bill_d-fens
16.09.07, 13:07
Niedawno zgiełk był w mediach, że oto Gretkowska wyszła na przeciw
długo spychanym na margines życia publicznego kobietom, różne
kobiece celebrities podpięły się pod tą akcję i wszystko to
wyglądało na nabierającą rozpędu kulę śniegową, która już niedługo
przybierze zastraszające rozmiary i uczyni z zadziornej Manueli
premiera (przepraszam - premierkę). A wówczas zapewne wyjdzie do
narodu i powie: "Proszę państwa 21 pażdziernika 2007 roku skończył
się w Polsce patriarchat".
Nic podobnego jednak się nie dzieje i nie zanosi się, żeby się
działo. Kobiet jest 53% społeczeństwa, gdyby się zblokowały razem
przeciwko skłóconym i podzielonym facetom to by mogły ich wysadzić z
siodła raz na zawsze i zmienić Polskę w swoje wymarzone państwo
opiekuńcze, kobiecy raj. A tu takie kwiatki - Partia Kobiet nie
uwzględniana w sondażach, 1% poparcia... O co chodzi? Lepiej
narzekać jednak na dyskryminację niż wziąć sprawy w swoje ręce?
Osobiście nie znam ŻADNEJ kobiety, która by nie uważała, że kobietom
dzieje się krzywda i wciąż są obywatelkami drugiej kategorii? Skąd
zatem ten paraliż bierności, kiedy nadarza się taka okazja!