moje zycie jest beznadziejne:(

02.12.07, 11:23
moja matka mnie obwinia o to ze jest chora. Mowi ze to dlatego ze do kosciola
nie chodze ze sie nie modle ze pale paperosy ze sie spotykam ze strszym
facetem. mowi ze gdyby nie to to by jej nic nie bylo. zmusza mnie do chodzenia
do kosciola a ja i tak wiem ze to mi nic nie da ze to jej nie pomoze
wyzdrowiec. juz mam dosc ciaglych awantur w domu na ten temat. dosc mam
ciaglych przytyczek jaka to ja jestem okroipna ze przynosze wstyd dla
rodziny(mieszkamy w malej wiosce) i ze jestem czarna owca. A ja uwazam ze
chodzenie do kosciola nic nie da i ta modlitwa na sile tez nie. Mam taki
system ze wierze w to co jest dokola i tyle ale nie werze w to ze modlitwa w
zimnym kosciele cos mi da to tylko mury przeciez i tyle. wiem ze czesc osoob
mnie zlinczuje za. Ich sprawa ze sie im n ie podoba. Tylko co ja mam teraz
zrobic z mama nie chce zeby mnie zmuszala do chodzenia do kosciola i nie chce
zeby mnie obwiniala za to ze jest chora. Co ja mam teraz zrobic? Juz mam dosc
tej atmosfery w domu jak tylko przyjade to sa awantury i nic wiecej. Najlepiej
sie czuje jak jade na studia wtedy wiem ze odzywam spotykam sie z ludzmi
smieje sie a jak jestem w domu to tylko zy mi sie cisna w oczachi tyle. Jade
tam siadam do ksiazek gadam z przyjaciolmi i jest kompletnie inaczej czuje ze
jestem kims natomiast w domu czuje sie nikim kims najgorszym kims kto nie
jest nic wart, wiem ze nikogo nie obchodze. Wszyscy jacy byli zdziwieni jak
dostalam sie na studia a przeciez w liceum dobrze sie ucylam bylam jedna z
najlepszych w klasie a i tak byly przytyki od najgorszych ze sie nie ucze itd.
Na studiach sama sie utrzymuje ze stypendium i z pracy jest ciezko ale daje
rade. W domu natomiast jest mi to ciagle wypominane ze wyjechalam i teraz
przyjezdzam raz na miesiac. A czy mi sie chce przyjezdzac jak wszyscy mnie tak
traktuja ? NIE. Czy tylko ja to tak strasznie odbieram ? ( ten sam watek
zamiescilam takze na forum psychologia i religia)
    • wujek.jehusi Re: moje zycie jest beznadziejne:( 02.12.07, 11:24
      Na pociechę ci powiem, że nie życie beznadziejne, tylko relacje z matką.
      • Gość: aga3101 Re: moje zycie jest beznadziejne:( IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.12.07, 11:32
        To wiem ze relacje z matka tylko co zrobic zeby nie byly takie zeby sie tak nie
        zachowywala
        • Gość: d-fens Re: moje zycie jest beznadziejne:( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.12.07, 12:19
          Ty nic nie możesz zrobić.
          To twoja matka musiałaby zmądrzeć jakoś radykalnie. Ale skoro to się
          nie udało dotychczas, to w tym wieku zapewne już nic z tego nie
          będzie. Na głupich rodziców nie ma rady.
          Na szczęście jesteś już dużą dziewczynką. Proponuje znaleźć sobie
          odpowiedzialnego i mądrego partnera, który da ci wsparcie
          psychiczne, którego nie dostaniesz od rodziny.
        • maria_antonieta Re: moje zycie jest beznadziejne:( 02.12.07, 12:33
          Matki juz nie zmienisz. Jedyne co mozez mienic, to obraz relacji z
          nia. Sama, z tego co piszesz, doskonale orientujesz sie w sytuacji;
          wiesz jak jest, czego mozesz sie po niej spodziwac. Jest to przykra
          sprawa i ciezka do realizacji, ale po prostu olej to wszystko.
          Czasem zawistni ludzie, dostrzegajac jak inny sie reazlizuje,
          probuja podswiadomie zniszczyc jego szczescie. I nie wazne, czy to
          matka, czy kumple zza rogu...
          Wiem,ze pewnie nie to samo, ale podam Ci moj przyklad:
          Od grubo ponad roku mieszkam w Hiszpanii, i wraz z moim wyjazdem,
          moj mujek przypomnial sobie o mojej egzystencji.
          Dzwoni co kilka dni, pytajc jak tam sobie radze, jak studia, a
          kiedy mi sie noga niekiedy podwinie, wujcio wydaje sie byc bardziej
          usatysfakcjonowany. Najgorzej dla niego, kiedy wszystko mi sie
          udaje..., ale i tak zawsze musi mi dociac.
          Z poczatku sie przejmowalam, myslac, ze przeciez to rodzina i nie
          mozna sie od niej odciac, etc. Niemniej zrozumialam o co naprawde
          chodzi i juz od dwoch miesiecy nie odbieram jego zawistnych
          telefonow...Mam go gleboko w d...

          Oczywiscie, osoba matki to nie to samo co pieprzony wujek, ale
          powinnas zneutralizowac nieco jej obraz w swojej glowie.
          Piszesz, ze studiujesz w wiekszym miescie: Doskonale, tam nawiazane
          przyjaznie przetrwaja i pomoga Ci stanc na nogi. Bardzo czesto (i
          znow moj przypadek) przyjaciel jest dla ciebie osoba o wiele blizsza
          niz rodzina..

