szmiejka
18.09.07, 11:51
www.zeit.de/2006/11/Polen
Ach Kaczyński
Gunter Hofmann
Polityczna poprawność to dla niego okropieństwo, zauważa się to. Nie zna się
na retoryce. Z tego powodu zrzędzenia polskiego prezydenta Lecha Kaczyńskiego
nie powinno się brać zbyt dosłownie. Powoli krystalizuje się obraz osobliwego
skierowania ku przeszłości: Zupełnie tak jakby człowiek za sterem wspomagany
przez swego brata bliźniaka obrali niewłaściwy kurs. Problem w tym, że Polacy
są czymś więcej dla republiki i dla Europy niż w świadomości Kaczyńskiego. On
twierdzi przekornie, że inni reprezentują własne interesy z wielką upartością
a od Polski oczekuje się aby podporządkowała się zdaniu innych ( tak jak w
zasługującym na uwagę ostrym wywiadzie z „Der Spiegel”) Ani rurociąg bałtycki
z Rosią nie zatrzyma Niemców ani Angela Merkel nie pójdzie na ustępstwa w
sprawie Centrum przeciwko Wypędzeniom.
Poprzednik Kaczyńskiego – Aleksander Kwaśniewski opowiadał się za Polską
otwartą na świat: Krajem, który zwyciężył nad historią. Ten sąsiad wracał z
wychodźstwa do Europy. Kaczyński zamyka się w mglistej przeszłości. Występuje
jako przegrany, który najpierw musi wszystko wywalczyć. Walczy przeciwko
liberalnym, dziennikarskim intelektom wewnątrz kraju, przeciwko Brukseli,
Paryżowi, Niemcom. Europa to dla niego ulubiony projekt komunistów i
lewicowców, którzy chcą pozbawić państwo suwerenności. Republika Federalna
życzy sobie tymczasem skłonu ku melodramatycznemu spektaklowi drezdeńskiemu na
ekranie, nie skłania się ku rozdrapywaniu przeszłości.
UE jest w dużej mierze pedagogiczną instytucją, która wychowuje sobie swoich
członków. Ale Polska potrzebowałaby natychmiast wyczuć, dokąd chce wspólnie
podążać. Może musiałaby nastąpić taka narodowa faza? Zamiast tego swoisty
„nowosarmatyzm”, barokowa „polityka godności”, bardzo narodowa, która nie
miała na uwadze konsekwencji. Potrzeba jeszcze sporo cierpliwości. Lech
Kaczyński nie może wymusić europejskiej solidarności, ale może zagrozić Polsce.