Najgorszy rodzaj klienta?

    • nangaparbat3 A to sobie subiekci pouzywali! n/t 22.11.07, 00:39

    • vandikia Re: Najgorszy rodzaj klienta? 22.11.07, 12:24
      druga strona lustra:

      wchodze do punktu "komorkowego", umowiona wczesniej na godzine -
      zadzwonili, zaprosili. czekam 10 min, ale panienka obslugujaca
      zamiast podejsc do punktu informujacego zerka w moją strone i nadal
      z przejeciem pucuje szybe wystawowa majac mnie ewidentnie w d..
      dopiero po interwencji łaskawie podchodzi

      a do osob, ktorzy tak przestrzegają przed "marketowcami"..nie
      wszyscy klienci sa tacy sami, a wszyscy traktowani jak ostatnie g..
      w sklepach. produkty z taśmy przy kasie są na ogol ciskane przez
      sprzedawcow - co wcale nie przyspiesza obslugi, mozna szybko odlozyc
      produkt a nie walnac nim az sie stlucze np. nie wspominajac o tym,
      ze jak sie czlowiek chce o cos zapytac, to nikt nic nie wie, nikogo
      z dzialu akurat nie ma, ew. wielka obraza majestatu ze sie w ogole
      śmie zapytac o cokolwiek.

      są naprawde cudni sprzedawcy i nie wierzę, że oprocz klientow-
      furiatow, normalnego czlowieka zwykla uprzejma odpowiedz "tego tu
      nie robimy", czy tez "przykro mi, ale nie wiem" doprowadzi do takiej
      pasji, ze podniesie glos czy rzuci przedmiotem.
      • viola61 co zrobic z takim klietem? 22.11.07, 23:38
        A oto moj przypadek.
        Jestem wlascicielka sklepu.W zeszlym roku znajoma klientka pozyczyla pewna
        kwote pieniedzy.Nie duzo ale zawsze cos.Nie chcac oddac pieniedzy posunela sie
        do perfidnego podstepu ,zaczela pisac do mojego meza Sms.Sms i ciagle"zwary "od
        niej do meza zaczely robic sie niepokojace.W skrocie moge tylko napisac,ze
        otarlismy sie prawie o rozpad malzenstwa.Tak zamotala,ze moglam nawet sadzic,ze
        doszlo do zdrady.Musielismy babe sprowadzic na ziemie i powiedzielismy jej,ze
        nie chcemy jej widziec u siebie w sklepie.Przez pol roku byl spokoj.Ogladala
        tylko wystawe i nie wchodzila.Az pewnego razu zachcialo jej sie zakupow u nas i
        co zrobila?....Wezwala policje i w ich obecnosci wparowala do nas do
        sklepu.Policjantom powiedziala,ze ja bez zadnej przyczyny zakazalam jej wstepu i
        zakupow u nas w sklepie.Policjantom wytlumaczylam o co chodzi.Byli na tyle
        aktywni,ze wyciagneli od niej oswiadczenie na pismie,ze odda pieniadze w jakims
        tam terminie.Niestety podobno obslugiwac babe musze.Termin dawno juz minal a ona
        zakupy robi systematycznie.Za biezace zakupy placi a dlugu nie oddaje.Nie moge
        na babe patrzec.Moja rodzina prawie przez nia sie rozpadla.Kazda jej wizyta w
        sklepie wywoluje u mnie roztroj nerwowy a ja nie moge nic zrobic,obsluzyc ja
        podobno musze.Do Sadu nie pojde bo dla takich pieniedzy nie warto ciagac sie po
        sadach.A ona przychodzi wstawia sie mi prosto w oczy i widze jej dzika
        satysfakcje,ze ja nic jej nie moge zrobic.
        Dowiedzialam sie,ze z kilku sklepow byla wyrzucona za kradzieze.U nas sie
        pilnuje i tego pewnie nie zrobi.Wogole jest to niezle ziolko bez grosza honoru i
        z wielkim tupetem.
        Jaki jest sposob na tego typu klienta?Nie chce jej juz u siebie ogladac,mam juz
        dosc !!!!!Poradzcie cos handlowcy.

