smydan
29.11.07, 11:52
Proszę napiszcie co o tym sądzicie.
Mam prawie 50 lat, jestem tzw.kurą domową, mieszkam w małym mieście. Od 2 lat
istnieje u nas sklep Kaufland. W czewcu tego roku przypadkowo dowiedziałam
się, że ktoś ze znajomych kupując jakąś margarynę trafił na przeterminowaną,
oddał w kasie głównej i dostał w ramach przeprosin 5zł.Informacja o tym leci
na okrągło przez głośniki ale nigdy się tym nie zainteresowałam. Postanowiłam
sprawdzić, czy trudno znaleźć taki przeterminowany produkt. Okazało się, że
wystarczy przyjrzeć się stoiskom z nabiałem, garmażerką lub ciastami(jakieś
pirniki,rolady,drożdżowe) i praktycznie za każdym razem byłna półkach towar
przeterminowany.
Nie pracuję, życie mam ustabilizowane, na zakupy chodzę 3x w tygodniu. Gdy
przynosiłam te przeterminowane towary do kasy głównej najpierw było szybko,
zabierano towar i paragon i wypłacono zwrot za towar i 5zł. Później zaczęto do
każdej reklamacj drukować 3 dokumenty które należało podpisać. Chciano ode
mnie dane osobowe, ponieważ odmówiłam (przychodzę do sklepu anonimowo, nie mam
zamiaru się legitymować) dziewczyny odmawiały wypłaty. Powiedziałam, że mają
oddać towar i paragon i idę z tym do sanepidu. To zwykle skutkowało chociaż
rozmowa grzeczna nie była. Ja deklarowałam że zostawiam im paragon i wszystkie
3 papierki podpiszę tzw. parafką. Póżniej bywało róznie jedne dziewczyny
wypłacały bez żadnych formalności inne drukowały te 3 dokumenty które im
podpisywałam.
Zaznaczam, że bawiłam się w to od lipca, średnio w miesiącu "zarabiałam" 50-60zł.
Jedna z pań w kasie gł było wyjątkowo nieuprzejma, robiła aluzje, mówiła o
rozliczaniu "dochodu" w US, kilka razy powidzałam jej że jest w pracy i
powinna być uprzejma.
NIGDY nie zrobiłam nic niedozwolonego (sugerowano, że niektórzy klienci
chowają towary do tyłu na półkach żeby się przeterminowały).Przechodząc obok
potencjalnych przeterminowanych rzeczy po prostu pryglądam się datom ważności,
jeżeli biorę produkt do ręki ZAWSZE odkładam na to samo miejsce. Mam
świadomość monitoringu. Na zakupy chodzę 3x w tyg i zawsze najpierw do sklepu
blisko domu (tam te podstawowe) a później idąc na miasto wstępuję do kauflandu.
Wczoraj trafiłam na 2 rzeczy po terminie. Ponieważ dziewczyny nie zawsze
płaciły 10 zł jak obydwie rzeczy były na 1 paragonie, to rozbiłam zakupy na 2
paragony. W kasie głównej podejrzanie długo trwały formalności, zaczęło
zbierać się "konsylium". 2 osoby z sali które wykładają towar, ta najbardziej
nieuprzejma i jak podejrzewam pan z monitoringu.Na moje pytanie dlaczego to
tak długo trwa były głupie odzywki typu "sprawa jest urzędowa". Wypłacono mi
za jeden towar zwrot zakupu +5zł, a za drugi paragon tylko zwrot za
przeterminowy budyń. Na moje pytanie dlaczego nie ma tutaj gwarantowanych 5 zl
OPDPOWIEDZANO mi, że się nie należy Bo pani nie wzięła tego towaru z
półki.Zaczęła się niestety zwykła pyskówka,pan powiedział, że nie złapał mnie
jeszcze za rękę ale to tylko kwestia czasu,powiedziałam że mogę go za to
pozwać do sądu a on na to że się nie boi, ze będą musieli wnioskować do
centrali żebym miała zakaz wstępu do sklepu, że poinformują panią xxx z US
żeby mnie dobrze rozliczyła, że ja tu przychodzę codziennie i zarabiam więcej
niż one.
Stwierdziłam że nie ma sensu rozmawiać z nimi, poprosiłam o zwrot paragonu i
tego nieszczęsnego budyniu i zapowiedziałam że idę z tym gdzie indziej.
Odmówiono mi "bo już jest zrobiony zwrot a jak będę nalegać to wezwą policję i
będę oskarżona o wyłudzanie pieniędzy".
W pierwszym odruchu parsknęłam śmiechem a w drugim szurnęłam na podłogę 1,29zl
które leżały na ladzie. Powiedziałam na odchodne,że tak nieuprzejmych ludzi
nie ma w żadnym sklepie i tyle przetrminowanego szmelcu na półkach . Zdziwiono
się, że jeszcze żyję a ja że ten szmelc przetermionowany przynoszę do nich
żeby się ktoś nie struł. "Poradzono" mi na odchodnym, że mogę złozyć zażalenie.
Dopiero w domu się rozpłakałam. Nie potrzebuję tych 5zł na chleb ani na zakupy
do chleba. Wychodziłam z założenia że pewnie bardziej im się opłaca dać
klientowi niż narażać sie na sankcje służb sanitarnych. Nie chodzę do nich o 7
rano węsząc co jest stare(najpierw robię zakupy blisko domu, dopiero idąc ok 12,00
na miasto wstępuję do kauflandu). Przejście obok i przpatrzenie się zajmuje
kilka minut, NIGDY nie zrobiłam niczego niedozwolonego. Gdybym nie wzięła
felernego produktu czułabym się tak jakby nie chciało mi się schylić po 5zł
które leży na ziemi.
PRZEPRASZAM , że tak dużo. Być może ocenicie że o niczym ale jeszcze jestem
zdenerwowana (ale sam fakt napisania o tym już mi trochę ulżył).
Nie muszę tam chodzić, mogę chodzić i nic nie reklamować ale nie wiem dlaczego
mam nie korzystać z tego do czego ciągle namawiają przez głośniki.
W sumie to chciałabym ich jakoś ukarać, zastanawiam się czy nie napisać do
Centrali, podejrzewam, że mieli za dużo zwrotów i dlatego czsami wypłacali bez
żadnej dokumentacji. Wiem że są rzecznicy praw konsumenckich ale nie wiem czy
warto tym zawracać sobie i innym głowę.
Proszę napiszcie jak to wygląda patrząc z boku.
smydan