ijaw
15.11.07, 22:30
"W Izraelu działa coraz więcej grup nazistowskich. I nie za bardzo wiadomo,
jak się z tym uporać.
(...)
Fotografia tatuażu Władymira pojawiła się w prasie i wywołała ogólne
oburzenie. Sąsiedzi z miasteczka zerwali z Tronorockimi znajomość. Również w
nowym miejscu zamieszkania przybysze nie zaznali spokoju. Ludzie stronili od
nich, nazywali nazistami. Bardziej krewcy domagali się wydalenia z osiedla.
Oliwy do ognia dolały buńczuczne wypowiedzi Władymira, że kazał wytatuować
sobie swastykę, aby wymigać się od służby wojskowej. „Wiedziałem, że tego
Żydzi nie zniosą” – przechwalał się.
(...)
Akt oskarżenia zarzuca młodym imigrantom z byłego ZSRR brutalną działalność
neonazistowską. Przepraszam: pomyłka. Nie ma w Izraelu prawa zabraniającego
działalności nazistowskiej. Nawet w najczarniejszych snach posłowie Knesetu
nie wyobrażali sobie, że kiedykolwiek ktokolwiek w państwie żydowskim będzie
naśladował hitlerowców – nigdy więc nie uchwalili odpowiedniej ustawy.
Władymir Tronorocki, Ilia Bonarenko, Aleks Flich, Kirył Bolenko, Władymir
Nizowcew i Eryk Boniatow oraz dwóch nieletnich, których nazwisk nie wolno
publikować, odpowiadać będą „tylko” za zbezczeszczenie synagog i grobowców, za
systematyczne maltretowanie ciemnoskórych, homoseksualistów, narkomanów i
pobożnych Żydów oraz za publikowanie propagandy antysemickiej na internetowych
portalach. Grozi im kara pięciu lat więzienia. Dima Bogatiw, odbywający
obowiązkową służbę wojskową, podejrzany o malowanie swastyk wewnątrz synagogi
w Petach Tikwie koło Tel Awiwu, zdołał zbiec za granicę.
Młodzi neonaziści sami dostarczyli dowody stanowiące podstawę aktu oskarżenia.
Za po mocą kamer wideo dokumentowali każdą akcję, co odkryto w skonfiskowanych
przez policję komputerach. Wycinki filmów, emitowane ostatnio przez telewizję
izraelską, wskazują na niezwykłą brutalność, z jaką traktowali ofiary. Niemal
wszystkie, porzucone w ciemnych zaułkach, udało się uratować tylko dzięki
szybkiej interwencji pogotowia.
Nie wiadomo, jak powstała grupa nazistowskich chuliganów; mieszkali w
miejscowościach odległych od siebie o dziesiątki kilometrów. Wiadomo tylko, że
ich przywódcą był 19-letni Eryk Boniatow z Petach Tikwy. Gdy siedmiu
oskarżonych wypierało się zarzucanych im czynów, Boniatow pisał w swoim blogu
z nieukrywaną dumą: „Nie poddam się nigdy. Byłem nazistą i zostanę nim na
zawsze. Nie spocznę, dopóki ich wszystkich nie zgładzimy”. Wcześniej pisał, że
nie chce mieć dzieci, ponieważ jego dziadek był Żydem, a „w krwi moich
potomków nie znajdzie się nigdy nasienie tej przeklętej rasy”. Babcia Eryka
przeżyła okupację, ukrywając się w lasach. Wszyscy inni członkowie jej rodziny
zginęli w komorach gazowych Treblinki.
Nikt nie znał Eryka lepiej od Swietłany, towarzyszącej mu we wszystkich niemal
wyczynach. W rozmowie z reporterem dziennika „Haaretz” opowiedziała o
uroczystości na cmentarzu w dniu urodzin Hitlera: „Przyszło dwudziestu
chłopców. Do późnej nocy słuchaliśmy nazistowskiej muzyki i piliśmy wódkę. Nad
ranem pijani smarowaliśmy swastyki na grobach i przechwalaliśmy się, kto kogo
i kiedy pobił. Wszyscy nosili wojskowe, łaciate spodnie komandosów – to był
nasz znak rozpoznawczy. Wieczorami spotykaliśmy się w miejskich parkach i
zaczajeni w krzakach czekaliśmy na samotną ofiarę; najczęściej był to bezdomny
narkoman, szukający noclegu na ławce”.
Eryk Boniatow, twierdzi Swietłana, nie znosił sprzeciwu. Do Izraela przyjechał
z Aszchabadu jako dziesięcioletni chłopiec. Już tam, w Turkmenistanie, jego
rodzice żyli na marginesie społecznym; ich dewizą było: jeśli wódka
przeszkadza ci w pracy, przestań pracować. Ale nie alkohol podważał jego
autorytet w grupie, lecz turkmeński rodowód. Niektórzy miejscowi naziści
twierdzą, że Turkmeni nie są Aryjczykami, więc Eryk nie może być przywódcą.
Mimo to aż do dnia aresztowania nikt nie odważył się z nim zmierzyć.
Wykrycie i aresztowanie grupy młodych nazistów to nie tylko dramat ich rodzin,
ale dramat narodowy. W ciągu ostatniego dziesięciolecia przybyło do Izraela
ponad milion imigrantów z byłego ZSRR i trudno się dziwić, że część przybyszów
nie znalazła swego miejsca w kraju o ideologii syjonistycznej. Fala imigracji
rosyjskiej, w której co najmniej jedną trzecią stanowią rodziny mieszane,
nieprzywiązujące wagi do swego żydowskiego pochodzenia, wyrzuciła na brzeg
Izraela – obok inteligencji, ludzi wolnych zawodów, rzemieślników, naukowców i
artystów – także szumowiny społeczne. Istniało jednak przekonanie, że
izraelski system szkolny, a także obowiązkowa służba wojskowa, stanowiąca
swoisty tygiel narodowy nowych imigrantów, sprostają reedukacji zbłąkanych owiec.
Wgląd w niepublikowane dotychczas akta śledztwa, prowadzonego w liceum nauk
ścisłych w Hajfie, jednej z prestiżowych szkół w kraju, kształcącej również
kadetów pobliskiego internatu wojskowego, stawia pod znakiem zapytania teorię
tygla. Na początku września niezidentyfikowany wówczas uczeń liceum umieścił w
portalu YouTube trzy krótkie filmy przedstawiające kilku kolegów noszących
mundury armii izraelskiej, pozdrawiających się wzajemnie okrzykiem „Heil
Hitler!”. W jednym z filmów umundurowany kadet pouczał swoją ośmioletnią
siostrę, jak należy salutować podniesionym ramieniem, aby „mogła się
dostosować do wymogów naszych czasów”.
Wszystkie filmy, prezentowane na tle muzyki hitlerowskiej z lat 30., znikły z
portalu, gdy wychowawcy zidentyfikowali inicjatora skandalu. Okazało się, że
był nim wyróżniający się w nauce kadet. Przepowiadano mu błyskotliwą karierę
oficerską. Warto podkreślić, że dwóch byłych szefów sztabu generalnego oraz
cała plejada dowódców jednostek bojowych ukończyli właśnie tę uczelnię."
Całość tutaj:
tiny.pl/jdrs