        • Gość: gość Re: co zrobic z takim klietem? IP: *.man.olsztyn.pl 23.11.07, 02:47
          temat początkowo mnie zaciekawił bo sam pracuje w handlu.. jednak
          warto też zauważyć, że wielu sprzedawców z tego tematu moim skromnym
          zdaniem powinni poszukac innej pracy.. sam pracuje w sklepie agd-rtv
          + rowery/skutery. Ogromny procent klientow to wspaniali ludzie,
          nieważne czy młodzi czy starzy, nie ważne czy uśmiechnięci czy
          zdenerwowani.. mimo wszystko handlować można... ale są też i tacy, o
          których zdanie mam najgorsze.. i warto zauważyć, że do klienta
          zawsze podchodzę z uśmiechem i życzliwością

          nim poopowiadam moje historie z pracy bardzo zdziwiło mnie wiele
          kwestii tu poruszonych. Po pierwsze bardzo dziwie się, że wielu z
          Was obraża się na sprzedawcę, który podchodzi do was i pyta się w
          czym może pomóc.. nigdy nie zdarzyło mi się, żeby klient sie na mnie
          za to zdenerwował, ale może jest to spowodowane sposobem
          wypowiadanej oferty pomocy.

          dziwi mnie również, że denerwują was klienci, którzy pytają a nie
          kupują. ja swoją pracę pojmuje również jako informowanie klientów,
          nawet jeżeli tylko ogląda. jeżeli mam do wyboru, że mogę porozmawiać
          z klientem to zawsze robie to chętnie.. zawsze czas zleci szybciej.
          Swoją drogą też musze powiedzieć, że wielu z "oglądaczy", którzy
          mówią, że pójdą porównać cenę w innym sklepie, najczęściej wraca do
          mnie :) i może was zaskocze, ale tym daje również większy rabat lub
          coś gratis- niech konkurencja nie śpi po nocach (w sprawie rabatów i
          gratisów mam dużą swobodę; orientuje się bądź mogę sprawdzić jakie
          są ceny na fakturach od hurtowni)również postępuje tak w przypadku
          wielu niespokojnych klientów, niezdecydowanych, lub też bardzo
          miłych. Czasem również daję rabat z powodu dziwnego przypływu
          radości. I nie myślcie sobie, że z takim podejściem to szef mnie
          nienawidzi.. praktyka wskazuje na to, że zadowolony klient lubi
          wrócić do sklepu i daje dobrze zarobić.. nie ma co chytrzyć 50 zł
          jeżeli można zyskać klienta na długie lata
          wielu klientów jest takich co wchodzi do sklepu w bardzo złym
          humorze.. i nie ma co się dziwić- zarabiają grosze a tu lodówka czy
          zamrażarka zepsuła się w środku lata i pieniądze wydawać trzeba..
          często kwestią podejscia sprzedawcy jest, czy klient wyładuje złość
          wlaśnie na pracowniku sklepu..

          zastanawiający jest również fakt, złości sprzedawcy w chwili gdy
          klient zadaje pytania odnośnie sprzętu. Ja powiem szczerze, że nie
          da się znać odpowiedzi na wszystkie te pytania. Jest to niemożliwe
          przy dużej rotacji towaru itp... jednak po co złościć się z tego
          powodu na klienta? klient ma prawo zapytać a ja mam prawo nie
          wiedzieć- czy tak trudno spojrzeć do katalogu, lub wpisać model
          sprzętu w "google"? czasem jest tak, że nie można znaleźć odpowiedzi
          na pytanie w ciągu 5 minut. w takim przypadku zapraszam klienta za 2-
          3 godziny bądź jutro ew biore od niego nr telefonu. jeżeli klient
          się przez to rozzłości, to przecież nic nie poradze, chociaż jeżeli
          jest serio zainteresowany to jest spokojny.

          Tyle dobrego. To byla ta część pracy, przez którą chce sie rano
          wstawać z łóżka i zarabiać pieniądze w taki a nie inny sposób.

