Wessani, przeżuci i wypluci przez korporacje

28.11.07, 00:21
parę lat temu.

Odeszliście sami, bo nie dało się tam żyć tak jak chcieliście czy
też Was stamtąd po prostu wyrzucono po uprzednim wyciścięciu
wszelkiego zapału do pracy i chęci do życia?. Udało się Wam potem
uniknąć branżowego ostracyzmu? Jak to widzicie teraz? Pracujecie
nadal w wyuczonym zawodzie, ale już „na swoim”, czy zrobiliście
obrót o 180 stopni, bo to poprzednie środowisko, z którym Was
(często na siłę) „integrowano” tak Wam obmierzło, że to obrzydzenie
powoduje barierę nie do przejścia?
Pytam, bo odeszłam z takiej jednej korporacji pięć lat temu. Zawodu
nie zmieniłam - robię to samo, co kiedyś, ale jako „wolny strzelec”.
I po tych pięciu latach dochodzę do wniosku, że przy kolejnym
spotkaniu z przedstawicielami środowiska, z którym jestem zmuszona
współpracować z racji wykonywanego zawodu rzucę po prostu
wielobarwnego pawia na tę ichnią kulturę korporacyjną. Też macie
taki uraz do tych z pozoru „dojnych krów”, które kiedyś pozwalały
szybko kupić mieszkanie, a z perspektywy czasu okazały się
bardziej „dojarkami” życiowymi? (sorry za te mleczno-krowie
skojarzenia - tak mi się jakoś coś pokojarzyło niezależnie od
branży:)))).
    • niedo-wiarek Re: Wessani, przeżuci i wypluci przez korporacje 30.11.07, 23:20
      Z doświadczenia wiem, że przeciętna korporacja bywa lepsza od pracy u niejednego chama nazywającego się drobnym (średnim) przedsiębiorcą.
      Oczywiście można korporacyjne zwyczaje zestawić z zatrudnieniem w budżetówce, ale są to rzeczy nieporównywalne.
      W ogóle praca jest często ciężka, wymagania spore, płace nieadekwatne do zaangażowania, ludzie niemili, a szef to ewidentny półidiota - takie życie. Na szczęście przymusu nie ma - zawsze można zasilić szeregi ludzi wolnych, czyli bezrobotnych ;)
Pełna wersja