bianka824
07.11.07, 11:52
Ostatnio parę osób powiedziało mi, że chodzę z taką miną że strach
się do mnie odezwać, że wogóle się nie uśmiecham. Oczywiście
uświadomiłam to sobie dopiero wtedy kiedy mi o tym
powiedzieli.Niestety przekłada się to na inne aspekty życia. Mimo,
że wiem, że nie jestem taką osobą nie umiem się opanować i
zachowywać inaczej.
Przyczyna?
Sama nie wiem- myślałam, że już się z nią uporałam. Prawie rok temu
zmarł mój chłopak po ciężkiej chorobie. Wszystko to zupełnie
pozbawiło mnie enrgii i radości życiowej. Teraz kiedy jestem od
jakiegoś czasu z kim innym wydawało mi się, że ją odzyskam, a
tymczasem zachowuję się tak jakbym była kimś innym. Krótko mówiąc
nie dziwię się że usłyszałam, że jestem po prostu upierdliwa.Sama
mam wrażenie że chce przyspieszyć to bycie szczęśliwą tyle, że
wywiera to odwrotny skutek.Co gorsza mimo, że sobie zdaję z tego
sprawę nie potrafię przestać i wyluzować.Po prostu chyba na siłe
chce żeby mnie ktoś kochał, żeby wreszcie mieć normalne życie.
no i co ja mam zrobic zeby umieć sie cieszyc? zawsze wazniejsza dla
mnie byla osoba z ktora bylam niz ja sam-i to uwazam za wielki blad-
tyle ze teraz wychodzi na to ze nie potrafie sama w swoim zyciu sie
odnalezc i funkcjonowac bez kogos.
pisze to bo chce zeby ktos obiektywnie na to spojrzal i powiedzial
co mysli :)
bo moze taki punkt widzenia wiecej mi uswiadomi
pozdrawiam- maruda :)