          są jednak klienci idioci i mówie to z całą świadomością. to ci,
          którzy i tak muszą powiedzieć swoje, chocby kłamali w żywe oczy

          i tak przykład numer jeden:
          pan kupił skuter. piękny, nowy, błyszczący. po miesiącu jedzie do
          mnie na szczątkach tego oto maleństwa, cały poobcierany,
          powgniatany. klient oznajmia, że takiego już kupił,
          najprawdopodobniej zniszczony został w transporcie tzn droga
          hurtownia-sklep. Pan oznajmił, że chce zwrotu pieniędzy. odpowiedź
          negatywna. Pan oznajmił, że jestem oszustem i wszędzie opowie co tu
          się stało

          przykład drugi
          serwisowanie skuterów odbywa się tylko po wypełnieniu przez
          kupującego warunków gwarancji. warunek jest podstawowy, o którym
          kupujący jest informowany kilkakrotnie przed zakupem. regularne
          oddawanie skutera na przegląd. Pierwszy przegląd gdy licznik
          wskazuje X km następny gdy Y km itd.. Pan wpada na swoim skuterku,
          by wysłać jego maleństwo na przegląd.. problem jest jeden.. licznik
          wskazuje X+2000km. odmawiam. kolejny raz zostałem oszustem

          przykład trzeci. przychodzi pani z zepsutą komórką. telefon na
          gwarancji, pani jednak nie posiada pudełka ani dowodu zakupu. jedyne
          co przyniosła to gwarancję+telefon. serwisu nie ma na miejscu tylko
          należy wysłać (system door 2 door więc to ona mogla go wysłać, ale
          oczywiście problemu nie robie gdy ktoś przyniesie towar do sklepu -
          oczywiście zapakowany, z gwarancją i paragonem). Pani została
          pouczona, że jej obowiązkiem jest posiadanie paragonu i pudełka, o
          czym była powiadamiana również podczas zakupu. byłem wtedy w bardzo
          dobrym humorze, gdyż po pracy miałem jechać na ryby więc pomyślałem,
          że zrobie dobry uczynek i powiedziałem Pani, że to załatwię, tylko
          możliwe będzie, że troche to potrwa. nie mogłem tego zrobić od razu,
          gdyż troche w rolkach z paragonami trzeba było poszukać więc zająłem
          się tym bodajrze po 3-4 dniach gdy miałem więcej czasu wolnego. po
          14 dniach przychodzi ów niedawno jeszcze miła Pani i po otrzymaniu
          informacji, że telefonu jeszcze nie ma zarządała.. nowego telefonu
          bo nie wypelnilem warunkow gwarancji.. po raz kolejny zostałem
          oszustem

          i czwarty mój ulubiony :)

          przychodzi miła Pani i kupuje lodówke. niestety nie może znaleźć nic
          dla siebie, jednak w tym czasie gdy ma już wychodzić przyjechały
          nowe lodóweczki prosto z hurtowni. jeszcze na dworzu rozpakowałem
          lodówke, Pani popatrzyła, uśmiechnęła się zapłaciła. przy niej towar
          został zapakowany w samochód i ruszył do niej do domu oddalonego o
          jakies 300 metrów od sklepu. lodówke wniesiono do domu, była juz
          rozpakowana, wiec ustawiono ją w miejscu wskazanym przez Panią. dwa
          dni później przychodzi ta Pani, i komunikuje, że została oszukana i
          sprzedano jej.. nie tą lodówke co chciała. oczywiście tłumacze jej,
          że to nie możliwe, że lodówka prosto sprzed sklepu pojechała do niej
          i przy niej ów lodówke wnoszono do jej domu. Pani powiedziała, że
          została oszukana.. tydzień później przyszła z nowu i
          powiedziała: "żeby was bardziej zdenerwować to kupie od was pralke".
          tak też zrobiła

          a teraz jeszcze dla równowagi przykład gdy klientem byłem ja. miałem
          kupić pompkę do fontanny. ile taka pompka mogła kosztować- nie
          miałem pojęcia. byłem wtedy w okolicach sklepu z takim asortymentem
          postanowiłem więc wejść i ew kupić. obsługi o dziwo nie było
          poszedłem więc do kajserki zapytać gdzie coś takiego moge znaleźć.
          Pani powiedziała, że zawoła szefa i mi pomoże. przyszedł szef
          zapoznał mnie z ofertą. pompka którą byłem zainteresowany kosztowała
          ok 900zł. przy sobie miałem tylko 200zł więc poinformowałem Pana o
          tym fakcie i powiedziałem, że zjawie się później. Pan popatzrył na
          mnie i wrzasnął, że "za 200zł to teraz się nawet chleba nie kupi".
          wyszedłem, nie wróciłem.