          Powodzenia:)
    • Gość: DSD Re: moje zycie jest beznadziejne:( IP: 144.92.199.* 02.12.07, 20:53
      Coz, moje zerwanie z wiara jakos 'przeszlo' przez rodzine, ale matka
      probowala wzbudzic we mnie poczucie winy... W Twojej sytuacji jest
      gorzej. Niestety, jedyne co moge Ci polecic to postarac sie jak
      najszybciej osiagnac pelna samowystarczalnosc finansowa i
      wtedy 'paktowac' z matka jak rowny z rownym. A 'paktowanie' w
      dyplomacji moze doprowadzic do 'zerwania stosunkow'... Zaznaczam ze
      znamy tylko Twoja wersje wydarzen, ale przyjmuje ze piszesz prawde
      (akurat w 'ewangelizacje' przez wzbudzanie poczucia winy jestem w
      stanie uwierzyc bez problemow...). No i zgoda z innymi - to nie
      zycie jest beznadziejne tylko zachowanie Twojej matki.
    • camel_3d rewelka.... 03.12.07, 11:26
      no nie..ja bym chyba sie rozmowil z taka rodzina.
      mne na szczescie nikt nie zmuszal do biegania do kosciola tak od 12 roku zycia:)
      wiara pozostala..i fajnie:) czasem pojde do kosciola, kiedy mam taka potrzebe,
      al egdyby mnie ktos chcial zmusic to na pewno stanal bymokoniem:) dla zasady..

      a jak matka mowi ci, ze przez ciebie jest chora to powiedz, ze ty tez przez nia
      sie zle czujesz i masz przez jej paranoje wrzody na zoladku..i jezeli nie
      przestanie tak si ezachowywac i traktowac cie jak dziecko to wogole przestaniesz
      przyjezdzac..
      • aga3101 Re: rewelka.... 03.12.07, 13:01
        szczerze to chyba racja z tym że ona mnie doprowadza do furi i do wrzodów
        żołądka. A do domu to i tak przyjeżdzam raz na 1.5 miesiąca bo po co czesciej
        jak bedzie tam piekło i bede cały czas płakac i siedziec sama w pokoju i co
        robic? neta w pokoju nie mam to co tam robic ksiazki czytałam wszystkie jakie
        mam a mam ich sporo to spac tylko można a tu sie nie da bo ciagle krzyki i
        awantury:(
        • wujek.jehusi Re: rewelka.... 03.12.07, 13:16
          A przytulić i powiedzieć "mamo, kocham cię, ale żyję swoim życiem" próbowałaś?
        • Gość: bździomgwa No ludzie IP: *.chello.pl 03.12.07, 13:25
          aga3101 napisała:

          > neta w pokoju nie mam to co tam robic ksiazki czytałam wszystkie
          > jakie mam a mam ich sporo to spac tylko można a tu sie nie da bo
          > ciagle krzyki i awantury:(

          Dobra córeczka, nie ma co.
          Przyjeżdża do chorej matki i zamiast jej pomóc, poprać, poprasować, posprzątać
          gruntownie, czy chociażby przytulić i pocieszyć, to tylko myśli, gdzie by sie tu
          uwalić i kimać. Szantrapa z ciebie jakich mało, biedna ta twoja matka, wychowała
          nieczułą jędzę, na dodatek palącą papierochy, od których pewnie śmierdzisz na
          kilometr.
          • aga3101 Re: No ludzie 03.12.07, 20:14
            sorry a gdzie ja napisałam że pale papierosy??????????
            Jakoś sobie nie przypominam? W domu pomagałam jak mogłam a i tak słyszałam
            ciągle to samo można wiedzie o co ci chodzi konkretnie? Czepiasz sie nie wiadomo
            o co? Pewnie sam/a palisz jak smok i nic nie robisz!
            • Gość: bździomgwa Re: No ludzie IP: *.chello.pl 03.12.07, 21:30
              aga3101 napisała:

              > sorry a gdzie ja napisałam że pale papierosy??????????
              > Jakoś sobie nie przypominam?

              Kiepską masz złociutka pamięć, skoro nie pamiętasz swoich słów. Nic się nie
              martw złociutka, przytoczę ci je, z twojego pierwszego postu:
              "moja matka mnie obwinia o to ze jest chora. Mowi ze to dlatego ze do kosciola
              nie chodze ze sie nie modle ze pale paperosy ze sie spotykam ze strszym facetem.
              mowi ze gdyby nie to to by jej nic nie bylo."
              A tak na marginesie, co ty złociutka studiujesz, polonistykę może?
              • aga3101 Re: No ludzie 04.12.07, 15:32
                ale nie napisałam że cały czas a z reszta nie ważne... i tak się ktoś zawsze
                przyczepi:( A co studiuję? Na pewno nie polonistykę tylko coś zupełnie innego.
                Coś co mnie akurat interesuje
    • Gość: Raul biedna jestes ale nie szkoda mi ciebie IP: *.prest.polkowice.pl 04.12.07, 12:02
      ja zachlastałbym sie na twoim miejscu
    • antybyt Niekiedy rodzina potrafi być najgorszym wrogiem 04.12.07, 14:03
      szkoda że rodziny nie można sobie wybrać;),dobrze chociaż że na studia
      wyjechałaś i wyrwałaś się stamtąd. Matka która obwinia swoje dziecko o chorobę
      to już przegięcie(że do kościoła nie chodzi) sic!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja