem, a na komendzie można zamówic taxi lub pizzę.
Wszystko zaczęło się od kampanii partii zwanej żartobliwie prawem i
sprawiedliwością, pod wdzięcznym tytułem "My dotrzymujemy słowa". W
ramach my dotrzymujemy słowa, jeśli mój brat zostanie prezydentem,
ja nie zostanę premierem, premierem wiec został atrakcyjny
Kazimierz, pierwszy produkt medialny w Europie Środkowej.
Rodzime Truman Show potrwało pół roku, w tym czasie w ramach my
dotrzymujemy słowa w kwestii taniego państwa, powstało najwięcej w
historii wolnej Polski nowych ministerstw i sekretarzy stanu, z
ministerstwem śledzi i morza na czele. Mamy najwięcej w historii
Polski marszałków sejmu i senatu, oraz 4 wicepremierów.
Dwukrotnie TK zanegował ustawy przegłosowane w odstępie kilku
miesięcy, co jest absolutnym rekordem.
Mięliśmy w ciągu roku trzy rządy, w ramach tych samych partii trzy
rodzaje koalicji na trzech różnych pakietach umów, do tego dwóch
premierów, pięciokrotnie był wymieniany minister finansów. Jeśli
mój brat zostanie prezydentem, ja jednak zostałem premierem,
ponieważ premier, który ma 78% poparcia społecznego był za słaby,
wymieniliśmy go na premiera, który ma 33% poparcia, a premier który
miał 78% poparcia przegrał wybory na prezydenta Warszawy.
Pierwszy raz od 17 lat Polska zobaczyła masówkę, 160 cm kompleksów
spędziło słuchaczy radiowęzła z Torunia do stoczni i uroczyście
przysięgało nie rozmawiać z Lepperem, po czym polazły i gadało, ale
o tym za chwilę.
Pierwszy raz od 17 lat w ministerstwie sprawiedliwości w randze
wiceministra zasiadł sędzia stanu wojennego i w randze ministra
koordynatora komunistyczny prokurator z lat 70. Takiej kadry nie
miał nawet Leszek Miller.
Na fali rewolucji moralnej marszałkiem sejmu, a następnie premierem
wybrano 4-krotnego recydywistę, członka powołanej przez SB grupy
politycznej, na co dokumenty widział brat. Premiera recydywistę
zdymisjonowano za warcholstwo, co było ewidentnym chamstwem, by
następnie w nocy bez kamer tuż po projekcji filmu o JPII wskrzesić
i wsadzić na szczyty władzy.
Od 17 lat nie mieliśmy w rządzie koalicyjnym klubu, który w ponad
50% składa się z oskarżonych lub skazanych prawomocnymi wyrokami
posłów, znajdziemy w IV RP odnowy moralnej, posła pedofila,
posłankę skazaną za fałszowanie przepustek więziennych, europosła
oskarżonego o gwałt, rodzimego posła oskarżonego o gwałt, jego żonę
oskarżoną o defraudacje, posłankę, która zasłynęła, jako operatorka
scen korupcyjnych, a następnie została skazana przez komisje etyki
i ta sama komisja uniewinniła posłów korumpujących posłankę.
Znajdziemy posła wyrzuconego z klubu PiS za jazdę po pijaku, jest
poseł wywalony z SO za awantury w dyskotece, jest również poseł
powołujący się na znajomości z ministrem sprawiedliwości w czasie
egzekucji komorniczej, za co został wywalony z SO, cały ten kwiat
polskiego parlamentaryzmu tworzy koalicyjne koło narodowo - ludowe.
Pierwszy raz od 17 lat minister sprawiedliwości 80% czasu pracy
poświecił na konferencje, pierwszy raz minister pokazał
społeczeństwu jak się niszczy dokumenty przy okazji sprawy
politycznej, gdzie o 6.50 prokuratura wkroczyła do PZU na wniosek
posła Kurskiego, członka sztabu wyborczego PIS, który oskarżył
Donalda Tuska o fałszerstwa polegające na kupowaniu bilboardów od
PZU.
Jak się okazało nie było ani jednego świadka potwierdzającego słowa
Kurskiego, firma obsługująca PZU obsługiwała PIS nie PO, a sędzią w
tej sprawie był minister, który był szefem kampanii wyborczej PiS.
Sprawę umorzono, poseł Kurski błaga na kolanach o ugodę.
To samo ministerstwo sprawiedliwości w ciągu roku zresocjalizowało
Rywina, wypuściło Jakubowską i Jakubowskiego, łamiąc prawo
aresztowało Wąsacza, nie wyjaśniło ANI JEDNEJ SŁYNNEJ AFERY łącznie
z afera Rywina, którą obecny minister jako członek komisji ponoć
rozwiązał w ułamku sekundy, tylko ówczesne władze blokowały
śledztwa.
