xtrin
16.10.07, 21:30
"- Nasz dochód na miesiąc wynosi ok. 1 tys. zł - mówi Aleksandra, matka
czworga dzieci. - Ja nie pracuję, mąż zarabia jako budowlaniec.
[...]
- Wcześnie zaszłam w ciążę. Mój Robert od razu wynajął mieszkanie, tak żeby
być już na swoim. Zaczynaliśmy od łyżki i widelca. Potem na świat przyszły
kolejne dzieci. Nieraz w przychodni albo od kogoś usłyszałam, że nasza rodzina
to chyba patologiczna. A tu nigdy ani wódki nie było, ani awantur żadnych. Po
prostu spotkało się dwóch bidoków - a że mamy dużo dzieci, to co? Przestępstwo
jakieś?
Pytamy, kiedy kupiła sobie jakieś kosmetyki, zabawki dla dzieci. - Jedyne
kosmetyki, jakie kupuję, to mydło. Zabawki dla dzieci to już nie pamiętam
kiedy. A słodycze? Na święta. Tylko i wyłącznie. Mnie tam jakieś szaleństwa
nie są potrzebne. Jakbym miała większą gotówkę, to zrobiłabym zapasy: cukru,
mąki, środków czystości i pampersów. Dlatego też rzadko zabieram dzieci na
zakupy. Wiadomo - patrzą na półki, to im się spodoba, tamto. A w kieszeni
płótno. Ile wystarczyłoby nam, żeby było lepiej? 2 tys. zł. O, z takimi
pieniędzmi to ja już bym całe gospodarstwo domowe sobie urządziła."
www.gazetawyborcza.pl/1,75480,4577051.html?as=2&ias=8
Bardzo mieszane uczucia wywołuje we mnie ten krótki fragment.
Wielkie niedowierzanie. Za 1 ty. zł miesięcznie to sama jedna nie wyobrażam
sobie przeżyć. W szóstkę - przekracza moje najśmielsze wyobrażenia.
Pewien podziw, że jednak dają rady.
Niewątpliwie współczucie. Głównie dla dzieci.
Bo rodzice - czy nie są oni sami bardzo mocno winni tej sytuacji?
Mamy mało danych, być może facet jest chory, może w okolicy nie da się zarobić
więcej, być może ona nie jest w stanie podjąć żadnej pracy.
Ale na licho płodzili czwórkę? Podejście tej pani mnie przeraża. Może nie ma
wódki i awantur, ale jest to dla mnie pewna patologia.