          • Gość: cas. Re: co zrobic z takim klietem? IP: *.wlb.vectranet.pl 23.11.07, 10:29
            ....podchodzi klient do kasy, wyjechał wózkiem za kasę, więc mówię
            do niego grzecznie, żeby cofnął wózek, wiec on na mnie patrzy jak na
            głupią, proszę ponownie, żeby cofnął (ponieważ nie sięgnę skanerem),
            znów na mnie dziwnie patrzy, macha ze złości głową i mówi
            • kasi3k1 Re: co zrobic z takim klietem? 23.11.07, 11:02
              :)
            • Gość: dfg Re: co zrobic z takim klietem? IP: *.speed-net.pl 26.11.07, 21:48
              dobre :)
            • janneke Re: co zrobic z takim klietem? 27.12.07, 19:38
              znam to doskonale. kiedy do klienta mówi się jasno, prosi o coś, a on kompletnie
              cie nie słucha i jeszcze ma pretensje.
              Klienci niestety nie biora tez pod uwage, ze sprzedawca jest tak samo jak oni
              człowiekiem, i ze zazwyczaj nie ma zbyt duzego wplywu na to, co sprzedaje i jak
              sprzedaje.

              Ja np pracuję w telemarketingu i na infolinii, ale kiedy już musze do kogos
              zadzwonic i cos tam, nie wnikajmy co, sprzedac, to wierzcie mi na slowo, niemal
              cala rozmowe musze przeprowadzic wg cholernie sztywnych ram, wymogów, skryptow,
              i za kazde odbiegniecie od normy bekam u kierownika.
              rozmowy sa odsluchiwane i oceniane. Musze zapytac klienta o dwadziescia rzeczy,
              musze mu powiedziec milion roznych rzeczy, i nie wazne, czy on ma czas, czy go
              nie ma, nie wazne, ze wyczuwam, ze inne podejscie, inne slownictwo czy cos tam
              lepiej na niego podziala, moze zainteresuje go inna strona danego produktu...
              mozliwosci jest wiele, i mimo,ze nie powiedzialabym nic zlego ani wbrew
              procedurom, to i tak MI NIE WOLNO.
              Mam prace jaka mam, nie lubie jej, jest niewdzieczna i cholernie ryje psychike..
              ale lepsze to niz nic. I naprawde ciezko jest mi odebrac na infolinii setny
              telefon danego dnia i uzerac sie ze stara baba, ktora nie ma pojecia co to jest
              pesel ("co pani kce? pesla? a dzie to?) i nie rozumie, ze aby czegos sie tam
              dowiedziec, najpierw musze zweryfikowac jej dane. Takie sa procedury i koniec, i
              kurna, nie da sie ich nijak obejsc, i mimo ze grzecznie tlumacze, czasem jak
              zdarta plyta, to chwilami nie da sie inaczej postapic, jak powiedziec, ze jesli
              jej sie nie podoba, to niech idzie do innej firmy...

              Pozdrawiam wszystkich pracujących w call center :)
              • Gość: mysamysa głupie procedury IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.12.07, 17:59
                Janneke bardzo współczuję Ci takiej pracy i życzę lepszej.
                Ale na razie nie możesz denerwować się na ludzi (zwłaszcza
                starszych), że głupie firmowe procedury ich przerastają. Ta "stara
                baba" nic nie jest winna, że domagasz się od niej jakiś danych
                niczym na przesłuchaniu policyjnym.
                Do mnie kiedyś jakaś pani zadzwoniła z ofertą, ja grzecznie do
                niej, ze nie jestem zainteresowana i nie mam czasu a ona mnie
                objechała, że nie chcę jej słuchać.
                • janneke Re: głupie procedury 02.01.08, 19:31
                  Tez sobie wspolczuje tej pracy... ;) Ale jest jak jest, a nie jak powinno być.
                  Co do objechania za niewysluchanie oferty - pewnie babka sobie ulzyla, ale nie
                  miala prawa tak postapic, my mamy absolutny zakaz, nawet gdy ktos mi bluzga ja i
                  tak musze powiedziec, ze bardzo milo mi sie rozmawialo i zyczyc udanego dnia... :)
                  • kochanica-francuza Re: głupie procedury 03.01.08, 18:52
                    janneke napisała:

                    > Tez sobie wspolczuje tej pracy... ;) Ale jest jak jest, a nie jak powinno być.
                    > Co do objechania za niewysluchanie oferty - pewnie babka sobie ulzyla, ale nie
                    > miala prawa tak postapic, my mamy absolutny zakaz, nawet gdy ktos mi bluzga ja
                    > i
                    > tak musze powiedziec, ze bardzo milo mi sie rozmawialo i zyczyc udanego dnia...
                    > :)

                    To cię musi silnie wk...ać. I nic dziwnego.

