hanni
27.11.07, 16:56
"Zastępca dowódcy plutonu - chorąży Andrzej O. - powiedział szeregowcom
obsługującym moździerz, że gdyby pociski spadły na wioskę, mają się tym nie
przejmować"
"Radio podaje też, że dowódca plutonu, Tomasz B. po odprawie z dowódcą bazy,
majorem Olgierdem C, miał powiedzieć do kolegów, że nie wykona rozkazu
ostrzału wzgórz."
"po wyjechaniu z bazy, inicjatywę za młodego i przestraszonego sytuacją
Tomasza B. przejął jego zastępca, chorąży Andrzej O.
Wtedy Tomasz B. bojąc się ofiar cywilnych, wrócił do bazy upewnić się, czy
jego grupa ma ostrzeliwać wzgórza. W tym czasie moździerze oddały serie i
jeden z pocisków lub pociski zabiły Afgańczyków"
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,4711481.html