Pierwszy raz od 17 lat rząd, który popierał lustrację zamknął do
spółki z klerem usta księdzu Isakowiczowi, prezydent podpisał
wadliwą ustawę lustracyjną, a następnie sam znowelizował ją do
poziomu ustawy, która obowiązywała wcześniej.
Nie złapano ani jednego członka układu, nie odebrano emerytury ani
jednemu ubekowi, za to opluto wielu opozycjonistów, w tym
nieżyjących jak Jacka Kuronia i uczynił to człowiek, który nie
spędził ANI JEDNEGO DNIA W KOMUNISTYCZNYM WIEZIENIU, A W CZASIE
STANU WOJENNEGO JAKO JEDYNY OPOZYCJONISTA Z KRĘGU WAŁĘSY SIEDZIAŁ U
MAMUSI POD PIERZYNĄ.
Na tym tle pokazuje się najbardziej czytelny podział w IV RP.
Komuniści dzielą się na pisowych i pozostałych, z tym, ze pisowi
tacy jak Gierek, Jasiński, Kryże, to dobrzy komuniści, pozostali są
z układu. Z układu są też wszyscy członkowie opozycji i media, z
tym, że w tym wypadku ważny jest kontekst i przydatność "układowa".
Znany polityk opozycji najpierw dostał propozycję objęcia rządu IV
RP, potem ogłoszono go mordercą demokracji, by znów zaproponować mu
miejsce w rządzie.
Pierwszy raz od 17 lat rząd, który nie zrobił nic w kwestiach
gospodarczych, nie wydał najmniejszego dokumentu, choćby najniższej
wagi regulującego jakikolwiek obszar gospodarczy, okrzyknął się
twórcą 1 punktowej inflacji i PKB na poziomie 5 pkt.
Pierwszy raz szef kancelarii prezydenta, który wyleciał z niej za
prowadzenie spółki z baronem SLD Nawratem, która to spółka jest
ulubieńcem prokuratora, po kilku miesiącach karencji został szefem
doradców premiera.
Pierwszy raz od 17 lat ministrem spraw zagranicznym jest
kierowniczka magla, która nie odróżnia dwóch najważniejszych dla
Polski traktatów regulujących stosunki z sąsiadami.
Pierwszy raz od 17 lat ośmiu ministrów spraw zagranicznych, a więc
wszyscy, uznali polską politykę zagraniczną za szkodzącą i
ośmieszająca kraj. Nigdy dotąd w historii 17 letnich zmagań z
demokracją, prezydent nie odwołał spotkania na szczycie tłumacząc
się rozwolnieniem wywołanym artykułem w niemieckim brukowcu.
Nigdy dotąd polski premier nie żebrał o 4 minuty rozmowy z
prezydentem USA by w jej trakcie oddać z wdzięczności 1000 polskich
żołnierzy na misję pokojowe".
Nie zdarzyło się od 17 lat, aby polski premier musiał się tłumaczyć
w Brukseli, że Polska nie jest krajem antysemickim, w którym
króluje homofobia i nigdy podobnych tłumaczeń nie uznano za sukces
dyplomatyczny.
Nie zdarzyło się w wciągu 17 lat by prezydent wygłosił 2 minutowe
orędzie, oznajmiając, że nie rozwiąże parlamentu.
Nie było takiego przypadku by ministrem edukacji został szef
organizacji, której obecni, przyszli lub byli członkowie palili
pochodnie w kształcie swastyk, udawali kopulację z drzewem, oraz
miedzy sobą.
Nie pamięta Polska takiego przypadku, by członkowie koalicyjnego
rządu podawali rękoma weterynarzy środki wczesnooporonne
przeznaczone dla bydła kobietom zgwałconym przez innych członków.
Nie miał nigdy miejsca taki przypadek by premier i prezydent z
tytułami naukowymi tak kaleczyli język polski,
mówiąc "włanczam", "som", "świętobliwość Biskup Rzyma", oraz
mlaskali, oblizywali wargi, odbijali w kułak, a pierwsza dama
zasuwała do samolotu z reklamówką.
To był najciekawszy rok od 17 lat, polskie władze w ciągu roku
wykreowały i sprzedały taki wizerunek Polski, który świat pamięta z
początku 19 wieku.
W ciągu tego roku nasze stosunki z Niemcami, UE i Rosją zatoczyły
koło i wróciły do czasów Układu Warszawskiego i RWPG.
W ciągu tego roku wystąpiła największa fala emigracji od czasów
stanu wojennego.
Z 3 mln mieszkań nie powstało ani jedno w ramach programu rządowego,
z setek kilometrów autostra