                    Ale może babka czekała w napięciu na telefon od wnuka/adoratora, coś wreszcie
                    dzwoni, a to Ty i masz wymagania. ;-)

                    Poza tym odbierających silnie wkurza świadomość, że ktoś ma ich telefon, A ONI
                    MU GO NIE DAWALI!
                    • janneke Re: głupie procedury 10.01.08, 09:23
                      Apropos "ONI MU GO NIE DAWALI" - dawali. podpisujac umowe i wyrazajac zgode na przetwarzanie danych osobowych.
                      Nie wyobrazam sobie pracowac w miejscu, w ktorym dzwonie nie wiadomo gdzie, wybierajac numery z ksiazki tel. To byla by juz paranooja.poza tym to nielegalne :D
              • figgin1 Re: co zrobic z takim klietem? 03.01.08, 09:39
                Janneke, współczuję. Miałam kiedyś w swoim życiu krótką przygodę z
                telemarketingiem. Zwiałam po dwóch dniach. Może poszukaj innej pracy, za takie
                pieniądze i lepszej jest teraz pełno.
              • Gość: zaciekawiony Re: co zrobic z takim klietem? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.01.08, 18:36
                tak sobie pomyslalem w trakcie lektury tego topika, ze chyba w duzej
                mierze wplyw na jakosc obslugi w polskim handlu maja dwa elementy:
                1. niska placa, przyciagajaca slabszych ludzi i zniechecajaca do
                pracy
                2. wysoka rotacja zniechecajaca do szkolen i generujaca wysoki
                poziom niekompetencji obslugi:)

                w przypadku elementu pierwszego, to na dodatek wplywa on na
                klientow, ktorzy czesto sa sfrustrowani poniewaz ich portfele nie sa
                zbyt grube, a zycie wymusza dokonania zakupow. dlatego tez kombinuja
                jak moga:)
                w przypadku elementu drugiego to jest to juz bardziej przejrzyste:)
                oczekiwanie ze pracownik marketu ktory zaczal prace tydzien temu i
                najprawdopodobniej nie przepracuje w tym sklepie dluzej niz 2
                miesiace, bedzie kompetentny w zakresie jego asortymentu jest dosc
                naiwne:)
                ten pracownik podjal prace raczej na probe, albo dla doraznej,
                chwilowej korzysci finansowej. podjal prace latwo dostepna w jego
                sytuacji ale zenujaco nisko platna. zeby bylo jeszcze ciekawiej
                prace wymagajaca od niego bardzo duzego wysilku fizycznego!
                troche sie czasami dziwie ludziom oceniajacym ze pracownicy
                wiekszych sklepow gdzies tam sie chowaja po katach, czy sprawiaja
                wrazenie zmeczonych, zdenerwowanych itd.
                to moze warto sobie wyobrazic ze zapieprzasz na nogach, ciagle sie
                schylajac, prostujac, rozmawiajac z tysiacami obcych ludzi, czesto o
                roznym poziomie inteligencji, urody i higieny osobistej.
                wymagany jest od Ciebie wysilek fizyczny i powiedzmy w danym dniu
                trwa to juz 7,5h:) takiego czlowieka ktory wie, ze klienci nim
                gardza z racji na jego zarobki, a on gardzi ta praca z racji na
                zarobki wynoszace np. 600 zl netto/mc, chyba trudno posadzac o
                jakiekolwiek dobre checi:)
                pomimo tego, najczesciej mam doczynienia z obsluga neutralna, badz
                sympatyczna. zdazaja sie osoby niesympatyczne, ale nie przejmuje sie
                tym zbytnio. na glowe sobie jednak wchodzic nie dam i jak ktos
                zaczyna naruszac zwykla ludzka przyzwoitosc w relacji miedzy obcymi
                sobie osobami to wtedy potrafie powiedziec, ze mi sie to nie podoba.
                sam nie pracuje w handlu, ale czasami tez jestem popoludniu zmeczony
                i zdazylo mi sie zareagowac kompletnie impulsywnie i agresywnie w
                kontakcie z innym czlowiekiem. to sie zdaza kazdemu, acz powinno
                jako pewien wyjatek, za ktory warto tez przeprosic.

                byl tez poruszony watek gastronomiczny i tutaj musze powiedziec, ze
                jest to wyzsza szkola jazdy, a problemy jak w zwyczajnym handlu. w
                przypadku obslugi barowej czy restauracyjnej niezwykle wazna jest
                jakosc tej obslugi. glownie czy obsluga jest w miare sprawna, czy
                tez moze czuje sie czlowek zbednym przeszkadzaczem a nie klientem.
                wazne jest czy obsluga jest mila i sympatyczna, czy moze gburowata i
                myslaca tylko o tym, ze "robi za sluzbe, a to jej nie przystoi".
                niestety zauwazylem pewna prawidlowosc. otoz jesli lokal jest w
                miare popularny w sensie liczby gosci i widac, ze interes sie kreci,
                wtedy obsluga dosc szybko pozwala sobie na brak szacunku dla
                pojedynczego klienta. oczywiscie jest to wina menedzera, ktory
                czesto nie obserwuje tego co sie dzieje na sali, a siedzi gdzies w
                kanciapie i sie zajmuje swoimi waznymi sprawami:)
                a wtedy sie okazuje, ze kelner potrafi zapomniec zamowienia, nie
                podejsc do stolika, ze w sytuacji trudnosci z platnoscia zaczynal
                byc niegrzeczny i w podtekscie oskarzac klienta o probe oszustwa
                (chociaz wina lezala po stronie lokalu, np. niesprawne urzadzenie
                platnicze, badz nieumiejetnosc jego obslugi), albo ze produkt jaki
                klient otrzymal byl zimny, zle przygotowany i na dodatek niezgodny z
                zamowieniem:)
                prawda taka, ze chyba jeszcze musimy sie duzo nauczyc:)
              • kochanica-francuza Re: co zrobic z takim klietem? 03.01.08, 18:58

                > Ja np pracuję w telemarketingu i na infolinii, ale kiedy już musze do kogos
                > zadzwonic i cos tam, nie wnikajmy co, sprzedac, to wierzcie mi na slowo, niemal
                > cala rozmowe musze przeprowadzic wg cholernie sztywnych ram, wymogów, skryptow,


                niewdzieczna i cholernie ryje psychike.

                I to są powody, dla których po namyśle zdecydowałam z ozdobnego i wyrafinowanego
                wrzucania telemarketerom. Nie dzięki twojemu postowi, tylko dzięki użyciu
                własnych szarych komórek. ;-)

                • kochanica-francuza co wy z tymi babami? 03.01.08, 19:00
                  każdemu stara baba w czymś przeszkadza...a upierdliwy dziadek się nie trafił?

                  mój typ: współklient, dziadek pocztowy. Nic nie wie, nie kojarzy procedur i
                  przez to stoi przy okienku pół godziny.

                  Fakt, że Polacy ogólnie nie umieją załatwiać spraw urzędowych i blokują okienka
                  niezależnie od wieku. ;-)
    • kochanica-francuza Żywiołak, robiłeś im badania? 27.12.07, 21:39
      To skąd wiesz, że mają klimakterium?

      Btw. nie ma czegoś takiego jak "klimakteryczna histeria". Tym bardziej permanentna.
    • Gość: zosia Re: Najgorszy rodzaj klienta? IP: *.chello.pl 22.01.08, 00:55
      Jestem taką lekko już starszą panią i mimo naprawdę dobrej woli nie zawsze zgadzam sie z podejściem personelu do mnie.Przykład?Poszłam ze znajomymi na imprezę-taką dlaosób w moim wieku.Pomijam fakt,ze w barku alkohol sprzedawali bardzo młodzi chłopcy(może i mieli po dwadzieścia lat...)Dla zasady nie kupiłam u nich drinka!pod koniec imprezy postanowiłam kupic sobie papierosy bo może mi brakować.Młody człowiek bardzo ochoczo mi je podaje w międzyczasie rozpieczętując paczkę,żąda 10 zł.Takie praktyki są naganne bo marża jest w cenie narzuconej odgórnie a podanie otwartej paczki traktuje się jako usługę i kosztuje to-bagatela-ponad trzy złote.Nie zgadam sie na te usługę i proszę o nierozpieczętowana paczkę tłumacząc młodym ludziom bezprawność ich działania nie dam się oszukiwać w bezczelny sposób.W rezultacie młody człowiek wyrywa mi paczkę z ręki z odpowiednim komentarzem.Nie jestem starą upierdliwą kwoka ale zostałam tak potraktowana tylko dlatego,że znam zasady rynku i nie da sie mnie naciągnąć.Może powinnam w domu siedzieć a jeśli już wyjde to zgadzać się pokornie na warunki jakie nam młodzi narzucają?Niedoczekanie.Mało tego mam nadzieję,że powyższe przeczyta ktoś kompetentny i zajmie się powszechnym naciąganiem klientów.Bo knajpa rozlicza sie z marży a ciekawa jestem czy wątpliwa usługa jaka jest rozpakowanie paczki papierosów jest uwzględniana przez fiskusa.Moje wnuczki jeszcze sobie na mnie poczekają bo ja mam zammiar teraz właśnie używać życia,nie jest to domena zarezerwowana tylko dla młodych.Pod każdym względem.Pozdrawiam młodych-pamiętajcie też się zestarzejecie
      • Gość: Ja Re: Najgorszy rodzaj klienta? IP: *.koba.pl 23.01.08, 00:58
        Dziwny wątek - piszą tu i konsumenci i odbiorcy usług/produktów. W jednym
        momencie pogardliwe "panienka za barem", w drugim "paniusia przy stoliku". Stoję
        po obu stronach barykady - praca w obsłudze klienta, ale przecież sama również
        jestem konsumentem. I zauważyłam jedno: że osobom pracującym w działach
        obsługi/sprzedaży/czy w ogóle kontaktów z klientem, znacznie wyostrza się
        spojrzenie na klienta, obsługę, sprzedaż. Rozpoznajemy typy klientów,
        charakterystyczne zachowania, pytania itp., ale z drugiej strony jako klienci
        wymagamy tego, co nasi klienci od nas. Sama pewnie nie raz zadałam szereg
        bezsensownych pytań, okazałam się typowym dla kogoś klientem, ale ja wiem dużo w
        swojej dziedzinie, w innej nic, to normalne. Byłoby w porządku, gdybyśmy się po
        prostu szanowali. Trochę wyobraźni z obu stron dużo zmieni :) Tylko nie każdy ma
        na to chęć. I jeszcze jedno: na samym początku wątku ktoś zauważył, że klient
        kupując coś tam uważa, że kupił i nas (z pamięci odtwarzam, nie cytat). Niestety
        często to prawda.
        I, tu chciałam podać przykład z superobsługi jednego ze sklepów na moim osiedlu,
        ale znowu zauważam, że to też dwie strony medalu: sklep tzw. sieciowy,
        szkolenia, procedury, standardy obsługi, i sklep mały, prywatny, z mniejszą marżą.
        Ale napiszę, a co tam:
        Chciałam zrobić drobny zakup w drogerii na dzień przed wigilią. Nie miałam przy
        sobie pieniędzy, wartość niewielka ok. 30 zł. Pytam do której sklep będzie
        otwarty w wigilię - do 13, nie pasuje mi, więc zapytanie o której mogę być -
        pani zaoferowała, że zostanie do 15! Nie chciałam jej aż tak zobowiązywać, Ale
        Pani informuje, że pracują od 9 rano, ale, że otworzy o 8 jeśli tylko będę mogła
        przyjść. Słuchajcie, mały sklepik, niewielki zakup, ale podejście pierwsza
        klasa! Umówiłam się na 8 rano, ale na szczęście znalazłam w pobliżu bankomat,
        wróciłam do sklepu i nie musiałam Pani fatygować do dodatkowych
        nieprzewidzianych godzin następnego dnia. Pozdrawiam Panią serdecznie :)
    • copywoman1 Re: Najgorszy rodzaj klienta? 03.02.08, 22:20
      marudny, niezdecydowany, z fochami w nosie i oszczędny do przesady.
      najgorsze sa beretowce, wszystko wymaca, przemaca, ogladnie 50 razy
      z kazdej strony , zabierze Ci 20-15 min. czasu, a i tak nic nie
      kupi ! normalka.
Pełna wersja